wtorek, 28 sierpnia 2018

Rozdział 106

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ❤

Obudziło mnie bijące ciepło, które powoli rozchodziło się po każdej części mojego ciała. Kiedy uchyliłam powieki zobaczyłam wytatuowane ramiona owinięte wokół mojej nagiej klatki piersiowej, okrytej zaledwie skrawkiem kołdry. Nasze nogi były ze sobą splecione. W pokoju panował półmrok, a jedynym źródłem światła był księżyc, który przebijał się przez białe zasłony. Jedyne o czym teraz marzyłam była szklanka naprawdę zimnej wody. Nie chcąc budzić narzeczonego ostrożne wyswobodziłam się z jego uścisku i uprzednio chwytając koszulę Zayna i zakładając ją na siebie, na palcach opuściłam sypialnię. Kiedy zeszłam schodami na dół i znalazłam się na parterze zapaliłam światło. Chciałam pójść do kuchni, jednak moją uwagę przykuło pudełko, stojące na stoliku w salonie, które wczoraj wręczył mi Zayn, a ja kompletnie o nim zapomniałam. Podeszłam parę kroków i chwyciłam prezent, a następnie usiadłam wygodnie na kanapie. Odwiązałam białą wstążkę i uniosłam wieczko. Moim oczom ukazał się plik kopert i na każdej z nich znajdowało się tylko jedno słowo. Moje imię. Zaciekawiona otworzyłam jedną z nich i zaczęłam czytać.

Kochany Aniele,

Dzisiejszego dnia, bądź nocy, sam już nie wiem, nie miałem czasu, aby spojrzeć na zegarek, bałem się, że Cię stracę. Bałem się, że tak niespodziewanie znikniesz z mojego życia raz na zawsze, że już nie będzie żadnego odwrotu, żadnego wyjścia z tej sytuacji. Bałem się, że się z Tobą nawet nie pożegnałem, że nie powiedziałem Ci wszystkiego co muszę zrobić do końca swoich dni, że ostatni raz Cię nie przytuliłem, że ostatni raz nie usłyszałem bicia Twojego niezwykłego serca. Bałem się, że ktoś Cię skrzywdzi i to będzie tylko moja wina, bo temu nie zapobiegłem. Myślałem, że odlecisz w otchłań jasnego światła niczym słońce o poranku na swoich oszałamiających, ogromnych skrzydłach, pokrytych białymi piórami, które Archanioł cały czas skrywa przed innymi, kiedy przebywasz na ziemi wśród złych demonów. Złe duchy przez cały czas sprawiają, że je sama niszczysz, przez to, że nie dajesz rady. Sprawiają, że czujesz się czasami słaba, a wtedy już nie wytrzymujesz. One za każdym razem chcą Cię zniszczyć. Myślą, że są od Ciebie lepsze, że Cię pokonają, że się poddasz raz na zawsze, ale ja wiem, że jesteś silna. Niezwykle silna.
Straciłem parę osób w swoim życiu, jednak się po tym jakoś pozbierałem. Nie było mi tak bardzo ciężko. Jednak, gdybyś to była Ty, to bym nie dał rady. Wiem to, Victorio. Sama myśl o tym doszczętnie niszczy mnie od środka. Dzieli mnie na małe kawałeczki, które ponownie poskładać w całość możesz tylko Twój uśmiech, Twoja obecność, Twój dotyk, po prostu Ty. Nikt więcej, Aniele. Wiem to, że wzięłabyś mnie ze sobą. Jesteś moją częścią, Victoria. Równie dobrze, ktoś mógłby brutalnie wyrwać moje całe serce. Bicie Twego serca jest sensem mojego. Więc jeśli twoje przestałoby pracować, czemu moje wciąż ma dalej trzymać się przy życiu? Czy byłby tego jakiś sens? Moje serce... Ono należy tylko do Ciebie. Jest Twoje na wyłączność, chociaż o tym nawet nie wiesz. Możesz zrobić z nim co tylko chcesz, bo jest Twoje. Ja bez Ciebie nie istnieje, gdyż to jest kompletnie niemożliwe. Nie wyobrażam sobie kolejnego dnia bez Ciebie. Bez Twojego promiennego uśmiechu, który nieoczekiwanie wita na Twojej nieskazitelnej i idealnej twarzy, bez Twojego niesamowitego głosu, przy którym mógłbym każdego dnia budzić się i zasypiać, aż do momentu mojej śmierci, bo to właśnie on jest najpiękniejszą melodią, jaką słyszę, bez Twoich niezapomnianych malinowych ust, które chciałbym całować o każdej porze, bo mam wrażenie, że tylko te niezapomniane pocałunki, nic innego, tak na prawdę dadzą mi energię oraz chęci do przeżywania każdego kolejnego dnia, bez Twych zniewalających oczu o kolorze jaśniejszym, niż najczystsze morze na tym świecie, świecących bardziej niż wszystkie najpiękniejsze gwiazdy wszechświata zebrane w jedno miejsce, w których tonę, gdy za każdym razem w nie spojrzę, bez Twojej delikatnej i miękkiej skóry o odcieniu śnieżnej bieli, która stworzona jest tylko do dotykania, bez Twojego malutkiego noska, który śmiesznie marszczysz, gdy nad czymś intensywnie myślisz, bądź czym się denerwujesz. Jesteś dla mnie jak czysty tlen. Twoja obecność sprawia, że mogę swobodnie oddychać. Tylko Ty to czynisz. Bez tlenu nie można żyć, prawda? A więc ja nie mogę żyć bez Ciebie, Victorio. Proszę Cię. Nigdy mnie nie zostawiaj. Nigdy mnie nie opuszczaj. Nie odchodź. Nie rób tego, bo to mnie doszczętnie zniszczy, a ja nawet nie będę wiedział, kiedy to się skończy. Skończy się tragicznie. Po prostu bądź. Chcę, żebyś zawsze była przy mnie. Czy ja proszę o wiele? Chcę zawsze czuć Twoją bliskość, Twój oddech na mojej szyi. Chcę Cię chronić przed wszystkimi niebezpieczeństwami, abyś zawsze była za każdym razem bezpieczna, żeby nic Ci nie groziło, Aniele. Chcę być na zawsze Twoim stróżem. Chcę nad Tobą czuwać w dzień i w nocy. Chcę być przy tobie, gdy będziesz chciała sobie zrobić krzywdę, gdy ponownie będziesz chciała sięgnąć po żyletkę, a następnie przejechać nią po śnieżnobiałej skórze. Chcę być przy tobie, gdy ktoś będzie musiał otrzeć łzy z Twoich policzków, które będą spływały niczym londyński deszcz. Chcę być przy Tobie, gdy szeroki uśmiech nie będzie chciał zejść z Twojej przepięknej twarzy. Chcę być przy Tobie, gdy za oknem będzie padał deszcz. Chcę być przy Tobie, gdy na dworze będzie słońce. Chcę być przy tobie o każdej porze dnia i nocy. Pozwól mi. Pozwól mi to zrobić.
 Nie opuszczaj mnie, Aniele. Ja jestem dla Ciebie. Tylko dla Ciebie. Nic innego tak bardzo się dla mnie nie liczy. Nic innego nie sprawia, że ja się zmieniam. Wiem, że nie możesz, że nie chcesz, ale bądź dla mnie. Bądź dla mnie, Victorio. 

Zayn

Moje serce wariowało, a oddech był nie do opanowania. Nawet nie wiem, kiedy sięgnęłam po kolejną kopertę.

Kochana Victorio,

Czy wierzysz w przeznaczenie? Podobno tym najważniejszym dniem w życiu każdego człowieka jest ten, w którym spotyka się tą właściwą osobę, na którą czekało się przez całe życie. Ta osoba może pojawić się wcześniej lub później, jednak będzie ona przeznaczona tylko i wyłącznie nam. Ona ma zmienić dosłownie wszystko. Nasz styl życia, nasze wszystkie myśli, nasze wszelkie czyny, nasze postępowanie, po prostu nas samych. Ma sprawić, że będziemy czuć się w pełni szczęśliwi, że cały czas promienny i przeogromny uśmiech będzie widniał na naszej twarzy, że "motyle" będą mieszkały w naszym brzuchu i nie będą za wszelką cenę chciały z niego wyjść, a elektryczność z naszej skóry nigdy nie będzie chciała zniknąć. Ma sprawić, że będziemy potrzebować obecności tylko tej osoby. Będzie ona dla nas jak czysty tlen, bez którego nie da się żyć. Będzie naszym nowym uzależnieniem, ponieważ nikogo więcej nam nie będzie potrzeba – wystarczy tylko ten ktoś. Tylko i wyłącznie on. On ma nam dawać siłę, ma nam dawać chęci do dalszego życia. Będzie naszą niezwykłą miłością, naszym głosem, naszym życiem, naszym największym powodem by dalej żyć na tym okrutnym i bezlitosnym świecie. 
Mam takie wrażenie, że nasze spotkanie było nam dane od samego początku. Dokładnie od dnia naszych narodzin. Że to wszystko co nas spotyka było i jest zapisane w najjaśniejszych gwiazdach, które leżą dokładnie obok siebie i zostaną w takiej pozycji już na wieczność. Nie przypadkiem wyszliśmy na dwór w tym samym czasie, aby zapalić papierosa. Wydaję mi się, że to właśnie Ty jesteś tą osobą, na którą czekałem, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Chociaż nie... Ja to teraz już wiem na sto procent. Zanim Cię spotkałem byłem w pełni przekonany, że wszystko w moim życiu jest w najlepszym porządku, że nie muszę nic zmieniać, że żyję obok właściwej osoby, może i nam się nie układało, ale w końcu wszystko można próbować naprawić, prawda? Wydawało mi się, że wszystko jest wprost idealne, dopóki nie spotkałem Ciebie. Zmieniłaś wszystko. To właśnie przy Tobie pierwszy raz poczułem się inaczej niż zwykle. To właśnie Ty, jako pierwsza z osób, których nie znam zobaczyłaś we mnie prostego chłopaka, a nie - Zayna Malika z One Direction. A ja co zrobiłem po twoich słowach? Po prostu zacząłem się śmiać. To było urocze. Ty mnie niezwykle urzekłaś. Urzekłaś mnie swoją niezwykłą prostotą, bezpośredniością i urokiem osobistym, który bił z Ciebie, niczym promienie słoneczne w samo południe letniego dnia. Byłaś przepiękną gwiazdą, która jako jedyna pojawiła się w bardzo ciemną noc i oświetla twarze wszystkich ludzi na Ziemi. Pamiętam, gdy pierwszy raz spojrzałem w Twoje oczy. Dosłownie zaparło mi dech w piersi. Wyglądały jak skupisko przepięknych i szlachetnych kamieni. To właśnie Ty przez następne dni w ogóle nie mogłaś wyjść z mojej głowy, co dzieje się aż do teraz. Prawie każdego dnia wspominam nasze pierwsze spotkanie. Wspominam dosłownie wszystkie chwile, które wiążą się z Tobą. Każdą godzinę, każdą minutę, każdą sekundę. Ich nie da się zapomnieć. Po za tym ja nie chcę ich zapominać. To właśnie Ty i tylko Ty sprawiasz, że są one niezwykle wyjątkowe. Ty cała jesteś wyjątkowa i jedyna w swoim rodzaju. 
Podobno przeznaczenie decyduje o tym kto dokładnie pojawi się w naszym życiu, jednak to właśnie my naszymi postępowaniami, czynami i słowami decydujemy kto w nim zostanie. Wiem, że zawiodłem na całej linii. Nie chciałem, żeby to tak wszystko wyszło, żebyś w taki sposób dowiedziała się o Perrie. Mogłem wytłumaczyć Ci wszystko na samym początku. Teraz wszystko było by dobrze. Gdybym mógł cofnąć czas, wiedz, że bym to zrobił, Aniele. Oddałbym i poświęciłbym wszystko, aby zacząć znajomość z Tobą od samego początku. Wiem, że okropnie zawaliłem, chociaż to i tak za mało powiedziane. Przepraszam. Jest mi ciężko bez Ciebie. Brak Twej obecności, wtedy gdy Ty spędzasz czas z Harry'm, sprawia, że staję się coraz to słabszy. Czuję, jakby ktoś wyrwał z klatki piersiowej całą moją energię. Tęsknię wtedy za Twoją obecnością, za Twoim dźwięcznym głosem, za Twoim zniewalającym zapachem, za Twoim ciepłem. Tęsknie za Twoimi dłońmi, które pasują do moich, jakby zostały stworzone tylko dla siebie, a ja mam wrażenie, że to było nam przeznaczone. Tęsknię za Tobą. Tylko za Tobą. Gdy Cię przy mnie nie ma otacza mnie czarna dziura, która zabiera mi tlen i nie pozwala trzeźwo myśleć. Życie bez Ciebie rozdziera mnie na strzępy, bo nigdy nikt nie sprawił, że czułem się tak jak uczyniłaś to Ty. 
Wróć prosto do mojego życia, Victorio. Może to jest niemiłosiernie samolubne, ale tego pragnę całym swym sercem, całą swoją duszą. Żyj już na zawsze przy moim boku. Wróć do mnie. Spotkajmy się ponownie "ten pierwszy raz", Victorio.

Zayn

Nie mogłam złapać tchu. Zacisnęłam mocno wargi, starając się chociaż trochę uspokoić, jednak nic nie pomagało. Kolejny list przyniósł kolejne emocje.

Ukochana,

Nie wiedziałem, że słowo "tak" ma aż tak ogromne znaczenie. Myślałem, że gdy to słowo używa się kilka razy w ciągu dnia, nie jest aż tak bardzo ważne i jest takie samo jak reszta wypowiadanych przez nas wyrazów. Nie wiedziałem, że dzień, w którym słowo "tak" opuści usta osoby, na której nam kurewsko zależy, może stać się najpiękniejszą lub zdecydowanie najgorszą chwilą naszego życia. Nie wiedziałem tego wszystkiego, aż do dnia, gdy przed ponad setką zgromadzonych ludzi na sali opowiedziałaś "tak", gdy Harry zapytał się, czy zostaniesz jego dziewczyną. Zgodziłaś się. Naprawdę się zgodziłaś. Miałem nikłą nadzieję, że to jakiś koszmar. Byłem przekonany, że za chwilę obudzę się w swoim własnym łóżku i to wszystko okaże się złym snem. Że to się po prostu nie wydarzyło. Wiesz co wtedy czułem? Wydaję mi się, że lepiej by było zadać pytanie - czego wtedy nie czułem. Na pewno szczęścia z waszego nowo powstałego związku. Byłem dosłownie załamany. Widziałem promienny uśmiech na Twojej prześlicznej twarzy, widziałem Twoje miękkie i malinowe usta, które delikatnie dotykają warg Harry'ego, widziałem jego dłoń, naciskającą na Twoją talię. Widziałem szczęście. Wasze pieprzone szczęście. Czułem wtedy, jakby ktoś brutalnie potraktował moje serce tępym nożem. Poczułem się tak cholernie pusty w środku, że nie mogłem oddychać. Jakby wszystko zostało mi nagle odebrane. Dosłownie wszystko. Chciałem dosłownie rzucić się na Twojego chłopaka. Byłem zły na Harry'ego - na własnego przyjaciela, na brata. Wtedy jeszcze nie wiedziałem czemu, ale teraz już wiem. Czuję coś do Ciebie, Victorio. Czuję do Ciebie coś na prawdę silnego. Mam wrażenie, że kocham Cię coraz bardziej. Mam wrażenie, że z kolejnym przeżywanym dniem, z kolejną mijającą chwilą to uczucie jest coraz bardziej silniejsze, jednak jest zupełnie inaczej. Ta ogromna miłość zawsze była we mnie. Była głęboko w moim sercu. Była od dnia, w którym spotkałem Cię po raz pierwszy. Ona czekała na mnie. Ja ją po prostu tylko odkrywam z dnia na dzień. Odkrywam każdą część po kolei. Kocham Cię od samego początku. Jednak wiem, że to teraz nie ma już żadnego znaczenia. Straciłem Cię. Teraz jesteś z nim. To on kocha Ciebie, a Ty jego. Wiem, że Twoje serce jest zajęte. To on sprawia, że uśmiech widnieje na Twojej twarzy. To on sprawia, że jesteś szczęśliwa mimo tego co złego przeżyłaś w swoim życiu. Powoduje, że choć na chwilę zapominasz o tych nieprzyjemnościach. Jednak Najdroższe Kochanie, musisz wiedzieć, że to właśnie ja pokochałem Cię jako pierwszy. Gdy Cię z nim widzę, cały mój świat dosłownie się rozpada. Nawet nie wiesz co Ty mi robisz, kiedy trzymasz jego rękę. Nawet nie wiesz co się ze mną dzieję, kiedy go całujesz. Wygląda to tak, jakbym nieprzerwanie grał, w którą przeznaczone jest mi przegrać, ponieważ nie mogę konkurować z twoim chłopakiem. Czekałem przez pewien czas, by w końcu powiedzieć co do Ciebie czuję. Czekałem, aby powiedzieć Ci, że Perrie nic dla mnie nie znaczy, że dla mnie jest dosłownie nikim, że zerwałem z nią w dniu, kiedy pojawiła się w domu moim i chłopaków. Jednak nie zdążyłem tego zrobić. Spóźniłem się. Miałem szansę, to prawda. Mogłem być tam, gdzie stoi on. Mogłem całować tam, gdzie robi to on. Musisz wiedzieć, że gdy Cię całuję czuję jakbym był spragniony, a Ty jesteś moją jedyną wodą. Mogłem być tym dla ciebie, kim jest on. Mogłem każdego dnia rozkoszować się Twoją obecnością, Twoim głosem. Mogłem być po prostu koło Twojego boku. Bo ja chcę być tym jedynym, który przytula Cię, gdy śpisz. I nic nie może być gorsze od świadomości, że ja u Ciebie nie mam żadnych szans. Dosłownie żadnych. To co boli mnie najbardziej to to, że zawsze będziesz patrzyła na mnie jak na przyjaciela. Zawsze będziesz traktowała mnie jak brata. Zdecydowanie powinienem czuć do ciebie mniej, by to tak nie bolało, lecz nie jestem w stanie. Mimo iż powinienem o Tobie zapomnieć to nie mogę. Nie mogę, bo nic i nikt nie równa się z Tobą. Czuję miłość, kiedy patrzę na Twoją twarz. Czuję miłość, kiedy przypadkowo dotknę Twojej dłoni. Czuję miłość, kiedy słyszę tylko Twoje imię. Zawsze czuję miłość do Ciebie. To się nigdy nie zmieni choćbym nie wiem jak próbował.
Powinienem zapomnieć o Tobie, jednak zasypiam z Twoim imieniem na ustach, a następnie się z nim budzę. Powinienem, ale Twoja twarz każdej nocy pojawia się w moim snach. To właśnie tam jestem Twoim chłopakiem. To właśnie tam jesteś moja, a ja jestem Twój. Tam jesteśmy razem. To tam spełniają się moje pragnienia. Chciałbym Cię ponownie pocałować, przytulić. Chciałbym spojrzeć w Twoje zniewalające oczy i zapomnieć o otaczającej mnie rzeczywistości, ponieważ gdy w nie patrzę to mam wrażenie jakbym spoglądał na gwiazdy. Może i powinienem na zawsze wyrzucić Ciebie z mojej głowy, myśli i snów, jednak ja tego nie chcę. I tak, może jestem samolubnym jednak nie jestem w ogóle gotowy trwać bez Twojego dotyku. I wiem, że to Ty jesteś tą jedyną, więc to nie miałoby żadnego sensu. Wolę być zupełnie sam, lecz z myślą, że Ty jesteś niedaleko mnie, niż żyć z kimś kogo w ogóle nie kocham. Bo nie pokocham nikogo innego, niż Ty. Victorio, czy gdybyś wiedziała co dzieje się w mojej głowie, w moim sercu, we mnie, czy to coś by zmieniło? Wiem, że popełniłem masę błędów, krzywdząc Cię przy tym. Może nie jestem wystarczająco dobry dla Ciebie. Dla Anioła, który zamieszkuje Ziemię. Dla osoby, której serce jest większe niż najmiłosierniejszego człowieka na ziemi. Może ty już znalazłaś tego właściwego. 
Lecz dlaczego nie widzisz tego, że to ja pokochałem Cię pierwszy? Dlaczego, Victorio?

Zayn

W moich oczach zaczęły się tworzyć łzy. Oboje przechodziliśmy dokładnie przez to samo. Oboje pragnęliśmy, jednak coś trzymało nas na uwięzi.

Kochany Aniele,

Czy zdajesz sobie sprawę kim tak na prawdę jesteś? Jesteś Aniołem. Niezwykłym i zniewalającym Aniołem, który chce i za wszelką cenę próbuje z powrotem wrócić do nieba. Do miejsca, w którym zawsze mieszkał, w którym był w pełni szczęśliwy, w którym czuł się po prostu bezpiecznie. Chcesz tam wrócić, ponieważ myślisz, że tam będzie Ci zdecydowanie lepiej. Myślisz, że wszystko co złe, po prostu zniknie. Chcesz odciąć się od tych wszystkich ludzi, którzy robią Ci okropną krzywdę. Oni są demonami, złymi upadłymi aniołami, którzy chcą Cię za wszelką cenę doszczętnie zniszczyć. Myślą, że są od Ciebie lepsi. Myślą, że jesteś w pewien sposób gorsza od nich. Oni chcą z Tobą skończyć raz na zawsze. Pragną Twoich łez, które wyglądają na małe brylanciki, a są zdecydowanie od nich cenniejsze. Spływają one po Twoich zaróżowionych policzkach niczym londyński deszcz, lecz pojawiają się one częściej niż on. Pragną widoku Twojej ciemno bordowej krwi. Pragną Twojego cierpienia. One się nim żywią. Bez niego nie są w stanie żyć. Ty dajesz im siłę do życia. Jesteś ich tlenem, tak jak Ty jesteś moim. One pragną Twojej śmierci, przez co cały czas na tobie żerują. Oni wszyscy myślą, że są od Ciebie silniejsi. Jednak się mylą. Jesteś niezwykle silna, wiesz o tym? Jesteś najsilniejszą osobą, którą spotkałem w swoim dotychczasowym życiu. Rozumiesz, ukochana? Najsilniejszą.
Kiedy patrzę na te wszystkie blizny, które pokrywają śnieżnobiałą skórę Twoich delikatnych rąk, widzę ile razy byłem potrzebny, ale mnie przy Tobie nie było. Widzę ile razy zawiodłem, czego nie można przebaczyć. Ile razy mogłem pomóc, ile razy mogłem Cię przed tym powstrzymać, ile razy mogłem uniknąć Twojego bólu. One wszystkie dokładnie pokazują ile razy ktoś Cię bezkarnie skrzywdził. Ile razy cierpiałaś. Ile razy ból fizyczny i psychiczny przeszywał Twoje ciało. Ile razy byłaś zupełnie sama, bez nikogo innego obok Ciebie, ponieważ zawsze robisz to w samotności. Jesteś wtedy tylko Ty, żyletka, oraz cztery ściany wokół Ciebie. Uwielbiasz ten moment, gdy ostrze bezproblemowo przecina Twoją skórę. Uwielbiasz, gdy krew spływa po Twoich nadgarstkach, a następnie swobodnie kapie na podłogę. Krople spadające na posadzkę są melodią, która Cię uspakaja. Myślisz, że wraz z krwią, która opuszcza Twoje ciało, znikają także smutki, wszystkie złe wspomnienia. Lecz to jest tylko chwila, Victorio. To tylko moment, który i tak minie. To jest tylko złudzenie, bo to wszystko i tak wróci. Za każdym razem. Nie lepiej jest starać się tworzyć nowe wspomnienia, które zastąpią te złe? Lecz wiesz co jest w tym wszystkim najgorsze, Victorio? Że ja też się do tego wszystkiego przyczyniłem. Ja także jestem powodem Twojego cierpienia. Musisz wiedzieć, że ja tego nigdy nie chciałem. Nigdy nie chciałem sprawić Ci przykrości, nigdy nie chciałem Cię ranić. Nigdy nie chciałem ranić tak ważnej osoby w moim życiu. Nigdy.
Wiem, że jest Ci niezwykle ciężko. Widzę, jak udajesz, że wszystko jest dobrze. Może i niesamowity śmiech wydobywa się z Twoich malinowych ust, może i promienny uśmiech widnieje na Twojej nieskazitelnej twarzy, jednak mimo tego wszystkiego Twoje oczy zawsze mówią prawdę. One nie są takie jakie rzeczywiście powinny być. Pozbawione wszelkiego blasku, pozbawione szczęścia, pozbawione tej iskierki, która sprawia, że wyglądają jakby płonęły żywym ogniem. Wiesz co ja dokładnie w nich widzę? Widzę Twoje wołanie o pomoc. Może tego nie wiesz, ale Ty prosisz o pomoc, tylko nie robisz tego słowami. Prosisz o to, żeby ktoś był obok Ciebie, zamiast tej przeklętej żyletki, która stała się Twoją kompanką przez całe życie. Prosisz, żeby ktoś się Tobą wreszcie zaopiekował. Prosisz, aby wreszcie ktoś Ci w tym wszystkim pomógł, aby był u Twojego boku. Zawsze staram Cię chronić. Mogę chronić Cię przed dosłownie wszystkimi i przed wszystkim, jeśli tylko mi na to pozwolisz. Jednak najciężej jest mi chronić Cię przed Tobą samą. Wiem, że czasami nie lubisz życia na ziemi. Wiem, że czujesz, iż ten świat Cię doszczętnie niszczy. Jednak tego mimo wszystkiego musisz walczyć. Musisz z tym skończyć. Wierzę w to, że dasz sobie radę. Musisz być dumna z siebie. Musisz być dumna z tego kim jesteś. Ja to wiem. Rozumiem, że to wszystko Cię przerasta i czasami masz dość dosłownie wszystkiego. Ludzi. Myśli. Bólu. Łez. Siebie. Życia. Jednak chociaż spróbuj. Zdaję sobie sprawę, że chcesz wrócić do swojej mamy, za którą tak bardzo tęsknisz. Ona była dla Ciebie wszystkim. Wiem, że inne anioły, Twoi bracia, wzywają Cię do siebie, abyś do nich wreszcie wróciła, jednak zostań tutaj z nami. Zostań tutaj ze mną. Proszę Cię. Aniele, nie sądzę, byś była zdolna pojąć, do czego bym się posunął, żeby tylko zatrzymać Cię przy sobie. Musisz wiedzieć, że jeśli będziesz chciała płakać, będę twoim ramieniem, na którym będziesz mogła to zrobić. Jeśli będziesz chciała się śmiać, będę twoim uśmiechem. Jeśli będziesz chciała latać, będę twoim niebem. Jeśli będziesz chciała się wspiąć, będę twoją drabiną. Jeśli będziesz chciała biec, będę twoją drogą. Będę wszystkim czego tylko potrzebujesz. Jesteś dosłownie najwspanialszą rzeczą jaka mnie spotkała w całym moim życiu. Nie chcę Cię stracić. Nie mogę Cię stracić, ponieważ tego nie przeżyję. Rozumiesz? Ja nie mogę wytrzymać zaledwie kilku godzin bez Twojego widoku, a co dopiero resztę mojego nędznego życia. Jeżeli Cię stracę, stracę dosłownie wszystko. Jeśli odejdziesz, chcę odejść z Tobą. Ja po prostu boję się o Ciebie. Boję się, że pewnego dnia będzie zdecydowanie za późno. Nie chcę, aby ta chwila kiedykolwiek nadeszła. Proszę Cię, przestań się krzywdzić. Przestań siebie niszczyć.
Pozwól mi tworzyć nowe, dobre wspomnienia, które już na zawsze w Twoim umyśle i sercu zastąpią te złe i nieprzyjemne. Pozwól mi diametralnie zmienić Twoje życie, tak jak Ty zrobiłaś to z moim. Pozwól mi być Twoim kompanem przez otchłań ciemności na Ziemi. Będę koło Ciebie cały czas. Nigdy nie pozwolę Ci upaść. Jednak jeśli zechcesz płakać, zawsze będę przy Tobie, aby Cię mocno trzymać w swych ramionach. Pozwól mi być już na zawsze tylko Twoim aniołem stróżem. Pozwól mi Tobie pomóc. Proszę Cię. Stworzymy nową melodię. Naszą melodię, która będzie pięknym światełkiem, żyjącym w naszych sercach. Razem znajdziemy drogę przez ten mrok, który nas otacza, Aniele.

Zayn

Łzy już swobodnie spływały wzdłuż moich policzków, a następnie kapały na kartkę. Nie mogłam tego zatrzymać. Starałam się, ale na próżno. Te zdania były czymś więcej nić literami układające się w słowa, były zrozumieniem. Były obietnicą. Złapałam kolejną kopertę.

Potrzebuję Cię. Pragnę Cię. Martwię się o Ciebie. Chcę Cię chronić. Potrzebuję Twojej bliskości. Oddam za Ciebie życie. Chcę Twojego szczęścia. Pragnę Twojego uśmiechu. Nie wytrzymam chwili bez Ciebie. Umrę bez Ciebie. Nie mogę bez Ciebie żyć. Jesteś moim tlenem. Jesteś moim uśmiechem. Jesteś moim niebem. Jesteś moją słabością.  Jesteś mym powodem by żyć. Jesteś wszystkim czego pragnę. Jesteś moim uzależnieniem. Jesteś moim marzeniem. Jesteś moim szczęściem. Jesteś moim snem. Jesteś piękną fantazją. Jesteś moim Słońcem. Mym księżycem. Moimi gwiazdami. Zrobię dla Ciebie wszystko. Boję się o Twoje bezpieczeństwo. Chcę przy Tobie zasypiać. Chcę się przy Tobie budzić. Chcę o Tobie zawsze śnić. Chcę Cię całować. Chcę Cię przytulać. Chcę cię obejmować. Chcę być przy Tobie. Jesteś niezastąpiona. Jesteś moim określeniem wszystkiego. Jesteś moim wzorem piękności. Jesteś moją definicją perfekcji. Jesteś moim niesłychanym ideałem. Jesteś moim niepowtarzalnym Aniołem.
Kocham Cię, Victorio. 
Tylko Ciebie.

Nie mogłam uwierzyć w to jakie spotkało mnie szczęście, że Zayn mnie pokochał, nie zważając na to co mi się przytrafiło. Nie mogłam uwierzyć, że znalazłam osobę, której w pełni zaufałam i mogłabym dla niej zrobić dosłownie wszystko, gdyby tylko mnie o to poprosiła.

Moja Księżniczko,

Ostatnio zauważyłem, że coraz częściej myślę o drobnych rzeczach, które zazwyczaj robisz, bądź które w najmniejszy sposób kojarzą mi się z Tobą. Myślę o nich, gdy mi Ciebie brakuje, gdy Ciebie nie ma obok mnie, właściwie to robię cały czas. Gdy zasypiam, pod prysznicem, gdy jem obiad, albo gdy słucham muzyki, a nawet gdy siedzisz dokładnie obok mnie. Nawet nie wiem, kiedy zaczynam to robić. Myślę o nich i może według innych to są zwykłe, nic nie znaczące, a dla nich ledwo widoczne, czy bezwartościowe i niepotrzebujące uwagi małe rzeczy, ale dla mnie one tak naprawdę tworzą niezwykłą i niesamowitą całość, którą jesteś Ty, Aniele. Każda najmniejsza cząstka ciebie, wszystko to jest dla mnie niezwykle ważne i najpiękniejsze pod słońcem. Kocham Cię bacznie obserwować. Kocham zapamiętywać wszystkie szczegóły, każdy najmniejszy detal, jakiejkolwiek czynności, którą realizujesz, bądź każdego minimalnego gestu, który wykonujesz. Kocham zapamiętywać Ciebie część po części. Jesteś niezwykle i szalenie interesująca, Victorio.
Uwielbiam, gdy przesłodko marszczysz swój nosek, kiedy się gniewasz, bądź nad czymś naprawdę intensywnie myślisz. Uroczy, mały kształt dodaje Ci jeszcze więcej niezwykłego uroku. Wtedy malutka, lecz jakże czarująca, zmarszczka pojawia się między Twymi brwiami. Wiem, że jej nienawidzisz, lecz ja ją wręcz uwielbiam. Ubóstwiam, gdy przygryzasz swoją dolną wargę w odcieniu dojrzałych i soczystych malin, przez co mam ochotę tylko do Ciebie podejść, a następnie całować Cię aż do utraty tchu, bez żadnej przerwy, nie zważając na nic innego. Kiedy to robię czuję się niezwykle spragniony, a Ty i Twoje pocałunki jesteście moją jedyną wodą. Jesteście moją energią, którą chciałbym tylko i wyłącznie brać bez żadnych ograniczeń. W dzień i w nocy. W każdej godzinie, w każdej minucie, w każdej sekundzie. Jesteście płomieniem, który rozpala we mnie ogromny ogień. Jesteście siłą, którą mnie obdarzacie. Wtedy wszystko dookoła tak nagle znika. Wtedy jestem w innym, pięknym świecie. Twoje zniewalające pocałunki czuję aż w palcach u stóp, a przyjemne dreszcze zawsze przeszywają całe moje ciało. Po naszym pierwszym pocałunku wiedziałem, że już nigdy więcej nie chcę całować innych warg. Tylko i wyłącznie Twoje, Aniele. Uwielbiam, gdy Twoje lazurowe oczy nagle rozbłyskują w przeogromnym blasku, gdy się dźwięcznie śmiejesz co jest najpiękniejszą muzyką dla moich uszu, bądź z czegoś się cieszysz, a moje serce wtedy dosłownie mięknie, po czym staje się niczym płynna i ciepła czekolada, która następnie rozpływa się po całym ciele. To jest chyba najpiękniejszy widok na całym świecie. Kiedy patrzę w Twoje tęczówki mam wrażenie, jakbym spoglądał w niebo, gdzie znajdują się miliony gwiazd, od których w ogóle nie można oderwać wzroku, w które chce się patrzyć przez całą noc, a kiedy nadejdzie dzień będzie się o nich cały czas marzyć. Twoje spojrzenie działa na mnie jak najsilniejszy magnes istniejący na tym świecie. Podoba mi się to uczucie, gdy swobodnie leżysz w moich ramionach, a Twoje ciało perfekcyjnie pasuje do mojego. Wtedy wydaję mi się, że oboje jesteśmy dwoma zaginionymi kawałkami puzzli, które na samym na początku zostały brutalnie rozdzielone, ale na szczęście, po jakimś czasie znowu się połączyły, ponieważ to było im przeznaczone. Właśnie to było im dane. Wtedy mam wrażenie, jakbym w swoich ramionach trzymał cały swój świat. Jakbym trzymał dokładnie wszystko co jest mi potrzebne do idealnego życia i co chcę chronić przed wszelkimi niebezpieczeństwami tego świata. I tak jest, Victorio. Chcę być Twoim Aniołem Stróżem przez resztę mojego życia. Ubóstwiam, gdy moje imię opuszcza Twoje niezapomniane usta. Kiedy Ty je wypowiadasz sprawiasz, że brzmi ono wręcz niezwykle, a nawet powiedziałbym magicznie, a nie zwyczajnie i przeciętnie. Tylko Ty jesteś w stanie to uczynić. Tylko Ty masz taką niezwykłą moc. Uwielbiam, kiedy opuszkami palców zaczynasz wodzić po moich tatuażach. To sprawia, że serce w mojej piersi łomocze jeszcze bardziej niż zazwyczaj. Za każdym razem spowija mnie ogromne ciepło, które zawsze promienieje od Twojego ciała, które jest idealne, ale i także delikatne w każdym calu. Wystarczył jeden dotyk i stałem się wierny tylko Tobie. Jesteś niezwykle piękna. Twoje piękno za każdym razem trafia we mnie mocno, jak pocisk światła prosto w pierś. Wciąż nie mogę uwierzyć, że mam Ciebie przy sobie i tylko dla siebie.
Bo musisz wiedzieć, że jestem zakochany w Tobie i wszystkich twoich małych rzeczach.

Zayn

Otarłam łzy i jak zahipnotyzowana analizowałam słowa. Drżącymi dłońmi chwyciłam ostatnią już kopertę, a w niej znajdowały się tylko trzy słowa.

Dziękuję, że jesteś.

W momencie, kiedy odłożyłam kartkę, ktoś ułożył dłonie na moich barkach, na co minimalnie wzdrygnęłam. Po chwili poczułam ciepły oddech na policzku, a moich nozdrzy od razu dotarł zapach jego perfum, co mnie uspokoiło.
- Dziękuję, że jesteś, bo dzięki tobie zrozumiałem, że dom to nie tylko cztery ściany, ale para zniewalających oczu, bicie serca i szczery uśmiech. Ty jesteś moim domem.

piątek, 29 czerwca 2018

Rozdział 105

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ❤

Obudziłam się przez promienie słoneczne, padające prosto na moją twarz. W myślach przeklęłam się za to, że wczoraj musiałam zapomnieć zasłonić żaluzji. Powoli nie otwierając oczy, odwróciłam się na drugi bok z zamiarem wtulenia się w Zayna, jednak moja ręka spotkała się jedynie z zimną pościelą. Niechętnie uniosłam powieki i utwierdziłam się w przekonaniu, że chłopak musiał już wstać. Z ciekawości spojrzałam na mały zegarek, ale moja uwagę przykuła biała kartka złożona na pół. Wzięłam ją do ręki i rozłożyłam od razu, poznając charakterystyczne pismo Zayna.

"Kochanie, spałaś wyglądałaś tak słodko, że nie miałem serca by Cię obudzić. Przepraszam, ale musiałem wyjść pozałatwiać kilka spraw. Obiecuję, że Ci to wynagrodzę. Bądź gotowa na 16, zjemy razem obiad.
Kocham cię
Z."

Po przeczytaniu tego liściku na mojej twarzy zagościł uśmiech, który po chwili zniknął, gdy przypomniałam sobie jaki dzisiaj jest dzień. Zayn zaprasza mnie na obiad w swoje urodziny. Czy to nie powinno być na odwrót? Szybko wzięłam komórkę do ręki komórkę i wybrałam jego numer, lecz włączyła się automatyczna sekretarka, na co cicho westchnęłam. Ponownie weszłam w listę kontaktów, tym razem wybierając numer Liama. Po kilku sygnałach usłyszałam głos chłopaka.
- Słucham? 
- Liam? Dzięki Bogu. Obawiam się, że nici z naszych planów. Zayn, wyszedł nie wiadomo gdzie, nie ma z nim żadnego kontaktu, a dodatkowo zaprosił mnie do restauracji... Nie zdarzymy...  - zaczęłam panikować, przez co z moich ust wypłynął potok słów, które zapewne ciężko było zrozumieć. Nie dane mi było jednak skończyć, bo chłopak skutecznie mi przerwał.
- Spokojnie. Idź z nim, przecież nic się nie dzieje, a my umówimy się na inny dzień i powiadomimy przy tym głównego zainteresowanego, żeby znowu nie wymyślił czegoś podobnego. - zaśmiał się, a gdy chciałam mu przerwać, on kontynuował. - Victoria, idź z nim i baw się dobrze. Niczym się nie przejmuj, ja powiadomię o wszystkim resztę. - powiedział spokojnie, na co westchnęłam.
- Dobrze, do zobaczenia.
- Do zobaczenia i miłego dnia! - wykrzyknął z przesadzoną radością, co mnie zdziwiło.
- Miłego dnia. - odpowiedziałam, oszołomiona pomimo, że połączenie zostało zakończone. Zachowaj spokój. Jeszcze raz spróbowałam dodzwonić się do Zayna, ale on wciąż nie raczył odebrać przeklętego telefonu. Nie wiem, czy byłam bardziej zdezorientowana czy wkurzona. Przez ubiegłe dwa tygodnie szykowałam wszystko na jego urodziny. A on co? On znika! Napisałam mu szybką wiadomość.

"Zayn, co ty kombinujesz? Odezwij się do mnie."

Odłożyłam urządzenie na półkę i nawet nie zdążyłam wstać z łóżka, gdy do pokoju wpadli Niall i Amanda.
- Jaki piękny jest dzisiaj dzień, nieprawdaż? - zapytała dziewczyna i w ciągu sekundy znalazła się przy mnie. - My już wszystko wiemy. Wiesz już może w co się ubierzesz, bo musisz wyglądać wyglądać olśniewająco! - powiedziała, wyrzucając ręce do góry, o mało mnie nie uderzając w twarz, przez co usłyszałam śmiech Nialla. - Na pewno musisz ubrać ten szafirowy naszyjnik od Zayna! O jest idealnie dobrany do... do ciebie oczywiście. Podkreśla ci oczy i inne rzeczy. Zaraz wybiorę ci sukienkę. - postanowiła i szybko rzuciła się do mojej garderoby. - To bardzo ważny dzień, bo przecież są urodziny twojego ukochanego! - usłyszałam w tle, zanim wybiegła z pokoju.
- O co tutaj chodzi? Musisz coś wiedzieć. - zapytałam Nialla, a na jego twarzy przypominającej kamienny posąg, pojawił się mały uśmiech, który z każdą mijającą sekundą się powiększał. Podszedł bliżej mnie i usiadł na skraju łóżka, by lekko objąć mnie ramieniem.
- Zayn często chodzi własnymi ścieżkami i wpada na różne szalone pomysły, ale one nigdy nie są głupie, po prostu się ciesz, że sami spędzicie ten wyjątkowy dla niego dzień bez innych osób i niczym się nie zamartwiaj. Zobaczysz, że wszystko będzie w porządku, a twoje nerwy były kompletnie niepotrzebne. - powiedział i cmoknął mój policzek, a ja się w niego wtuliłam. Dziękuję Ci Boże, że mam takiego przyjaciela. - Teraz chodźmy na dół na śniadanie, bo śniadanie to jest najważniejszy posiłek dnia. - odparł, co wywołało mój śmiech. Zostawiając Amandę w jej ulubionym świecie cuchów, ruszyliśmy do kuchni, gdzie Harry kładł jajecznicę na stół.
- Dzień dobry, księżniczko. Mam nadzieję, że dobrze spałaś. - zapytał z uśmiechem na ustach, poprawiając swoje włosy, które opadły mu na czoło. Kiedy do niego podeszłam on subtelnie ucałował moje czoło, a ja z uśmiechem kiwnęłam głową na potwierdzenie jego wcześniejszej wypowiedzi.
- Victoria, cześć! - wykrzyknęła Waliyha i podała mi Carol, która od razu wyciągnęła do mnie rączki. Wzięłam, więc małą na ręce i pocałowałam ją w główkę. - Mamy do ciebie prośbę, zajmiesz się nimi tak do trzynastej? Musimy iść z Harrym na zakupy i pozałatwiać jeszcze kilka spraw... Proszę... Na pewno dasz sobie radę. - dodała dziewczyna, gdy zobaczyła moją minę. Byłam lekko przerażona na to wszystko, ale pokiwałam twierdząco głową na znak, że się zgadzam. Po śniadaniu Harry i Waliyha pojechali, jeszcze raz mi dziękując, że zajmę się dziećmi, a ja zostałam w kuchni wraz z dwoma bobasami. Caroline uśmiechnięta "jadła" kaszkę... rączkami, co było widać na foteliku, podłodze i niej całej, zaś siedzący w foteliku obok Charles bawił się jakaś zabawką, a jedzenie leżące przed nim zupełnie go nie interesowało. Wyglądali obok siebie tak słodko, że musiałam zrobić im zdjęcie. Sięgnęłam po telefon i miałam zamiar włączyć aparat, jednak zauważyłam wiadomość od Zayna, którą od razu otworzyłam.

"Niczym się nie martw, kochanie. Bądź gotowa na czas.  xoxo"

Westchnęłam i rzuciłam telefon na stół.
- To zostaliśmy w trójkę. Jak myślicie co wujek zrobi? - zapytałam, wstając i kierując się w stronę Charlesa. Dziewczynka popatrzyła na mnie i jakby w odpowiedzi na pytanie odrzuciła mnie jedzeniem. - Tak, też myślę, że będzie jedzenie. - mruknęłam, a mały urwis zaklaskał w swoje łapki. Sięgnęłam po ściereczkę i wytarłam swoją szyję, dekolt i cześć bluzki z kaszki. Wzięłam bliźniaków na ręce i przeszłam do salonu, gdzie rozłożona część ich zabawek. Tam dołączył do mnie Niall, który uciekł przed Amy.
- Jest sens wypytywania cię o Zayna? - westchnęłam, będąc pewna odpowiedzi, jednakże jak zawsze chciałam chociaż spróbować.
- Nie sądzę. Nic nie powiem. Obiecałem. - odpowiedział unosząc ręce do góry. - Zresztą jak wszyscy.
- Jak to wszyscy? - zapytałam, szeroko otwierając oczy. Niall chciał wstać jednak szybko złapałam go za ramię. - Niall, o czym ty mówisz? - odparłam, w jego stronę, a on pokręcił głową na znak, że nic nie powie.
- Chyba musisz zacząć się zbierać, ja położę ich do spania. - powiedział zerkając na zegarek. Westchnęłam, a on pocałował mnie w czoło i obrócił moje ciało w kierunku schodów. - Idź i zrób się na bóstwo, aby Zaynowi zabrakło języka w buzi. - szepnął mi do ucha. Nim się obejrzałam była za dziesięć 15, a ja stałam przed lustrem, ubrana w białą rozkloszowaną sukienkę z czarna koronką u dołu i klasyczne czarne szpilki. Poprawiłam swoje włosy, gdy nagle drzwi od pokoju się otworzyły, a w nich stanęła Amanda.
- Wyglądasz pięknie, ale brakuje ci tylko jednej rzeczy. - powiedziała i otworzyła czarne pudełko, które trzymała w dłoniach, a moim oczom ukazał się szafirowy naszyjnik, który dostałam od Zayna na swoje 18 urodziny. Wyciągnęła go z opakowania i w mgnieniu oka podeszła do mnie, a ja poczułam ciężar naszyjnika na mojej szyi. - Teraz jest perfekcyjnie. - przyznała z ogromnym uśmiechem na ustach, który odwzajemniłam.
- Zastanawia mnie tylko fakt, skąd wzięłaś tą sukienkę. Jest śliczna, ale nie pamiętam żebym taka miała. - powiedziałam przeglądając się w lustrze.
- Wiem, że śliczna, bo sama ją uszyłam. - oznajmiła dumnie zarzucając włosami. Popatrzyłam na blondynkę zszokowana. - Nie patrz się tak. Chcąc być projektantem, musiałam nauczyć się szyć.
- Dziękuję. - przytuliłam ją i w tym samym momencie usłyszałam głos Nialla, wołający moje imię, na co moją przyjaciółka odsunęła się ode mnie. - Denerwuje się chociaż nie wiem czym. - przyznałam, a ona zachichotała i pociągnęła mnie w stronę drzwi. Spokojnie zeszłam po schodach, a w korytarzu czekał na mnie Zayn. Stał tyłem i rozmawiał z Niallem, więc z mojej perspektywy widziałam jego napięte umięśnione plecy. Stresował się, ale czym? Gdy chłopcy usłyszeliśmy moje kroki odwrócił i się w moją stronę, a mi zapadło dech w piersiach. Chyba nigdy nie przyzwyczaję się do widoku mulata w garniturze. Zawsze wygląda idealnie niczym model. Widziałam jak jego uśmiech się powiększa i pokazuje swoje zęby, między którymi pojawia się język. Wpatrywaliśmy się w swoje oczy, zapominając zupełnie o otaczającym nas świecie. Z tego "transu" wyrwał nas Niall.
- No już moje gołąbeczki idźcie, bo się spóźnicie i cały plan pójdzie się... to ja już może... - zaczął się jąkać i machać rękami w stronę salonu, na co zmarszczyłam brwi. Jaki plan? - Chyba mnie Amy woła. Kochanie! Coś chciałaś? - pobiegł w stronę salonu, choć Amanda nie zeszła jeszcze z góry. Odwróciłam się w stronę Zayna.
- O czym on mówił? Jaki... - nie dokończyłam, ponieważ usta czarnowlosego znalazły się na moich. Zapomniałam o wszytskim gdy ułożył dłonie na moich biodrach.
- Gotowa, kochanie? - zapytał, po chwili.
- Nie wiem na co, ale możemy iść. - odpowiedziałam, wywołując jego śmiech. Chwycił mój szary płaszcz i pomógł mi go założyć, na co podziękowałam mu szybkim całusem w policzek. - Gdzie mnie zabierasz? - spytałam będąc już w samochodzie. Zayn obrócił się w moją stronę z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Na razie? Do restauracji. - odpowiedział. Na razie?

***

- Co wybierasz? - zapytał mnie gdy już byliśmy na miejscu.
- Mam wielką ochote na krewetki. - uśmiechnęłam się do niego ponad kartą dań, po czym podszedł do nas kelner, a mój chłopak zamówił dwie porcje krewetek i deseru oraz butelkę mojego ulubionego czerwonego wina.
- Czemu zawdzięczam tą randkę? Jakaś okazja? - patrzyłam w jego oczy, w których pomimo luźnej atmosfery między nami, zobaczyłam strach, ale tylko przez sekundę. Może mi się jedynie wydawało.
- To musi być okazja, bym mógł zaprosić swoją dziewczynę na obiad do restauracji? - umiejętnie odbił piłeczkę, ewidentnie unikając odpowiedzi.
- Tak, jeśli są to twoje urodziny i psujesz mi tym cała niespodziankę. - powiedziałam otwarcie i zrobiłam zbolałą minę. Naprawdę było mi smutno, że w tym momencie nie mogę mu dać prezentu, ani nic takiego.
- Kochanie. - powiedział łagodnie. - Ostatnie urodziny były najlepszymi, bo spędziliśmy je razem. I chcę żeby te były takie same. Nie oczekuję od ciebie żadnych prezentów, ani niespodzianek. Chcę tylko twojej obecności. - wytłumaczył i chwycił moje dłonie, a ja zaniemówiłam, zastanawiając się nad tym, że istnieją tacy mężczyźni o złotym sercu i akurat mi trafiło się takie szczęście poznanie jednego z nich a następnie związanie pomimo wielu przeszkód i nieporozumień. - Pamiętaj, ty jesteś najpiękniejszym i najlepszym prezentem, którym obdarowało mnie życie. - dodał.
- Zayn, proszę cię, bo za chwilę się popłaczę i zniszczę godzinną pracę Amy nad moim makijażem i gdyby się o tym dowiedziała to by mnie zabiła. - odparłam, powstrzymując łzy napływające mi do oczu. Chłopak posłał w moim kierunku uśmiech i przysunął swoje krzesło do mojego, a ja szczęśliwa oparłam głowę o jego ramię. - Kocham cię tak niewyobrażalnie, że nie umiem tego uczucia opisać słowami. - szepnęłam, a on tylko złożył delikatny pocałunek na moich ustach, który odwzajemniłam, nie interesując się spojrzeniami ludzi obecnych w restauracji. Przy naszej rozmowie czas szybko minął, a nasze talerze stały się puste. Gdy wyszliśmy z restauracji Zayn zaprowadził mnie do auta. Siedząc na fotelu pasażera, uświadomiłam sobie jaką jestem cholerna szczęściarą, przecież na moim miejscu mogła by być każda inna dziewczyna. Po chwili jazdy zauważyłam, że nie kierujemy się w stronę domu tylko na obrzeża miasta. Odwróciłam się w stronę Zayna, żeby się dowiedzieć o co chodzi, jednak on mnie wyprzedził.
- Poczekaj kilka minut za chwilę dowiesz się wszystkiego. - powiedział, przenosząc lewą dłoń ze skrzyni biegów na moje kolano, a ja zżerana przez ciekawość skinęłam głową. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się na jakiejś polanie, było już dość ciemno i niestety nie mogłam zobaczyć co się na niej znajduje. Zdezorientowana popatrzyłam na Zayna, który jak zwykle nie powiedział nic tylko wyszczerzył swoje białe zęby, co powoli doprowadzało mnie do szału.
- Po co tu przyjechaliśmy? - zapytałam, gdy mężczyzna otworzył mi drzwi od auta.
- Aby spełnić twoje marzenie. - mulat przelotnie pocałował moje usta i wręcz siła zaciągnął na środek polany, uprzednio zawiązujac na moich oczach opaskę.
- Zayn, to są twoje rodziny nie moje. To wszystko powoduje u mnie narastające poczucie winy.  - mruknęłam na tyle głośno aby usłyszał jednak nie odpowiedział mi. Kiedy zdjął opaskę z moich oczu zobaczyłam balon. TAK! Taki balon, którym można lecieć i zobaczyć ziemię z góry. Spojrzałam na niego, a on tylko się uśmiechnął i gdy podeszliśmy bliżej przywitał się podanie ręki z 3 mężczyznami.
- Są państwo gotowi? - zapytał Zayna jeden z nich, a on skinął głową. Gotowi na co?
- Zayn, coś ty wymyślił? - jęknęłam zdezorientowana, na co wspomniany mężczyzna tylko się zaśmiał. Mulat chwycił moją rękę i pomógł mi wejść do środka balonu, by po chwili znaleźć się obok mnie. Objął mnie w talii i położył swoją głowę na moim ramieniu.
- Powiedziałaś kiedyś, że chcesz być wolnym ptakiem, że chcesz się przelecieć balonem nad Londynem. Chciałem Ci to dziś dać. Chciałbym spełniać wszystkie twoje marzenia do końca moich dni. - wyszeptał wprost do mojego ucha. Nim się obejrzałam zaczęliśmy się wzbijać w powietrze. Obróciłam się w bok i zauważyłam jednego z mężczyzn, z którym uprzednio witał się Zayn, sterującego balonem. Byliśmy coraz wyżej, ale nie czułam strachu, tyko ekscytacje. Wiedziałam, że w ramionach mojego chłopaka jestem bezpieczna. Ufam mu. Po kilku chwilach przed nami rozprzestrzeniła się panorama Londynu nocą. Wstrzymałam oddech, a ręce Zayna mocniej mnie objęły, dzięki czemu jeszcze lepiej czułam bicie jego serca.
- To... to jest piękne. Aż zapiera dech w piersiach. - wyszeptałam, po czym odwróciłam się w jego stronę. - Zayn, ja nie wiem jak mam ci dziękować...
- Tylko mnie pocałuj. - powiedział, a ja nie marnują ani sekundy spełniłam jego prośbę. Chłopak zdecydowanym ruchem zmniejszył nasz dystans do zera. Gdy oderwaliśmy się od siebie, to odwróciłam się tyłem do Zayna i nadal będąc w jego ramionach, z usmiechem na ustach podziwiałam panoramę miasta. Zayn położył swoją głowę na moim ramieniu, a jego ciepły oddech owiewał moją twarz.
- Nikt nigdy nie zrobił dla mnie czegoś takiego... Nie wiem czym sobie na ciebie zasłużyłam... - szepnęłam odwracając głowę w jego stronę. W jego miodowych tęczówkach odbijał się blask świateł miasta, przez co były one jeszcze piękniejsze.
- Kochanie, zasługujesz na wszystko co najlepsze. Już za dużo wycierpiałaś. - odpowiedział, a jego wargi spotkały się z moim zaróżowiałym od zimna policzkiem. Przez moje ciało przebiegł dreszcz przyjemności oraz zimna. To był minus tego lotu, im bardziej się wznosiliśmy tym zimniej było. - Zimno ci. - stwierdził i odsunął się ode mnie, by wziąć koc i okryć nim naszą dwójkę. Od razu zrobiło mi się cieplej.
- Dziękuję. - szepnęłam, a on uroczo się uśmiechnął. - Ciekawe, gdzie jest nasz dom... - mruknęłam, wtulając się jeszcze bardziej w Zayna.
- To zależy gdzie państwo mieszkają. - odezwał się nasz "kapitan", na co Zayn mu odpowiedział, a mężczyzna, z którym lecieliśmy wskazał nam właściwy kierunek. - Jeśli teraz państwo obrócą się w prawo zobaczycie London Eye oraz Big Ben. - zaproponował, co tez uczyniliśmy.
- Proszę nie mówić do nas per pan, pani. Wystarczy Victoria i Zayn. - odparłam, posyłając mu uśmiech, który odwzajemnił. Przez cały lot dużo rozmawialiśmy i żartowaliśmy. Widoki były przepiękne, lecz niestety nie mogliśmy spędzić pół nocy w powietrzu. Powoli zaczęliśmy się zniżać. Gdy nasz kosz dotknął podłogi, to pożegnaliśmy się z naszym kapitanem i podziękowalismy za lot. Chciałam skierować się do auta, ale mój facet miał inne play i pociągnął mnie w stronę jakiegoś lasku.
- Co znowu wymyśliłeś? Gdzie mnie prowadzisz? - zapytałam, idąc wydeptana ścieżka.
- Zaraz zobaczysz. Trochę cierpliwości, Victorio. - powiedział z szerokim uśmiechem, ale w jego głosie było słyszalne napięcie, a jego ramiona zdradzały, że stresował się.  Ale czym?
- Ja wiem. Gdzieś tu masz ukrytą łopatę i chcesz mnie, zabić i zakopać. - powiedziałam chcąc go rozluźnić, co najwidoczniej mi się udało, bo mulat zaczął się śmiać.
- Kurde. Przejrzałaś mnie. - uśmiechnął się pokazując rządek swoich białych zębów. Zayn wciąż ciągnął mnie przed siebie, a z każdym pokonywanym przez nas krokiem robiło się coraz cięmniej. - Nie, nie zgubiliśmy się kochanie. - odpowiedział na pytanie,  które w tym samym momencie pojawiło się w mojej głowie. Mimo jego pownosci w głosie, mocniej ścisnęłam jego dłoń i przywarłam do jego boku, co Zayn zauważył i bardzo cicho się zaśmiał. - Teraz zamknij oczy. - powiedział,  a ja niepewnie na niego spojrzałam, przystając. - Ufasz mi, prawda?
- Tak. - odpowiedziałam bez wahania.
- Więc zamknij oczy. - szepnął, a ja uczynilam co chciał , na co Zayn wznowił nasz "spacer". Po paru minutach marszu, mulat zatrzymał się, a ja wraz z nim. - Teraz cię puszczę, ale nie otwieraj oczu. Zrobisz to, dopiero gdy ci powiem, dobrze? - zapytał, na co pokiwałam głową. Poczułam jeszcze jak składa na moim policzku pocałunek, później jego ręka puściła moją i już nie czułam jego obecności. Słyszałam jego oddalające się kroki. Gdzie on idzie? Nagle usłyszałam głos, ale nie Malika.
- Już. Możesz otworzyć oczy. - usłyszałam damski głos. Amy? Co ona tu robi? Otworzyłam oczy, ale nikogo nie widziałam. Przed moimi oczami ukazała się drewniana altanka, która oświetlona była milionem świeczek. Ścieżkę do altany tworzyły płatki czerwonych róż. - Chodź, tu jesteśmy. - usłyszałam ponownie głos Amy, który dobiegał z altany. Zrobiłam tak jak mi kazała. Weszłam do altany i aż mnie zatkało. Miejsce było piękne, wszędzie było pełno czerwonych róż, których wcześniej nie widziałam. Blask świec tworzył przyjemny nastrój. W altanie byłam sama. Na środku altany stał projektor, a ja jego ekranie wyświetlała się podobizna Amandy i Niallera. - Dobra to zaczynamy. Muszę przyznać, że się trochę denerwuję tym wystąpieniem przed kamerą. - powiedziała, a kiedy Niall to usłyszał zaczął się śmiać, zakrywając usta ręką, na co został uderzony przez Amy w ramię.
- Ej! - krzyknął oburzony blondyn i zaczął łaskotać dziewczynę. W tym momencie pojawiło się czarne tło, a na nim napis. "To może do nich wrócimy później..." Zaczęłam się śmiać, czekając na dalszą część filmu. Tym razem na ekranie pojawiła się Wal wraz z Harrym. Obydwoje trzymali swoje pociechy na rękach. Byli w swoim pokoju.
- Victorio, jesteś chodzącym aniołem, bardzo mi pomogłaś, choć prawie się nie znałyśmy. Masz po prostu złote serce co naprawdę jest rzadkością. Nie poradziłabym sobie bez Ciebie i mogę z ręką na sercu powiedzieć, że zawdzięczam Tobie niemalże wszystko, siostro. - dziewczyna uśmiechnęła się szczerze do kamery.
- Gdyby nie ty nie byłoby nas tutaj, siedzących obok siebie. - popatrzył na młoda mamę z widoczną i ogromną miłością. Nagle jedno z bliźniąt zaczęło płakać, w wyniku czego zaraz po nim drugie. Obydwoje zaczęli je uspokajać i kołysać. Na ekranie znowu pojawił się napis. "Może chodźmy dalej...", na co się zaśmiałam. Następnie na ekranie pojawiła się Eleanor wraz z synkiem.
- Włączyłeś to wreszcie? - zapytała, a jej twarz wyrażała znudzenie. - Jak można nie umieć włączyć kamery? Próbujesz to zrobić od jakiś 10 minut. Potrzebujesz tej pomocy czy nie? - zapytała z irytacją. Obraz cały czas był zamazany, a ja nie mogłam niczego zobaczyć. - Dość tego, daj mi to, ja to włączę. - powiedziała.
- Już! Włączyłem! - momentalnie usłyszałam krzyk Louisa, a kamera przestała się ruszać. Mężczyzna usiadł na kanapie obok swojej żony. - Zayn zadał nam ciężkie pytanie. Za co ciebie kochamy, Victorio? Musisz mi uwierzyć na słowo, że chciałem powiedzieć coś pięknego niczym dramaty Williama Shakespeare'a, bądź najpiękniejsze piosenki o miłości, ale powiem jedynie coś banalnego. Powiem coś takiego co ukaże w pełni za co. Kochamy cię za to, że jesteś.
- Jest zbyt wiele rzeczy, aby je teraz wszystkie tu wymieniać, tutaj muszę przyznać rację Louisowi. Jesteś niewyobrażalnie dobra osobą, która zawsze pomoże i da dobra radę, jednocześnie nie oceniając i dotrzymując wszystko w tajemnicy. - dopowiedziała dziewczyna.
- Nawet nie zdajesz sobie sprawy, jaki pozytywny wpływ wywierasz na ludzi dookoła, na nas, a w szczególności na Zayna. Zmieniłaś go Victorio, zdecydowanie ma lepsze. Jeśli mam być szczery nie sądziłem, że kiedykolwiek to się stanie. - zaśmiał się Lou.
- Przeszliście razem długą i ciężką drogę. Jesteście wzorem do naśladowania i tylko ślepy mógłby nie zauważać tego, jak bardzo się kochacie. - odparła dziewczyna, a mi zrobiło się ciepło na sercu, oczy zrobiły się szkliste, przez co obraz mi się troszkę zamazał. Pomrugałam kilka razy oczami, tak by przywrócić sobie ostrość widzenia. W tym samym czasie na filmie zmieniły się osoby i pojawiła się Danielle wraz z Liamem.
- Na samym początku chciałbym Ci podziękować Vic, bo choć jesteś równie szalona jak my wszyscy, to pomagasz mi ogarniać tą bandę idiotów, co wcale nie jest takie łatwe na jakie się wydaje. - zaśmiałam się z słów, jak i jego poważnej miny. - Bardzo się cieszę, że znalazłaś szczęście w osobie naszego brata. - powiedział i przerwała mu Danielle.
- Bo zasługujesz na wszystko co najlepsze. Jesteś jedną z najwspanialszych osób które poznałam w swoim życiu. - odparła.
- Rozmawiałem kiedyś z Zaynem, był załamany, bo był przekonany, że cię stracił. Chciałem mu wtedy powiedzieć, że znajdzie sobie inną, lepszą, że tego kwiatu jest pół światu, ale nie mogłem. Skłamałbym, ponieważ jesteś jedyną w swoim rodzaju i nikt nie byłby w stanie cię zastąpić. Jesteś po prostu idealna. Idealna dla Malika. - gdy zrozumiałam znaczenie tych słów, nie wytrzymałam, pozwoliłam łzą spływać po mojej twarzy.
- Ej, bo będę zazdrosna. - jęknęła Danielle, żartobliwie szturchając jego ramię. Parsknęłam śmiechem, a Payne nachylił się do swojej narzeczonej i wyszeptał jej coś na ucho. W tamtym momencie ekran znów zrobił się czarny, a po chwili pojawiła się na nim dwójka blondynów, którzy mieli rozczochrane włosy i wypieki na policzkach.
- Kochamy cię, Vicky! - wykrzyknęli razem. Po nich ponownie ukazał się Harry i Waliyha, którzy uspokoili i uśpili swoje maleństwa.
- Kochamy cię. - wyszeptali. Tak samo było z resztą, wszyscy zapewniali o swojej miłości. To było bardzo piękne i wzruszające. Nagle ekran stał się czarny na dłuższą chwilę, wiec pomyślałam, że to koniec, ale na nim pojawił się Zayn.
 - Wiem, że pewnie jesteś zdezorientowana i nie wiesz co się dzieje, czemu się kompletnie nie dziwie, jednakże chciałbym powiedzieć parę słów, tylko sam nie wiem o czego mam zacząć. - przyznał, drapiąc się po karku w swój charakterystyczny sposób. - Nasza droga nie była wcale prosta, tylko pełna zakrętów oraz różnych wzniesień, upadków czy też przeszkód. Jednak wiem, że cię kocham, a moja miłość do ciebie z dnia na dzień jest coraz większa. Jesteś dla mnie inspiracją, jesteś krwią, która płynie w moich żyłach, jesteś pomocą w złych chwilach, czy lekiem na ból. Tak naprawdę jesteś dla mnie niemalże wszystkim, czego tylko potrzebowałem i będę potrzebował w swoim życiu. Brakuje mi tylko jednej rzeczy. - po tych słowach ekran zrobił się czarny, a ja stałam w osłupieniu patrząc się wciąż w to samo miejsce, nie mogąc się ruszyć.

>> muzyka <<

Z głośników zaczęła płynąć wolna melodia grana na fortepianie. Moje serce zaczęło bić szybciej, niż wcześniej. Wciąż rozglądałam się wkoło, aby znaleźć sprawcę tego całego zamieszania, jednakże na próżno. Rozkoszowałam się subtelnymi dźwiękami, kiedy nagle do pianina dołączył śpiew.

"In the clouds, where the angels sing..."


W mgnieniu oka rozpoznałam delikatny głos Zayna. Dreszcze przeszyły moje ciało na wylot, pozostawiając po sobie przyjemne uczucie. Wzięłam niepewny wdech, starając się uspokoić rozszalałe serce oraz łzy napływające do moich oczu. Na ekranie zaczęły pojawiać się nasze wspólne zdjęcia, których część była robiona z ukrycia. Zayn niemalże na każdym z nich nie patrzył się w obiektyw; jego wzrok utkwiony był w mojej osobie, a piękny uśmiech błąkał się na jego ustach. Wyglądał, jakby obserwował i analizował dzieło sztuki w muzeum. Jego oczy świeciły się niewyobrażalnym blaskiem, który rozświetlał moje serce. Nie wiem jak mogę podziękować Bogu za to, że go poznałam, bo to właśnie on sprawił, że po długim czasie znowu rozumiałam czym jest miłość i zaczęłam doceniać życie. Nastała chwila ciszy, w czasie której ekran niespodziewanie opadł na podłogę.

"In the clouds where the angels sing
It's her smile, yeah it's all I see
In her eyes, where I wanna be..."

Zayn ubrany w czarny smoking, trzymając mikrofon przy swoich ustach w mgnieniu oka się do mnie zbliżył. Widząc mój poszerzający się uśmiech ułożył dłoń na moim policzku i delikatnie po nim przejechał. Nie wiem, w którym momencie pojedyncza łza wydobyła się z mojego oka, chcąc pozostawić ślad na mojej skórze, jednak Zayn ją szybko starł. Było ciężko mi skupić się na tekście jego piosenki, gdy on kreślił kółka i różne wzory na moim ramieniu. Jego oczy skanowały każdy możliwy cal mojej twarzy, jakby chciał w ten sposób się dowiedzieć co teraz czuję, bądź myślę.

"I need somebody to love
Love me blue
Love me blue
Love me blue
Love me blue."

Ostatnie wersy piosenki wyśpiewał mi prosto w usta, opuszczając rękę z mikrofonem wzdłuż swojego ciała. Jego oddech owiewał moją twarz, a nasze wargi dzieliły zaledwie milimetry. Myślałam, że przybliży się do mnie i złączy je w pocałunku, jednak on się odsunął ze stresem wymalowanym na twarzy.
- Victorio, wiem, że nie znamy się zbyt długo, bo jedynie półtora roku i nasza droga była usłana różnymi przeszkodami, jednakże dzięki tobie zmieniłem się na lepsze. Zacząłem cieszyć się z drobnych rzeczy, a przede wszystkim zauważać je. Musisz mi uwierzyć, że przez ten okres czułem się szczęśliwszy jak nigdy dotąd. Kocham cię, a to uczucie do ciebie jest twarde niczym diament. I chciałbym, żeby ten diament był tego dowodem. - nerwowo się zaśmiał i zaczął szukać czegoś w kieszeni swojej marynarki. Chwilę później w jego dłoni znajdowało się czerwone pudełeczko. Zamarłam. On uklęknął na jedno kolano i spojrzał na mnie, spod gęstych rzęs. Moje serce osiągnęło prędkość światła. Otworzył pudełko, a w jego środku znajdował się pierścionek z ogromnym szafirem otoczonym małymi diamentami, który wyglądał niemalże jak naszyjnik, który miałam na szyi. Nie zamierzał przecież mi się oświadczyć. Nie było mowy, by... - Jestem w tobie zakochany i jednocześnie przerażony, że cię mogę stracić, dlatego nie chcę ryzykować ani chwili dłużej. Brakuje mi tylko jednej rzeczy, jak wcześniej usłyszałaś - mojego nazwiska przy twoim imieniu. Czy podarujesz mi najpiękniejszy prezent na urodziny i wyjdziesz za mnie, aniele? - zapytał, a ja uświadomiłam sobie, że moje kolana zbudowane są z waty. Miałam mętlik w głowie, ale byłam pewna jednego - kochałam go, kocham i będę kochać do końca swojego życia. To nigdy się nie zmieni. Pochyliłam się nad nim i żarliwe pocałowałam jego usta. - Czy to oznacza "tak"? - chciał się upewnić, kiedy się od siebie odsunęliśmy.
- Oczywiście, że tak! - odpowiedziałam, a Zayn w mgnieniu oka wsunął pierścionek na serdeczny palec, a następnie porwał mnie w objęcia. To wszystko było dla mnie niemożliwe i fikcyjne. Nie wiem ile czasu minęło, ale gdy moje ciało zaczęło drżeć, chwycił moją dłoń i zaczął prowadzić do drewnianego domku. W środku panował lekki półmrok, który wzmocnił magiczny już nastrój między mną a Zaynem. Wciąż nie mogłam uwierzyć w to co się wydarzyło. Chłopak zamknął za nami drzwi wejściowe, a ja poczułam ciepło palącego się kominka, znajdującego się po prawej stronie malutkiego salonu. Pozbyłam się szarego płaszczyka, pozostając w samej sukience. Nagle jego ramiona od tyłu szczelnie mnie objęły, a głowę ułożył na moim ramieniu, po czym jeszcze bardziej się we mnie wtulił, dzięki czemu poczułam przyjemne ciepło rozlewające się po moim ciele. W jego dłoniach na wysokości mojej tali spoczywało niebieskie pudełko owinięte piękną białą kokardą w czarne kropki.
- To jest dla ciebie. Chciałbym, żebyś to zatrzymała, bo w pewnym sensie należy do ciebie. - wyszeptał mi do ucha, a ja odebrałam od niego prezent i niechętnie wyswobodziłam się z jego uścisku, by odłożyć paczkę na stolik. Kiedy odwróciłam się do niego na jego ustach pojawił się uwielbiony przeze mnie uśmiech; język pojawił mu się między zębami, a lśniące oczy wpatrzone były we mnie. Tylko we mnie. Jego ciemne włosy koloru obsydianu w słabym świetle połyskiwały granatem, a ja nie mogłam się powstrzymać, więc powoli zatopiłam w nich swoje palce i delikatnie za nie pociągnęłam, czym odpowiedział mi jego cichy jęk, aż poczułam przyjemny uścisk w żołądku. W moim sercu pomału zacząć się tlić płomień, czekając, aż wydarzenia sprawią, że ognień pochłonie całe moje ciało. Przygryzłam dolną wargę, a on łapczywie przeniósł dłonie na moje biodra i pewnym ruchem przyciągnął mnie do siebie. Zassałam gwałtownie powietrze, kiedy zetknęłam się z jego klatką piersiową. Popatrzył mi prosto w oczy, a jego tęczówki były mozaiką każdego odcienia złota, jaki można było sobie wyobrazić. Wszystko wewnątrz mnie buzowało. Oboje pożeraliśmy siebie wzrokiem. Nie były nam potrzebne żadne słowa. Oboje pragnęliśmy tylko jednego. Siebie. Nasze usta zwarły się w namiętnym i pełnym pożądania pocałunku, jakbyśmy od lat umierali z pragnienia i w ustach drugiego spodziewali się znaleźć życiodajną wodę. Każdy mięsień w moim ciele się napiął. Przesunął ręką po moim ramieniu, poprzez talię, aż do nogi, po czym założył sobie moje uda na biodra. Oparłam dłonie na jego szerokich ramionach, czując napięte mięśnie, a on na oślep zaczął iść przed siebie, ani razu nie zdejmując swoich warg z moich. Starałam się uspokoić łomotanie mojego serca, kiedy na swoich plecach poczułam twardą powierzchnie, a Zayn szukał klamki do drzwi, które po chwili ustąpiły. Zaczęłam machać po omacku ręką w powietrzu, aż znalazłam ich krawędź i z trzaskiem zamknęłam je za nami. Zayn postawił mnie na ziemi, po czym przywarł do mnie całym swoim ciałem, a jego wargi zaczęły badać skórę mojej szyi. Odchyliłam głowę, dając mu lepszy dostęp. Ręką odgarnął moje włosy, a następnie przeniósł ją na moje biodro mocniej dociskając je do drewnianej powierzchni. Jedyne co słyszałam to nasze jęki przyjemności i przyspieszone bicia naszych serc. Wszystko inne dla mnie zniknęło i byłam przekonana, że dla niego też. Nic inne nie miało znaczenia. Byliśmy tylko ja i on. My.
- Nie zasługuje na ciebie. - powiedział nagle, całując mnie za uchem, a potem lekko skubnął go zębami. Próbowałam uspokoić swój oddech, jednak na próżno. Z każdą mijającą sekundą stawał się coraz bardziej szybszy. Traciłam kontrolę. W pomieszczeniu było gorąco niczym jak w piekle, a ja czułam się jak w niebie, unosząc się między chmurami. Nie chciałam, żeby przestawał, wręcz przeciwnie, oddałabym wszystko żeby to trwało wiecznie. - Nie zasługuję na ciebie Aniele, jednak nigdy nie byłbym w stanie pozwolić ci odejść, abyś mogła być z kimś innym. Może to jest cholernie samolubne, ale jesteś moim uzależnieniem. Wolałbym umrzeć, niż żyć chodź minutę bez ciebie na tym świecie. - jego słowa niczym echo odbijały się w mojej słowie. Straciłam zdolność racjonalnego myślenia. Straciłam słowa, straciłam zdolność komunikowania się. Chciałam, jednak nie byłam w stanie mu odpowiedzieć. Pragnęłam go jak nigdy dotąd. Czułam, że to ten moment. Czułam, że jestem gotowa. Wyciągnęłam dłonie przed siebie i sprawnym ruchem zdjęłam z niego białą koszulę, która mi przeszkadzała. Słyszałam bicie jego serca. Wyraźne i rytmiczne. Zupełnie jak moje. Jakby się zsynchronizowały i pragnęły by połączyć się w jedność. Przejechałam dłońmi po jego klatce piersiowej i brzuchu, czując wyraźne wybrzuszenia, czym były jego mięśnie. Dotknęłam każdy tatuaż. Zayn obrócił moje ciało tak, że plecami przywarłam do jego nagiego torsu. Moja głowa opadła na jego pierś. Dłonią odnalazł zamek sukienki, który powoli pociągnął w dół, badając palcami odkrywające się skrawki mojego ciała. Przez swój dotyk pozostawił na mojej skórze rosnące napięcie, którego pragnęłam więcej i więcej. Czułam, że moje serce za chwilę eksploduje. Zaczął całować i delikatnie skubać skórę na karku, a następnie przeniósł się na moje ramię. Opuściłam ręce wzdłuż tułowia, przez co materiał sukienki bezwładnie opadł na ziemię. Usłyszałam, jak Zayn wstrzymał oddech, kiedy nasze nagie skóry się dotknęły, a elektryczność przebiegła między nimi. Odwróciłam się do niego przodem, czując jego wzrok na każdym odkrytym milimetrze mojego ciała. Warknął i poprowadził mnie w kierunku materaca, na który mnie pchnął. Moje włosy rozsypały się dookoła głowy niczym aureola. - Jesteś taka piękna, Aniele. - powiedział, zwisając nade mną, uprzednio pozbywając się spodni. Śledził wzrokiem delikatny rumieniec, wędrujący w dół mojej szyi. Przybliżył swoją twarz do mojej, a nasze usta dzieliły dosłownie milimetry. - Jesteś naprawdę piękna, kiedy się rumienisz. - wyszeptał, po czym zaczął składać drobne pocałunki na mojej twarzy. Czoło. Powieki. Nos. Jeden policzek. I drugi. Zszedł niżej. Moją szyję obsypał milionami pieszczot, przez co stłumiony jęk wydobył się przez moje zaciśnięte wargi. - Muszę cię słyszeć. Nie tłum tego w sobie. - zażądał, mocniej przyciskając usta w zagłębieniu nad moim obojczykiem, a ja głośniej jęknęłam jego imię. Palcami przejechał po naszyjniku, który zdobił moją szyję, po czym chwycił moje przedramiona. Zaczął całować wszystkie blizny, które częściowo były skryte za tatuażami. Czułam się przez niego adorowana. - Jesteś kurewsko idealna. - wymruczał, a ja poczułam jak jedna pojedyncza łza szczęścia spłynęła po moim policzku. - Chciałbym odebrać wszystkie twoje złe wspomnienia, aby żyło ci się lepiej. Zrobiłbym dla ciebie wszystko, jednak to i tak by było za mało. Przepraszam, że musiałaś przez to przechodzić. Przepraszam, że nie było mnie zawsze przy tobie, kiedy tego potrzebowałaś, ale obiecuję, że teraz będę do końca. Do samego końca. - zapewnił, a ja zadrżałam, czując rozkoszne ukłucie zarostu, kiedy powoli sunął szlakiem pocałunków od pępka w dół mojego brzucha. Wczepiłam mu palce we włosy i pociągnęłam, zmuszając do tego, aby na mnie spojrzał. Obejmując ręką jego kark, delikatnie przyciągnęłam go do siebie. W chwili gdy między nami nie było niczego, nie było czekania. Nie było niczego innego niż przyjemność. I miłość, którą można było wyczuć w powietrzu. Byłam pijana od jego smaku, jego dotyku. Jego dłonie poznały każdy milimetr mojego nagiego ciała, a usta sunęły się po ich szlaku. Jego palące pocałunki, wysyłały mnie na krawędź urwiska. Nie miał mnie dość, a ja pragnęłam go więcej. Kolory wybuchały w mojej głowie. Złoty, niebieski i różowy powoli przeobrażający się w czerwony. - میں آپ سے محبت. آج. اس رات. کل. ہمیشہ. آپ کسی بھی چیز سے زیادہ ہو کیونکہ کوئی آپ نہیں ہے،. تم میرے مستقبل ہو. * - zaczął mówić w języku, którego nie znam. Jego głos był dla mnie pokojem w moim sercu, pieśnią, którą pragnęłam słuchać już na zawsze. Scałowałam swoje imię z jego ust, kiedy on robił to z moich. Byłam na granicy, a przede mną pojawiła się światłość. Echo naszej rozkoszy rozprzestrzenił się po pokoju, porywając nas w zupełnie inny wymiar, którego do tej pory nie znałam. Przez dłuższą chwilę nie mogłam się uspokoić. Zayn wylądował obok mnie i przysunął mnie do siebie, oplatając szczelnym uściskiem, jakby bał się, że zniknę, a to wszystko wydało się tylko iluzją.
- To było idealne. - szepnęłam ostatkami sił, czując jak powieki mimowolnie opadają na moje policzki. Nie było idealniejszego, piękniejszego momentu od tego. Zapragnęłam wieczności wypełnionej takimi chwilami i chciałabym wiedzieć, jak je uchwycić i zachować w bezpiecznym miejscu, a następnie odwiedzać je z powrotem już na zawsze.

* tłum. z języka urdu: "Kocham cię. Dzisiaj. Tej nocy. Jutro. Zawsze. Nie istnieje bez ciebie, bo jesteś czymś więcej niż wszystko. Jesteś moją przyszłością."