piątek, 29 czerwca 2018

Rozdział 105

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ❤

Obudziłam się przez promienie słoneczne, padające prosto na moją twarz. W myślach przeklęłam się za to, że wczoraj musiałam zapomnieć zasłonić żaluzji. Powoli nie otwierając oczy, odwróciłam się na drugi bok z zamiarem wtulenia się w Zayna, jednak moja ręka spotkała się jedynie z zimną pościelą. Niechętnie uniosłam powieki i utwierdziłam się w przekonaniu, że chłopak musiał już wstać. Z ciekawości spojrzałam na mały zegarek, ale moja uwagę przykuła biała kartka złożona na pół. Wzięłam ją do ręki i rozłożyłam od razu, poznając charakterystyczne pismo Zayna.

"Kochanie, spałaś wyglądałaś tak słodko, że nie miałem serca by Cię obudzić. Przepraszam, ale musiałem wyjść pozałatwiać kilka spraw. Obiecuję, że Ci to wynagrodzę. Bądź gotowa na 16, zjemy razem obiad.
Kocham cię
Z."

Po przeczytaniu tego liściku na mojej twarzy zagościł uśmiech, który po chwili zniknął, gdy przypomniałam sobie jaki dzisiaj jest dzień. Zayn zaprasza mnie na obiad w swoje urodziny. Czy to nie powinno być na odwrót? Szybko wzięłam komórkę do ręki komórkę i wybrałam jego numer, lecz włączyła się automatyczna sekretarka, na co cicho westchnęłam. Ponownie weszłam w listę kontaktów, tym razem wybierając numer Liama. Po kilku sygnałach usłyszałam głos chłopaka.
- Słucham? 
- Liam? Dzięki Bogu. Obawiam się, że nici z naszych planów. Zayn, wyszedł nie wiadomo gdzie, nie ma z nim żadnego kontaktu, a dodatkowo zaprosił mnie do restauracji... Nie zdarzymy...  - zaczęłam panikować, przez co z moich ust wypłynął potok słów, które zapewne ciężko było zrozumieć. Nie dane mi było jednak skończyć, bo chłopak skutecznie mi przerwał.
- Spokojnie. Idź z nim, przecież nic się nie dzieje, a my umówimy się na inny dzień i powiadomimy przy tym głównego zainteresowanego, żeby znowu nie wymyślił czegoś podobnego. - zaśmiał się, a gdy chciałam mu przerwać, on kontynuował. - Victoria, idź z nim i baw się dobrze. Niczym się nie przejmuj, ja powiadomię o wszystkim resztę. - powiedział spokojnie, na co westchnęłam.
- Dobrze, do zobaczenia.
- Do zobaczenia i miłego dnia! - wykrzyknął z przesadzoną radością, co mnie zdziwiło.
- Miłego dnia. - odpowiedziałam, oszołomiona pomimo, że połączenie zostało zakończone. Zachowaj spokój. Jeszcze raz spróbowałam dodzwonić się do Zayna, ale on wciąż nie raczył odebrać przeklętego telefonu. Nie wiem, czy byłam bardziej zdezorientowana czy wkurzona. Przez ubiegłe dwa tygodnie szykowałam wszystko na jego urodziny. A on co? On znika! Napisałam mu szybką wiadomość.

"Zayn, co ty kombinujesz? Odezwij się do mnie."

Odłożyłam urządzenie na półkę i nawet nie zdążyłam wstać z łóżka, gdy do pokoju wpadli Niall i Amanda.
- Jaki piękny jest dzisiaj dzień, nieprawdaż? - zapytała dziewczyna i w ciągu sekundy znalazła się przy mnie. - My już wszystko wiemy. Wiesz już może w co się ubierzesz, bo musisz wyglądać wyglądać olśniewająco! - powiedziała, wyrzucając ręce do góry, o mało mnie nie uderzając w twarz, przez co usłyszałam śmiech Nialla. - Na pewno musisz ubrać ten szafirowy naszyjnik od Zayna! O jest idealnie dobrany do... do ciebie oczywiście. Podkreśla ci oczy i inne rzeczy. Zaraz wybiorę ci sukienkę. - postanowiła i szybko rzuciła się do mojej garderoby. - To bardzo ważny dzień, bo przecież są urodziny twojego ukochanego! - usłyszałam w tle, zanim wybiegła z pokoju.
- O co tutaj chodzi? Musisz coś wiedzieć. - zapytałam Nialla, a na jego twarzy przypominającej kamienny posąg, pojawił się mały uśmiech, który z każdą mijającą sekundą się powiększał. Podszedł bliżej mnie i usiadł na skraju łóżka, by lekko objąć mnie ramieniem.
- Zayn często chodzi własnymi ścieżkami i wpada na różne szalone pomysły, ale one nigdy nie są głupie, po prostu się ciesz, że sami spędzicie ten wyjątkowy dla niego dzień bez innych osób i niczym się nie zamartwiaj. Zobaczysz, że wszystko będzie w porządku, a twoje nerwy były kompletnie niepotrzebne. - powiedział i cmoknął mój policzek, a ja się w niego wtuliłam. Dziękuję Ci Boże, że mam takiego przyjaciela. - Teraz chodźmy na dół na śniadanie, bo śniadanie to jest najważniejszy posiłek dnia. - odparł, co wywołało mój śmiech. Zostawiając Amandę w jej ulubionym świecie cuchów, ruszyliśmy do kuchni, gdzie Harry kładł jajecznicę na stół.
- Dzień dobry, księżniczko. Mam nadzieję, że dobrze spałaś. - zapytał z uśmiechem na ustach, poprawiając swoje włosy, które opadły mu na czoło. Kiedy do niego podeszłam on subtelnie ucałował moje czoło, a ja z uśmiechem kiwnęłam głową na potwierdzenie jego wcześniejszej wypowiedzi.
- Victoria, cześć! - wykrzyknęła Waliyha i podała mi Carol, która od razu wyciągnęła do mnie rączki. Wzięłam, więc małą na ręce i pocałowałam ją w główkę. - Mamy do ciebie prośbę, zajmiesz się nimi tak do trzynastej? Musimy iść z Harrym na zakupy i pozałatwiać jeszcze kilka spraw... Proszę... Na pewno dasz sobie radę. - dodała dziewczyna, gdy zobaczyła moją minę. Byłam lekko przerażona na to wszystko, ale pokiwałam twierdząco głową na znak, że się zgadzam. Po śniadaniu Harry i Waliyha pojechali, jeszcze raz mi dziękując, że zajmę się dziećmi, a ja zostałam w kuchni wraz z dwoma bobasami. Caroline uśmiechnięta "jadła" kaszkę... rączkami, co było widać na foteliku, podłodze i niej całej, zaś siedzący w foteliku obok Charles bawił się jakaś zabawką, a jedzenie leżące przed nim zupełnie go nie interesowało. Wyglądali obok siebie tak słodko, że musiałam zrobić im zdjęcie. Sięgnęłam po telefon i miałam zamiar włączyć aparat, jednak zauważyłam wiadomość od Zayna, którą od razu otworzyłam.

"Niczym się nie martw, kochanie. Bądź gotowa na czas.  xoxo"

Westchnęłam i rzuciłam telefon na stół.
- To zostaliśmy w trójkę. Jak myślicie co wujek zrobi? - zapytałam, wstając i kierując się w stronę Charlesa. Dziewczynka popatrzyła na mnie i jakby w odpowiedzi na pytanie odrzuciła mnie jedzeniem. - Tak, też myślę, że będzie jedzenie. - mruknęłam, a mały urwis zaklaskał w swoje łapki. Sięgnęłam po ściereczkę i wytarłam swoją szyję, dekolt i cześć bluzki z kaszki. Wzięłam bliźniaków na ręce i przeszłam do salonu, gdzie rozłożona część ich zabawek. Tam dołączył do mnie Niall, który uciekł przed Amy.
- Jest sens wypytywania cię o Zayna? - westchnęłam, będąc pewna odpowiedzi, jednakże jak zawsze chciałam chociaż spróbować.
- Nie sądzę. Nic nie powiem. Obiecałem. - odpowiedział unosząc ręce do góry. - Zresztą jak wszyscy.
- Jak to wszyscy? - zapytałam, szeroko otwierając oczy. Niall chciał wstać jednak szybko złapałam go za ramię. - Niall, o czym ty mówisz? - odparłam, w jego stronę, a on pokręcił głową na znak, że nic nie powie.
- Chyba musisz zacząć się zbierać, ja położę ich do spania. - powiedział zerkając na zegarek. Westchnęłam, a on pocałował mnie w czoło i obrócił moje ciało w kierunku schodów. - Idź i zrób się na bóstwo, aby Zaynowi zabrakło języka w buzi. - szepnął mi do ucha. Nim się obejrzałam była za dziesięć 15, a ja stałam przed lustrem, ubrana w białą rozkloszowaną sukienkę z czarna koronką u dołu i klasyczne czarne szpilki. Poprawiłam swoje włosy, gdy nagle drzwi od pokoju się otworzyły, a w nich stanęła Amanda.
- Wyglądasz pięknie, ale brakuje ci tylko jednej rzeczy. - powiedziała i otworzyła czarne pudełko, które trzymała w dłoniach, a moim oczom ukazał się szafirowy naszyjnik, który dostałam od Zayna na swoje 18 urodziny. Wyciągnęła go z opakowania i w mgnieniu oka podeszła do mnie, a ja poczułam ciężar naszyjnika na mojej szyi. - Teraz jest perfekcyjnie. - przyznała z ogromnym uśmiechem na ustach, który odwzajemniłam.
- Zastanawia mnie tylko fakt, skąd wzięłaś tą sukienkę. Jest śliczna, ale nie pamiętam żebym taka miała. - powiedziałam przeglądając się w lustrze.
- Wiem, że śliczna, bo sama ją uszyłam. - oznajmiła dumnie zarzucając włosami. Popatrzyłam na blondynkę zszokowana. - Nie patrz się tak. Chcąc być projektantem, musiałam nauczyć się szyć.
- Dziękuję. - przytuliłam ją i w tym samym momencie usłyszałam głos Nialla, wołający moje imię, na co moją przyjaciółka odsunęła się ode mnie. - Denerwuje się chociaż nie wiem czym. - przyznałam, a ona zachichotała i pociągnęła mnie w stronę drzwi. Spokojnie zeszłam po schodach, a w korytarzu czekał na mnie Zayn. Stał tyłem i rozmawiał z Niallem, więc z mojej perspektywy widziałam jego napięte umięśnione plecy. Stresował się, ale czym? Gdy chłopcy usłyszeliśmy moje kroki odwrócił i się w moją stronę, a mi zapadło dech w piersiach. Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do widoku mulata w garniturze. Zawsze wygląda idealnie niczym model. Widziałam jak jego uśmiech się powiększa i pokazuje swoje zęby, między którymi pojawia się język. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy, zapominając zupełnie o otaczającym nas świecie. Z tego "transu" wyrwał nas Niall.
- No już moje gołąbeczki idźcie, bo się spóźnicie i cały plan pójdzie się... to ja już może... - zaczął się jąkać i machać rękami w stronę salonu, na co zmarszczyłam brwi. Jaki plan? - Chyba mnie Amy woła. Kochanie! Coś chciałaś? - pobiegł w stronę salonu, choć Amanda nie zeszła jeszcze z góry. Odwróciłam się w stronę Zayna.
- O czym on mówił? Jaki... - nie dokończyłam, ponieważ usta czarnowlosego znalazły się na moich. Zapomniałam o wszytskim gdy ułożył dłonie na moich biodrach.
- Gotowa, kochanie? - zapytał, po chwili.
- Nie wiem na co, ale możemy iść. - odpowiedziałam, wywołując jego śmiech. Chwycił mój szary płaszcz i pomógł mi go założyć, na co podziękowałam mu szybkim całusem w policzek. - Gdzie mnie zabierasz? - spytałam będąc już w samochodzie. Zayn obrócił się w moją stronę z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Na razie? Do restauracji. - odpowiedział. Na razie?

***

- Co wybierasz? - zapytał mnie gdy już byliśmy na miejscu.
- Mam wielką ochote na krewetki. - uśmiechnęłam się do niego ponad kartą dań, po czym podszedł do nas kelner, a mój chłopak zamówił dwie porcje krewetek i deseru oraz butelkę mojego ulubionego czerwonego wina.
- Czemu zawdzięczam tą randkę? Jakaś okazja? - patrzyłam w jego oczy, w których pomimo luźnej atmosfery między nami, zobaczyłam strach, ale tylko przez sekundę. Może mi się jedynie wydawało.
- To musi być okazja, bym mógł zaprosić swoją dziewczynę na obiad do restauracji? - umiejętnie odbił piłeczkę, ewidentnie unikając odpowiedzi.
- Tak, jeśli są to twoje urodziny i psujesz mi tym cała niespodziankę. - powiedziałam otwarcie i zrobiłam zbolałą minę. Naprawdę było mi smutno, że w tym momencie nie mogę mu dać prezentu, ani nic takiego.
- Kochanie. - powiedział łagodnie. - Ostatnie urodziny były najlepszymi, bo spędziliśmy je razem. I chcę żeby te były takie same. Nie oczekuję od ciebie żadnych prezentów, ani niespodzianek. Chcę tylko twojej obecności. - wytłumaczył i chwycił moje dłonie, a ja zaniemówiłam, zastanawiając się nad tym, że istnieją tacy mężczyźni o złotym sercu i akurat mi trafiło się takie szczęście poznanie jednego z nich a następnie związanie pomimo wielu przeszkód i nieporozumień. - Pamiętaj, ty jesteś najpiękniejszym i najlepszym prezentem, którym obdarowało mnie życie. - dodał.
- Zayn, proszę cię, bo za chwilę się popłaczę i zniszczę godzinną pracę Amy nad moim makijażem i gdyby się o tym dowiedziała to by mnie zabiła. - odparłam, powstrzymując łzy napływające mi do oczu. Chłopak posłał w moim kierunku uśmiech i przysunął swoje krzesło do mojego, a ja szczęśliwa oparłam głowę o jego ramię. - Kocham cię tak niewyobrażalnie, że nie umiem tego uczucia opisać słowami. - szepnęłam, a on tylko złożył delikatny pocałunek na moich ustach, który odwzajemniłam, nie interesując się spojrzeniami ludzi obecnych w restauracji. Przy naszej rozmowie czas szybko minął, a nasze talerze stały się puste. Gdy wyszliśmy z restauracji Zayn zaprowadził mnie do auta. Siedząc na fotelu pasażera, uświadomiłam sobie jaką jestem cholerna szczęściarą, przecież na moim miejscu mogła by być każda inna dziewczyna. Po chwili jazdy zauważyłam, że nie kierujemy się w stronę domu tylko na obrzeża miasta. Odwróciłam się w stronę Zayna, żeby się dowiedzieć o co chodzi, jednak on mnie wyprzedził.
- Poczekaj kilka minut za chwilę dowiesz się wszystkiego. - powiedział, przenosząc lewą dłoń ze skrzyni biegów na moje kolano, a ja zżerana przez ciekawość skinęłam głową. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się na jakiejś polanie, było już dość ciemno i niestety nie mogłam zobaczyć co się na niej znajduje. Zdezorientowana popatrzyłam na Zayna, który jak zwykle nie powiedział nic tylko wyszczerzył swoje białe zęby, co powoli doprowadzało mnie do szału.
- Po co tu przyjechaliśmy? - zapytałam, gdy mężczyzna otworzył mi drzwi od auta.
- Aby spełnić twoje marzenie. - mulat przelotnie pocałował moje usta i wręcz siła zaciągnął na środek polany, uprzednio zawiązujac na moich oczach opaskę.
- Zayn, to są twoje rodziny nie moje. To wszystko powoduje u mnie narastające poczucie winy.  - mruknęłam na tyle głośno aby usłyszał jednak nie odpowiedział mi. Kiedy zdjął opaskę z moich oczu zobaczyłam balon. TAK! Taki balon, którym można lecieć i zobaczyć ziemię z góry. Spojrzałam na niego, a on tylko się uśmiechnął i gdy podeszliśmy bliżej przywitał się podanie ręki z 3 mężczyznami.
- Są państwo gotowi? - zapytał Zayna jeden z nich, a on skinął głową. Gotowi na co?
- Zayn, coś ty wymyślił? - jęknęłam zdezorientowana, na co wspomniany mężczyzna tylko się zaśmiał. Mulat chwycił moją rękę i pomógł mi wejść do środka balonu, by po chwili znaleźć się obok mnie. Objął mnie w talii i położył swoją głowę na moim ramieniu.
- Powiedziałaś kiedyś, że chcesz być wolnym ptakiem, że chcesz się przelecieć balonem nad Londynem. Chciałem Ci to dziś dać. Chciałbym spełniać wszystkie twoje marzenia do końca moich dni. - wyszeptał wprost do mojego ucha. Nim się obejrzałam zaczęliśmy się wzbijać w powietrze. Obróciłam się w bok i zauważyłam jednego z mężczyzn, z którym uprzednio witał się Zayn, sterującego balonem. Byliśmy coraz wyżej, ale nie czułam strachu, tyko ekscytacje. Wiedziałam, że w ramionach mojego chłopaka jestem bezpieczna. Ufam mu. Po kilku chwilach przed nami rozprzestrzeniła się panorama Londynu nocą. Wstrzymałam oddech, a ręce Zayna mocniej mnie objęły, dzięki czemu jeszcze lepiej czułam bicie jego serca.
- To... to jest piękne. Aż zapiera dech w piersiach. - wyszeptałam, po czym odwróciłam się w jego stronę. - Zayn, ja nie wiem jak mam ci dziękować...
- Tylko mnie pocałuj. - powiedział, a ja nie marnują ani sekundy spełniłam jego prośbę. Chłopak zdecydowanym ruchem zmniejszył nasz dystans do zera. Gdy oderwaliśmy się od siebie, to odwróciłam się tyłem do Zayna i nadal będąc w jego ramionach, z usmiechem na ustach podziwiałam panoramę miasta. Zayn położył swoją głowę na moim ramieniu, a jego ciepły oddech owiewał moją twarz.
- Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego... Nie wiem czym sobie na ciebie zasłużyłam... - szepnęłam odwracając głowę w jego stronę. W jego miodowych tęczówkach odbijał się blask świateł miasta, przez co były one jeszcze piękniejsze.
- Kochanie, zasługujesz na wszystko co najlepsze. Już za dużo wycierpiałaś. - odpowiedział, a jego wargi spotkały się z moim zaróżowiałym od zimna policzkiem. Przez moje ciało przebiegł dreszcz przyjemności oraz zimna. To był minus tego lotu, im bardziej się wznosiliśmy tym zimniej było. - Zimno ci. - stwierdził i odsunął się ode mnie, by wziąć koc i okryć nim naszą dwójkę. Od razu zrobiło mi się cieplej.
- Dziękuję. - szepnęłam, a on uroczo się uśmiechnął. - Ciekawe, gdzie jest nasz dom... - mruknęłam, wtulając się jeszcze bardziej w Zayna.
- To zależy gdzie państwo mieszkają. - odezwał się nasz "kapitan", na co Zayn mu odpowiedział, a mężczyzna, z którym lecieliśmy wskazał nam właściwy kierunek. - Jeśli teraz państwo obrócą się w prawo zobaczycie London Eye oraz Big Ben. - zaproponował, co tez uczyniliśmy.
- Proszę nie mówić do nas per pan, pani. Wystarczy Victoria i Zayn. - odparłam, posyłając mu uśmiech, który odwzajemnił. Przez cały lot dużo rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Widoki były przepiękne, lecz niestety nie mogliśmy spędzić pół nocy w powietrzu. Powoli zaczęliśmy się zniżać. Gdy nasz kosz dotknął podłogi, to pożegnaliśmy się z naszym kapitanem i podziękowalismy za lot. Chciałam skierować się do auta, ale mój facet miał inne play i pociągnął mnie w stronę jakiegoś lasku.
- Co znowu wymyśliłeś? Gdzie mnie prowadzisz? - zapytałam, idąc wydeptana ścieżka.
- Zaraz zobaczysz. Trochę cierpliwości, Victorio. - powiedział z szerokim uśmiechem, ale w jego głosie było słyszalne napięcie, a jego ramiona zdradzały, że stresował się.  Ale czym?
- Ja wiem. Gdzieś tu masz ukrytą łopatę i chcesz mnie, zabić i zakopać. - powiedziałam chcąc go rozluźnić, co najwidoczniej mi się udało, bo mulat zaczął się śmiać.
- Kurde. Przejrzałaś mnie. - uśmiechnął się pokazując rządek swoich białych zębów. Zayn wciąż ciągnął mnie przed siebie, a z każdym pokonywanym przez nas krokiem robiło się coraz cięmniej. - Nie, nie zgubiliśmy się kochanie. - odpowiedział na pytanie,  które w tym samym momencie pojawiło się w mojej głowie. Mimo jego pownosci w głosie, mocniej ścisnęłam jego dłoń i przywarłam do jego boku, co Zayn zauważył i bardzo cicho się zaśmiał. - Teraz zamknij oczy. - powiedział,  a ja niepewnie na niego spojrzałam, przystając. - Ufasz mi, prawda?
- Tak. - odpowiedziałam bez wahania.
- Więc zamknij oczy. - szepnął, a ja uczynilam co chciał , na co Zayn wznowił nasz "spacer". Po paru minutach marszu, mulat zatrzymał się, a ja wraz z nim. - Teraz cię puszczę, ale nie otwieraj oczu. Zrobisz to, dopiero gdy ci powiem, dobrze? - zapytał, na co pokiwałam głową. Poczułam jeszcze jak składa na moim policzku pocałunek, później jego ręka puściła moją i już nie czułam jego obecności. Słyszałam jego oddalające się kroki. Gdzie on idzie? Nagle usłyszałam głos, ale nie Malika.
- Już. Możesz otworzyć oczy. - usłyszałam damski głos. Amy? Co ona tu robi? Otworzyłam oczy, ale nikogo nie widziałam. Przed moimi oczami ukazała się drewniana altanka, która oświetlona była milionem świeczek. Ścieżkę do altany tworzyły płatki czerwonych róż. - Chodź, tu jesteśmy. - usłyszałam ponownie głos Amy, który dobiegał z altany. Zrobiłam tak jak mi kazała. Weszłam do altany i aż mnie zatkało. Miejsce było piękne, wszędzie było pełno czerwonych róż, których wcześniej nie widziałam. Blask świec tworzył przyjemny nastrój. W altanie byłam sama. Na środku altany stał projektor, a ja jego ekranie wyświetlała się podobizna Amandy i Niallera. - Dobra to zaczynamy. Muszę przyznać, że się trochę denerwuję tym wystąpieniem przed kamerą. - powiedziała, a kiedy Niall to usłyszał zaczął się śmiać, zakrywając usta ręką, na co został uderzony przez Amy w ramię.
- Ej! - krzyknął oburzony blondyn i zaczął łaskotać dziewczynę. W tym momencie pojawiło się czarne tło, a na nim napis. "To może do nich wrócimy później..." Zaczęłam się śmiać, czekając na dalszą część filmu. Tym razem na ekranie pojawiła się Wal wraz z Harrym. Obydwoje trzymali swoje pociechy na rękach. Byli w swoim pokoju.
- Victorio, jesteś chodzącym aniołem, bardzo mi pomogłaś, choć prawie się nie znałyśmy. Masz po prostu złote serce co naprawdę jest rzadkością. Nie poradziłabym sobie bez Ciebie i mogę z ręką na sercu powiedzieć, że zawdzięczam Tobie niemalże wszystko, siostro. - dziewczyna uśmiechnęła się szczerze do kamery.
- Gdyby nie ty nie byłoby nas tutaj, siedzących obok siebie. - popatrzył na młoda mamę z widoczną i ogromną miłością. Nagle jedno z bliźniąt zaczęło płakać, w wyniku czego zaraz po nim drugie. Obydwoje zaczęli je uspokajać i kołysać. Na ekranie znowu pojawił się napis. "Może chodźmy dalej...", na co się zaśmiałam. Następnie na ekranie pojawiła się Eleanor wraz z synkiem.
- Włączyłeś to wreszcie? - zapytała, a jej twarz wyrażała znudzenie. - Jak można nie umieć włączyć kamery? Próbujesz to zrobić od jakiś 10 minut. Potrzebujesz tej pomocy czy nie? - zapytała z irytacją. Obraz cały czas był zamazany, a ja nie mogłam niczego zobaczyć. - Dość tego, daj mi to, ja to włączę. - powiedziała.
- Już! Włączyłem! - momentalnie usłyszałam krzyk Louisa, a kamera przestała się ruszać. Mężczyzna usiadł na kanapie obok swojej żony. - Zayn zadał nam ciężkie pytanie. Za co ciebie kochamy, Victorio? Musisz mi uwierzyć na słowo, że chciałem powiedzieć coś pięknego niczym dramaty Williama Shakespeare'a, bądź najpiękniejsze piosenki o miłości, ale powiem jedynie coś banalnego. Powiem coś takiego co ukaże w pełni za co. Kochamy cię za to, że jesteś.
- Jest zbyt wiele rzeczy, aby je teraz wszystkie tu wymieniać, tutaj muszę przyznać rację Louisowi. Jesteś niewyobrażalnie dobra osobą, która zawsze pomoże i da dobra radę, jednocześnie nie oceniając i dotrzymując wszystko w tajemnicy. - dopowiedziała dziewczyna.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaki pozytywny wpływ wywierasz na ludzi dookoła, na nas, a w szczególności na Zayna. Zmieniłaś go Victorio, zdecydowanie ma lepsze. Jeśli mam być szczery nie sądziłem, że kiedykolwiek to się stanie. - zaśmiał się Lou.
- Przeszliście razem długą i ciężką drogę. Jesteście wzorem do naśladowania i tylko ślepy mógłby nie zauważać tego, jak bardzo się kochacie. - odparła dziewczyna, a mi zrobiło się ciepło na sercu, oczy zrobiły się szkliste, przez co obraz mi się troszkę zamazał. Pomrugałam kilka razy oczami, tak by przywrócić sobie ostrość widzenia. W tym samym czasie na filmie zmieniły się osoby i pojawiła się Danielle wraz z Liamem.
- Na samym początku chciałbym Ci podziękować Vic, bo choć jesteś równie szalona jak my wszyscy, to pomagasz mi ogarniać tą bandę idiotów, co wcale nie jest takie łatwe na jakie się wydaje. - zaśmiałam się z słów, jak i jego poważnej miny. - Bardzo się cieszę, że znalazłaś szczęście w osobie naszego brata. - powiedział i przerwała mu Danielle.
- Bo zasługujesz na wszystko co najlepsze. Jesteś jedną z najwspanialszych osób które poznałam w swoim życiu. - odparła.
- Rozmawiałem kiedyś z Zaynem, był załamany, bo był przekonany, że cię stracił. Chciałem mu wtedy powiedzieć, że znajdzie sobie inną, lepszą, że tego kwiatu jest pół światu, ale nie mogłem. Skłamałbym, ponieważ jesteś jedyną w swoim rodzaju i nikt nie byłby w stanie cię zastąpić. Jesteś po prostu idealna. Idealna dla Malika. - gdy zrozumiałam znaczenie tych słów, nie wytrzymałam, pozwoliłam łzą spływać po mojej twarzy.
- Ej, bo będę zazdrosna. - jęknęła Danielle, żartobliwie szturchając jego ramię. Parsknęłam śmiechem, a Payne nachylił się do swojej narzeczonej i wyszeptał jej coś na ucho. W tamtym momencie ekran znów zrobił się czarny, a po chwili pojawiła się na nim dwójka blondynów, którzy mieli rozczochrane włosy i wypieki na policzkach.
- Kochamy cię, Vicky! - wykrzyknęli razem. Po nich ponownie ukazał się Harry i Waliyha, którzy uspokoili i uśpili swoje maleństwa.
- Kochamy cię. - wyszeptali. Tak samo było z resztą, wszyscy zapewniali o swojej miłości. To było bardzo piękne i wzruszające. Nagle ekran stał się czarny na dłuższą chwilę, wiec pomyślałam, że to koniec, ale na nim pojawił się Zayn.
 - Wiem, że pewnie jesteś zdezorientowana i nie wiesz co się dzieje, czemu się kompletnie nie dziwie, jednakże chciałbym powiedzieć parę słów, tylko sam nie wiem o czego mam zacząć. - przyznał, drapiąc się po karku w swój charakterystyczny sposób. - Nasza droga nie była wcale prosta, tylko pełna zakrętów oraz różnych wzniesień, upadków czy też przeszkód. Jednak wiem, że cię kocham, a moja miłość do ciebie z dnia na dzień jest coraz większa. Jesteś dla mnie inspiracją, jesteś krwią, która płynie w moich żyłach, jesteś pomocą w złych chwilach, czy lekiem na ból. Tak naprawdę jesteś dla mnie niemalże wszystkim, czego tylko potrzebowałem i będę potrzebował w swoim życiu. Brakuje mi tylko jednej rzeczy. - po tych słowach ekran zrobił się czarny, a ja stałam w osłupieniu patrząc się wciąż w to samo miejsce, nie mogąc się ruszyć.

>> muzyka <<

Z głośników zaczęła płynąć wolna melodia grana na fortepianie. Moje serce zaczęło bić szybciej, niż wcześniej. Wciąż rozglądałam się wkoło, aby znaleźć sprawcę tego całego zamieszania, jednakże na próżno. Rozkoszowałam się subtelnymi dźwiękami, kiedy nagle do pianina dołączył śpiew.

"In the clouds, where the angels sing..."


W mgnieniu oka rozpoznałam delikatny głos Zayna. Dreszcze przeszyły moje ciało na wylot, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie. Wzięłam niepewny wdech, starając się uspokoić rozszalałe serce oraz łzy napływające do moich oczu. Na ekranie zaczęły pojawiać się nasze wspólne zdjęcia, których część była robiona z ukrycia. Zayn niemalże na każdym z nich nie patrzył się w obiektyw; jego wzrok utkwiony był w mojej osobie, a piękny uśmiech błąkał się na jego ustach. Wyglądał, jakby obserwował i analizował dzieło sztuki w muzeum. Jego oczy świeciły się niewyobrażalnym blaskiem, który rozświetlał moje serce. Nie wiem jak mogę podziękować Bogu za to, że go poznałam, bo to właśnie on sprawił, że po długim czasie znowu rozumiałam czym jest miłość i zaczęłam doceniać życie. Nastała chwila ciszy, w czasie której ekran niespodziewanie opadł na podłogę.

"In the clouds where the angels sing
It's her smile, yeah it's all I see
In her eyes, where I wanna be..."

Zayn ubrany w czarny smoking, trzymając mikrofon przy swoich ustach w mgnieniu oka się do mnie zbliżył. Widząc mój poszerzający się uśmiech ułożył dłoń na moim policzku i delikatnie po nim przejechał. Nie wiem, w którym momencie pojedyncza łza wydobyła się z mojego oka, chcąc pozostawić ślad na mojej skórze, jednak Zayn ją szybko starł. Było ciężko mi skupić się na tekście jego piosenki, gdy on kreślił kółka i różne wzory na moim ramieniu. Jego oczy skanowały każdy możliwy cal mojej twarzy, jakby chciał w ten sposób się dowiedzieć co teraz czuję, bądź myślę.

"I need somebody to love
Love me blue
Love me blue
Love me blue
Love me blue."

Ostatnie wersy piosenki wyśpiewał mi prosto w usta, opuszczając rękę z mikrofonem wzdłuż swojego ciała. Jego oddech owiewał moją twarz, a nasze wargi dzieliły zaledwie milimetry. Myślałam, że przybliży się do mnie i złączy je w pocałunku, jednak on się odsunął ze stresem wymalowanym na twarzy.
- Victorio, wiem, że nie znamy się zbyt długo, bo jedynie półtora roku i nasza droga była usłana różnymi przeszkodami, jednakże dzięki tobie zmieniłem się na lepsze. Zacząłem cieszyć się z drobnych rzeczy, a przede wszystkim zauważać je. Musisz mi uwierzyć, że przez ten okres czułem się szczęśliwszy jak nigdy dotąd. Kocham cię, a to uczucie do ciebie jest twarde niczym diament. I chciałbym, żeby ten diament był tego dowodem. - nerwowo się zaśmiał i zaczął szukać czegoś w kieszeni swojej marynarki. Chwilę później w jego dłoni znajdowało się czerwone pudełeczko. Zamarłam. On uklęknął na jedno kolano i spojrzał na mnie, spod gęstych rzęs. Moje serce osiągnęło prędkość światła. Otworzył pudełko, a w jego środku znajdował się pierścionek z ogromnym szafirem otoczonym małymi diamentami, który wyglądał niemalże jak naszyjnik, który miałam na szyi. Nie zamierzał przecież mi się oświadczyć. Nie było mowy, by... - Jestem w tobie zakochany i jednocześnie przerażony, że cię mogę stracić, dlatego nie chcę ryzykować ani chwili dłużej. Brakuje mi tylko jednej rzeczy, jak wcześniej usłyszałaś - mojego nazwiska przy twoim imieniu. Czy podarujesz mi najpiękniejszy prezent na urodziny i wyjdziesz za mnie, aniele? - zapytał, a ja uświadomiłam sobie, że moje kolana zbudowane są z waty. Miałam mętlik w głowie, ale byłam pewna jednego - kochałam go, kocham i będę kochać do końca swojego życia. To nigdy się nie zmieni. Pochyliłam się nad nim i żarliwe pocałowałam jego usta. - Czy to oznacza "tak"? - chciał się upewnić, kiedy się od siebie odsunęliśmy.
- Oczywiście, że tak! - odpowiedziałam, a Zayn w mgnieniu oka wsunął pierścionek na serdeczny palec, a następnie porwał mnie w objęcia. To wszystko było dla mnie niemożliwe i fikcyjne. Nie wiem ile czasu minęło, ale gdy moje ciało zaczęło drżeć, chwycił moją dłoń i zaczął prowadzić do drewnianego domku. W środku panował lekki półmrok, który wzmocnił magiczny już nastrój między mną a Zaynem. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co się wydarzyło. Chłopak zamknął za nami drzwi wejściowe, a ja poczułam ciepło palącego się kominka, znajdującego się po prawej stronie malutkiego salonu. Pozbyłam się szarego płaszczyka, pozostając w samej sukience. Nagle jego ramiona od tyłu szczelnie mnie objęły, a głowę ułożył na moim ramieniu, po czym jeszcze bardziej się we mnie wtulił, dzięki czemu poczułam przyjemne ciepło rozlewające się po moim ciele. W jego dłoniach na wysokości mojej tali spoczywało niebieskie pudełko owinięte piękną białą kokardą w czarne kropki.
- To jest dla ciebie. Chciałbym, żebyś to zatrzymała, bo w pewnym sensie należy do ciebie. - wyszeptał mi do ucha, a ja odebrałam od niego prezent i niechętnie wyswobodziłam się z jego uścisku, by odłożyć paczkę na stolik. Kiedy odwróciłam się do niego na jego ustach pojawił się uwielbiony przeze mnie uśmiech; język pojawił mu się między zębami, a lśniące oczy wpatrzone były we mnie. Tylko we mnie. Jego ciemne włosy koloru obsydianu w słabym świetle połyskiwały granatem, a ja nie mogłam się powstrzymać, więc powoli zatopiłam w nich swoje palce i delikatnie za nie pociągnęłam, czym odpowiedział mi jego cichy jęk, aż poczułam przyjemny uścisk w żołądku. W moim sercu pomału zacząć się tlić płomień, czekając, aż wydarzenia sprawią, że ognień pochłonie całe moje ciało. Przygryzłam dolną wargę, a on łapczywie przeniósł dłonie na moje biodra i pewnym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Zassałam gwałtownie powietrze, kiedy zetknęłam się z jego klatką piersiową. Popatrzył mi prosto w oczy, a jego tęczówki były mozaiką każdego odcienia złota, jaki można było sobie wyobrazić. Wszystko wewnątrz mnie buzowało. Oboje pożeraliśmy siebie wzrokiem. Nie były nam potrzebne żadne słowa. Oboje pragnęliśmy tylko jednego. Siebie. Nasze usta zwarły się w namiętnym i pełnym pożądania pocałunku, jakbyśmy od lat umierali z pragnienia i w ustach drugiego spodziewali się znaleźć życiodajną wodę. Każdy mięsień w moim ciele się napiął. Przesunął ręką po moim ramieniu, poprzez talię, aż do nogi, po czym założył sobie moje uda na biodra. Oparłam dłonie na jego szerokich ramionach, czując napięte mięśnie, a on na oślep zaczął iść przed siebie, ani razu nie zdejmując swoich warg z moich. Starałam się uspokoić łomotanie mojego serca, kiedy na swoich plecach poczułam twardą powierzchnie, a Zayn szukał klamki do drzwi, które po chwili ustąpiły. Zaczęłam machać po omacku ręką w powietrzu, aż znalazłam ich krawędź i z trzaskiem zamknęłam je za nami. Zayn postawił mnie na ziemi, po czym przywarł do mnie całym swoim ciałem, a jego wargi zaczęły badać skórę mojej szyi. Odchyliłam głowę, dając mu lepszy dostęp. Ręką odgarnął moje włosy, a następnie przeniósł ją na moje biodro mocniej dociskając je do drewnianej powierzchni. Jedyne co słyszałam to nasze jęki przyjemności i przyspieszone bicia naszych serc. Wszystko inne dla mnie zniknęło i byłam przekonana, że dla niego też. Nic inne nie miało znaczenia. Byliśmy tylko ja i on. My.
- Nie zasługuje na ciebie. - powiedział nagle, całując mnie za uchem, a potem lekko skubnął go zębami. Próbowałam uspokoić swój oddech, jednak na próżno. Z każdą mijającą sekundą stawał się coraz bardziej szybszy. Traciłam kontrolę. W pomieszczeniu było gorąco niczym jak w piekle, a ja czułam się jak w niebie, unosząc się między chmurami. Nie chciałam, żeby przestawał, wręcz przeciwnie, oddałabym wszystko żeby to trwało wiecznie. - Nie zasługuję na ciebie Aniele, jednak nigdy nie byłbym w stanie pozwolić ci odejść, abyś mogła być z kimś innym. Może to jest cholernie samolubne, ale jesteś moim uzależnieniem. Wolałbym umrzeć, niż żyć chodź minutę bez ciebie na tym świecie. - jego słowa niczym echo odbijały się w mojej słowie. Straciłam zdolność racjonalnego myślenia. Straciłam słowa, straciłam zdolność komunikowania się. Chciałam, jednak nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Pragnęłam go jak nigdy dotąd. Czułam, że to ten moment. Czułam, że jestem gotowa. Wyciągnęłam dłonie przed siebie i sprawnym ruchem zdjęłam z niego białą koszulę, która mi przeszkadzała. Słyszałam bicie jego serca. Wyraźne i rytmiczne. Zupełnie jak moje. Jakby się zsynchronizowały i pragnęły by połączyć się w jedność. Przejechałam dłońmi po jego klatce piersiowej i brzuchu, czując wyraźne wybrzuszenia, czym były jego mięśnie. Dotknęłam każdy tatuaż. Zayn obrócił moje ciało tak, że plecami przywarłam do jego nagiego torsu. Moja głowa opadła na jego pierś. Dłonią odnalazł zamek sukienki, który powoli pociągnął w dół, badając palcami odkrywające się skrawki mojego ciała. Przez swój dotyk pozostawił na mojej skórze rosnące napięcie, którego pragnęłam więcej i więcej. Czułam, że moje serce za chwilę eksploduje. Zaczął całować i delikatnie skubać skórę na karku, a następnie przeniósł się na moje ramię. Opuściłam ręce wzdłuż tułowia, przez co materiał sukienki bezwładnie opadł na ziemię. Usłyszałam, jak Zayn wstrzymał oddech, kiedy nasze nagie skóry się dotknęły, a elektryczność przebiegła między nimi. Odwróciłam się do niego przodem, czując jego wzrok na każdym odkrytym milimetrze mojego ciała. Warknął i poprowadził mnie w kierunku materaca, na który mnie pchnął. Moje włosy rozsypały się dookoła głowy niczym aureola. - Jesteś taka piękna, Aniele. - powiedział, zwisając nade mną, uprzednio pozbywając się spodni. Śledził wzrokiem delikatny rumieniec, wędrujący w dół mojej szyi. Przybliżył swoją twarz do mojej, a nasze usta dzieliły dosłownie milimetry. - Jesteś naprawdę piękna, kiedy się rumienisz. - wyszeptał, po czym zaczął składać drobne pocałunki na mojej twarzy. Czoło. Powieki. Nos. Jeden policzek. I drugi. Zszedł niżej. Moją szyję obsypał milionami pieszczot, przez co stłumiony jęk wydobył się przez moje zaciśnięte wargi. - Muszę cię słyszeć. Nie tłum tego w sobie. - zażądał, mocniej przyciskając usta w zagłębieniu nad moim obojczykiem, a ja głośniej jęknęłam jego imię. Palcami przejechał po naszyjniku, który zdobił moją szyję, po czym chwycił moje przedramiona. Zaczął całować wszystkie blizny, które częściowo były skryte za tatuażami. Czułam się przez niego adorowana. - Jesteś kurewsko idealna. - wymruczał, a ja poczułam jak jedna pojedyncza łza szczęścia spłynęła po moim policzku. - Chciałbym odebrać wszystkie twoje złe wspomnienia, aby żyło ci się lepiej. Zrobiłbym dla ciebie wszystko, jednak to i tak by było za mało. Przepraszam, że musiałaś przez to przechodzić. Przepraszam, że nie było mnie zawsze przy tobie, kiedy tego potrzebowałaś, ale obiecuję, że teraz będę do końca. Do samego końca. - zapewnił, a ja zadrżałam, czując rozkoszne ukłucie zarostu, kiedy powoli sunął szlakiem pocałunków od pępka w dół mojego brzucha. Wczepiłam mu palce we włosy i pociągnęłam, zmuszając do tego, aby na mnie spojrzał. Obejmując ręką jego kark, delikatnie przyciągnęłam go do siebie. W chwili gdy między nami nie było niczego, nie było czekania. Nie było niczego innego niż przyjemność. I miłość, którą można było wyczuć w powietrzu. Byłam pijana od jego smaku, jego dotyku. Jego dłonie poznały każdy milimetr mojego nagiego ciała, a usta sunęły się po ich szlaku. Jego palące pocałunki, wysyłały mnie na krawędź urwiska. Nie miał mnie dość, a ja pragnęłam go więcej. Kolory wybuchały w mojej głowie. Złoty, niebieski i różowy powoli przeobrażający się w czerwony. - میں آپ سے محبت. آج. اس رات. کل. ہمیشہ. آپ کسی بھی چیز سے زیادہ ہو کیونکہ کوئی آپ نہیں ہے،. تم میرے مستقبل ہو. * - zaczął mówić w języku, którego nie znam. Jego głos był dla mnie pokojem w moim sercu, pieśnią, którą pragnęłam słuchać już na zawsze. Scałowałam swoje imię z jego ust, kiedy on robił to z moich. Byłam na granicy, a przede mną pojawiła się światłość. Echo naszej rozkoszy rozprzestrzenił się po pokoju, porywając nas w zupełnie inny wymiar, którego do tej pory nie znałam. Przez dłuższą chwilę nie mogłam się uspokoić. Zayn wylądował obok mnie i przysunął mnie do siebie, oplatając szczelnym uściskiem, jakby bał się, że zniknę, a to wszystko wydało się tylko iluzją.
- To było idealne. - szepnęłam ostatkami sił, czując jak powieki mimowolnie opadają na moje policzki. Nie było idealniejszego, piękniejszego momentu od tego. Zapragnęłam wieczności wypełnionej takimi chwilami i chciałabym wiedzieć, jak je uchwycić i zachować w bezpiecznym miejscu, a następnie odwiedzać je z powrotem już na zawsze.

* tłum. z języka urdu: "Kocham cię. Dzisiaj. Tej nocy. Jutro. Zawsze. Nie istnieje bez ciebie, bo jesteś czymś więcej niż wszystko. Jesteś moją przyszłością."

czwartek, 2 lutego 2017

Rozdział 104

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ❤

Na wstępnie chciałybyśmy Was przeprosić, za to, że tak długo nas tutaj nie było. Wiemy, że ten rozdział za wiele nie wnosi do akcji całego opowiadania, jednak serdecznie zapraszamy do zapoznania się z jego treścią i pozostawienia ewentualnego komentarza, na znak, że wciąż jesteście, za co Wam dziękujemy. xoxo

Święta Bożego Narodzenia to zdecydowanie jeden z najbardziej wyczekiwanych okresów w ciągu całego roku. Mimo, iż poprzedza go wiele przygotowań, to wszyscy podekscytowani zasiądą przy wigilijnym stole, zapełnionym przepysznymi, domowymi potrawami i spędzą mile czas, by następnie wręczyć drobne prezenty, które wywołają uśmiech na twarzach rodziny, przyjaciół czy wybranków serc. Ja również czekałam na ten czas z niecierpliwością. Wigilia miała się odbyć w domku chłopaków, czyli tam gdzie w tamtym roku. Wraz z dziewczynami pojechałyśmy tam trochę wcześniej, żeby się ze wszystkim wyrobić, ponieważ chłopaki mieli przyjechać od razu na Wigilię, wiec nie mieli jak nam pomóc. W międzyczasie do domu przyjeżdżali członkowie wszystkich rodzin, przez co robiło się coraz bardziej nastrojowo i świątecznie, co uwielbiałam. Przypominało mi to moje święta za czasów wczesnej młodości, gdy moja mam żyła i wszystko było zupełnie normalne. Wtedy uwielbiałam Boże Narodzenie, i dzięki tym wszystkim ludziom znowu je pokochałam.
- Victoria, chodź pomożesz mi ubrać choinkę! - usłyszałam podekscytowany głos Amandy, która weszła do mojego pokoju, a na jej twarzy widniał ogromny uśmiech. Akurat skończyłam pakować prezenty, więc zostawiłam je na stole i poszłam za blondynką do salonu. Na szczęście wszystkie ozdoby były już na miejscu, więc nie trzeba było ich targać z piwnicy, za co podziękowałam w duchu osobie, która to zrobiła. Po kolei zawieszałyśmy wszystko na choince, śmiejąc się co chwilę, gdy bombki wypadały nam z rąk lub gdy choinka kuła nas po rękach. Wszystko szło nam dość sprawnie, jednak mój niski wzrost dał o sobie znać, kiedy chciałam zawiesić bombkę na jednej z wyższych gałązek, jednak nie dostawałam. Już miałam zrezygnować i iść po krzesło, ale na moich biodrach pojawiły się czyjeś ręce, które podniosły mnie lekko do góry. Zadowolona, że powiesiłam w końcu ta przeklętą ozdobę, odwróciłam się, by podziękować, jednak gdy zobaczyłam kto za mną stoi, to pudełko po bańkach wypadło mi z rąk i upadło na podłogę.
- Tęskniłem, aniele. - usłyszałam jego głos, czując jak moje serce jak i oddech przyspiesza. Tęskniłam za nim. Zayn ostrożnie postawił mnie na ziemi, a ja od razu się do niego przytuliłam. Brakowało mi go. Jego ramiona szczelnie owinęły się wokół mojego ciała, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że on tutaj jest, a to nie jest żadna iluzja. Kocham go. Zaciągnęłam się zapachem jego perfum z przymkniętymi powiekami, a uśmiech pojawił się na moich ustach. Poczułam szczęście. Jego palce miękko przesuwały się po materiale mojej białej koszulki. - Mam nadzieję, że drobna niespodzianka się udała. Wesołych świąt, kochanie. - wyszeptał mi do ucha, a ja się odsunęłam, chwyciłam go za kark i nie czekając ani chwili dłużej, żarliwie pocałowałam. Zayn uśmiechnął się przez pocałunek i mocniej wbił palce na mojej tali, przez co dreszcze przeszyły moje ciało na wylot. Czułam jak energia rozpierała mnie od wewnątrz i wszystko stawało się coraz bardziej kolorowe.
- Lepszej zrobić nie mogłeś. - zaśmiałam się, a on oparł się czołem o moje. Jego oczy były wpatrzone tylko we mnie i musicie mi uwierzyć, że ledwo stałam o własnych siłach, gdy czułam go przy sobie.
- Victoria? Z kim ty rozmawiasz? - zapytała Amy, wychodząc zza choinki. Za nią zauważyłam Nialla, który przytulił zdezorientowaną blondynkę od tyłu, na co ona głośnio pisnęła. Zayn chwycił mnie za rękę i ignorując wszystkich pociągnął mnie do naszej sypialni, w której panowała kompletna cisza. Ułożył się na łóżku i przyciągnął moje ciało do swojego. Moje mięśnie się rozluźniły, jednak krew szalała w moich żyłach.
- Brakowało mi tego. - szepnął mi na ucho, przerywając krótką chwilę ciszy. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i wsłuchiwałam się w melodię, jaką było bicie jego serca. Zayn co kilka chwil składał drobny pocałunek na moim czole, nosie, czy obojczyku.
- Niemalże zapomniałam jakie to jest uczucie mieć ciebie przy sobie. - przyznałam, a Zayn złączył nasze dłonie i uniósł je do góry przyglądając im się. Drugą ręką kreślił różne wzorki na moich plecach. Po chwili puścił moją dłoń i chwycił delikatnie druga rękę, głaszcząc moje przedramię. - Zayn. - jęknęłam, gdy zorientowałam się jaki ma w tym cel - sprawdzał, czy na mojej skórze nie pojawiły się nowe rany. - Było mi bez ciebie ciężko, to prawda. - zaczęłam, na co poczułam jak jego mięśnie się spinają. - Jednak możesz być spokojny, nie zrobiłam tego i nie zamierzam, obiecałam ci to w Mediolanie. Skończyłam z tym raz na dobre, dla ciebie i przez ciebie. - powiedziałam pewnym tonem, patrząc w jego złote oczy. Przybliżyłam się do niego twarzą, a on otarł swój nos o mój. Ułożył dłonie na moich biodrach, ścisnął je i posadził mnie na swoich udach. Zachichotałam i oparłam się rękami o jego klatkę piersiową, po czym Zayn się podniósł, zmniejszając dystans między nami. W tym samym momencie drzwi od pokoju gwałtownie się otworzyły i stanęła w nich mama Zayna.
- Zayn, jak mogłeś się nie przywitać z własną matką?! Ja cię rodziłam w katuszach, a ty nie powiesz nawet zwykłego "Cześć mamo, co u ciebie?"? - zapytała oburzona, jednak na jej twarzy gościł uśmiech. Ja szybko zeszłam z chłopaka, a ten wstał i podszedł do swojej rodzicielki, by ją przytulić. Na mojej twarzy zagościł smutny uśmiech. Tęskniłam za moją mamą, jednak pogodziłam się w końcu z jej śmiercią. Dużo łatwiej mi o niej rozmawiać i czasami opowiadam Zaynowi wspomnienia z nią jakie zachowałam. - Victorio przepraszam Cię, ale na razie będę go okupowała. - zaśmiała się radośnie Trisha, czym wyrwała mnie z zamyślenia. - Jeszcze zdążycie się sobą nacieszyć. Ja jednak mam niecały tydzień. - oznajmiła i wyszła targające za sobą chłopaka, który posłał mi błagalne spojrzenie, na co wzruszyłam jedynie ramionami. Podniosłam się na równe nogi i ruszyłam do kuchni, żeby zobaczyć czy tam nie jest potrzebna żadna pomoc. Susan i mama Eleanor od razu mnie z niej wygoniły, tłumacząc że wszystko jest już gotowe, a ja będę tworzyła niepotrzebne zamieszanie. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, udałam się na taras, uprzednio zakładając kurtkę. Automatycznie moje ręce zaczęły szukać po kieszeniach prostokątnego pudełka. Jednakże nic nie znalazłam, z czego ucieszyłam się, pomimo mojej chęci na papierosa. Westchnęłam i spojrzałam na niebo, obserwując słońce, które znikało za horyzontem. Dużo się zmieniło od momentu, kiedy poznałam chłopaków. Nie sądziłam, że zyskam nowych przyjaciół, chłopaka, dzięki któremu przypomniałam sobie, czym jest prawdziwa miłość. Z czasem zrobiło się jeszcze zimniej, a ja poczułam dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa. Odwróciłam się, żeby wejść z powrotem do domu i zamarłam.
- Louis? - zdziwiłam się, widząc chłopaka w rogu tarasu, który właśnie kończył spalać papierosa. Na dźwięk mojego głosu uniósł głowę i szybko wyrzucił peta. - Ty palisz? - zapytałam, a on trzymał się za klatkę piersiową mrucząc pod nosem, że prawie dostał zawału, co sprawiło, że pod nosem się uśmiechnęłam.
- Zayn mnie zaraził tym jakiś czas temu i lubię sobie wypalić jednego na jakiś czas, żeby się rozluźnić. - wytłumaczył, drapiąc się po karku. - Proszę cię, tylko nie mów nic Eleanor, bo ona chyba urwie mi głowę, a chyba oboje tego nie chcemy. - w mgnieniu oka pokonał dzielący nas dystans, posyłając mi błagalne spojrzenie. - Pinky promise? - powiedział, wyciągając przed siebie miały palec u ręki, a ja kręcąc głową na boki z uśmiechem na ustach złączyłam go z moim.
- Pinky promise. - szepnęłam, a Lou wyszczerzył się do mnie jak małe dziecko, po czym objął mnie ramieniem. - Albo to ja urosłam, albo ty się kurczysz na starość, Tommo. Jesteś taki malutki. - zauważyłam, na co spojrzał na mnie z "groźną" miną.
- Kolejna się odezwała. Dlaczego wszyscy tak myślą? Jestem duży, ok? - oburzył się, chociaż cień uśmiechu pojawił się na jego ustach. - Chodźmy do środka, bo drżysz. - zauważył, na co kiwnęłam głową i oboje ruszyliśmy w kierunku drzwi tarasowych. Kiedy przekroczyliśmy próg, w moje ciało uderzyła fala gorącego ciepła, spowodowana przez palący się kominek, a mi zrobiło się zdecydowanie lepiej. - Chcesz kakao? - zapytał.
- Nie idziesz do swojej rodzinki? - zdziwiłam się. - Wiem jak bardzo brakowało Ci Eleanor i Matthewa, a im ciebie.
- Gdy chciałem wejść do pokoju, to zorientowałem się, że El usypia małego... A chyba sama dobrze wiesz, że lepiej, żeby zasnął. - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. - No chodź, na kakao jest zawsze pora i ochota. - powiedział, uśmiechając się jak dziecko i pociągnął mnie w stronę kuchni, w której zmniejszyła się liczba osób, więc byliśmy w stanie przygotować dwa duże kubki kakaa z dodatkiem pianek. - Jak myślisz, gdzie możemy iść, żeby nikomu nie przeszkadzać? - spytał cicho, patrząc na Nialla i Amy, którzy obściskiwali się na kanapie.
- Chodź, pokażę ci. - powiedziałam i ruszyłam dobrze znaną mi drogą na poddasze. Oczywiście Lou wchodząc po drabinie wylał trochę napoju, a jedna z pianek wylądowała na moich włosach. - Tutaj zawsze jest tak pięknie. - szepnęłam, kiedy byliśmy na dachu. Przypominałam sobie noc, kiedy przyszłam tutaj z Zaynem. Louis mruknął coś pod nosem, po czym ściągnął piankę z mojej głowy i wpakował sobie do ust. Zdziwiona na niego spojrzałam. - Tego spodziewałam się tylko po Niallu. Chyba nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać. - zaśmiałam się. Lou objął mnie jednym ramieniem, a w drugim trzymał parujące kakao.
- Kochana nie obraź się, ale widziałem zdecydowanie piękniejsze widoki, gdy byliśmy w trasie. - powiedział uśmiechnięty, po czym zwrócił wzrok na mnie. - Co ci się tu takiego podoba? Wiesz, wyglądasz teraz strasznie.
- Co? Czemu? - oburzona spojrzałam na niego.
- Twój wielki uśmiech, aż przeraża. - powiedział, a ja przygryzłam wargę.
- Zayn tutaj wyznał mi miłość, a potem oficjalnie staliśmy się parą. - przyznałam, upijając kakao. - A ty? W sumie jak się poznaliście z Eleanor, bo chyba nigdy nie słyszałam ten historii?
- Kiedy to było? Miałem iść wtedy na jeden z występów w X factorze, byłem tak zestresowany, że poszedłem złym korytarzem. Byłem przerażony. Wyobraź o sobie. Stałem w pustym korytarzu, pełnym pozamykanych pokoi, wiem, bo sprawdzałem. Nagle zauważyłem El, wyglądała przepięknie, więc stwierdziłem, że zagadam. Zgadnij o co ją zapytałem.
- Chyba jestem gotowa na wszystko.
- Zapytałem, czy się zgubiła i żeby było śmieszniej, Eleanor powiedziała, że tak. Oczywiście nie mogłem wyjść na głupka, więc udawałem, że doskonale wiem, gdzie powinienem iść. Nie wiem czy uszliśmy 10 metrów, ale ona już wiedziała, że jestem tak samo zagubiony jak ona. Spodziewałem się, że się wkurzy, ale ona zaczęła się śmieć i musisz mi uwierzyć, że wyglądała wtedy niezwykle uroczo. Na szczęście jakoś znaleźliśmy drogę powrotną, do tej pory nie wiem jakim cudem. Pamiętam jak Eleanor się do mnie obróciła, dała mi szybkiego buziaka w policzek, aż stała się cała czerwona, po czym mruknęła, że się spiesz, bo musi znaleźć koleżankę, a ja zdążyłem się zaledwie zapytać jak się nazywa, nim zniknęła z mojego pola widzenia.
- I zaczęliście się spotykać? - dopytywałam i czułam się w tamtym momencie jak małe dziecko, które słucha opowieści dziadków.
- Dokładnie. Od razu wiedziałem, że to ta jedyna, bo gdy się wygłupiałem i śmiałem, robiła to ze mną. Tylko sobie nie myśl, że ona zawsze taka poukładana, bo czasami jest gorsza ode mnie. - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. Louis przyciągnął mnie bliżej siebie, a mi zrobiło się cieplej. Spojrzałam w niebo i nawet nie zdałam sobie sprawy kiedy stało się tak ciemno na dworze. Nagle usłyszeliśmy jakieś głosy, a na dach wyszedł Zayn, a za nim Niall.
- Louis, bracie. Nie za wygodnie ci? - Zayn zaśmiał się, po czym do nas podszedł. - Eleanor uśpiła twojego pierworodnego, a teraz chodzi po domu i ciebie szuka. - dodał, a Lou mruknął coś pod nosem, że było miło i uprzednio wpychając w ręce Niall kubek zapewne zimnego już kakaa, opuścił dach. Blondyn uradowany podarunkiem pochłonął go w słownie sekundę. Zayn za to przytulił się do mojego boku i położył mi głowę na ramieniu. Zaczął kreślić czubkiem nosa różne wzory po mojej szyi, a chwilę później złożył na niej drobny pocałunek, co spowodowało falę dreszczy przechodzącą moje ciało. Zayn uniósł lewą dłoń, by odgarnąć moje głosy, a moją uwagę przykuł zegarek na jego nadgarstku.
- Dochodzi już szesnasta?! Muszę się jeszcze przygotować i ubrać. - powiedziałam, wyswobadzając się z jego objęć, na co on westchnął i wyraźnie przewrócił oczyma. - Zee, wynagrodzę ci to później. - zapewniłam go i cmoknęłam jego usta, po czym w pośpiechu udałam się do pokoju mojego i Zayna. Od razu wskoczyłam od prysznic. Po godzinie byłam umyta, wymalowana, a moje włosy zostały ułożone. Wciąż owinięta w biały ręcznik opuściłam łazienkę. Podeszłam do komody, aby z niej wyciągnąć czystą bieliznę. Gdy pochylałam się nad jedną z szuflad, to poczułam jak od tyłu obejmują mnie czyjeś ręce. Przestraszona piszcząc, podskoczyłam przez co ręcznik się lekko poluzował, więc szybko podniosłam dłonie, by go podtrzymać.
- Spokojnie. - zaśmiał się cicho, a jego głowa znalazła swoje miejsce na moim ramieniu.
- Nigdy tak więcej nie rób. - zagroziłam, starając się uspokoić rozszalałe serce, a on tylko delikatnie cmoknął mnie w policzek. Zaczął tworzyć ścieżkę od żuchwy do mojego odkrytego ramienia. - Zayn, muszę się ubrać. - powiedziałam, jednak nie chciałam, żeby zaprzestawał swoich czynności. Brakowało mi jego bliskości. - Zaynie. - niechętnie powtórzyłam, przeciągając, a on głośno westchnął i się odsunął. Niespodziewanie przybliżył usta do mojej szyi i zassał skórę na niej, co zaczęło mnie piec. Na koniec dmuchnął powietrzem w bolące miejsce. Czy on mi właśnie zrobił malinkę?!
- Jak dla mnie to możesz tak chodzić cały czas. - zaśmiał się, za co dostał ode mnie z łokcia w brzuch. Jego to nic nie ruszyło, za to ja czułam się jakby miała mi odlecieć ręka. Cicho jęknęłam i opowiedział mi jego dźwięczny śmiech.
- Dzieci, za chwilę będziemy zaczynać wigilie. - w drzwiach, które niespodziewanie się otworzyły stanął tata Zayna, a moje serce urządziło sobie wycieczkę do mojego gardła. Poczułam jak na moją twarz wpływa rumieniec. - Także... No... Ten... To może ja już pójdę. - wyjąkał i zniknął za drewnianą powłoką. gdy tylko to zrobił, pokój po raz kolejny wypełnił dźwięczny śmiech Zayna.
- Gdybyś widziała swoją minę. - powiedział i zaczął śmiać się jeszcze bardziej.
- Zayn, przestań. To była najbardziej niezręczna sytuacja moim życiu. O mój Boże , co twój tata sobie pomyśli. - jęknęłam, a on wciąż nie mógł się opanować, na co ponownie walnęłam go w klatkę piersiową. - Idź się przygotuj. - powiedziałam i Zayn, ku mojemu małemu zaskoczeniu, kiwnął głową i uprzednio składając ostatni całus na moim policzku, udał się do łazienki. Ja szybko przebrałam się w przygotowaną wcześniej sukienkę i usiadłam na łóżku z zamiarem zaczekania na Zayna, który wrócił po kilkunastu minutach i szybko przebrał się w ciuchy przygotowane przeze mnie w międzyczasie. Oboje wyszliśmy z pokoju i udaliśmy się do jadalni, skąd dobiegały dźwięki wielu rozmów. Wszyscy już tam byli co oznaczało, że przyszliśmy jako ostatni. Gdy mama Louisa nas zobaczyła, od razu zaczęła wszystkich uciszać.
- Jesteśmy już wszyscy. Zaczynajmy. - powiedziała, po czym został odczytany fragment z Pisma świętego przez Lottie, a następnie przeszliśmy do dzielenia się opłatkiem, które rozdała Amanda. Kiedy podzieliłam się opłatkiem ze wszystkimi oprócz Zayna, zobaczyłam go idącego w moją stronę. Dokładnie jak rok temu. Wcześniej myślałam co mu powiedzieć, ale gdy stanął przede mną z pięknym uśmiechem na twarzy, dosłownie odebrało mi mowę i nie byłam w stanie nic wykrztusić. Zayn tylko przybliżył się do mnie, chwycił moje policzki i złączył nasze usta w gorącym i przepełnionym uczuciami pocałunku. Jednak to nie był zwykły pocałunek. Czułam co mi chciał przez niego przekazać. Że mnie kocha, że życzy mi jak najlepiej, że mu na mnie zależy, że jest w stanie dla mnie zrobić wszystko, że cieszy się, że tutaj jestem. A ja odwzajemniając pocałunek "mówiłam" mu dokładnie to samo.
- Chcę tylko dodać, że życzę Ci, aby się nic nie zmieniało. Ewentualnie kilka rzeczy. - szepnął mi do ucha, na co zmarszczyłam brwi. O jakich rzeczach on mówi?
- Nie chcę wam przeszkadzać, moje gołąbeczki, ale będziemy zaczynać jeść. - przerwał nam Niall, który się szczerzył w naszą stronę. Kiedy rozejrzałam się wokoło zobaczyłam że wszyscy oprócz naszej trójki zajęli swoje miejsca. Zayn ułożył dłoń na dole moich pleców i usiedliśmy do ogromnego stołu. Tym razem kolacja wigilijna była mieszana - kilka potraw polskich i kilka angielskich. Czas ten spędziliśmy na rozmowach i śmianiu się, czego mi bardzo brakowało, kiedy chłopcy byli w trasie. Kiedy skończyliśmy jeść mama Louisa i Eleanor wstały od stołu, a następnie ruszyły do kuchni, by po chwili wrócić, trzymając ogromny tort. Wszyscy zaczęliśmy śpiewać Happy Birthday, a Louis wyglądał jak mały chłopiec - oczy zaczęły mu się świecić, a drobne rumieńce pojawiły się na jego policzkach, co wyglądało dość śmiesznie zważając na fakt, że chwilę później z pomocą najmłodszego rodzeństwa zdmuchnął ponad 20 świeczek. Maura zaczęła kroić tort, a następnie układać na talerzykach i wręczyła pierwszy kawałek solenizantowi. Każdy zjadł po kawałku ciasta, a następnie dzieci dorwały się do prezentów, które leżały pod choinką. Siedziałam na kanapie obok Zayna i obserwowałam wszystkich. Na twarzy każdej osoby widniał wielki uśmiech, przez co w moim ciele rozeszły się przyjemne ciepło, które utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to jest miejsce w którym powinnam być. Byłam szczęśliwa, że ich wszystkich spotkałam i zostali moją prawdziwą rodziną.
- Coś się stało? - Zayn szepnął mi do ucha, mocniej obejmując ramieniem. Obróciłam się w jego stronę i posłałam mu ciepły uśmiech, kręcąc przecząco głową.
- Po prostu cieszę się, że tu jesteśmy wszyscy razem. - odpowiedziałam wpatrując się w te piękne miodowe tęczówki, w których tańczyły ogniki szczęścia. Zayn przygryzł wargę, a potem wpił się w moje usta, przenosząc rękę na moją talię.
- Cieszę się, że właśnie ty jesteś tutaj przy mnie. - powiedział i jeszcze raz mnie cmoknął, a ja wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Długo jeszcze siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy ze wszystkimi. Ten przyjemnie spędzony czas szybko nam minął. Koło północy wróciliśmy do swojego pokoju i oboje położyliśmy się na łóżku.
- Zayn, mam do ciebie pytanie. - zaczęłam, a on z zaciekawieniem na mnie spojrzał. Przewróciłam się z pleców na brzuch i ułożyłam ręce na jego brzuchu. Przez białą koszulę w kilku miejscach przebijał się czarny tusz i mimo woli moje palce subtelnie zaczęły śledzić niewyraźnie, choć bardzo dobrze mi znane malunki. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, a ja jakby zatraciłam się w tej zwykłej czynności
- O co chodzi, Aniele? - szepnął, wyrywając mnie z transu, gdy przez dłuższą chwilę nic nie mówiłam. Szybko wróciłam na ziemię i pozbierałam swoje myśli, gdy on założył kosmyki włosów za mojego ucho.
- Jakie jest twoje największe marzenie na tą chwilę? - zapytałam, kreśląc w powietrzu jak największy obszar, na co się zaśmiał. Chwycił moją talię i przysunął bliżej siebie, układając moją głowę na jego torsie.
- Skąd ci do głowy przyszło to pytanie? - usłyszałam zdziwienie w jego głosie na moje pytanie. Jego ręka znalazła się na mojej głowie, po czym zaczął ją delikatnie masować.
- Za niedługo są twoje urodziny, Zee. Myślę od bardzo dawna co bym mogłabym ci dać i co cię uszczęśliwi, ale nic nie przychodzi do głowy, bo masz dosłownie wszystko. Wszystko! - westchnęłam z lekką frustracją i oparłam brodę na jego mostku. - Więc co byś chciał dostać? - zapytałam z nadzieją, że mi odpowie, bądź nasunie jakiś pomysł.
- Ciebie. - odparł z pełną powagą, a ja uniosłam swój wzrok i spojrzałam mu w oczu. Były przepełnione miłością i wyglądały pięknie, czego nie da się opisać zwykłymi słowami, którymi się posługujemy na co dzień. Tak długo, jak będzie mi się tak patrzył w oczy, pójdę za nim wszędzie i będę za nim podążać. - Gdy będę miał całą ciebie tylko dla siebie, to już nic nie potrzebuję.

________________________________________________________________
Przepraszamy.
Za niedługo chyba koniec.
Kolejny rozdział będzie szyyybciej.

Lots of love
- Katy&Care.