poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział 81

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ♥
+ BARDZO ważna notatka pod rozdziałem. Przeczytajcie - PROSIMY! ;3
Miłego czytania! ;*

*** Oczami Victorii ***
( Dzień urodzin Harry'ego )

- Kochanie, czy jesteś już gotowa do wyjścia? - usłyszałam głęboki głos Harry'ego z charakterystyczną dla niego chrypką, tuż nad swoim prawych uchem. Jego gorące, lekko spierzchnięte usta przypadkowo dotknęły mojej małżowiny usznej. W tym samym momencie wypuściłam powietrze z płuc, które bardzo długo w nich trzymałam. Moje mięśnie się napięły. Stał dokładnie za mną. Czułam jego gorący oddech na swym odkrytym karku. W ciągu sekundy ciarki przeszły wzdłuż mojego kręgosłupa, przez co momentalnie się wyprostowałam. Obróciłam się o sto osiemdziesiąt stopni, w wyniku czego wpadłam na jego umięśnioną klatkę piersiową. Swoje dłonie kurczowo zacisnęłam na koszuli, która okrywała jego tors, aby przypadkiem nie stracić równowagi. Mimo, iż była ona biała, idealnie dopasowana, mogłam ujrzeć jego malunki, wykonane z czarnego, trwałego tuszu. Swoje kasztanowe włosy miał zaczesane do góry, co według mnie dodawało mu lat. Szmaragdowe oczy, otoczone gęstymi rzęsami, przepełnione były troską. Subtelnie spuściłam swój wzrok. Nie chciałam, aby czegoś wyczuł. Aby wyczuł, że tam nie chcę iść. Palcami uniósł mój podbródek, więc byłam zmuszona spojrzeć mu prosto w twarz. Jego dłoń powędrowała do mojego policzka, lekko go gładząc, co wbrew pozorom dało mi nie małe ukojenie, gdyż jego skóra była niemiłosiernie zimna. - Victoria? Co się stało? Widzę, że coś jest nie tak. Jesteś strasznie spięta. Victoria, dzisiaj są moje urodziny. Uśmiechnij się. Proszę. Nie lubię, kiedy się smucisz. Ja tego wręcz nienawidzę. Zrób to dla mnie. Podaruj mi taki wyjątkowy prezent urodzinowy. Nic więcej na prawdę nie chcę. Marzę tylko o tym, aby uśmiech zawitał na twojej twarzy, słoneczko. - powiedział, a zapach jego intensywnych perfum gwałtownie uderzył w moje nozdrza. Mimowolnie kąciki moich ust powędrowały ku górze.
- Daj spokój, Harry. To wszystko nie trzyma się kupy. Czemu ty mnie zabierasz na kolację, kiedy dzisiaj jest twoje święto? Twoje, a nie moje. - oznajmiłam, wyrzucając ręce w powietrze, w akcie desperacji. Z jego malinowych i pełnych ust wydobył się cichy chichot, na co przewróciłam oczami. Czy on się ze mnie śmieje? Ja tutaj mówię całkiem poważnie, a on sobie ze mnie żarty robi. Przecież to są jego dziewiętnaste urodziny, do jasnej cholery! Oni zorganizowali mi imprezę, jak dla jakiejś księżniczki, a on zaprasza mnie na kolację. - Jeszcze ten przeklęty Paul... - dodałam po chwili. Harry momentalnie się spiął. Czarna marynarka, którą miał na sobie, w ciągu ułamka sekundy wydała się na zdecydowanie za małą. Zapadła dłuższa chwila ciszy. Żadne z nas się nie odezwało. Pokój wypełniały tylko nasze nierównomierne oddechy. W uszach dudniło mi przyspieszone bicie mojego serca.
- Dlaczego, Victoria? Dlaczego się na to zgodziłaś? - zapytał, nieobecnym głosem, na co zamarłam. Doznałam wrażenia, jakby moje serce dosłownie stanęło, jakby zaprzestało swoim biciom. Ogromna gula powstała w moim gardle. Całe ciało zostało sparaliżowane. - Dlaczego się zgodziłaś na to wszystko, skoro przy tym tak bardzo cierpisz? Dlaczego tak bardzo się dla nas poświęciłaś? Dlaczego cały czas to robisz? Myślisz, że nie widzę jak ci jest ciężko? Jak ciężko jest ci okłamywać przyjaciół, a właściwie rodzinę, którą się oni wszyscy stali? Jak za każdym razem serce ci gwałtownie przyspiesza, gdy kłamstwo opuszcza twoje usta? Jak starasz się unikać wszelkich odpowiedzi na nasz temat? Ja to wszystko widzę. Więc mi to wyjaśnij. Dlaczego? Dlaczego to zrobiłaś? - dopowiedział, wypalając przy tym we mnie ogromną dziurę. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, to dawno bym leżała na podłodze. Cofnęłam się o jeden krok, po czym odwróciłam wzrok. Chciałam uciec. Zniknąć najszybciej jak tylko to możliwe. To byłoby chyba najlepsze rozwiązanie z możliwych. Po prostu odejść. Co tak go nagle naszło? Dlaczego właśnie teraz chce się dowiedzieć czym się kierowałam, gdy zgodziłam się to co zaproponował Paul. Ma jakieś podejrzenia? Przymknęłam powieki, a jedna łza spłynęła po moim prawym policzku. Gwałtownie się obróciłam.
- Czy to ma jakieś znaczenie, Harry? Co wtedy? Czy to, że dowiesz się prawdy zmieni to w jakiej sytuacji oboje się znaleźliśmy? Czy to jakoś zmieni, że Paul po prostu odpuści i da nam spokój, bądź choć trochę przystopuje? - zapytałam drżącym głosem, po czym przygryzłam dolną wargę. Po chwili poczułam w swoich ustach metaliczny smak. - Nie wydaję mi się. To nic nie zmieni, Harry. Zupełnie nic. Więc po prostu odpuść. To i tak nie jest nic wielkiego. - dodałam, zaciskając swoje dłonie w pięści. Harry pomału do mnie podszedł, a następnie umieścił swoje dłonie na mojej tali, lekko na nią naciskając. Westchnął. Jego miętowy oddech owiał moją twarz. Swoimi palcami zaczął kreślić różne wzroki na moim ciele.
- Dla mnie ma znaczenie, Victoria. I to ogromne. Nie chcę byś robiła coś wbrew swojej woli. Nie chce, by ważna osoba w moim życiu to robiła. Coś co sprawia, że pomału niszczysz samą siebie od środka, co nie powinno się nigdy zdarzyć. Nie zasługujesz na to. Zasługujesz na coś lepszego. Powinnaś być w pełni szczęśliwa. Powinnaś być wreszcie po tylu latach co cię złego spotkało. To ten czas. Właśnie teraz. I tak to wszystko się zbyt długo przeciągało. Ktoś tam na ciebie czeka, Victoria. Myśli, że jesteś zajęta. Ktoś o ciebie walczy, bo mu na tobie, kurewsko, zależy. Stałaś się częścią jego życia, nie zdając sobie z tego sprawy. Stałaś się częścią jego umysłu, myśli, marzeń i słów. Wypruwa swoje żyły, żebyś zwróciła na niego uwagę. Aby twoje śliczne, niebieskie oczy zauważyły jego chociaż najmniejsze czyny. Popełnił wiele błędów. To prawda. Nic go nie usprawiedliwia. Ja go nie tłumaczę. Mógł się inaczej zachować. Lepiej. Jednak nie powinniśmy żyć chwilą? Zostawić przeszłość w tyle i żyć teraźniejszością i przyszłością? Serce rozpada mi się na miliony kawałków, kiedy widzę was oboje oddzielnie. Jak ukradkiem wysyłacie sobie spojrzenia. Jak siebie nawzajem ranicie. Więc po prostu mi to wytłumacz i zakończymy to. Raz na zawsze. Obiecuję. Skończymy to. - powiedział, zachęcającym tonem. Jego głos niemiłosiernie drżał. - Chcę, żebyś była wreszcie naprawdę szczęśliwa. Porozmawiam z Paul'em. Powiem, że już nie chcę tego więcej ciągnąć. Szczerze pragnę tylko jednej rzeczy - twojego szczęścia. A wiem, że z Zayn'em będziesz. Widzę to. Ja to po prostu wiem. - dodał, a jego palce przejechały po mojej dolnej wardze, pozbywając się tym samym krwi, która się na niej znajdowała. Teraźniejszość i przyszłość dla mnie niesie tylko ból i rozczarowanie. Niczego więcej nie oczekuje, bo to nawet nie ma najmniejszego sensu. Jeśli to zrobię to odczuję tylko kolejny, niepotrzebny mi zawód. Wiem, że nic dobrego mi się nie przydarzy. Kiedyś miałam nadzieję. To prawda. Miałam przeogromną nadzieję przez ponad szesnaście lat, że coś się zmieni. Że to wszystko zmieni się na lepsze. Że będzie lepiej. Chociaż troszeczkę. Malutka iskierka zawsze płonęła gdzieś w głębi mojego serca i dawała w pewien sposób chęć do tego nędznego życia, które mnie spotkało. Dawała jakoś siłę, aby przetrwać. Jednak wygasła ona wraz z śmiercią mojej mamy. Ona po prostu gwałtownie zniknęła z mojego życia. Wypaliła się. To był zbyt duży cios. Jej śmierć. To mnie zniszczyło. To mnie cały czas niszczy. Była dla mnie wszystkim dobrym co miałam. Nie wiem, czy jest gdzieś limit cierpień przypadający na jednego człowieka. Podobno dostajemy ich tyle ile jesteśmy w stanie udźwignąć. Tylko, że ja nie wiem ile jestem w stanie wytrzymać. Nie wiem, czy kiedyś po prostu nie nie poddam. Poddam się, ale na zawsze. Na wieczność. Może właśnie TAM będę szczęśliwa. Może TAM mam zmierzać. Do mojej mamy. "A wiem, że z Zayn'em będziesz. Widzę to. Ja to po prostu wiem." Problem w tym, że nawet nie mam jak. Jesteśmy przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi. Nie wiem skąd Harry wymyślił jakieś historie ze staraniem się i wypruwaniem sobie żył. Jakimiś spojrzeniami Zayn'a rzucanymi w moją stronę. To nie ma najmniejszego sensu. Znowu stara się mnie wmówić, że niby Zayn coś do mnie czuje. To jest wszystko śmieszne. On myśli o Perrie, nie o mnie. On czuje coś do niej, nie do mnie. To z jej twarzą przed oczami zasypia, nie z moją. To z nią wiąże swoje plany na przyszłość oraz marzenia, nie ze mną. Czy Harry i Niall nie mogą tego wreszcie zrozumieć, raz na zawsze? Jest różnica między miłością, a przyjaźnią. Ja się z nim tylko przyjaźnie, a to czego prawdopodobnie bym chciała, aby pomiędzy nami było nie ma najmniejszego znaczenia. Mamy żyć teraźniejszością i przyszłością, tak? Teraźniejszość i przyszłość wskazuje na to, że z Zayn'em będziemy przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi. Ja tego nie zmienię. Nie będę się pchała ze swoimi brudnymi buciorami do jego życia. Przybliżyłam się do chłopaka, po czym moje wargi dotknęły jego zaróżowionego policzka.
- Lepiej już chodźmy, Hazz.

***

- "Harry jak będziesz świętował swoje dziewiętnaste urodziny? W domu, czy może wybierzesz się do klubu?", "Czy to prawda, że Niall Horan ma dziewczynę? Jak się nazywa?", "Harry! Panujesz swoją przyszłość z Victorią u boku?", "Czy naprawdę chcesz opuścić zespół, aby zacząć karierę solową? Zostawisz swoich przyjaciół?" - pytania dziennikarzy dosłownie dudniły mi w głowie, chociaż nie wyszłam jeszcze z tego przeklętego samochodu. Dobrze, rozumiem. Mają taką pracę. Płacą im za to, dzięki czemu moją wyżywić swoją rodzinę i siebie samych. Ale żeby być, aż tak natarczywym? Po chwili drzwi pasażera się otworzyły, a w nich ukazał się Harry. Wyciągnął w moją stronę otwartą dłoń, którą od razu chwyciłam, po czym z jego pomocą wyszłam z auta. Chłopak zamknął na klucz Audi, a następnie się do mnie przybliżył.
- Trzymaj się blisko mnie. Nie chcę, żeby stała ci się krzywda, a oni są dosłownie nieobliczalni. - szepnął wprost do mojego ucha, na co lekko kiwnęłam głową, na znak, że zrozumiałam jego słowa. Na szczęście zrobił to na tyle głośno, że usłyszałam. Swoją dłoń umieścił na dolnej części moich pleców, po czym oboje zaczęliśmy przeciskać się przez tłum dziennikarzy. Nie zdawałam sobie sprawy, że było ich tak dużo. Jak chłopaki mogą to wytrzymywać? Oni każdego dnia mają jeszcze gorzej. Ścierpiałabym to jakoś, ale zaczęli pytać mnie.
- "Jak poznałaś Harry'ego?", "Jesteście szczęśliwi będąc w związku? Czy macie plany na zaręczyny?", "To prawda, że nie masz rodziców? Czy jesteś z domu dziecka?" - usłyszałam ich pytania. Moje nogi momentalnie odmówiły posłuszeństwa. Harry jakby to wyczuł, bo objął mnie mocniej w talii i oplótł mnie swymi ramionami, jakby chciał mnie chronić przed wszystkimi niebezpieczeństwami całego świata. Jednak to jest chyba niemożliwe. Czym prędzej weszliśmy do restauracji. Byłam szczerze zaskoczona tym pytaniem. Mój znacznie oddech przyspieszył. Przed oczami zrobiło mi się czarno. Czułam jak tracę grunt pod nogami i pomału odpłynęłam.

"Słyszę głośne kroki za sobą. Odwracam się. Widzę go. To jest mój ojciec. Jest ubrany cały na czarno. Wygląda jak wcielenie najgorszego zła. Jak wcielenie demona. Jakby był moim własnym demonem, który nie chce mnie zostawić w spokoju. Wcielenie istnego szatana. Czy ja mam też własnego anioła stróża? Osobę, która nade mną czuwa i chce mi pomóc? Która mnie chroni przez złem? Czy ktoś taki istnieje? Mężczyzna zaczyna się głośno śmiać. Ten okropny dźwięk, przypominający mi najgorsze chwile całego życia, wypełnia cały pokój, w wyniku czego przez całe moje ciało przechodzą nieprzyjemne dreszcze. Echo odbija się między ścianami. A może to w mojej głowie? Chcę się cofnąć, jakoś ruszyć, jednak nie mogę. Jakby moje mięśnie zastygły w miejscu. Jakby ktoś miał nade mną kontrolę.
- Córeczko, wydaję ci się, że będziesz naprawdę szczęśliwa? Że pomimo tego co przeszłaś, jakoś dasz sobie radę? Ty? Proszę cię. Rozśmieszasz mnie. Chociaż marzyć zawsze można. Ty naprawdę myślisz, że kiedyś zapomnisz o swoim dzieciństwie, o okresie dorastania. Czy ty myślisz, że zapomnisz o mnie? Myślisz, że zapomnisz o tych wszystkich nocach? - mówi, po czym do mnie podchodzi. Chcę uciekać, lecz nie mogę. Moje nogi wrosły w podłoże. Czuję jego intensywny zapach. Czuję jego dotyk na mojej skórze, chociaż jeszcze mnie nie dotknął. Jego szorstka dłoń ląduje na moim prawym policzku. Cała drżę. Zielone oczy, niczym te, które posiadają węże są we mnie intensywnie wlepione. To szatan. Na pewno. - Oj Victorio. Zawsze byłaś taka naiwna, głupiutka. Taka delikatna, malutka. Zawsze wierzyłaś we wszystko to co ktoś ci powie. To już na zawsze pozostanie głęboko w twojej głowie. Nie zmienisz tego, córeczko. To wszystko zawsze powróci w najmniej oczekiwanym momencie. Nigdy się już od tego nie uwolnisz. Nigdy od tego nie uciekniesz. Choćbyś chciała, choćbyś się starała, nie dasz sobie rady. Jesteś pod moją kontrolą, nawet o tym nie wiedząc. Jesteś moja, chociaż ja jestem ciałem daleko od ciebie. Jednak twoje myśli nigdy nie znikną. Tak się nie da. Kontroluję cię, chociaż jestem setki kilometrów od ciebie. Wspomnienie wracają. Czy tego chcesz, czy nie. Tylko ja mogę nad tym zapanować. Wydaje ci się, że jesteś panem swojej pamięci? Że możesz nad nią zawładnąć? Jednak jest odwrotnie.  To pamięć jest twoim panem. Ja nim jestem.
- "Nie słuchaj go, kochanie." - słyszę w mojej głowie. To głos mojej... Mojej mamy. To jest ona... Na pewno. - "On stara cię tylko przestraszyć. Stara się sprawić, abyś się załamała i sama zniszczyła, ponieważ on już nie może tego zrobić. Zniknął. Zgnije w więzieniu. Będzie tam do końca swoim nędznych dni. Ty jesteś wolna. Masz wreszcie szansę na normalne życie. Życie, na które zawsze zasługiwałaś. Dasz sobie radę. Ja to wiem. Dałaś wcześniej i teraz dasz także. Nawet nie wiesz jak bardzo za tobą tęsknie. Jak bardzo cię kocham. Jesteś najsilniejszą osobą jaką znam, Victoria. Jesteś wyjątkowa, niepowtarzalna. Musisz o tym pamiętać. Wokół ciebie są niesamowite osoby. Oni ci pomagają. Tylko nie możesz się poddawać. Dasz sobie radę. On już nie wróci. To koniec. Koniec tego przeklętego koszmaru, który cię spotkał. Już na zawsze. On już cię nigdy nie skrzywdzi, córeczko. Jesteś bezpieczna. Nic ci nie grozi. Ja zawsze nad tobą czuwam. Zawsze cię obserwuje. Jestem przy tobie. Nie zapomnij o tym. Nie zapomnij o mnie." - jej słowa echem odbijają się w mojej głowie. Czy ona ma rację? Czy rzeczywiście dam sobie radę? Czy to jest koniec? Czy mogę to wszystko zacząć od nowa?
- Nie. Mylisz się. Obie się mylicie. To jest dopiero początek. Początek prawdziwego piekła, które cię naprawdę czeka. Początek niesamowitego piekła, które dla ciebie przygotowałem, córeczko. Każdego dnia będzie coraz gorzej. Coraz większy ból będzie w twoim sercu. Będziesz się niszczyć. Kawałek po kawałku. Dam ci jedną radę.
Nie wierz we wszystkie słowa, bo często one są kłamstwem."

 - Victoria? Słyszysz mnie? Obudź się, proszę. O mój Boże, Victoria proszę cię. - usłyszałam zmartwiony głos Harry'ego jak przez mgłę. Pomału spróbowałam otworzyć oczy, jednak niemiłosiernie jasne światło sprawiło, że od razu je zamknęłam. Podjęłam drugą próbę, która zakończyła się sukcesem. Przed sobą zauważyłam dwie szmaragdowe tęczówki. W pierwszym odruchu chciałam zacząć krzyczeć, wyrywać się, uciekać. Po prostu zniknąć. I to jak najszybciej. Jednak te oczy różniły się od tych Tom'a. Było w nich pełno troski i zmartwienia. Całe się świeciły przez warstwę łez, która się na nich utworzyła. One były mi przyjazne. Przepełnione miłością, przyjaźnią. Czegoś takiego nigdy nie widziałam u mojego ojca. Jego oczy zawsze były zimne. Nie było widać czegoś innego, niż gniew. - Victoria? Wszystko w porządku? - zapytał, lecz dokładnie nie zrozumiałam o co mu chodzi. Byłam jeszcze w pełni osłupiona. Po chwili ujął moją twarz w swoje duże dłonie. - Victoria, czy wszystko w porządku? - zadawał kolejne pytania, cały czas mnie dokładnie obserwując. - Wody. Dajcie jej szklankę wody. Proszę. - powiedział do kogoś, odwracając się. Dopiero teraz zauważyłam, że za jego plecami stoją chyba wszyscy pracownicy restauracji. - Vicky, odezwij się w końcu. Błagam cię. - szepnął łamiącym się głosem.
- Okey. Wszystko okey, Harry. Naprawdę. - powiedziałam słabym głosem, jednocześnie podnosząc się do pozycji siedzącej. Jednak zakręciło mi się w głowie, przez co rozpaczliwie chwyciłam pierwszą napotkaną rzecz, by znowu nie upaść. Ręce szatyna momentalnie owinęły się wokół mojej talii.
- Powoli. Nie podnoś się tak szybko. Spokojnie. - oznajmił, przykładając szklankę z wodą do moich ust. Wypiłam jej trochę, co dało mi ogromne ukojenie. Pokazałam gestem, aby Harry pomógł mi wstać. Zaprowadził mnie do pierwszego lepszego stolika i posadził mnie na krześle. Tłum wokół nas powoli się rozchodził. Na szczęście. - Jadłaś coś dzisiaj? - zapytał oskarżycielskim tonem. Uniosłam głowę i na niego spojrzałam.
- Śniadanie. - szepnęłam w odpowiedzi. Nie było jakieś obfite, ale zawsze coś. Miałam zjeść niby konia z kopytami? No bez przesady. Spojrzałam wprost w jego oczy, które były przepełnione bólem. Po chwili odwrócił swój wzrok. Nie wiem czemu, ale poczułam dziwne uczucie, gdzieś w głębi mojego serca. Jakby coś zostało w niego wbite. Coś bardzo tępego, przez co ból był jeszcze większy, niż normalnie.
- Miałaś iść z tym do lekarza. Mam cię zanieść tam na własnych rękach? Victoria! Czemu ty nas nie słuchasz?! Czy ty nie rozumiesz, że się o ciebie cholernie martwimy! A co jeśli to jest coś poważnego?! A co by było, jeśli zasłabłabyś wtedy, gdy nikogo koło ciebie by nie było? Co by było gdybyś uderzyła czaszką o beton? Czy zastanawiałaś się nad skutkami tego wszystkiego? My chcemy ci pomóc! Ja chcę ci pomóc! Tylko ty musisz współpracować, Victoria! Musisz, bo z tego nic nie wyjdzie! - lekko uniósł głos. Czy się przestraszyłam? Nie. Ten głos, ten krzyk przepełniony był zmartwieniem i troską o mnie. Czułam to.
- Byłam w szpitalu. Robili mi potrzebne badania. Powiedzieli, że mam po prostu osłabiony organizm,  na co przepisali jakieś witaminy i kazali, żebym się nie stresowała, bo to mi szkodzi. Uprzedzając twoje pytanie, zażywam te tabletki. Harry to po prostu osłabienie, bo w tłumie było strasznie duszno. Dostarczyłam za mało tlenu, więc zemdlałam. To tylko tyle. To jest na prawdę normalne. Nie masz się o co martwić. To na pewno nie jest nic poważnego. - odpowiedziałam, lekko się uśmiechając, aby rozluźnić napiętą atmosferę pasującą między nami. Harry kucnął dokładnie przede mnę, po czym przybliżył się do mnie. Głęboko westchnął.
- Przepraszam. Naprawdę przepraszam. Nie chciałem na ciebie krzyczeć. Po prostu... Przestraszyłem się, Victoria. Przestraszyłem się i to bardzo. - wyjąkał. Swoje trzęsące się dłonie ułożył na moich odkrytych kolanach. Doznałam wrażenia, jakby cały się trząsł. I chyba rzeczywiście tak było. - Trzymałem cię w swoich ramionach i w pewnym momencie o mało co nie upadłaś na podłogę. Ja już widziałem czarne scenariusze. Nie wiedziałem co się dzieje. Jak ci pomóc. Po prostu się o ciebie martwię. Nie chcę, aby stała ci się jakaś krzywda. Rozumiesz? Nie chcę tego. Jednak nie wiem, jak temu zapobiec. - powiedział, po czym zapadła między nami cisza. Przestraszeń między naszą dwójką wypełniały tylko dźwięki naszych nierównomiernych oddechów. Nic więcej. Wszystko inne w restauracji jakby ucichło. W pewnym momencie Harry podniósł się na równe nogi, po czym wyciągnął w moją stronę dłoń. - Idziemy. - stanowczo odparł, a mnie kompletnie wmurowało w to krzesło.
- Gdzie? O czym ty w ogóle mówisz, Harry? Gdzie ty chcesz iść? Czy ty się dobrze czujesz? Chyba uderzyłeś się w głowę. Harry, a co z rezerwacją, kolacją? Przecież... - zacięłam się w połowie zdania, po czym dyskretnie spojrzałam na dziennikarzy znajdujących się na zewnątrz. Nie zmniejszyła się ich ilość. Wręcz przeciwnie. Doznałam wrażenia, jakby było ich jeszcze więcej. Cały czas mocne flesze ich aparatów mnie oślepiały, więc czym prędzej odwróciłam wzrok i ponownie zerknęłam na bruneta. Palcami lewej ręki jeździł po wewnętrznej stronie mojej dłoni, po zróżnicowanych liniach.
- Dzisiaj są moje urodziny, więc spędźmy ten czas, jak powinniśmy, księżniczko. Nie będę się specjalnie uśmiechał do aparatów, żeby oni mieli perfekcyjne zdjęcia do swoich artykułów, które rozejdą się po całej Wielkiej Brytanii. Nie będę tego robił, aby Paul się cieszył, że wszystko idzie po jego pieprzonej myśli. Będę się w pełni szczęśliwy, bo ty sprawisz, że ogromny uśmiech zawita na mojej twarz. Nie mam dzisiaj ochoty na to, aby odwalać tę całą szopkę. Dzisiaj zrobimy coś, na co oboje mamy ochotę. Nikt nam nie będzie nic narzucał. Będzie się liczyła tylko chwila. Żyje się tylko raz, prawda? Teraz pytanie. Czy chcesz mi uczynić taki zaszczyt i mi towarzyszyć, kochanie? - powiedział. Popatrzyłam na niego niepewnie. Czy on mówi na serio? Czy robi sobie ze mnie jakieś żarty? Westchnęłam, po czym chwyciłam dłoń, którą przede mną umieścił. Miał strasznie lodowatą skórę. Jakby była lodem. Wstałam na równe nogi, a chłopak pomógł mi odzyskać w pełni równowagę, ponieważ dalej kręciło mi się w głowie. Kiwnęłam twierdząco głową, na co jego twarz momentalnie się rozpromieniała. - Idziemy!

***

- Jesteś najbardziej szaloną osobą, którą znam na całym świecie, Harry. Uwierz mi nie masz sobie równych. Ustanowiłeś tym samym nowy Rekord Guinness'a. - wydyszałam, kiedy oboje zatrzymaliśmy się przed ogromnym, iglastym drzewem, w parku w centrum Londynu. Uciekanie przed fotoreporterami w naprawdę wysokich szpilkach przez wpół znane mi miejsca to nie jest moje ulubione zajęcie. Kiedy już troszeczkę opanowałam oddech spojrzałam w prawą stronę i napotkałam roześmianą twarz Harry'ego. Na jego delikatnie zaróżowionych policzkach widoczne były urocze dołeczki, które swym niesamowitym młodzieńczym urokiem tylko kusiły, aby zanurzyć w nich palca. Oczy, otoczone gęstymi rzęsami, które mogłaby pozazdrościć mu niejedna dziewczyna, były lekko przymrużone. Jego szmaragdowe tęczówki świeciły, jak nigdy dotąd. Świeciły jaśniej, niż gwiazdy, które widać na niebie co noc. Były niczym dwa malutkie niedawno oszlifowane brylanty. Pojedyncze kosmyki brązowych włosów opadały na oliwkowy odcień skóry jego czoła. Malinowe i pełne usta uformowane w promienny uśmiech, ukazały rząd idealnych, prostych białych zębów. Kołnierzyk koszuli, którą miał na sobie zdążył się już rozpiąć. Nie wyglądał na osobę, która dzisiejszego dnia kończy dziewiętnaście lat. Wyglądał na malutkiego, jedenastoletniego chłopca, któremu przytrafiła się jakaś szczęśliwa rzecz. Dziecko, które nie martwi się o nic. Wyglądał na szczęśliwego. Naprawdę szczerze szczęśliwego. Jakby ta chwila była czymś oderwania się od rzeczywistości i tej ciągłej rutyny. I chyba to była prawda. Oboje zrobiliśmy coś spontanicznego. Nikt nam tego wcześniej nie narzucił. Nic wcześniej nie było ustalane. Liczyła się tylko ta chwila. Właśnie ten moment. Zrobiliśmy coś, nawet się nad tym nie zastanawiając. Ale czy właśnie nie o to w tym wszystkim chodzi? Aby poczuć się wolnych niczym ptak chodź na chwilę nie martwiąc się o te wszystkie konsekwencje, które narzucą się później? Później będziemy się tym wszystkim przejmować. Później będzie na to czas.
- Daj spokój. Wcale nie jestem taki szalony. Louis w niektórych sytuacjach jest zdecydowanie gorszy, więc już nie przesadzaj. - melodyjny śmiech opuścił jego usta, na co od razu przewróciłam oczami co chyba zauważył, ponieważ ponownie zachichotał. Gardło dalej mnie niemiłosiernie paliło po dość wyczerpującym biegu. Chłopak do mnie podszedł, a następnie na moje ramiona zarzucił czarną bluzę, którą wcześniej wyciągnął ze swojego auta. Zamek zasunął, aż po samą szyję, po czym bardzo delikatnie odgarnął włosy, które zaleciały na moją twarz. Kiedy wykonywał te czynności cały czas patrzył mi się głęboko w oczy. Jakby chciał zerknąć w głąb mojej duszy. Jakby chciał się dowiedzieć o czym dokładnie w tym momencie myślę. Dlaczego? - Nie chcę, żebyś się przeziębiła, bo to byłaby tylko i wyłącznie moja wina, słoneczko. A teraz zabiorę cię w pewne miejsce. - dopowiedział, na co lekko się do niego uśmiechnęłam. Ponownie dzisiejszego dnia wyciągnął w moją stronę swoją rękę. Po chwili moja mała dłoń zamknęła się w jego dużej. Zaczęliśmy iść przed siebie. Nawet nie pytałam się gdzie mnie dokładnie ciągnie. I tak by nie pisnął ani słowa. Zapanowała cisza. Ale ta dobra cisza. Po kilkuminutowej wędrówce stanęliśmy przed jakimś wysokim budynkiem. Spojrzałam na niego podejrzanym wzrokiem, na co tylko się do mnie uśmiechnął. Weszliśmy do jego środka, a następnie zaczęliśmy iść po schodach klatki schodowej. W pewnej chwili brunet pchnął drzwi, po czym moją twarz owiało zimne powietrze. Przeszliśmy może dwa kroki, po czym Styles wskazał drabinę, dając mi tym samym znać, iż mam się po niej wspiąć.
- Harry, czy to jest na pewno bezpieczne? Mam pewne wątpliwości. Nie chcę dzisiejszego wieczoru skończyć w szpitalu z nogą, bądź ręką w gipsie. Jeden raz zupełnie mi wystarczy. Poza tym mam lekki lęk wysokości. Trochę się boję. Nie ma jakieś innej drogi? - zapytałam niepewnym głosem. Cała jej konstrukcja wyglądała bardzo niestabilnie. Na domiar złego była pokryta rdzą, przez co wydawała się jeszcze mniej wytrzymała. Odwróciłam wzrok i spojrzałam na chłopaka. Zbliżył się do mnie. Jego oczy emanowały niezwykłym zaufaniem, którym chciał mnie obdarzyć.
- Zaufaj mi, Victoria. - powiedział, po czym kąciki jego ust delikatnie uniosły się ku górze. - Po prostu mi zaufaj. Nie masz czego się obawiać. Uwierz mi nie pożałujesz tej decyzji. Obiecuję, że ci nic się nie stanie. Cały czas będę cię asekurował. Będę dokładnie za tobą. Nie masz czego się bać. Ufasz mi, prawda? - niemal szepnął, po czym przygryzł swoją dolną wargę. Bał się co odpowiem. Widziałam to w jego oczach. Bez najmniejszego wahania pokiwałam twierdząco głową, po czym westchnęłam. Chłopak odetchnął w ulgą. Ufałam mu. Naprawdę mu ufam. Przecież on nie chciałby mnie skrzywdzić. Nie jest do tego zdolny. On nie jest taką osobą. Jest inny. Jest moim przyjacielem. Przyjaciele tak nie robią. Jest moim bratem. Rodzina tak nie robi. Podał mi rękę, po czym jakoś wspięłam się po tych wszystkich drążkach i doszłam na górę. Nogi lekko mi dygotały. Gdy uniosłam wzrok znad swoich butów, zamarłam. Ten widok był po prostu przepiękny. Oświecone budynki. Oświecone ulice. Ludzie zmierzający przed siebie. Warkot samochodów. Muzyka dobiegająca z przeróżnych restauracji. Wszędzie coś się działo. W oddali zobaczyłam świecący się zegar Big Ben'a. Londyn dopiero teraz tętnił życiem. Dopiero teraz zaczął tak na prawdę żyć. Po chwili poczułam ciepły oddech na swoim karku. Mimowolnie wzdrygnęłam.
- Pięknie. Tutaj jest naprawdę pięknie, Harry. - powiedziałam, a po chwili ręce chłopaka umieściły się na mojej talii. Zaczął kreślić na mojej skórze różne wzorki. Głowę ułożył na moim ramieniu. Zrobiło mi się jeszcze cieplej. Jego loki łaskotały mój policzek, przez co chichot opuścił moje usta. Po chwili swoimi dłońmi ujął moje. Splótł nasze palce ze sobą. Kciukami zaczął gładzić moją skórę. Delikatnie przymknęłam swoje powieki. Chciałabym, żeby był tutaj ktoś inny. Żeby to był Zayn. Wyobraziłam sobie właśnie jego. Jego czekoladowe tęczówki wpatrzone we mnie. Jego delikatne dłonie na mojej talii. Jego malinowe usta przy... Czy to źle, że tak myślę? Czy ja popełniam jakiś grzech, albo błąd? Chyba za marzenia nie można człowieka karać, prawda? W marzeniach każdy jest wolny. W nich może stać się dosłownie wszystko. Może stać się to co ktoś chce, czego pragnie za wszelką cenę, a nie jest to możliwe do wykonania. W moich marzeniach moja mama jest przy mnie. Tuż obok mnie. W nich nie ma Perrie. Zayn jest wolny. Coś do mnie czuje. Chce ze mną być. Nie ma Paul'a. Harry jest szczęśliwy. Naprawdę szczęśliwy. Dopiero teraz sobie to wszystko uświadomiłam. Uświadomiłam jak się czuje Harry. Przecież on też okłamuje przyjaciół. Okłamuje swoją siostrę i mamę. On wcale nie ma łatwiej. Nie wiem, czy on nie ma gorzej. Mimo tego wszystkiego to on pomaga mnie. Nigdy nie prosił o moją pomoc. To on zawsze przychodził do mnie z otwartymi ramionami, gdybym tylko tego potrzebowała. Jest zawsze, kiedy tylko tego potrzebuje. Nasze "randki" zamienia na wspaniały czas. Ja wcale nie myślałam w tym wszystkim o nim. Nie myślałam, jak on sobie z tym radzi. - Przepraszam, Harry. Przepraszam, że ja jestem osobą, z którą teraz musisz tutaj siedzieć. Naprawdę przepraszam, że jestem osobą, z którą musisz spędzić swoje urodziny. Nie masz innego wyboru. Przepraszam za wszystko. Po prostu za wszystko. - przy ostatnim zdaniu mój głos lekko mi się załamał.
- Nie masz za co przepraszać, Victoria. Nie ma nikogo innego na tym świecie z kim chciałbym być w tej chwili, z kim chciałbym spędzać swoje urodziny.

_______________________________________________
No więc mamy rozdział 81 ;3
Dzisiaj jest w nim troszeczkę Harry'ego. Mamy nadzieję, że nie macie z tym jakiegoś problemu. :)

Jak zapewne wiecie, Zayn odszedł, wyrzucili go... Nie ważne... Po prostu nie jest już w One Direction.
Oczywiście, mimo iż opowiadanie jest o Zayn'ie nie zostanie ono zawieszone, czy zakończone. 
Co nam pozostaje?
WIARA.
Mamy nadzieję, że w końcu ktoś nam to wszystko wytłumaczy, a Zayn wróci, bo bez niego zespół to nie jest to samo.
One Direction to jest piątka chłopaków, a nie czwórka...



Jeśli uwarzcie, że nasze opowiadanie jest chociaż troszeczkę fajne to zagłosujcie w ankiecie, która jest z boku ---> 

LICZYMY NA KOMENTARZE!
KRYTYKA JEST MILE WIDZIANA! :)

- Pogrążone w rozpaczy
Katy&Care.

"I'm just a little boy from Bradford and now I'm smashing it."

19 komentarzy:

  1. Świetny rozdział, na prawdę. Przepraszam, ale nie jestem w stanie pisać czegos więcej. ..

    OdpowiedzUsuń
  2. Okey. Ustalmy coś. Kocham cię Hazz. całym sercem. ale jeśli w jakiś tajemniczy sposób przeszkodziś Vic być z Zen'em to nie ręcze za siebie okej?! ROZUMIEMY SIĘ? cieszę się ♥ .
    btw. rozdział jak zwykle świetny. taki cute i wgl... myślałam w sumie że pojedzie do szpitala jak zasłabła ... x

    OdpowiedzUsuń
  3. Dzisiaj nie napiszę dużo, przepraszam :/
    To było takie piękne z Harrym i Vicky :)
    Bałam się, jak Victoria zemdlała, e na szczęście nic złego się nie stało.
    Ja dalej nie mogę pogodzić się ze sprawą z Zaynem... Jedni mówią, że sam chciał odejść, bo od dawna nie czuł się dobrze w zespole i ta muzyka nie była dla taka, jaką chciał śpiewać czy coś. Podobno też został wyrzucony i ja bardziej w to wierzę. Nie mogę tylko zrozumieć, skoro powiedzmy, że sam odszedł, to dlaczego płakał na ostatnim koncercie?
    Ale skoro został wyrzucony, to dlaczego planuje wydać swoją płytę w 2016 roku?
    Jezu, ja dalej też wierzę, że wróci, bo to nie zespół... Jak to fanki nazwały, teraz jest "fantastic4" a nie One Direction :(
    A fandom "Broken Hearts" omfg...
    Ja płakałam przez dwa dni, nie poszłam następnego do szkoły... to strasznie boli :'(
    Nie pozostaje nam nic innego jak czekać na jakiekolwiek wyjaśnienia i powrót Zayna. Jeśli go wyrzucili, to chłopcy po skończonej trasie powinni znaleźć kogoś innego, ktoś kto chciałby ich dobra, a nie traktował ich jak maszyny do zarabiania pieniędzy! Wtedy chłopcy spowrotem wzięli by Zayna i dalej byliby zespołem :)
    Ale nic niewiadomo :(
    Przesyłam pozdrowienia i buziaki mimo wszystko :* :c
    Trzymajcie się!❤ nie mamy innego wyjścia
    @xnobodyxknows xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *z powrotem
      Jezu wybaczcie, nie myślę.
      Miałam się nie rozpisywać, aha
      W sumie to tylko większość o Zaynie napisałam :/

      Usuń
  4. Świetny rozdział!!!
    Coś mi się zdaje że nasz Harry zakochał się w załamanej Victori (albo w pomaganiu jej)... Mam nadzieję że Zayn w końcu powie jej na prawdę co do niej czuje, a nie przez telefon... :/

    A ze sprawą Zayna... z jednej strony się pogodziłam z tym że odszedł i nadal go bardzo wspieram i mam nadzieję że w końcu będzie w pełni szczęśliwy... chociaż z drugiej strony jestem bardzo zła, zraniona i w ogóle tym co zrobił... że odszedł... I TO W POŁOWIE TRASY!!!
    i kiedy oglądam koncerty chłopaków (niby całego One Direction) to płaczę.... gdyż to już nie jest to samo.... kto teraz będzie ''tym tajemniczym''.....??? no kto??? nikt nie zastąpi nam naszego małego chłopca z Bradford... NIGDY..... jeśli nie wstąpi do 1D w tym miesiącu albo.... kiedykolwiek... w nas, w Directionerkach będzie zawsze ta pustka spowodowana jego brakiem w zespole... Mam (w tej połówce siebie) nadzieję że się opamięta i jednak wróci....
    Ahh jestem taka popieprzona.... z jednej strony go rozumiem a z drugiej wręcz odwrotnie.... ugh... czasami nie mogę się znieść ;)

    Życzę mnóstwa weny oraz z coraz większą niecierpliwością czekam na nexta....!!!!!! <3

    Ps. Mam nadzieję że wszystko się jakoś ułoży (i w realnym świecie i w opowiadaniu)....

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejka:) !!!
    Rozdział jak zwykle cudowny, ale czy Vic na prawdę nie widzi tego, że Hazza daje jej znaki, że wie o niej i Zayn'ie ?!

    Ta sprawa z Zayn'em jest dziwna. Chodzi mi o to, że przecież chłopacy nie pozwoliliby mu na to . Byli by bardziej załamani .
    Moim zadaniem stoi za tym wszystkim modest. Ostatnio dużo chłopacy się z nim kłócili. Zayn podobno chciał mieć kilka wolnych dni a nie pozwolili mu, to się zdenerwował .
    W 2016 roku podpisują nowy kontrakt i mam nadzieję, ze podpiszą z kimś innym i Malik wróci. Bo One Direction składa się z 5 chłopaków, a nie 4.
    A może już wcześniej wróci. Może nagra z nimi płytę , albo na jakimś koncercie wejdzie i zacznie śpiewać .
    Co do modestu. On pewnie też kazał rozstać się Lou i El. I zrobili ten photoshop po tym jak w necie pojawiły się wiadomości, że El nie jest sławna,.
    Wracając do rozdziału OMG!!! AWW!! i nie mogę doczekać się kolejnego.

    Kocham was / Van
    http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie no jednym słowem zajebiste <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Super! Szkoda, że jest mało Malika ale rozdział i tak jest świetny. I miejmy nadzieję, że kiedy kontrakt z Modest!em się skończy Zayn wróci. Najlepiej by było gdyby wrócił wcześniej no ale taki live.

    OdpowiedzUsuń
  9. Mnie się bardzo rozdział podoba, jest świetny! Jak zawsze! I podoba mi się ta malutka odmiana, że pojawił się w rozdziale w sumie głównie Harry i Vicky :D Z mega wielką niecierpliwością czekam na next'a! :* Kocham <333333333
    PS. Co do Zayn'a.. to ja postanowiłam, że nie będę się wypowiadać w żadną strone. Chce najpierw zebrać wszystkie informacje (najlepiej te oficjalne) i to przeanalizować ;) Oczywiście, że jest mi przykro przez to wszystko, ale także troche go rozumiem i jednocześnie jestem wściekła! Taka mieszanka dlatego przemilcze tą sprawe. Mam nadzieje, że wszystko się dobrze ułorzy i przede wszystkim wyjaśni :D Zgadzam się z tym, że One Direction bez Zayn'a to nie jest to samo - ich jest >>>>> a nie - >>>> :/
    Dobrze kocham, gienialnie piszecie, nie moge się doczekać następnego rozdziału (coś jeszcze? chyba koniec) :* <333333333333 Pozdrawiam, buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Genialny rozdział! Poprostu MEGA <3 czekam na następny;****

    OdpowiedzUsuń
  11. Na początku chciałabym BARDZO PRZEPROSIĆ za to, że nie komentowałam rozdziałów, ale po prostu nie wyrabiam już z tym wszystkim. Zbliżają się testy, a ja im więcej się uczę, tym mniej umiem :/ a potem ta akcja z Zaynem ;c więc PRZEPRASZAM i teraz postaram się komentować regularnie ;) Hazza jest kochany *.* ale mam co do niego mieszane uczucia.. i nie ukrywam, że sytuacja między Vic a Zaynem trochę mnie bawi, bo o ile on ma podstawy żeby myśleć, że Vic kocha Hazze to dalej nie ogarniam na jakiej podstawie ona myśli, że on jest z Perrie.. XD no bo przecież widziała ich razem dosłownie kilka razy i Zayn nie był z tych spotkań zadowolony z tego co pamiętam.. Czekam na kolejny :* @Nutka_13

    OdpowiedzUsuń
  12. Brak słów ........ Boski,,,,,,,,Cudowny.........zresztą jak zawsze. Wasz blog jest jednym z najlepszych jakie czytam .

    OdpowiedzUsuń
  13. Boooże... PRZEPRASZAM ! miałam skomentować kilka dni temu, ale byłam tak zalatana że kompletnie mi to z głowy wyleciało przepraszam ! Ale jestem ;) i mówie że rozdział był wspaniały tyle Hazzy( choć wole Zayna :3 ) podobało mi się ;) Mam nadzieje że Harry pogada z Paulem ten Unknow odpuści i wszystko będzie dobrze, naprawdę bym tego chciała. Ale rozumiem zeby dociągnąć do 100 i więcej potrzebna jest dynamiczna i ciekawa akcja, dlatego nie moge się doczekac co Wy tam jeszcze macie w planach :* Gaba :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Cudny <3
    Mam nadzieję,że wpadniecie.
    http://www.wattpad.com/myworks/36840997-i-want-feel-the-love

    OdpowiedzUsuń
  15. rozdział jest świetnie napisany ale jedno mi w nim nie pasuje.... za dużo Harry'ego za mało Zayn'a rozpaczam.... odejście Zayn'a było dla mnie ogromnym szokiem nie mogłam w to uwierzyć ale po kilku dniach to do mnie dotarło i zrozumiałam go. One Direction składa się z 5 członków. Dla mnie ta definicja nigdy się nie zmieni. matko miałam pisać o rozdziale a nie o Zaynie. rozdział i tak wspaniały bo wszystko co wy napiszecie jest wspaniałe :*
    Kocham Was <3 <3 <3
    pozdrawiam i życzę weny ;>
    juliaa ;3

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze xx