czwartek, 2 lutego 2017

Rozdział 104

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ❤

Na wstępnie chciałybyśmy Was przeprosić, za to, że tak długo nas tutaj nie było. Wiemy, że ten rozdział za wiele nie wnosi do akcji całego opowiadania, jednak serdecznie zapraszamy do zapoznania się z jego treścią i pozostawienia ewentualnego komentarza, na znak, że wciąż jesteście, za co Wam dziękujemy. xoxo

Święta Bożego Narodzenia to zdecydowanie jeden z najbardziej wyczekiwanych okresów w ciągu całego roku. Mimo, iż poprzedza go wiele przygotowań, to wszyscy podekscytowani zasiądą przy wigilijnym stole, zapełnionym przepysznymi, domowymi potrawami i spędzą mile czas, by następnie wręczyć drobne prezenty, które wywołają uśmiech na twarzach rodziny, przyjaciół czy wybranków serc. Ja również czekałam na ten czas z niecierpliwością. Wigilia miała się odbyć w domku chłopaków, czyli tam gdzie w tamtym roku. Wraz z dziewczynami pojechałyśmy tam trochę wcześniej, żeby się ze wszystkim wyrobić, ponieważ chłopaki mieli przyjechać od razu na Wigilię, wiec nie mieli jak nam pomóc. W międzyczasie do domu przyjeżdżali członkowie wszystkich rodzin, przez co robiło się coraz bardziej nastrojowo i świątecznie, co uwielbiałam. Przypominało mi to moje święta za czasów wczesnej młodości, gdy moja mam żyła i wszystko było zupełnie normalne. Wtedy uwielbiałam Boże Narodzenie, i dzięki tym wszystkim ludziom znowu je pokochałam.
- Victoria, chodź pomożesz mi ubrać choinkę! - usłyszałam podekscytowany głos Amandy, która weszła do mojego pokoju, a na jej twarzy widniał ogromny uśmiech. Akurat skończyłam pakować prezenty, więc zostawiłam je na stole i poszłam za blondynką do salonu. Na szczęście wszystkie ozdoby były już na miejscu, więc nie trzeba było ich targać z piwnicy, za co podziękowałam w duchu osobie, która to zrobiła. Po kolei zawieszałyśmy wszystko na choince, śmiejąc się co chwilę, gdy bombki wypadały nam z rąk lub gdy choinka kuła nas po rękach. Wszystko szło nam dość sprawnie, jednak mój niski wzrost dał o sobie znać, kiedy chciałam zawiesić bombkę na jednej z wyższych gałązek, jednak nie dostawałam. Już miałam zrezygnować i iść po krzesło, ale na moich biodrach pojawiły się czyjeś ręce, które podniosły mnie lekko do góry. Zadowolona, że powiesiłam w końcu ta przeklętą ozdobę, odwróciłam się, by podziękować, jednak gdy zobaczyłam kto za mną stoi, to pudełko po bańkach wypadło mi z rąk i upadło na podłogę.
- Tęskniłem, aniele. - usłyszałam jego głos, czując jak moje serce jak i oddech przyspiesza. Tęskniłam za nim. Zayn ostrożnie postawił mnie na ziemi, a ja od razu się do niego przytuliłam. Brakowało mi go. Jego ramiona szczelnie owinęły się wokół mojego ciała, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że on tutaj jest, a to nie jest żadna iluzja. Kocham go. Zaciągnęłam się zapachem jego perfum z przymkniętymi powiekami, a uśmiech pojawił się na moich ustach. Poczułam szczęście. Jego palce miękko przesuwały się po materiale mojej białej koszulki. - Mam nadzieję, że drobna niespodzianka się udała. Wesołych świąt, kochanie. - wyszeptał mi do ucha, a ja się odsunęłam, chwyciłam go za kark i nie czekając ani chwili dłużej, żarliwie pocałowałam. Zayn uśmiechnął się przez pocałunek i mocniej wbił palce na mojej tali, przez co dreszcze przeszyły moje ciało na wylot. Czułam jak energia rozpierała mnie od wewnątrz i wszystko stawało się coraz bardziej kolorowe.
- Lepszej zrobić nie mogłeś. - zaśmiałam się, a on oparł się czołem o moje. Jego oczy były wpatrzone tylko we mnie i musicie mi uwierzyć, że ledwo stałam o własnych siłach, gdy czułam go przy sobie.
- Victoria? Z kim ty rozmawiasz? - zapytała Amy, wychodząc zza choinki. Za nią zauważyłam Nialla, który przytulił zdezorientowaną blondynkę od tyłu, na co ona głośnio pisnęła. Zayn chwycił mnie za rękę i ignorując wszystkich pociągnął mnie do naszej sypialni, w której panowała kompletna cisza. Ułożył się na łóżku i przyciągnął moje ciało do swojego. Moje mięśnie się rozluźniły, jednak krew szalała w moich żyłach.
- Brakowało mi tego. - szepnął mi na ucho, przerywając krótką chwilę ciszy. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i wsłuchiwałam się w melodię, jaką było bicie jego serca. Zayn co kilka chwil składał drobny pocałunek na moim czole, nosie, czy obojczyku.
- Niemalże zapomniałam jakie to jest uczucie mieć ciebie przy sobie. - przyznałam, a Zayn złączył nasze dłonie i uniósł je do góry przyglądając im się. Drugą ręką kreślił różne wzorki na moich plecach. Po chwili puścił moją dłoń i chwycił delikatnie druga rękę, głaszcząc moje przedramię. - Zayn. - jęknęłam, gdy zorientowałam się jaki ma w tym cel - sprawdzał, czy na mojej skórze nie pojawiły się nowe rany. - Było mi bez ciebie ciężko, to prawda. - zaczęłam, na co poczułam jak jego mięśnie się spinają. - Jednak możesz być spokojny, nie zrobiłam tego i nie zamierzam, obiecałam ci to w Mediolanie. Skończyłam z tym raz na dobre, dla ciebie i przez ciebie. - powiedziałam pewnym tonem, patrząc w jego złote oczy. Przybliżyłam się do niego twarzą, a on otarł swój nos o mój. Ułożył dłonie na moich biodrach, ścisnął je i posadził mnie na swoich udach. Zachichotałam i oparłam się rękami o jego klatkę piersiową, po czym Zayn się podniósł, zmniejszając dystans między nami. W tym samym momencie drzwi od pokoju gwałtownie się otworzyły i stanęła w nich mama Zayna.
- Zayn, jak mogłeś się nie przywitać z własną matką?! Ja cię rodziłam w katuszach, a ty nie powiesz nawet zwykłego "Cześć mamo, co u ciebie?"? - zapytała oburzona, jednak na jej twarzy gościł uśmiech. Ja szybko zeszłam z chłopaka, a ten wstał i podszedł do swojej rodzicielki, by ją przytulić. Na mojej twarzy zagościł smutny uśmiech. Tęskniłam za moją mamą, jednak pogodziłam się w końcu z jej śmiercią. Dużo łatwiej mi o niej rozmawiać i czasami opowiadam Zaynowi wspomnienia z nią jakie zachowałam. - Victorio przepraszam Cię, ale na razie będę go okupowała. - zaśmiała się radośnie Trisha, czym wyrwała mnie z zamyślenia. - Jeszcze zdążycie się sobą nacieszyć. Ja jednak mam niecały tydzień. - oznajmiła i wyszła targające za sobą chłopaka, który posłał mi błagalne spojrzenie, na co wzruszyłam jedynie ramionami. Podniosłam się na równe nogi i ruszyłam do kuchni, żeby zobaczyć czy tam nie jest potrzebna żadna pomoc. Susan i mama Eleanor od razu mnie z niej wygoniły, tłumacząc że wszystko jest już gotowe, a ja będę tworzyła niepotrzebne zamieszanie. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, udałam się na taras, uprzednio zakładając kurtkę. Automatycznie moje ręce zaczęły szukać po kieszeniach prostokątnego pudełka. Jednakże nic nie znalazłam, z czego ucieszyłam się, pomimo mojej chęci na papierosa. Westchnęłam i spojrzałam na niebo, obserwując słońce, które znikało za horyzontem. Dużo się zmieniło od momentu, kiedy poznałam chłopaków. Nie sądziłam, że zyskam nowych przyjaciół, chłopaka, dzięki któremu przypomniałam sobie, czym jest prawdziwa miłość. Z czasem zrobiło się jeszcze zimniej, a ja poczułam dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa. Odwróciłam się, żeby wejść z powrotem do domu i zamarłam.
- Louis? - zdziwiłam się, widząc chłopaka w rogu tarasu, który właśnie kończył spalać papierosa. Na dźwięk mojego głosu uniósł głowę i szybko wyrzucił peta. - Ty palisz? - zapytałam, a on trzymał się za klatkę piersiową mrucząc pod nosem, że prawie dostał zawału, co sprawiło, że pod nosem się uśmiechnęłam.
- Zayn mnie zaraził tym jakiś czas temu i lubię sobie wypalić jednego na jakiś czas, żeby się rozluźnić. - wytłumaczył, drapiąc się po karku. - Proszę cię, tylko nie mów nic Eleanor, bo ona chyba urwie mi głowę, a chyba oboje tego nie chcemy. - w mgnieniu oka pokonał dzielący nas dystans, posyłając mi błagalne spojrzenie. - Pinky promise? - powiedział, wyciągając przed siebie miały palec u ręki, a ja kręcąc głową na boki z uśmiechem na ustach złączyłam go z moim.
- Pinky promise. - szepnęłam, a Lou wyszczerzył się do mnie jak małe dziecko, po czym objął mnie ramieniem. - Albo to ja urosłam, albo ty się kurczysz na starość, Tommo. Jesteś taki malutki. - zauważyłam, na co spojrzał na mnie z "groźną" miną.
- Kolejna się odezwała. Dlaczego wszyscy tak myślą? Jestem duży, ok? - oburzył się, chociaż cień uśmiechu pojawił się na jego ustach. - Chodźmy do środka, bo drżysz. - zauważył, na co kiwnęłam głową i oboje ruszyliśmy w kierunku drzwi tarasowych. Kiedy przekroczyliśmy próg, w moje ciało uderzyła fala gorącego ciepła, spowodowana przez palący się kominek, a mi zrobiło się zdecydowanie lepiej. - Chcesz kakao? - zapytał.
- Nie idziesz do swojej rodzinki? - zdziwiłam się. - Wiem jak bardzo brakowało Ci Eleanor i Matthewa, a im ciebie.
- Gdy chciałem wejść do pokoju, to zorientowałem się, że El usypia małego... A chyba sama dobrze wiesz, że lepiej, żeby zasnął. - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. - No chodź, na kakao jest zawsze pora i ochota. - powiedział, uśmiechając się jak dziecko i pociągnął mnie w stronę kuchni, w której zmniejszyła się liczba osób, więc byliśmy w stanie przygotować dwa duże kubki kakaa z dodatkiem pianek. - Jak myślisz, gdzie możemy iść, żeby nikomu nie przeszkadzać? - spytał cicho, patrząc na Nialla i Amy, którzy obściskiwali się na kanapie.
- Chodź, pokażę ci. - powiedziałam i ruszyłam dobrze znaną mi drogą na poddasze. Oczywiście Lou wchodząc po drabinie wylał trochę napoju, a jedna z pianek wylądowała na moich włosach. - Tutaj zawsze jest tak pięknie. - szepnęłam, kiedy byliśmy na dachu. Przypominałam sobie noc, kiedy przyszłam tutaj z Zaynem. Louis mruknął coś pod nosem, po czym ściągnął piankę z mojej głowy i wpakował sobie do ust. Zdziwiona na niego spojrzałam. - Tego spodziewałam się tylko po Niallu. Chyba nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać. - zaśmiałam się. Lou objął mnie jednym ramieniem, a w drugim trzymał parujące kakao.
- Kochana nie obraź się, ale widziałem zdecydowanie piękniejsze widoki, gdy byliśmy w trasie. - powiedział uśmiechnięty, po czym zwrócił wzrok na mnie. - Co ci się tu takiego podoba? Wiesz, wyglądasz teraz strasznie.
- Co? Czemu? - oburzona spojrzałam na niego.
- Twój wielki uśmiech, aż przeraża. - powiedział, a ja przygryzłam wargę.
- Zayn tutaj wyznał mi miłość, a potem oficjalnie staliśmy się parą. - przyznałam, upijając kakao. - A ty? W sumie jak się poznaliście z Eleanor, bo chyba nigdy nie słyszałam ten historii?
- Kiedy to było? Miałem iść wtedy na jeden z występów w X factorze, byłem tak zestresowany, że poszedłem złym korytarzem. Byłem przerażony. Wyobraź o sobie. Stałem w pustym korytarzu, pełnym pozamykanych pokoi, wiem, bo sprawdzałem. Nagle zauważyłem El, wyglądała przepięknie, więc stwierdziłem, że zagadam. Zgadnij o co ją zapytałem.
- Chyba jestem gotowa na wszystko.
- Zapytałem, czy się zgubiła i żeby było śmieszniej, Eleanor powiedziała, że tak. Oczywiście nie mogłem wyjść na głupka, więc udawałem, że doskonale wiem, gdzie powinienem iść. Nie wiem czy uszliśmy 10 metrów, ale ona już wiedziała, że jestem tak samo zagubiony jak ona. Spodziewałem się, że się wkurzy, ale ona zaczęła się śmieć i musisz mi uwierzyć, że wyglądała wtedy niezwykle uroczo. Na szczęście jakoś znaleźliśmy drogę powrotną, do tej pory nie wiem jakim cudem. Pamiętam jak Eleanor się do mnie obróciła, dała mi szybkiego buziaka w policzek, aż stała się cała czerwona, po czym mruknęła, że się spiesz, bo musi znaleźć koleżankę, a ja zdążyłem się zaledwie zapytać jak się nazywa, nim zniknęła z mojego pola widzenia.
- I zaczęliście się spotykać? - dopytywałam i czułam się w tamtym momencie jak małe dziecko, które słucha opowieści dziadków.
- Dokładnie. Od razu wiedziałem, że to ta jedyna, bo gdy się wygłupiałem i śmiałem, robiła to ze mną. Tylko sobie nie myśl, że ona zawsze taka poukładana, bo czasami jest gorsza ode mnie. - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. Louis przyciągnął mnie bliżej siebie, a mi zrobiło się cieplej. Spojrzałam w niebo i nawet nie zdałam sobie sprawy kiedy stało się tak ciemno na dworze. Nagle usłyszeliśmy jakieś głosy, a na dach wyszedł Zayn, a za nim Niall.
- Louis, bracie. Nie za wygodnie ci? - Zayn zaśmiał się, po czym do nas podszedł. - Eleanor uśpiła twojego pierworodnego, a teraz chodzi po domu i ciebie szuka. - dodał, a Lou mruknął coś pod nosem, że było miło i uprzednio wpychając w ręce Niall kubek zapewne zimnego już kakaa, opuścił dach. Blondyn uradowany podarunkiem pochłonął go w słownie sekundę. Zayn za to przytulił się do mojego boku i położył mi głowę na ramieniu. Zaczął kreślić czubkiem nosa różne wzory po mojej szyi, a chwilę później złożył na niej drobny pocałunek, co spowodowało falę dreszczy przechodzącą moje ciało. Zayn uniósł lewą dłoń, by odgarnąć moje głosy, a moją uwagę przykuł zegarek na jego nadgarstku.
- Dochodzi już szesnasta?! Muszę się jeszcze przygotować i ubrać. - powiedziałam, wyswobadzając się z jego objęć, na co on westchnął i wyraźnie przewrócił oczyma. - Zee, wynagrodzę ci to później. - zapewniłam go i cmoknęłam jego usta, po czym w pośpiechu udałam się do pokoju mojego i Zayna. Od razu wskoczyłam od prysznic. Po godzinie byłam umyta, wymalowana, a moje włosy zostały ułożone. Wciąż owinięta w biały ręcznik opuściłam łazienkę. Podeszłam do komody, aby z niej wyciągnąć czystą bieliznę. Gdy pochylałam się nad jedną z szuflad, to poczułam jak od tyłu obejmują mnie czyjeś ręce. Przestraszona piszcząc, podskoczyłam przez co ręcznik się lekko poluzował, więc szybko podniosłam dłonie, by go podtrzymać.
- Spokojnie. - zaśmiał się cicho, a jego głowa znalazła swoje miejsce na moim ramieniu.
- Nigdy tak więcej nie rób. - zagroziłam, starając się uspokoić rozszalałe serce, a on tylko delikatnie cmoknął mnie w policzek. Zaczął tworzyć ścieżkę od żuchwy do mojego odkrytego ramienia. - Zayn, muszę się ubrać. - powiedziałam, jednak nie chciałam, żeby zaprzestawał swoich czynności. Brakowało mi jego bliskości. - Zaynie. - niechętnie powtórzyłam, przeciągając, a on głośno westchnął i się odsunął. Niespodziewanie przybliżył usta do mojej szyi i zassał skórę na niej, co zaczęło mnie piec. Na koniec dmuchnął powietrzem w bolące miejsce. Czy on mi właśnie zrobił malinkę?!
- Jak dla mnie to możesz tak chodzić cały czas. - zaśmiał się, za co dostał ode mnie z łokcia w brzuch. Jego to nic nie ruszyło, za to ja czułam się jakby miała mi odlecieć ręka. Cicho jęknęłam i opowiedział mi jego dźwięczny śmiech.
- Dzieci, za chwilę będziemy zaczynać wigilie. - w drzwiach, które niespodziewanie się otworzyły stanął tata Zayna, a moje serce urządziło sobie wycieczkę do mojego gardła. Poczułam jak na moją twarz wpływa rumieniec. - Także... No... Ten... To może ja już pójdę. - wyjąkał i zniknął za drewnianą powłoką. gdy tylko to zrobił, pokój po raz kolejny wypełnił dźwięczny śmiech Zayna.
- Gdybyś widziała swoją minę. - powiedział i zaczął śmiać się jeszcze bardziej.
- Zayn, przestań. To była najbardziej niezręczna sytuacja moim życiu. O mój Boże , co twój tata sobie pomyśli. - jęknęłam, a on wciąż nie mógł się opanować, na co ponownie walnęłam go w klatkę piersiową. - Idź się przygotuj. - powiedziałam i Zayn, ku mojemu małemu zaskoczeniu, kiwnął głową i uprzednio składając ostatni całus na moim policzku, udał się do łazienki. Ja szybko przebrałam się w przygotowaną wcześniej sukienkę i usiadłam na łóżku z zamiarem zaczekania na Zayna, który wrócił po kilkunastu minutach i szybko przebrał się w ciuchy przygotowane przeze mnie w międzyczasie. Oboje wyszliśmy z pokoju i udaliśmy się do jadalni, skąd dobiegały dźwięki wielu rozmów. Wszyscy już tam byli co oznaczało, że przyszliśmy jako ostatni. Gdy mama Louisa nas zobaczyła, od razu zaczęła wszystkich uciszać.
- Jesteśmy już wszyscy. Zaczynajmy. - powiedziała, po czym został odczytany fragment z Pisma świętego przez Lottie, a następnie przeszliśmy do dzielenia się opłatkiem, które rozdała Amanda. Kiedy podzieliłam się opłatkiem ze wszystkimi oprócz Zayna, zobaczyłam go idącego w moją stronę. Dokładnie jak rok temu. Wcześniej myślałam co mu powiedzieć, ale gdy stanął przede mną z pięknym uśmiechem na twarzy, dosłownie odebrało mi mowę i nie byłam w stanie nic wykrztusić. Zayn tylko przybliżył się do mnie, chwycił moje policzki i złączył nasze usta w gorącym i przepełnionym uczuciami pocałunku. Jednak to nie był zwykły pocałunek. Czułam co mi chciał przez niego przekazać. Że mnie kocha, że życzy mi jak najlepiej, że mu na mnie zależy, że jest w stanie dla mnie zrobić wszystko, że cieszy się, że tutaj jestem. A ja odwzajemniając pocałunek "mówiłam" mu dokładnie to samo.
- Chcę tylko dodać, że życzę Ci, aby się nic nie zmieniało. Ewentualnie kilka rzeczy. - szepnął mi do ucha, na co zmarszczyłam brwi. O jakich rzeczach on mówi?
- Nie chcę wam przeszkadzać, moje gołąbeczki, ale będziemy zaczynać jeść. - przerwał nam Niall, który się szczerzył w naszą stronę. Kiedy rozejrzałam się wokoło zobaczyłam że wszyscy oprócz naszej trójki zajęli swoje miejsca. Zayn ułożył dłoń na dole moich pleców i usiedliśmy do ogromnego stołu. Tym razem kolacja wigilijna była mieszana - kilka potraw polskich i kilka angielskich. Czas ten spędziliśmy na rozmowach i śmianiu się, czego mi bardzo brakowało, kiedy chłopcy byli w trasie. Kiedy skończyliśmy jeść mama Louisa i Eleanor wstały od stołu, a następnie ruszyły do kuchni, by po chwili wrócić, trzymając ogromny tort. Wszyscy zaczęliśmy śpiewać Happy Birthday, a Louis wyglądał jak mały chłopiec - oczy zaczęły mu się świecić, a drobne rumieńce pojawiły się na jego policzkach, co wyglądało dość śmiesznie zważając na fakt, że chwilę później z pomocą najmłodszego rodzeństwa zdmuchnął ponad 20 świeczek. Maura zaczęła kroić tort, a następnie układać na talerzykach i wręczyła pierwszy kawałek solenizantowi. Każdy zjadł po kawałku ciasta, a następnie dzieci dorwały się do prezentów, które leżały pod choinką. Siedziałam na kanapie obok Zayna i obserwowałam wszystkich. Na twarzy każdej osoby widniał wielki uśmiech, przez co w moim ciele rozeszły się przyjemne ciepło, które utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to jest miejsce w którym powinnam być. Byłam szczęśliwa, że ich wszystkich spotkałam i zostali moją prawdziwą rodziną.
- Coś się stało? - Zayn szepnął mi do ucha, mocniej obejmując ramieniem. Obróciłam się w jego stronę i posłałam mu ciepły uśmiech, kręcąc przecząco głową.
- Po prostu cieszę się, że tu jesteśmy wszyscy razem. - odpowiedziałam wpatrując się w te piękne miodowe tęczówki, w których tańczyły ogniki szczęścia. Zayn przygryzł wargę, a potem wpił się w moje usta, przenosząc rękę na moją talię.
- Cieszę się, że właśnie ty jesteś tutaj przy mnie. - powiedział i jeszcze raz mnie cmoknął, a ja wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Długo jeszcze siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy ze wszystkimi. Ten przyjemnie spędzony czas szybko nam minął. Koło północy wróciliśmy do swojego pokoju i oboje położyliśmy się na łóżku.
- Zayn, mam do ciebie pytanie. - zaczęłam, a on z zaciekawieniem na mnie spojrzał. Przewróciłam się z pleców na brzuch i ułożyłam ręce na jego brzuchu. Przez białą koszulę w kilku miejscach przebijał się czarny tusz i mimo woli moje palce subtelnie zaczęły śledzić niewyraźnie, choć bardzo dobrze mi znane malunki. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, a ja jakby zatraciłam się w tej zwykłej czynności
- O co chodzi, Aniele? - szepnął, wyrywając mnie z transu, gdy przez dłuższą chwilę nic nie mówiłam. Szybko wróciłam na ziemię i pozbierałam swoje myśli, gdy on założył kosmyki włosów za mojego ucho.
- Jakie jest twoje największe marzenie na tą chwilę? - zapytałam, kreśląc w powietrzu jak największy obszar, na co się zaśmiał. Chwycił moją talię i przysunął bliżej siebie, układając moją głowę na jego torsie.
- Skąd ci do głowy przyszło to pytanie? - usłyszałam zdziwienie w jego głosie na moje pytanie. Jego ręka znalazła się na mojej głowie, po czym zaczął ją delikatnie masować.
- Za niedługo są twoje urodziny, Zee. Myślę od bardzo dawna co bym mogłabym ci dać i co cię uszczęśliwi, ale nic nie przychodzi do głowy, bo masz dosłownie wszystko. Wszystko! - westchnęłam z lekką frustracją i oparłam brodę na jego mostku. - Więc co byś chciał dostać? - zapytałam z nadzieją, że mi odpowie, bądź nasunie jakiś pomysł.
- Ciebie. - odparł z pełną powagą, a ja uniosłam swój wzrok i spojrzałam mu w oczu. Były przepełnione miłością i wyglądały pięknie, czego nie da się opisać zwykłymi słowami, którymi się posługujemy na co dzień. Tak długo, jak będzie mi się tak patrzył w oczy, pójdę za nim wszędzie i będę za nim podążać. - Gdy będę miał całą ciebie tylko dla siebie, to już nic nie potrzebuję.

________________________________________________________________
Przepraszamy.
Za niedługo chyba koniec.
Kolejny rozdział będzie szyyybciej.

Lots of love
- Katy&Care.

sobota, 29 października 2016

Rozdział 103

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ❤

Siedziałam w pokoju, patrząc tępo na spakowane walizki Zayna. Nadszedł dzień rozpoczęcia trasy przez chłopaków. Chciało mi się płakać, ponieważ byłam świadoma tego, że zobaczę go dopiero za trzy miesiące na święta Bożego Narodzenia. Wiedziałam, że istnieją telefony czy Skype, jednak to nie jest to samo co rozmowa na żywo. Nie będę czuła jego oddechu, jego ręki przy mojej, czy jego ust na moim czole. Moje oczy zaszły łzami, a w tym samym momencie Zayn wyszedł z łazienki. Zaczęłam szybciej mrugać powiekami i wstałam, odwracając się do niego twarzą.
- Zrobiłam śniadanie, więc proszę zejdź, kiedy będziesz gotowy. Będę czekała na dole. - powiedziałam, chcąc wyjść z sypialni, jednak Zayn pociągnął mnie za rękę i szczelnie objął moje ciało.
- Proszę, nie rób tego i nie każ mi patrzeć na twoje łzy, bo rzucę wszystko i zostanę tutaj. - wyszeptał, a ja mocniej się w niego wtuliłam, starając opanować targające mną emocje. Nie spodziewałam się, że będzie mi tak ciężko. - Kocham cię ponad wszystko i jestem pewien, że jakoś to przetrwamy. Nim się obejrzysz, będą święta a my wrócimy do domu. - zapewnił, odsuwając się ode mnie. Chwycił moje policzki i oparł swoje czoło o moje.
- Nie znajdź tylko nowej dziewczyny, Zaynie. - powiedziałam pół żartem, pół serio.
- Żadna kobieta nie mogłaby zastąpić mi ciebie. - powiedział, patrząc mi prosto w oczy, a moim ciałem wstrząsnęły przyjemne dreszcze. - Jesteś jedyna w swoim rodzaju i powinnaś to zapamiętać. - odparł i złączył nasze usta w subtelnym pocałunku.
- Chodź już, bo nie zdążysz zjeść. - zaśmiałam się, gdy tylko oderwaliśmy się od siebie. Zeszłam na dół i zostałam tam piękny widok, który ostatnimi czasy był codziennością. Mianowicie Harry i Wal siedzieli obok siebie i karmili bliźniaki. Twarz Loczka wykrzywiona była w smutnym uśmiechu. Stałam w progu obserwując tamtą dwójkę i zdałam sobie sprawę, że oni mogą mieć gorzej. Zayn chwycił moją dłoń i pociągnął w kierunku jadalni, gdzie chwilę później pojawili się Harry i Wal, gdy dzieci po posiłku zasnęły. Podczas śniadania panowała ponura atmosfera, wszyscy siedzieli przy stole przygnębieni. W dodatku nikt się nie odzywał, tylko Zayn od czasu do czasu wypowiedział jakieś słowo. Jego dłoń cały czas spoczywa na moim prawym kolanie. Gdy zjadłam tylko dwie kanapki i odsunęłam lekko od siebie talerz, to Zayn spojrzał na mnie takim wzrokiem, że aż się wzdrygnęłam i przesunęłam naczynie z powrotem do siebie i niechętnie wzięłam jeszcze jedna kanapkę. Widząc to reszta zaczęła się cicho śmiać. Przez co zrobiłam minę obrażonego dziecka, a on czule ucałował mój policzek.
- Jeśli podczas trasy dowiem się, że mało jesz to osobiście tutaj przyjadę i przeprowadzę z tobą poważną rozmowę. - wyszeptał do ucha, a jego oddech połaskotał mnie w szyję. Już miałam coś odpowiedzieć, jednak przerwał mi dźwięk otwieranych drzwi wejściowych.
- To my! - usłyszałam krzyk Eleanor. Po chwili do jadalni wpadł Louis, rzucając w naszą stronę czarną torbą i od razu zaczął uciekać, krzycząc przy tym na cały głos.
- Bomba! Tam jest bomba! Uciekajcie! - krzyknął, a ja spojrzałam zdziwiona na resztę, która po upływie kilku sekund zaczęła się śmiać z biegającego szatyna. Eleanor westchnęła i z politowaniem kręcąc głową, zajęła jedno z wolnych krzeseł, trzymając na rękach małego Matta.
- Miejmy nadzieje, że po mnie odziedziczyłeś rozum, bo twojemu ojcu zdecydowanie brakuje piątej klepki. - powiedziała do chłopczyka, rozbierając go z kurtki, po czym posadziła go na swoich kolanach. - Uspokoiłeś się już? - zapytała swojego męża, kiedy skończył krążyć wkoło. On tylko przewrócił oczami jak małe dziecko i chwycił ze stołu karton soku pomarańczowego, z którego napił się parę łyków.
- Co macie dobrego? - spytał, rozglądając się po stole. Gdy zauważył, że wszyscy zjedli, jedynie na moim talerzy leżała nadgryziona kanapka, chwycił ją i szybko zjadł. Kątem oka spojrzałam na Zayna, który wyraźnie był załamany postawa przyjaciela. Louis wyszczerzył się do niego, odsłaniając rządek zębów, a mój chłopak zaczął zbierać brudne naczynia, w czym mu pomogłam. W ciągu kilku najbliższych minut przyszedł Niall z Amandą i Liam z Danielle, u której nocował. Ostatnia dwójka była podejrzanie szczęśliwa.
- Co robiliście przez weekend? - zapytała El, poruszając brwiami z głupim uśmiechem na twarzy. I ktoś mi powie, że ona nie pasuje do Lou.
- Wiesz... - zaczęła dziewczyna, poprawiając przy tym sobie włosy lewą ręką, a mój wzrok przykuł pierścionek z diamentem. Policzki Danielle pokryły się różem, kiedy Liam objął ją ramieniem. Przygryzłam wargę i cicho zachichotałam pod nosem, co nie uszło uwadze Zayna. - Byliśmy tu i tam. W sumie nic specjalnego.
- Dobra, dobra. Opowiadaj. - pośpieszyłam dziewczynę.
- Zabrał mnie na kolację do restauracji, a potem, gdy wróciliśmy do mnie do domu, w jednym z pokoi świeciło się światło. Myślałam, że zapomniałam wyłączyć, ale gdy tylko weszłam do pokoju, zobaczyłam pełno zapalonych świec i rozrzucone płatki kwiatów. W tle bardzo cicho leciała moja ulubiona piosenka Lany Del Rey, a moje serce momentalnie zmiękło. - powiedziała, przygryzając wargę. Na chwilę spuściła wzrok na swoje dłonie, z uśmiechem dotykając pierścionka. - Nagle pojawił się Liam. - tym razem spojrzała na chłopaka, a jej wzrok wyrażał miłość i szczęście. - Uklęknął na jedno kolano i musicie mi uwierzyć, że serce prawie wyrwało się z mojej klatki piersiowej, kiedy z kieszeni wyciągnął małe pudełko. - przyznała. Jestem pewna że wszyscy obecni wiedzieli co się stało dalej, ale wciąż czekali aż oni to powiedzą. Nagle Danielle zaczęła się śmiać, co nas wszystkich zdezorientowało. - I on mnie zapytał, czy zostanę jego księżniczką z Disneya. No i jak tu takiemu odmówić? - zaśmiała się, a biedny Liam się zawstydził. Dan wyciągnęła przed siebie lewą rękę, pokazując pierścionek zaręczynowy. Amanda pisnęła i jako pierwsza uściskała parę, a potem reszta poszła w jej ślady. Rozmawialiśmy jeszcze chwile przy stole, jednak czas nieuchronnie płynął i trzeba było zbierać się na lotnisko. Wszyscy od zawsze mówili, że pożegnania są ciężkie. Jednak nie spodziewałam się, że to jest rzeczywiście prawda. Kiedy Zayn poszedł do pokoju po swoje walizki, ja wyściskałam chłopaków, a każdy z nich szeptał mi inne rzeczy do ucha. Oczywiście z Zaynem było mi najtrudniej, jednak nie chciałam się ponownie przy nim rozkleić.
- Będę dzwonić, jak akurat tylko znajdę wolną chwilę. - zapewnił. Wcześniej ustaliliśmy, że Zayn będzie do mnie dzwonił, ponieważ nie wiem kiedy będzie mógł pozwolić sobie na dłuższy telefon.
- Mam nadzieje, że tak będzie. - szepnęłam. Chłopcy zaczęli wychodzić z domu, jednak kiedy Zayn miał przekroczyć próg rzucił na ziemię torbę która trzymał w ręce i w mgnieniu oka znalazł się przy mnie. Chwycił moją twarz w dłonie i zachłannie pocałował, tak aż poczułam dreszcze w palcach u stóp.
- Po prostu zamknij oczy i zobaczysz, że będę u twego boku za każdym razem, gdy będziesz mnie potrzebowała. - wyszeptał wprost w moje usta, a następnie szybko wybiegł z domu, ponieważ chłopaki zdążyli już zatrąbić kilka razy. Wraz z dziewczynami wyszliśmy przed dom, by pomachać chłopakom na pożegnanie. Zdecydowaliśmy, iż nie będziemy jechać z nimi na lotnisko, ponieważ nie będzie miał kto zostać z dziećmi. Poza tym większą grupą zrobilibyśmy tam za duże zamieszanie, zważając na fakt że fanki One Direction na pewno dowiedziały się skąd i o której godzinie wylatują chłopaki.
- Dziewczyny, ja muszę lecieć na zajęcia, bo profesor znowu będzie mruczał coś pod nosem, kiedy się spóźnię. - powiedziała Amy, zgarniając swoją torbę z podłogi. Ucałowała nasze policzki i szybkim krokiem opuściła dom. No tak, zapomniałam wspomnieć: Amanda poszła na studia na projektowanie mody w Central Saint Martin’s w Londynie. Udałam się posprzątać po śniadaniu oraz nastawić wodę na herbatę. W pewnym momencie mój telefon zaczął dzwonić, więc szybko go odebrałam, nawet nie patrząc na wyświetlacz.
- Victoria, rozmawiałem ostatnio z Zaynem i z kilkoma innymi osobami. Przygotowaliśmy dla ciebie pewną niespodziankę. Mam nadzieję, że ci się spodoba. - oznajmił na wstępie Paul, nawet nie dając mi dojść do głosu. - Idź i otwórz drzwi. - powiedział i przerwał połączenie. Zdziwiona podeszłam do drzwi i je otworzyłam, a moim oczom ukazał się Ed Sheeran w samej osobie.
- Cześć, dawno się nie widzieliśmy. - oznajmił na wstępie i mnie przytulił.
- No trochę dawno... - potwierdziłam, dalej będąc zdezorientowana. - Kawa czy herbata? - zapytałam, gdy ten wszedł do środka.
- Tylko wodę poproszę. - odpowiedział, a ja szybko ruszyłam do kuchni, by po chwili wrócić do salonu, trzymając w ręku szklankę przezroczystej cieczy. Piosenkarz zdążył się przywitać z dziewczynami. Podałam mu napój i spojrzałam na niego badawczo.
- Więc o co chodzi? - spytałam w efekcie czego otrzymałam szeroki uśmiech przyjaciela.
- A to już nie mogę Cię odwiedzić? - zaśmiał się, a ja spojrzałam na niego spod byka. Chłopak podniósł ręce w geście kapitulacji, śmiejąc się pod nosem. - Jednakże wolałbym porozmawiać na osobności, wybaczcie moje drogie. - oznajmił, posyłając dziewczynom przepraszające spojrzenie.
- Oj, Victoria ledwo Zayn wyjechał, a ty już sobie facetów spraszasz. Powinnam do niego zadzwonić i go o tym poinformować? - zaśmiała się Eleanor, na co pokręciłam jedynie głową.
- Spokojnie, będziemy grzeczni. - odparł jej Ed i ruszyliśmy do mojego pokoju, a gdy przekroczyliśmy jego próg zamknęłam drzwi. Chłopak usiadł na łóżku, a ja dopiero teraz zauważyłam, że w dłoni trzymał swoją gitarę, którą położył obok siebie. - Więc... Ostatnio rozmawiałem z Zaynem i Paulem i doszły mnie słychy, że napisałaś piosenkę. - powiedział, posyłając w moim kierunku drobny uśmiech, na co zdumiona kiwnęłam głową. - Swoją drogą podobno jest całkiem dobra. - przyznał z uznaniem, a ja poczułam jak robię się czerwona na twarzy.
- O tej piosence nikt nie powinien wiedzieć, a tym bardziej jej usłyszeć.
- Serio chcesz to dzieło zamknąć w szafie? - spytał z niedowierzaniem, po czym westchnął. - Posłuchaj. Chcielibyśmy, żebyś nagrała płytę. Ja ci oczywiście ze wszystkim pomogę. Napisałem nawet już jedną piosenkę. Jestem w trakcie tworzenia jeszcze jednego duetu i może chciałabyś mi pomóc go skończyć, a następnie ze mną zaśpiewać? Wydaję mi się, że z tego mogłoby wyjść coś fajnego. - zaczął nawijać, a ja poczułam się jeszcze bardziej zdezorientowana, niż kilka chwil wcześniej.
- Żartujesz sobie ze mnie, prawda? - zapytałam, śmiejąc się nerwowo pod nosem, jednak jego twarz pozostała nie wzruszona, a ja zamarłam. - Oszaleliście. Wy naprawdę oszaleliście. Ja nie umiem śpiewać, a nawet jeśli wydam tą płytę to kto ją kupi? Nikt nie będzie chciał słuchać mojego wycia. - stwierdziłam, a Ed patrzył na mnie jakbym przed chwilą spadła z księżyca.
- Masz talent, musisz mi uwierzyć. Nie poszłaś na studia, więc co ci szkodzi spróbować? Zobaczymy jak ci pójdzie. Może muzyka jest tym co będziesz chciała robić w życiu? Wiem, że to wszystko wydaje ci się dziwne, jednak niektóre osoby z talentem nie mają takiej szansy i możliwości jakie ty masz.
- Nie poszłam na studia, ponieważ miałam pracować na cały etat w kawiarni, tylko jednej osobie to się nie podobało. - mruknęłam niezadowolona, krzyżując ręce na piersi. Mężczyzna przez cały czas wpatrywał się we mnie, aż w końcu nie wytrzymałam. - Nie dam rady, wiem to. Płytę w studiu jeszcze bym nagrała, ale gdybym miała śpiewać cokolwiek na żywo to bym chyba zemdlała na scenie i stałabym się pośmiewiskiem ludzi.
- Victorio, przecież powiedziałem ci, że ze wszystkim ci pomogę. Po za tym jakoś na imprezie potrafiłaś śpiewać i nie za bardzo cie obchodziły inne osoby. - zaśmiał się, za co zgromiłam go wzrokiem.
- Byłam pijana, a to jest zupełnie inna sytuacja. - wytłumaczyłam, przewracając oczami, na co on głośno westchnął. - Spójrz, wiem, że chcieliście dobrze i doceniam to, ale obawiam się, że nic z tego nie wyjdzie. Szkoda tylko waszego cennego czasu.
- Zmarnujesz go, jeśli się nie zgodzisz. Chociaż spróbuj i zobacz jakby to wyglądało. - zachęcił, patrząc na mnie z nadzieją.
- Chyba zwariowałam. - westchnęłam. - Okey, zgadzam się. - odparłam, a Ed rzucił się na mnie i mocno przytulił. - Co nie oznacza, że nie dostanie wam się za spiskowanie za moimi plecami. - zagroziłam, jednak on mnie już nie słuchał, tylko zaczął szukać czegoś w swojej torbie.
- Tutaj masz tekst i musisz się go jak najszybciej nauczyć. - podał mi jakiś plik kartek. - A teraz słuchaj. - wyciągnął gitarę z futerału i usiadł wygodniej na łóżku. Po chwili zaczął uderzać w struny, przez co w całym pomieszczeniu rozbrzmiała spokojna melodia. Zaczął śpiewać, a ja śledziłam tekst napisany na papierze.

"You can take everything I have
You can break everything I am
Like I'm made of glass
Like I'm made of paper
Go on and try to tear me down
I will be rising from the ground
Like a skyscraper!
Like a skyscraper!" *

Kiedy skończył nie byłam w stanie nic powiedzieć. Czułam drobne łzy cisnące mi się do oczu, jednak walczyłam z tym, aby ich nie pokazać.
- Napisałem ją dość dawno, jednakże nie było okazji, aby ci ją pokazać. - powiedział, widocznie zadowolony moją reakcją. Odłożył gitarę obok siebie i niepewnie na mnie spojrzał.- Ta piosenka jest o tobie i dla ciebie. - wyznał. Bez wahania przybliżyłam się do niego i przytuliłam co odwzajemnił. - Podoba ci się? - zapytał, a ja z uśmiechem na ustach kiwnęłam głową.
- Jest piękna. - wyszeptałam, a w oczach miałam łzy. - Ale skąd ty..?
- Victorio, nie jestem głupi i wiem co ukrywają twoje tatuaże. Harry kiedyś wspomniał, że miałaś ciężkie dzieciństwo i może nie znam dokładnie twojej historii, ale widzę jaka jesteś. Ktoś chciał cię zniszczyć, ale ty wzbiłaś się z ziemi niczym drapacz chmur. - powiedział, a po moim policzku potoczyła się samotna łza, którą szybko starłam. - Przed nami dużo pracy z albumem. - zaśmiał się. - Cieszę się, że będę pracował właśnie z tobą.

***

Dwa tygodnie. Dokładnie dwa tygodnie temu widziałam się z Zaynem. Starał się dzwonić dwa razy dziennie; niektóre nasze rozmowy były dłuższe, inne krótsze. Serce mi się krajało, gdy słyszałam jego zmęczony głos, jednak była w nim nutka podekscytowana, która sprawiała, że cieszyłam się z jego spełniających się marzeń. Cholernie za nim tęskniłam. Bałam się, że go stracę i znowu zostanę sama. Ja podczas tego okresu dużo ćwiczyłam i pisałam piosenki razem z Edem, co sprawiło mi dużo przyjemności. Oczywiście pomagałam też przy naszych słodkich maluchach, które dają nam wszystkim w kość. Kilka dni temu Amanda wpadła na pomysł, aby pojechać na jeden z koncertów chłopaków i zrobić im niespodziankę. Za kilka minut będziemy ładowały w Mediolanie, a moje nerwy sięgały zenitu. Miałam tylko nadzieję, że chłopcy będą mieli dla nas choć trochę czasu, bo przez ostatnie dni myślałam tylko o tym, by w końcu zobaczyć Zayna.
- Victoria? - usłyszałam zirytowany głos koło prawego ucha, a przed moimi oczami ktoś zaczął machać ręką. - Mówię do ciebie od jakiegoś czasu. Wylądowaliśmy. - powiedziała Amanda, a ja rozglądnęłam się po samolocie, z którego część osób zdołała już wyjść.
- Przepraszam, po prostu zamyśliłam się. - oparłam, odpinając przy tym pas i zabierając bagaż podręczny.
- Ostatnio często jesteś zamyślona. Co się dzieje? - zapytała, a w jej głosie pojawiła się troska.
- Nic się nie dzieje, tylko tęsknię za Zaynem i to bardzo. - wyznałam, co oczywiście było prawdą, jednak, gdy spojrzałam na Amy, jej mina mówiła "mnie nie oszukasz". - Boję się, że mnie zostawi. - wymamrotałam pod nosem spuszczając głowę.
- O czym ty mówisz? - zdziwiła się. - On cię kocha ponad życie i nie widzi świata poza tobą. Kiedy na ciebie patrzy cały czas się uśmiecha, a jego oczy tlą się ogniem. Dla mnie wasza miłość jest czymś idealnym i pięknym, rozumiesz? - zapytała, unosząc mój podbródek.
- Chodźmy już. - mruknęłam wymijająco i obie opuściłyśmy samolot. Kilkanaście minut później siedziałyśmy w taksówce, która prowadziła nas na stadion San Siro. Mijałyśmy piękne uliczki Mediolanu i obie jak zahipnotyzowane spoglądałyśmy przez szyby. Nagle samochód się zatrzymał, a przed nami wyrosła wielka budowla. Chociaż od strony bocznego wejścia nie była już tak efektowna. Ustaliłyśmy wcześniej z Paulem, że nas wpuści. Założyliśmy na głowy kaptury i wzięliśmy nasze bagaże, uprzednio płacąc kierowcy. W drzwiach czekał już na nas mój tata. W ostatnim czasie nasze stosunki bardzo się ociepliły, było widać, że się stara, dlatego gdy go zobaczyłam na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
- Witajcie. - powiedział, a ja niepewnie się do niego przytuliłam. - Cześć Amando. - kiwnął głową, a ona uśmiechnęła się w jego stronę. - Chodźcie szybko. - powiedział i pociągnął nas w głąb budynku, po czym niemal wepchnął nas do jakiegoś pomieszczenia, w którym było ciemno. - Nie wychodźcie, ja po was przyjdę. - oznajmił, po czym szybko wyszedł. W pewnym momencie Amy zaczęła chichotać.
- Przypomniało mi się, kiedy ukrywałyśmy się w przymierzali przez chłopakami, a ja potem powiedziałam, że upodabniam się do Harry'ego. - wydusiła i znów wybuchła śmiechem, a ja do niej dołączyłam i przez kilka najbliższych chwil nie mogłyśmy się opanować.
- To było głupie. Ja wciąż jestem ciekawa co oni sobie wtedy pomyśleli. - zaśmiałam się, starając się złapać oddech.
- Nieładnie to tak śmiać się z przyjaciela. - usłyszałam męski głos, na co obie krzyknęłyśmy i odruchowo się do siebie przytuliłyśmy, a w tym samym momencie ktoś zaświecił światło. Przed nami ukazała się postać Harry'ego, który z szerokim uśmiechem na ustach, nonszalancko opierał się ścianę.
- Idioto, chcesz żebym dostała zawału? - krzyknęła Black, uderzając go w ramię. Na co ten odsunął się z udawanym smutkiem na twarzy.
- No wiesz co? Nawet się nie przywitasz? - zapytał z wyrzutem, kręcąc głową na boki. Kompletnie ignorując blondynkę, przytuliłam się do przyjaciela, co odwzajemnił. - Cześć, księżniczko. - wyszeptał mi do ucha, łaskocząc mój policzek swoimi włosami. - Czemu nic nie mówiłyście i trzymałyście to w tajemnicy? Wszystkie przyleciałyście? - zapytał, a w jego oczach pojawiły się iskierki. Aż serce mi się krajało, gdy musiałam sprowadzić go z powrotem na ziemię.
- Dzieci są jeszcze za małe... - zaczęłam delikatnie, a twarz Harry'ego od razu się zmieniła. Poczułam ukłucie w sercu, obserwując jak jego oczy smutnieją. Wiedziałam co czuje, bo ja przeżywam dokładnie to samo, kiedy Zayna nie ma obok mnie. - Jednak Waliyha kazała mi przekazać to. - odpowiedziałam i ucałowałam jego policzek, a jego drobny zarost podrażnił moją skórę.
- No chodź tutaj do mnie, bo ja też się stęskniłam. - powiedziała Amanda i uścisnęła chłopaka.
- Gdzie jest reszta? - zapytałem, przystając na nogę. Moje serce na samą myśl, że zobaczę Zayna niekontrolowanie przyśpieszyło. Harry z figlarnym uśmiechem na ustach spojrzał na swój zegarek.
- Za chwilę zacznie się spotkanie z fanami, więc twój książę powinien być już w boksie, księżniczko. - odpowiedział. - Ja już też muszę iść, bo pewnie mnie już szukają. Spokojnie nic im nie powiem. - powiedział i dosłownie wybiegł z pomieszczenia, zanim zdążyłyśmy powiedzieć jakiekolwiek słowo. Amy spojrzała na mnie zdezorientowanym spojrzeniem, a ja wzruszyłam ramionami. Tak samo jak ona nie wiedziałam co dalej, aż w pewnym momencie drzwi od pokoju se otworzyły, a w nich stanął Paul.
- Przyniosłem wam bluzy. - powiedział, podając nam ubranie z ciemnego materiału. Poczułam ekscytacje rozchodzącą się po moim ciele, kiedy zakładałam ją na siebie. - Jesteście gotowe? - zapytał, a my energicznie pokiwałyśmy głowami, uśmiechając się od ucha do ucha. - Chodźcie zaprowadzę was. - oznajmił, po czym wyszedł z pomieszczenia. Prowadził nas jakimś korytarzem, po czym weszliśmy do jednego z pokoi, w którym na kanapach czekało kilkunastu fanów. Następnie przeszliśmy przez całą jego długość i stanęliśmy przed kolejnymi drzwiami, obok których stał ochroniarz. Mój tata powiedział mu coś na ucho na co skinął głową i wpuścił nas do środka. Nikt nie zwrócił na nas uwagi, a ja wzrokiem zaczęłam szukać Zayna. Zobaczyłam go. Stał w rogu i rozmawiał z małą dziewczynką, ubraną w uroczą różową sukienkę, którą nie mogła oderwać od niego wzroku. Nagle poczułam, jak ktoś szturcha mnie ramieniem. Odwróciłam się więc i spotkałam się z karcącym spojrzeniem Amy, która już po chwili doskoczyła do chłopaków i zaczęła ich ściskać, piszcząc przy tym. Zayn uniósł głowę i dosłownie zamarł, gdy jego wzrok zetknął się z moim. Minęło kilka sekund, aż poczułam jego dłonie napierające na moją talię.
- Zayn! - krzyknęłam ze śmiechem, kiedy on porwał mnie w ramiona i zaczął wirować w powietrzu. Po chwili postawił mnie na ziemi i nie tracąc ani chwili dłużej, złączył nasze usta w pocałunku przepełnionym miłością, pasją i namiętnością.
- Tęskniłem. - szepnął wprost do moich ust, patrząc mi przy tym głęboko w oczy, a ja ponownie złączyłam nasze usta. Gdy oderwaliśmy się od siebie, to poczułam, jak ktoś ciągnie mnie za nogawkę. Okazało się, że była to ta mała dziewczynka, z którą Zayn wcześniej rozmawiał.
- Mogę zrobić sobie z wami zdjęcie? - zapytała, a my zgodnie kiwnęliśmy głowami. Pociągnęła za rękę jedną z kobiet, która zapewne była jej mamą. Wzięłam mała na ręce i ustaliliśmy się do zdjęcia, które zrobiła nam jej rodzicielka. - Dziękuję bardzo. - powiedziała przytulając mnie, po czym lekko speszona odbiegła w przeciwnym kierunku. Poczułam, jak Zayn obejmuje mnie od tyłu.
- Słodki dzieciak z tej małej. - powiedział mi na ucho, na co przytaknęłam. - À propos dzieci, jak tam nasze maluchy? - zapytał, a ja dopiero po chwili zrozumiałam o co dokładnie mu chodzi.
- Wszystko jest w porządku, chociaż nie raz, gdy Eleanor zostawała na noc u nas, bliźniaki i Matthew budziły się z płaczem rozbudzając nas ze snu, co było armagedonem. Ogólnie dziewczyny radzą sobie bardzo dobrze. - odparłam wtulając się bardziej w jego ciało. Było mi tak dobrze, że chciałam żeby już nigdy mnie nie puszczał.
- A ty jak sobie radzisz? - spytał, a jego usta znalazły się na moim karku, przez co moim ciałem zawładnęły przyjemne dreszcze.
- Dobrze, przecież wiesz. - szepnęłam, czując jak moje serce chwilowo się zatrzymało. Kłamałam, jednak nie chciałam, aby wiedział jaka jest prawda. Zayn ułożył dłonie na mojej tali i obrócił moje ciało przodem do jego. Miał zmarszczone brwi, a jego wzrok wywiercał dziurę w mojej osobie. Nie wierzył mi. - Zaynie, naprawdę jest wszystko w porządku, a teraz jeśli pozwolisz pójdę przywitać się z resztą. - odparłam, a on poluźnił uścisk, z którego następnie się wyplątałam. Uciekłam, nie potrafiłam znowu go okłamywać. Równocześnie nie mogłam powiedzieć mu prawdy. Wiem, że wtedy byłby wstanie zrobić rzeczy, których po pewnym czasie na pewno by żałował. Podeszłam od tyłu do Louisa i wskoczyłam mu na plecy.
- Hejka staruchu. - powiedziałam, mierzwiąc mu włosy.
- Że niby ja jestem stary? A czy stara osoba była by w stanie zrobić coś takiego? - spytał, jak na zawołanie zaczął biegać po całym pomieszczeniu i to z dość dużą prędkością. Zaczęłam piszczeć i ściskać jeszcze bardziej tego debila. Naprawdę bałam się, że wyląduje na ścianie i oboje sobie wybijemy zęby. Nie wiem ile czasu minęło, aż wreszcie zatrzymał nas (a właściwie to Louisa) mój tata, który na zachowanie chłopaka przewrócił oczami i odszedł, kręcąc głową. - On nie wie co to jest poczucie humoru i zabawa. - fuknął, stawiając mnie na ziemi i obrażony gdzieś poszedł. Rozglądnęłam się w poszukiwaniu Nialla. Nie znalazłam go, ale zauważyłam, że Amy rozmawia z Zaynem. Moje ciało automatycznie oblał strach. Bałam się, że ona wyzna mu prawdę. Postanowiłam, wiec podejść, aby do niczego nie dopuścić.
- Jeżeli kiedykolwiek ponownie zechce mi się skakać Louisowi na barana, to proszę wybicie mi to z głowy. - zaśmiałam się, wciąż ciężko oddychając. Oboje na mnie spojrzeli, a ja poczułam jak mój żołądek się ściska. - Coś się stało? - zapytałam niepewnie, na co Amanda odwróciła wzrok.
- Wszystko w porządku, kochanie. - Zayn objął mnie ramieniem i ucałował moje czoło. Nagle poczułam, jak ktoś od tylu chwyta mnie w talii, a następnie unosi do góry, przez co pisk wymsknął  się z moich ust.
- Niall? Niall, puść mnie! - krzyczałam, podczas gdy chłopak kręcił mną w kolko. W odpowiedzi usłyszałam tylko ten charakterystyczny śmiech, który poznałam wszędzie. - Niall, proszę! - zaśmiałam się, jednak on sobie nic z tego nie zrobił. - Zayn, pomóż... - jednak nim zdążyłam dokończyć blondyn  potknął się i przewrócił w wyniku czego on wylądował na plecach, a ja znalazłam się na nim, wbijając mu łokieć w brzuch. Nasze twarze były tak blisko, że po chwili poczułam jak językiem dotknął mojego nosa, na co jak poparzona się odsunęłam i wstałam, ścierając rękawem resztki jego śliny. - Mogłeś sobie to darować Neil. - powiedziałam, specjalnie przekręcając jego imię.
- Uwierz, nie mogłem się powstrzymać. - zaśmiał się, na co obrażona założyłam ręce na piersi. Jeszcze chwile się podroczyliśmy, ale naszą sielankę przerwał nam Paul, który oznajmił, że chłopcy muszą wracać do pracy, a następnie zabrał nas na zaplecze, gdzie czekała na nas Lou.
- Hej, Louise. - powiedziałam równocześnie z Amy, a dziewczyna odwróciła się w naszą stronę i z uśmiechem na ustach podeszła i nas przytuliła. Zaczęłyśmy z nią rozmawiać i śmiać, przez co czas minął nam zadziwiająco szybko. Chłopcy wrócili, a Lou musiała się wziąć do pracy. Po godzinie wszyscy byli uczesani i przebrani w ciuchy, wybrane przez stylistki, które nawiasem mówiąc poznałyśmy. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę ile osób potrzeby jest aby odbył się koncert i jak wielkie jest to przedsięwzięcie.
- Jesteście gotowi? - zapytał się Paul, kiedy obsługa techniczna mocowała przy ubraniach odsłuchy chłopaków. Wszyscy zgodnie kiwnęli głową, na co mój tata klasnął w dłonie i oznajmił, że muszą się już zbierać na scenę. - Dziewczyny, chcecie obejrzeć koncert? - zwrócił się do mnie i Amandy, na co zgodnie pokiwałyśmy głowami. Z uśmiechem podeszłam do mojego chłopaka i z całą resztą wyszliśmy z pokoju. Po przejściu dużą ilością korytarzy, znaleźliśmy się przed głównym wejściem na scenę, skąd można było usłyszeć piski i krzyki fanów.
- Za trzy minuty wchodzicie. - usłyszałam gdzieś z boku, na co zbliżyłam się do Zayna.
- Powodzenia. - szepnęłam, pochylając się nad nim. Kiedy nasze usta miały się złączyć, Zayn odchylił swoją głowę, drocząc się ze mną. Jego usta uformowały się w zadziorny uśmiech, który z każdą mijającą sekundą się poszerzał. Uderzyłam go w klatkę piersiową i wyswobodziłam się w jego uścisku, a następnie odwróciłam się plecami, chcąc ruszyć przed siebie, jednak momentalnie poczułam jego ręce na mojej talii, które obróciły mnie z powrotem do poprzedniej pozycji. Zayn przeniósł dłonie na moje policzki i zachłannie pocałował.
- Dwie minuty! - krzyknął ktoś obok nas.
- Baw się dobrze. - mruknął i ostatni raz musnął moje usta.
- Ty też, Zee. - szepnęłam z uśmiechem na ustach, a on już się odwrócił i podbiegł do chłopaków, którzy stali kilka metrów dalej.

***

- Chodź bliżej mnie. - powiedział Zayn, przyciągając moje ciało do siebie. Objął mnie ramieniem w talii, a mi zrobiło się cieplej. Koncert wyszedł im fantastycznie, a chłopcy dali z siebie wszystko, co było widać, po uśmiechniętych twarzach fanów,. Oni natomiast stworzyli jedną z piękniejszych akcji fanowskich. Podczas piosenki "Right Now" wszyscy na arenie podnieśli kolorowe kartki, w wyniku czego ze sceny można było odczytać napis "We are 1D family". Razem wędrowaliśmy uliczkami Mediolanu, jednak nie mogłam się skupić na podziwianiu pięknego krajobrazu. Zayn zachowywał się dziwnie. Nie patrzył się na mnie, tylko oglądał mijane przez nas budynki. Jego twarz była wyprana z jakichkolwiek emocji, a w oczach brakowało tych tak bardzo znanych iskierek.
- Zaynie, wszystko w porządku? - zapytałam, zatrzymując się. Nic nie reagował, czułam się jakbym mówiła do osoby, której nie znam.
- Chyba ja powinienem cię o to zapytać. - odparł, tępo patrząc się przed siebie. Unikał mojego wzroku, a ja poczułam jak moje serce przyspiesza. Wyswobodziłam się z jego uścisku i stanęłam z nim twarzą w twarz. - Słyszałem, że bardzo dobrze sobie sama radzisz... - zaczął, ale na samym końcu urwał.
- Nie musisz się martwić. Wszystko jest w porządku. - zapewniłam, jednak mój wzrok od razu przeniósł się na ziemię.
- Victoria? Ty się słyszysz? Dobrze wiem, że to nieprawda. Z reszta ty tez. - powiedział, po czy, chwycił moje policzki, zmuszając mnie bym na niego spojrzała. Starałam się, żeby się nie rozpłakać, ale łzy same cisnęły mi się do oczu, nad czym nie umiałam zapanować, z resztą jak za każdym razem. - Dlaczego mi nie mówiłaś, że po naszym wyjeździe nie wychodziłaś z pokoju, że ubrana w moje swetry leżałaś w łóżku i nie chciałaś z niego wstać? Dlaczego przez telefon mówiłaś mi, że wszystko jest w porządku, że spędzasz dużo czasu z rodzicami Amy, a byłaś u nich zaledwie parę razy? Dlaczego mnie okłamywałaś? - pytał, a ja nie wiedziałam co mam mu odpowiedzieć. Moje gardło było tak ściśnięte, że wydobył się z niego zaledwie stłumiony jęk.
- Nie... Nie mogłam. - jąkałam się. - Nie chciałam, żebyś się martwił. Nie chciałam, żeby ktokolwiek się martwił. - powiedziałam, ledwo panując nad swoim głosem, a on w ciągu sekundy zmniejszył dzielącą nas odległość do minimum i mnie przytulił.
- Bardziej martwię się teraz. - szepnął nad moim uchem. - Mogłem przyjechać chociaż na jeden dzień, może to minimalnie by pomogło. Mi też było ciężko. Czułem się jakbym zostawił połowę siebie przy tobie. Jakbym był połową mężczyzny, kroczącym po ziemi w zaledwie jednym bucie. Ale ty mi musisz mówić takie rzeczy. Boję się, że w sytuacji, kiedy jest ci ciężko, znowu...
- Nie zrobię tego, Zayn. Nie chcę do tego wracać, zakończyłam ten etap w swoim życiu. - zapewniłam, a on się ode mnie odsunął.
- Obiecaj mi, Aniele. - szepnął zbliżając swoją twarz od mojej. Jego usta były coraz bliżej, a ręce mocniej naciskały na moją talię.
- Obiecuję. - bo jesteś dla mnie wszystkim.

* Skyscraper \\ Demi Lovato 
_________________________________________
Wiemy i przepraszamy :( 

Jeśli jesteś wciąż z nami i przeczytałeś - skomentuj ;)

Ps. Rozdział niesprawdzony.
- Katy&Care.