niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 79

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ♥
Rozdział ze specjalną dedykacją dla Natalki! ♥
Jesteś naprawdę przekochana! ;*

*** Oczami Harry'ego ***

Wskazówka na zegarze ściennym ponownie się poruszyła. Przez cały czas w mojej pękającej już głowie słyszałem jej tykanie, co mnie powoli wprawiało w szał i furię. Okropnie znudzony siedziałem na kanapie w salonie i skakałem po kanałach. Serio nie miałem nic lepszego do roboty, gdyż dosłownie wszyscy byli zajęci sobą, zostawiając mnie tym samym na pastwę losu. Liam i Danielle gdzieś wyszli, nawet nie mówiąc nikomu gdzie. Lou i El siedzą u góry i chyba nie chce wiedzieć co oni tam robią. Pewnie oboje niemiłosiernie gruchają, niczym dwa gołąbki nad jedną bułką. Niall i Zayn pojechali odwieźć dziewczyny, więc zostałem sam w salonie. Kompletnie sam! Nikt nie chce pobyć ze swoim przyjacielem! Nikt nie chce nawet z nim pogadać, ani popisać! Nawet Ed mnie olał! Po prostu powiedział, że nie ma czasu i zadzwoni później! Później?! Ja tu się zanudzę na śmierć, a on ma zamiar do mnie zadzwonić później?! Jak czegoś ode mnie chcieli to leciałem na zabicie się, a oni... Gdy w końcu znalazłem jakiś fajnie zapowiadający się film, usłyszałem dźwięk przychodzącego sms'a. Co, teraz sobie o mnie przypomnieli moi przyjaciele?! Jeśli Horan napisze, że mam mu zdobić coś do jedzenia, to będę mu życzył udławienia się tą przeklętą kanapką! Albo nie! W ogóle jej mu nie zrobię! Niech się czegoś nauczy w życiu! Chwyciłem biały telefon, który leżał obok mnie na kanapie z czarnej skóry, po czym odblokowałem ekran i zacząłem czytać treść nowej wiadomości.

From Unknown 
" "Jest mi na prawdę coraz ciężej... Nie wiem co mam o tym wszystkim myśleć. Czy to jest normalne? Ja już nie wiem..."
Powiem ci całkiem ciekawa ta lektura. Kojarzysz to skądś? "

Moje oczy szerzej otwierały się z każdym kolejnym przeczytanym słowem. Telefon o mało nie wypadł mi z rąk. Mięśnie w ciągu sekundy niemiłosiernie się napięły. Pierwsze co poczułem? Szok. Ogromny szok, który zawładnął całym moim ciałem. Cholera! Co to jest?! Szybko podniosłem się z sofy, mało co nie wywracając małego, drewnianego stolika leżącego naprzeciw jej i jak opętany pobiegłem na górę, prawie się przy tym przewracając. To nie jest możliwe! To nie jest, do jasnej cholery, możliwe! To jest nawet nie logiczne! Starałem się siebie jakoś przekonać, że to jest nieprawda, jednak gdzieś głęboko wiedziałem, że się myliłem. Wparowałem niczym huragan do mojego pokoju i przez dłuższą chwilę skanowałem pomieszczenie wzrokiem. Wszystko było na swoim miejscu. Dokładnie tak jak zostawiłem. Wszystko było w porządku... Podszedłem do małej szafki przy łóżku i wyciągnąłem z niej cenny, jak dla mnie, zeszyt. Nie nadałbym mu miana pamiętnika, ale był czymś w tym rodzaju. Pisałem w nim dość rzadko i tylko o bardzo ważnych dla mnie sprawach, o których z różnych powodów nie mogłem z kimś innym porozmawiać. Po prostu było lepiej, gdy nikt nie wiedział co mnie tak na prawdę dręczy... Zdecydowanie lepiej. Przelewałem te słowa na papier, mając nadzieję, że w ten sposób znikną one z mojej głowy. Niestety tak się nie działo, chociaż tego pragnąłem z całego serca. Te rzeczy tylko bardziej utrwalały się w mojej głowie. Zajmowały jeszcze większą część moich myśli. Starałem się tego wszystkiego pozbyć, lecz na marne. A może właśnie tak miało być? Może nie powinienem o tym zapominać? Może to tak właśnie jest i koniec. Sam już nie wiem. Otworzyłem go i zacząłem przeglądać, aby znaleźć właściwy fragment. Palce strasznie mi drżały, a serce biło w nienaturalnym tempie. Na samym końcu zauważyłem, że brakuje kilku kartek, ponieważ zostały wyrwane. Jakim cudem ktoś to zrobił?! Nikt, przecież nie wie o tym, że go piszę! Dosłownie nikt! Nikomu o tym nawet nie wspominałem! Jak ktoś wszedł do domu? Kiedy?! Skąd wiedział, gdzie ja go trzymam?! W pewnym momencie usłyszałem dźwięk kolejnego sms'a. Szybko rzuciłem "pamiętnik" na łóżko, po czym drżącą ręką sięgnąłem po telefon. Wziąłem bardzo głęboki oddech, odczekałem parę sekund, a następnie pełny obaw zacząłem czytać.

From Unknown
" Jesteś zaskoczony, kochasiu? Niespodzianka! 
Tik. Tak. Tik. Tak.
Czas ucieka. "

Kim ty, do cholery, jesteś? Czego chcesz? Co ci to wszystko da? Chcesz nas wszystkich zastraszyć? O co tej osobie chodzi? Jeżeli ta osoba to gdzieś opublikuje, bądź powie jakiemuś fotoreporterowi, to jestem dosłownie skończony! A właściwie to wraz z Victorią jesteśmy. Paul nas zabije gołymi rękoma. Tam jest wszystko o właśnie o niej! Że my tylko udajemy, że ja...
- Harry! - usłyszałem przerażający krzyk, który gwałtownie przerwał moje rozmyślenia. Serce dosłownie podskoczyło mi do gardła, a brwi złączyły się w jedność. Po głosie rozpoznałem, że to Amy. Zaraz... Amy?! Przecież chłopaki mieli je odwieść... A więc co ona tutaj robi? Co ten Niall znowu kombinuje? A co jeśli to znowu... 
- Co się dzieje?! - odkrzyknąłem, chowając zeszyt we właściwe miejsce, aby nikt go nie znalazł, po czym szybkim krokiem ruszyłem w kierunku drzwi wejściowych. Zatrzymałem się gwałtownie widząc, jak Zayn trzyma "moją dziewczynę" na rękach. Miała wokół głowy owinięty biały bandaż. Wyglądała, jakby miała za chwilę zemdleć. Jej twarz pozbawiona została wszelkich kolorów. Niebieskie oczy były kompletnie nieobecne. Była wpółprzytomna. - Co się stało?! - zapytałem, po czym podbiegłem do stojącej już Victorii i wziąłem ją w swoje ramiona. Była przerażająco lekka. Dziewczyna wtuliła się w moje ciało, jednak nic nie odpowiedziała. Spojrzałem błagalnym spojrzeniem na Niall'a, który stał obok. Na jego twarzy był widoczny ciągły szok.
- Będą u nas spać. Porozmawiamy później. Opowiem ci o wszystkim. - powiedział spokojnym głosem i biorąc jakąś torbę zaprowadził blondynkę na górę. Odsunąłem się lekko od niebieskookiej i zacząłem skanować jej twarz, na której malowało się ogromne zmęczenie. Ona również patrzyła na mnie spod półprzymkniętych powiek. Delikatnie pocałowałem jej czoło i wziąłem na ręce, chcąc zanieść ją do pokoju, gdzie przeważnie śpi. Nie odzywałem się do niej, gdyż wiedziałem, że jest strasznie słaba. Wyglądała przerażająco blado.
- Harry? - szepnęła zachrypniętym głosem, jeszcze bardziej wtulając się w moją klatkę piersiową. Dosłownie przyległa do mojego ciała. Swoje malutkie dłonie kurczowo zacisnęła na mojej białej bluzce. Czułem jej gorący oddech na swojej szyi. Starałem się ją w jakiś sposób uspokoić, szepcząc cały czas coś wprost do jej ucha. Gdy stanąłem pod odpowiednimi drzwiami, pchnąłem je nogą, w wyniku czego troszeczkę się uchyliły. Podszedłem, po czym bardzo delikatnie ułożyłem jej ciało na materacu, po czym przykryłem ją białą pierzyną. Ukląkłem przed łóżkiem, po czym spojrzałem na jej twarz. Miała zamknięte powieki. Zasnęła na moich rękach. Czarne, długie rzęsy opadały na delikatnie zaróżowioną skórę. Jej malinowe usta uformowane były w bardzo delikatny uśmiech, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że zaczęła śnić o czymś dla niej dobrym. Mam przynajmniej taką nadzieję. Ostatnio w jej życiu nie dzieje się zbyt wiele dobrego, może właśnie w snach jest szczęśliwa. Może właśnie tam przeżywa rzeczy, o których zawsze marzyła. Moja ręka powędrowała do jej czerwonego, lecz dalej białego jak ściana policzka, lekko go gładząc. Był on niezwykle gładki oraz miękki, niczym skóra bardzo małego dziecka. Serce mi dosłownie rozmiękło, po czym stało się niczym płynna czekolada, która rozlała się po całym wnętrzu mojego ciała. Moje mięśnie jeszcze bardziej się rozluźniły, widząc ją w takim stanie. Jest taka niewinna, a taka skrzywdzona. Przeszła zdecydowanie zbyt wiele. Jej całe życie już w młodzieńczym wieku straciło kolory, pozostała tylko okropna szarość oraz czerń, przepełniona łzami, bólem i rozczarowaniami. Żyło jej się na prawdę źle. Co ja mówię. Tragicznie. Sam się dziwie, że jakoś sobie daje z tym radę. Ja bym się już bardzo dawno poddał. Jest silniejsza, niż my wszyscy razem wzięci. Palcami odgarnąłem swobodne kosmyki jej włosów, które opadały na jej porcelanową i idealną twarz. Dziewczyna lekko się poruszyła, po czym niekontrolowanie się do mnie przybliżyła. Przymknąłem powieki. Po chwili moje wargi delikatnie dotknęły jej zimnego czoła, w wyniku czego przez całe moje ciało przeszła fala dreszczy. Na prawdę chciałbym, aby wszystko było już dobrze. Aby właśnie ONA była wreszcie szczęśliwa. Tylko jeśli dzieje się już coś dobrego, to równocześnie dzieje się coś na prawdę złego. To takie błędne koło, którego, przynajmniej ja, nie wiem jak ominąć. Po chwili się od niej oddaliłem.
- Wszystko kiedyś się ułoży. W przyszłości będziesz najszczęśliwszą osobą na tej planecie. To stanie się tak szybko, że aż sama będziesz tym zdziwiona. Postaram się tego dokonać. Musisz pamiętać tylko jedno, jesteś niesamowita i jedyna w swoim rodzaju. Dobranoc, księżniczko. - szepnąłem, po czym najciszej jak tylko potrafiłem pokonałem drogę od łóżka do drzwi. Ostatni raz zerknąłem na brunetkę. Jest małym Aniołkiem. Z tą myślą opuściłem pomieszczenie.

*** Oczami Victorii ***

"- Przepraszam, Wiktoria Szymańska? - słyszę za sobą bardzo głęboki, męski głos, na co momentalnie się odwracam o sto osiemdziesiąt stopni. Widzę wysokiego komisarza, który ubrany jest w swój mundur. On mówi po polsku! Po polsku? Pełna zdziwienia kiwam głową, dając tym samym potwierdzenie mojego imienia i nazwiska. Jeszcze bardziej się do mnie zbliża. Moje ciało drży, lecz sama nie wiem jaki jest tego powód. - Znaleźliśmy pani mamę w pobliskim lesie. Powiesiła się na jednym z drzew. Nie żyje. Przy niej znaleźliśmy to. Moje kondolencje. - mówi, wręczając mi jakąś białą kartkę. Nie żyje. Ona nie żyje. - Nie kochała cię. - słyszę na co momentalnie unoszę swój wzrok. Jego buzia diametralnie się zmieniła. Jego ton głosu także. Jakby nagle stał się inną osobą. Na jego twarzy widnieje szyderczy uśmiech. Oczy są czarne. Tęczówki nie mają żadnego koloru. Wygląda gorzej, niż jakiś potwór. Cofam się, w wyniku czego wpadam na ścianę. Serce mi bije jak oszalałe. - Nie kochała cię. Nie mogła z tobą już więcej wytrzymać. Byłaś dla niej ogromnym ciężarem. Tak na prawdę nigdy cię nie chciała. Byłaś wpadką, którą chciała usunąć. Musiała owinąć sobie sznur wokół szyi, bo nie mogła już z tobą żyć. Była tym wszystkim wykończona... Miała ciebie po prostu dość... Popełniła samobójstwo, przez ciebie. Przyczyniłaś się do jej śmierci. - jego głos przepełniony jest jadem.
- Nie! Przestań! Po prostu przestań! Ona mnie kochała! Ona mnie dalej kocha! - krzyczę, osuwając się na podłogę. Jestem zrozpaczona. Łzy swobodnie spływają po mojej twarzy jak krople deszczu po szybie. To nie prawda! Ona mnie kocha! Zawsze! Ona mi to zawsze powtarzała! Byłam dla niej wszystkim! Byłam jej aniołkiem! Drżącymi rękoma podnoszę biały papier. Spoglądam na krótki napis na kartce. 
"Nienawidzę Cię Wiktorio. To wszystko twoja, pieprzona wina." 
Nie! To nie prawda! Czuję, jak coś pęka w mojej klatce piersiowej.
Chcę umrzeć..."

- To nie prawda. To nie moja wina! - wykrzyczałam chyba na cały głos. Momentalnie się obudziłam. Mój oddech był niemiłosiernie przyspieszony, jakbym przebiegła cały maraton. Po moich policzkach swobodnie spływały łzy. To tylko sen. Ona się nie powiesiła. Nie przeze mnie. Ona zginęła w wypadku. Ona się nie powiesiła! Starałam się uspokoić oddech, by nie zacząć się znowu dusić. Tym bardziej, że nie było koło mnie Zayn'a, ani nikogo innego. Byłam zupełnie sama. Byłam zdania tylko i wyłącznie na siebie. Próbowałam się opanować, lecz kompletnie mi to nie wychodziło. Zaczęłam rzucać się po całym łóżku. Nie mogłam zapanować nad oddechem, ani nad drżeniem mojego całego ciała. Po omacku znalazłam telefon na szafce nocnej i wybrałam pierwszy lepszy numer. Czekając, aż ktoś odbierze, czułam, jak moje gardło coraz bardziej się zaciska. Nie wiedziałam, czy dam sobie radę... Ale chyba jakoś musiałam.
- Halo? - usłyszałam jego zaspany głos w słuchawce. Właśnie jego. Moje mięśnie w ciągu sekundy się rozluźniły, jednak krtań dalej była zaciśnięta, jakby jakimś grubym sznurkiem. - Victoria? Wszystko w porządku? Coś się stało? Czemu dzwonisz w środku nocy? - ponownie usłyszałam niesamowitą melodię po drugiej stronie, która była miodem na moje uszy. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Po kilku minutach przy jego równomiernym oddechu się uspokoiłam. To jakoś pomagało. Dałam jakoś radę.
- Zayn... Podobno mogę zadzwonić o każdej porze dnia lub dnia nocy. - powiedziałam dość niepewnie zachrypniętym głosem wprost do słuchawki. Moje ciało jakoś się rozluźniło. Już nie drgało, jakbym została podłączona do jakiejś maszyny. Delikatnie przymknęłam oczy, po czym bezwładnie opadłam na materac. Jedną rękę ułożyłam na swoim czole, aby jakoś sprawić, aby moja skóra nie była, aż tak gorąca.
- Co się stało? - zapytał bardzo delikatnym głosem, który podziałał na mnie jak jakiś bardzo kojący balsam. Momentalnie w mojej głowie powstał obraz jego zmartwionej twarzy. - Mam do ciebie przyjść? Już się zbieram, tylko... - dopowiedział po chwili, na co momentalnie się opamiętałam.
- Nie... Na prawdę nie trzeba. Wolę chyba porozmawiać właśnie w taki sposób. Tak mi się przynajmniej wydaję. - odpowiedziałam niepewnym głosem do słuchawki, po czym zaczęłam "skubać" końcówkę białej kołdry. " Hahaha. Bardzo śmieszne! Nie oszukujmy się, Victorio! Oboje dobrze wiemy, że chcesz, aby tu przyszedł. I to właśnie w tej chwili. Właśnie w tym momencie! Nie możesz tego, do jasnej cholery, ukrywać! Przecież dobrze wiem, że chcesz, aby ułożył się dokładnie obok ciebie. Aby jego ramiona delikatnie oplotły twoje ciało. Aby jego malinowe i ciepłe wargi dotknęły twojego czoła. Aby szeptał pojedyncze słowa wprost do twojego ucha. Abyś mogła poczuć bijące od niego ciepło. Abyś mogła wtulić się w jego klatkę piersiową bez żadnych przeszkód. Aby po postu tu był. To go po prostu potrzebujesz! Po prostu powiedz, aby się tutaj zjawił. Ty tego pragniesz!" To nie jest prawda! On jest z Perrie, więc to by było co najmniej nie stosowne, aby tu przyszedł. Nie jestem typem osoby, która łamie związki. Związki idealne, bo oni są idealni! Poza tym to jest nawet nie możliwe, bo on jest moim przyjacielem. Traktuje mnie jak przyjaciółkę! Tylko przyjaciółkę! Właściwie, czemu miałby tutaj przyjść? Bo co? Bo ja tego chcę? Bo powiem, żeby tutaj przyszedł? Poza tym jest środek w nocy, więc raczej wątpię, aby mu się chciało odbyć jakże interesującą wycieczkę do tego pokoju! To wszystko jest kompletnie niedorzeczne! Poza tym ja go nie potrzebuję! Dobra, potrzebuję! Ja już sama nie wiem! Czemu mieszasz mi w głowie?! Dlaczego ty to wszystko jeszcze bardziej komplikujesz?! "Ja w żadne sposób nie mieszam ci w głowie, Victorio. Ja tylko stwierdzam rzeczy, które tkwią głęboko w tobie. Ja tylko mówię to o czym tak na prawdę marzysz, chociaż nie chcesz się do tego przyznać. Mówię ci to, czego ty boisz powiedzieć na głos do kogoś, a co dopiero w myślach do samej siebie. Myślisz, że to jest czymś niemożliwym. Myślisz, że to jest czymś zakazanym, o czym powinnaś zapomnieć, lecz to jest błędne myślenie. Po prostu ty go koch..." - Miałam sen, a właściwie koszmar. O... O mojej mamie. - powiedziałam wprost do słuchawki, przerywając wypowiedź mojemu wewnętrznemu głosowi. To nie jest prawda. On kłamie. On zawsze w takich sprawach kłamie!
- Opowiesz mi o niej? Jaka była? Jak wyglądała? - zapytał, po czym usłyszałam jak przewraca się na drugi bok. Jeszcze mocniej wtuliłam się w poduszkę, którą umieściłam na swoich kolanach. Dobra, chciałabym, żeby on był tutaj obok mnie. - Oczywiście, jeśli tylko chcesz to zrobić. Wiesz, ja cię w żaden sposób nie namawiam. Po prostu chciałbym, żebyś... żebyś...
- Małgorzata Szymańska. Miała, a właściwie ma na imię Małgorzata Szymańska. Była nawet wysoką brunetką o brązowych oczach, jednak nie takich jak twoje. Twoje są czekoladowe, a w świetle słonecznym wyglądają na miodowe, albo prawie bursztynowe. Jej były ciemniejsze. Prawie, jak ziemia. Wpadały w czerń. Była niesamowitą przyjaciółką, kobietą, a zarazem mamą. Zawsze się mną opiekowała. Zawsze się mną interesowała. Niezależnie co się stało. Czy to była drobnostka, czy coś poważnego. Nawet wtedy, gdy obiłam sobie kolano, co było prawie, że absurdalne.

### Retrospekcja ###

- Niech podejdzie do mnie moja dzielna siedmioletnia córeczka. Mam tutaj opatrunki, plastry i jakąś wiedzę chirurgiczną, gdyby trzeba było przeprowadzić jakąś operację, więc powinno być wszystko w porządku. - powiedziała, a ja w międzyczasie pobiegłam w jej kierunku. Moje kolano wciąż mnie strasznie bolało, po tym jak się wywróciłam. Łzy spływały po moich policzkach, jednak chciałam je jakoś powstrzymać, aby moja mama tego nie zobaczyła.
- Śmiejesz się ze mnie? - zapytałam smutnym głosem, gdy znalazłam się koło niej. Spuściłam swoją głowę. Mamusia przykucnęła dokładnie przede mną, po czym zaczęła bardzo delikatnie oczyszczać moją ranę. Cichutko syknęłam. Piekło i szczypało. I to na prawdę bardzo. Ale musiałam dać sobie jakoś radę. 
- Oczywiście, że nie, kochanie. Nigdy bym nie mogła tego zrobić, cukiereczku. Jesteś najsłodszą dziewczynką na całym świecie. Nie ma drugiej takiej, jak ty. Jesteś jedyna w swoim rodzaju. - powiedziała, bardzo delikatnie głaszcząc mnie po głowie. Po chwili nakleiła plaster na odkażoną skórę. Już nie bolało, aż tak bardzo jak wcześniej.
- Mamo? Czy ja umrę? - zapytałam w pewnym momencie, po czym jeszcze bardziej się do niej przysunęłam. Ona delikatnie się uśmiechnęła, po czym usiadła dokładnie obok mnie na podłodze. 
- Wydaje mi się, że twoje szanse na przeżycie wynoszą sto procent. Więc nie masz się o co martwić. I już nie płacz, bo twoje oczka są za śliczne, aby wiedziały co to są łzy. Dobrze? - odpowiedziała, bardzo delikatnie wycierając chusteczką moje policzki.
- A czy ty umrzesz? - zadałam kolejne pytanie, na co moja mama głośno westchnęła, po czym objęła mnie swoim matczynym ramieniem. Szybko podciągnęłam swoim nosem. Niekontrolowanie zaczęłam "żuć" swoją dolną wargę. Czekałam, aż zacznie mówić.
- Cóż... Każdy w końcu umrze słonko, ale nie przez długi, długi czas. Jeszcze zdążysz wywrócić się wiele razy, a ja wiele razy będę ci naklejała plasterki. Wiesz? - powiedziała, spoglądając na mnie swoimi oczami, po czym lekko pocałowała moje czoło. Na chwilę na mojej twarzy zawitał uśmiech, jednak po chwili on znikł.
- Ale jeśli ty umrzesz, to ja zostanę tutaj sama... - odparłam smutnym głosem, a następnie kolejne łzy spłynęły po moich policzkach.
- Kochanie, będziesz już dorosła. Będziesz miała swoją własną rodzinę, męża, może dzieci. Nie będziesz mnie już potrzebowała. Będziesz miała swoje, własne życie. - powiedziała, po czym mnie przytuliła, a ja jeszcze mocniej się w nią wtuliłam.
- Zawsze będę cię potrzebować, mamusiu.

### Koniec Retrospekcji ###

Opowiedziałam mu tą historię i dalej kontynuowałam. - Bardzo mi jej brakuje. Nawet chyba nie wiesz jak bardzo. Nie wiem czemu, ale ostatnio z każdym dniem jest coraz gorzej. Wiesz co? Cholernie ci zazdroszczę. Gdy byliśmy w Bradford i kiedy widziałam ciebie i twoją mamę, to myślałam, że się po prostu rozpłaczę. Sposób w jaki na ciebie patrzyła... Jak cię objęła, gdy stanąłeś w progu domu. Ta świadomość, że ona już nigdy na mnie tak nie spojrzy, nigdy nie przytuli, nie pocieszy, ani nigdy nie sprawi, że zacznę się śmiać, po prostu mnie zabija. Powoli zabija każdą cząsteczkę we mnie. Wiem, że teraz pewnie chcesz mi przerwać i powiedzieć, że mam was, Susan i James'a, ale to nie to samo. Nic w pełni nie zastąpi miłości matki do dziecka. Po prostu mi jej brakuje. Oddałabym dosłownie wszystko, aby porozmawiać z nią przez pieprzony telefon, żeby powiedzieć jej, że bardzo ją za wszystko przepraszam... - wyszeptałam wprost do słuchawki. Nawet nie zauważyłam, że podczas mojej wypowiedzi zaczęłam płakać. Łzy bardzo swobodnie spływały po moich policzkach, a powierzchnia oczu niemiłosiernie mnie piekła, więc musiałam kilka razy pomrugać. 
- W pewnym sensie cię rozumiem. Z mamą rzadko się widuję, przez moją pracę. Nieczęsto mogę sobie pozwolić na wyjazd do Bradford. Też tęsknię i również mi jej brakuje... - powiedział, po czym nastało milczenie po "drugiej stronie". Tak, jakby się nad czymś wahał. - Z moim dziadkiem byłem bardzo blisko. Potrafiłem siedzieć u niego godzinami, kiedy jeszcze byłam małym szkrabem. I uprzedzając twoje pytanie, tak, byłem nim. Bawiliśmy się, wygłupialiśmy się, rozmawialiśmy na różne tematy. Kiedy byłem jeszcze dzieckiem, codziennie po szkole biegłem do domu moich dziadków. Mama musiała mnie stamtąd wyciągać siłą. - zaśmiał się cicho, jednak po chwili ponownie spoważniał. - Pewnego dnia, jak zawsze po szkole poszedłem do niego. Miałem już prawie szesnaście lat. Otworzyła mi babcia i powiedziała, że dziadek musiał gdzieś pojechać i wróci za kilka dni. Zdziwiłem się, bo on nie za bardzo lubił podróżować. Gdy wrócił, był jakiś inny. Jakby uszło z niego życie. Na jakiś czas się poprawiło. Dopiero po tym wszystkim zauważyłem jaki byłem głupi i ślepy. To właśnie on mnie namówił, abym wziął udział w X Factor'ze. Pojechałem tam tylko dlatego, że on mnie o to poprosił i we mnie wierzył. Mówił, że mam talent i nie mogę tego zmarnować. Połączono nas w grupę i zamieszkaliśmy razem w Londynie w domu X Factor'a. Pewnego dnia 2 dni przed jednym z występów zadzwoniła moja mama. Dziadek umarł. To był pierwszy raz, kiedy tak płakałem. Chłopaki i prawie wszyscy uczestnicy ze mną siedzieli i mnie pocieszali, jednak ja chciałem, żeby mój dziadek był przy mnie. Tylko on. - zakończył swoją opowieść.
- I jak sobie z tym poradziłeś? - spytałam, jednocześnie ścierając dłonią łzy z policzków. Mój głos niemiłosiernie drżał. Ja... Nie wiedziałam o tym. Inaczej nie zaczynałabym tego tematu.
- Nijak. Bardzo mi go brakowało i nadal brakuje. Wiedziałem, że nie chciałby abym zrezygnował z X Factor'a, dlatego nie zrobiłem tego. Zrobiłem to między innymi dla niego. Wciągnąłem się w wir koncertów, wywiadów... Starałem się nie myśleć o nim, choć było to trudne. Kilka razy łapałem się na tym, że brałem do ręki telefon, by podzielić się z nim jakąś wiadomością. To właściwie też dzięki niemu teraz jestem, gdzie jestem, gdyby nie to, że kazał mi iść na przesłuchanie to pewnie teraz studiowałbym jakiś kierunek, a tak robię to co kocham. Śpiewam. - powiedział, a ja wyobraziłam sobie malutki, młodzieńczy uśmiech, który zawitał na jego idealnej twarzy. W tym samym momencie głośno ziewnęłam. Nawet nie zauważyłam, że moje powieki już prawie całe opadały, gdyż byłam zajęta słuchaniem jego. - Wydaję mi się, że moja rozmówczyni jest już bardzo zmęczona i musi iść spać. Najwyższa pora to zrobić. Jutro byłabyś kompletnie nie do życia, Victorio. - cichutko zachichotał do słuchawki, co ja mimowolnie też uczyniłam. Przewróciłam się na prawy bok, po czym wtuliłam się w poduszkę. Chciałabym usłyszeć jego niesamowity głos.
- Zayn, zaśpiewasz mi coś? - te słowa niekontrolowanie opuściły moje usta. Dopiero po chwili zorientowałam się co powiedziałam do słuchawki telefonu. Poczułam jak czerwień oblewa moją twarz. Zawstydziłam się, chociaż byłam sama w kompletnie ciemnym pokoju, jednak i tak chciałam się cała skryć pod kołdrą. Już chciałam wycofać swoje słowa. Powiedzieć, żeby zapomniał co usłyszał, jednak usłyszałam niezwykle melodyjny głos po "drugiej stronie", który sprawia, że tysiące dziewcząt, a może i chłopców, na koncercie mają palpitacji serca.


"Lately I found myself thinking
Been dreaming about you a lot
And up in my head I’m your boyfriend
But that’s one thing you’ve already got
(...)
Would he say he’s in L-O-V-E?
Well if it was me then I would, I would
Would he hold you when you’re feeling low
Baby you should know that I would, I would..." *

Z każdym śpiewanym przez niego słowem, moje powieki się przymykały. Stawałam się coraz bardziej senna. Nie myślałam już o niczym. Mogłabym zasypiać właśnie tak. Przy dźwięku jego głosu. Byłam w siódmym niebie. Jego śpiew sprawił, że wszystkie mięśnie kompletnie się rozluźniły, a oddech uspokoił. Był idealnym lekiem na wszystko. Dosłownie wszystko.
- Kocham... Kocham cię, aniołku. Na zawsze. - usłyszałam gdzieś te słowa. Byłam w połowie we śnie, a w połowie na jawie. Nie wiedziałam, czy to była rzeczywistość, czy tylko... tylko moje skryte myśli. Po sekundzie kompletnie odpłynęłam.


Przypis:
* Fragment piosenki "I would" - One Direction;
Tłumaczenie:
"Ostatnio przyłapałem się na myśleniu
Że bardzo dużo o Tobie marzę
I w mojej głowie jestem twoim chłopakiem
Ale to jedna rzecz, którą już masz
(...)
Czy mówi ci, że jest zakochany?
Cóż, gdybym to był ja, zrobiłbym to, zrobiłbym to
Czy przytula cię, gdy czujesz się źle?
Kochanie, powinnaś wiedzieć, że ja bym to zrobił..." 

____________________________________________________
No i mamy rozdział 79! :)
JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ - SKOMENTUJ!
To jest na prawdę ogromna motywacja do dalszego pisania!
Jak myślicie, czy Victoria i Zayn będą już wreszcie razem? Czy oboje wyznają sobie miłość? Czy może nasz "Unknown" w tym przeszkodzi?
Zapraszamy do głosowania na "Lttle Things"  na pasku z boku strony ---> 
Mamy 33 OBSERWATORÓW NA BLOGU oraz 59 NA GOOGLE +!!!
Jeszcze dochodzą osoby bez kont...
Czy nie mogłaby skomentować chociaż tego POŁOWA?
MOŻE TO BYĆ ZWYKŁE "CZYTAM" , BĄDŹ " :) " LUB " ;( "
NA PRAWDĘ NAM NA TYM ZALEŻY...
JEŚLI CHCESZ, ABY UŚMIECH ZAWITAŁ NA NASZYCH TWARZACH TO NAPISZ BYLE CO. NAWET GŁUPIĄ LITERKĘ! 
Z GÓRY

DZIĘKUJEMY!

- Katy&Care.

27 komentarzy:

  1. :O Chwile mnie nie było a już tyle się dzieje jejku, ale rozdział świetny:) w sumie napisałabym więcej ale nie wiem co wiec..................Miłego Dnia Wam :D \ Lorri M.

    OdpowiedzUsuń
  2. Omomomomomomo. *o*
    Loffki, kisski, foreverki ❤
    Rozdział niesamowity, oczywiście jak każdy. :*
    Dziękuję jeszcze raz za dedykacje i nie jestem wcale "przekochana", ponieważ wy takie jesteście! <3
    Kocham Was Mocno! <3

    OdpowiedzUsuń
  3. Awww :3
    Ale
    1. ZNOWU TEN LUMP CO JĄ PRZEŚLADUJE?!??!
    2. Niech jej powie prawde bo aż mnie telepie jak sa osobno
    3. I ten tego.. ZA KRÓTKIE
    Ale tak to ok :)

    OdpowiedzUsuń
  4. O mój Boże, czy to ta chwila? Umarłam. Płaczę.Jeżu nie nno... Ja nie wiem co napisać. Prespektywa Harrego o matko, ale ICH rozmowa przez telefon i to jak on jej śhpewa... Nie, to jest coś w ogóle poznać mnie. I Wy jeszcze mowicie, że to jest słabe.... Hahaha nie.
    Oddalamy Wam do końca życia Alex :-*

    OdpowiedzUsuń
  5. Unknow chce byś zniknął cokolwiek niech cię zje pies lub mysz ale nie pisz juz i nie mieszaj w ich życiu.. Chciałabym by wreszcie się wszystko wyjaśniło i Zayn był z Vic ale znając was pewnie tak szybko na to nie pozwólcie :p

    OdpowiedzUsuń
  6. dobrze no to nadszedł czas na niedługi komentarz Julii. no więc tak.... urzekła mnie historia dziadka Zayn'a to było takie wzruszające albo historia mamy Vic takie aww. wy wiecie że ja was kocham bo powtarzam to przy każdym komentarzu ale ja będę to robić aż do końca bloga.
    Kocham Was <3 <3 <3
    pozdrawiam :>
    juliaa ;3

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju! Niech oni w końcu będą razem! Nie wytrzymam do następnej niedzieli :// niech ten ktoś się od nich odwali i da Vic spokój ;( Rozdział jak zwykle supwr i czekam z niecierpliwością na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeju! Niech oni w końcu będą razem! Nie wytrzymam do następnej niedzieli :// niech ten ktoś się od nich odwali i da Vic spokój ;( Rozdział jak zwykle supwr i czekam z niecierpliwością na kolejny xx

    OdpowiedzUsuń
  9. O mój Boże ! Nie wiem co napisać. Ten rozdział był.... był taki piękny a jednocześnie chciało mi się płakać .
    Czy ten ktoś może dać już spokój i może ich zostawić ? Czy Zayn powiedział jej ,, Kocham Cię '' ?! :) :) :) <3
    No cóż z niecierpliwością nie mogę doczekać się kolejnego :)
    Kocham ~ Van

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepraszam, ale jestem zmęczona i napiszę tylko, że ten rozdział jest serialnie zajebisty! Chcę żeby wreszcie wyznali sobie miłość i żeby ten unknown się odpierdolił... -_-
    Kocham i czekam na next ;***

    OdpowiedzUsuń
  11. Aż brak słów jest poprostu idealne, ale owiele za krótkie. Czytam to od niedawna i poprostu jestem taka szczęśliwa, że wpadłam na ten blog. ONI muszą być razem. Niech to się już wszystko wyjaśni chociaż jednak nie, bo będzie blisko końca tego bloga a tego nie chcę. Kocham was :* życzę weny ❤

    OdpowiedzUsuń
  12. Kocham.. proszę nie każcie mi czekać do niedzieli :/

    OdpowiedzUsuń
  13. awawawawwawaa..............NEXT BO UMRE ~~~~~~~~~~~~~~xx

    OdpowiedzUsuń
  14. <3 <3<3<3 Najlepsze opowiadanie jakie czytałam <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Perfekto ! <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Boże ... nienawidze Was !!! dlaczego musiałyscie to pisac ?! przez Was się popłakałam jak głupia przy samym czytaniu tego :) to był taki smutny rozdział, lubię takie, ale nie lubię płakać dlatego nie wiem co Wam mam napisac jeszcze :)
    Niesamowite jak " I would" pasuje do tego ff. Jest ta godzina że trzeba ogarnąć się do spania i przed snem posłucham sobie jeszcze" I WOULD", i ogólnie chyba wszystkie starsze piosenki 1D, bo przypomniały mi się czasy XF i tak jakoś wzięło mnie na sentymenty :D Buziaki, Gaba :*

    OdpowiedzUsuń
  17. 1) nienawidze Was !!! jak moglyscie to tak napisac ? rycze do ekranu jak glupia :'(
    2) chyba ... jednak Was kocham :* koncowka taka słodkaaaaaa :*
    czekam na nn <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Kur***!!! Jak wy to robicie, że doprowadzacie mnie do takich łez?!! Rozdział jest mega, cudowny.. nie ma takiego słowa, które to opisze :3 KOCHAM!!! <333333 On to wreszcie powiedział :D i ona usłyszała! Ale nie wierzy w to :( Błagam dodawajcie szybko, bardzo szybko next'a! Błagam!! :* Ja mam nadzieje, że wreszcie będą razem i wyznają sobie te uczucia.. ale coś czuje, że nie tylko "Unknown" tu namiesza lecz również Harry :o
    PS. Bardzooo, a to bardzo was kocham i dziękuje, że to piszecie :* <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3.. oo - nieskończenie :3

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetne jak zawsze :D czekam na nexta ;3

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak zwykle genialny awrr *-*
    Mam nadzieje ze wkoncu sie dowie ze Viktoria jest z Harry'm tylko dlatego ze Paul...
    Ale znając życie wpieprzy sie Unknown i mamy przerypane xd
    Czekam na next :*
    A tak na marginesie to was uwielbiam i podziwiam, jak takie dwie osóbki umią (umieją? Nie wiem juz xd ) pisać takie rozdziały, ja to przy pisaniu juz bym plakala, to opowiadanie wpłynęło na mnie i przemyślałam sobie, że powinnam sie cieszyć z tego co mam, bo zaczne doceniac dopiero po fakcie i żebym dążyła do celu, trzeba dawać sobie wyzwania, bo bez tego każdy by był idealny i nikt nie popełniał by błędów, a właściwie to uczymy sie na błędach prawda?
    Dobra ja tu zanudzam więc już sie nie rozpisuje heh.
    Poprostu was uwielbiam <3 trzymajcie sie ciepło, weny życzę i pozdrawiam was kochane :*
    ~ Viktoria :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Czytam + :)
    Się wysiliłam ;3
    Rozdział taki omfg *__*
    Zayn jak śpiewał, albo opowiadał o swoim dziadku, wtedy miałam łzy w oczach :c
    Albo Victoria o mamie, tak bardzo jej współczuje :(
    Jak dobrze, że Vicky zadzwoniła po tym śnie do Zayna, inaczej nie wiem, co by było ;o
    Przypuszczam, że " Unknown" im przeszkodzi, nie będzie tak łatwo :3
    No ale hej! Mógłby się już odczepić kimkolwiek jest!
    Mam go doooość!
    Jak Hazz tak siedział przy łóżku Vic to ja sobie pomyślałam, że jak dobrze, że to nie jest jedno z takich historii, gdzie dwóch chłopców zakochuje się w jeden nienawidze takich ;3
    A tak wgl to biedny Hazzuś ;( jezu ja mam nadzieję, że ten co ukradł te kartki, to nie rozgłośni tego czy coś. Przecież nikt nie może się dowiedzieć :3
    Tak jakby no... Zaczęłam od dupy strony, że się tak wyrażę :3
    Od końca do początku, aha xdd
    Pozdrawiam was gorąco i mam nadzieję, że nidługo pojawi się kolejny super rozdzialik :3
    @nobodyxknowsx xx
    Ps. Czy mogłabym poprosić dedyczka? Nie musi być koniecznie niedługo, może być kiedyś, ważnie, żeby był! :D

    OdpowiedzUsuń
  22. Rozdział świetny jak zawsze <3

    OdpowiedzUsuń
  23. Świetny rozdział ;*czekam na ciąg dalszy histori Victori <3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze xx