niedziela, 8 marca 2015

Rozdział 78

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne 

+ BARDZO ważna notka pod rozdziałem ;3 Miłego czytania! ;*

- Aaa! - przerażający krzyk, a właściwie pisk niekontrolowanie wydobył się z moich ust. Poczułam, jak coś ostrego w mgnieniu oka oraz bezproblemowo przecina moją skórę między obojczykami, przez prawie połowę jej długości. Poczułam przeszywający moje ciało ból. Z ogromnym impetem upadłam na ziemię, bardzo mocno uderzając skronią o kant drewnianej szafki, przeznaczonej na przechowywanie butów. Czułam się, jak jakaś szmaciana lalka, która nie posiada żadnych funkcji życiowych. Byłam obezwładniona, a co ważniejsze zszokowana. Mięśnie cały czas odmawiały mi posłuszeństwa. Strach sparaliżował całe moje ciało. Nie miałam nad nim żadnej kontroli. Huk bardzo gwałtownie zamykanych drzwi frontowych rozbrzmiał chyba w całym domu. Na szczęście nie wypadły one z witryny. Byłam kompletnie zdezorientowana. Ból w całym ciele coraz bardziej nasilał, a mnie robiło się coraz to słabiej. Chciałam zamknąć powieki, jednak cały czas walczyłam, aby tego nie zrobić. To by tylko pogorszyło sytuację. Musiałam dać radę. Musiałam walczyć. Głowa mi dosłownie pękała. Mroczki oraz plamki zaczęły mi latać przed oczyma. Zaczęłam nerwowo mrugać oczami, aby w jakiś sposób się ich pozbyć. Oddech od razu mi przyspieszył. Stał się niezwykle nierównomierny oraz płytki. Potrzebowałam świeżego powietrza. Natychmiast. Bałam się, że zaraz stracę swoją przytomność. Moja klatka piersiowa w szybkim tempie unosiła się w górę i w dół. Zaczęłam płakać. Nie chciałam tego, ale łzy mimo mojej woli spływały po mojej twarzy. To było coś w rodzaju odruchu bezwarunkowego. Nawet, gdy protestowałam, starałam się, aby zniknęły, one i tak się pojawiały w moich oczach, wywołując pieczenie powierzchni gałki ocznej. I tak swobodnie spływały po moich policzkach, niczym londyński deszcz, który występuje tutaj niemal codziennie.
- Victoria?! - usłyszałam bardzo wysoki pisk Amandy, który dobiegł mnie, aż z kuchni. Powoli spoglądnęłam w dół i zobaczyłam duży srebrny naszyjnik, który był teraz cały pokryty w ciemno bordowej i bardzo gęstej cieczy. Na mój dekolt spływały stróżki bardzo ciepłej oraz lepkiej krwi. Uniosłam swoją rękę, która niemiłosiernie drżała. Nie mogłam nad tym panować w żaden sposób. Chciałam to jakoś skończyć, ale nie dawałam rady. To było ponad moje wszelkie siły. Na opuszkach moich palców pozostała czerwona substancja, która strasznie kontrastowała z bladym, właśnie w tym momencie, odcieniem mojej skóry. - Victoria?! Co się st... - przerwała, kiedy zobaczyła, że leżę na podłodze. Szybko do mnie podeszła i pomogła chociaż troszeczkę się podnieść. Serce dalej waliło mi, niczym potężne dzwony kościelne. Doznałam wrażenia, że za chwilę brutalnie przerwie moją klatkę piersiową i wpadnie prosto na moje dygoczące kolana. Byłam roztrzęsiona i przerażona. Łzy zaczęły spływać po moich policzkach. Nie panowałam już nad tym. To się po prostu działo. Co się przed chwilą, właśnie stało? Kto to był? Czego chciał? Boże! Jak tutaj wszedł? Przecież drzwi były zamknięte! Widziałam to! Amanda otwierała je kluczem! Przekręcała zamek! One były na pewno zamknięte! Więc, jak ten ktoś się tutaj znalazł? A ostatnie pytanie brzmiało: Czy on wróci? - Co tutaj się stało?! Victoria?! Boże! Czemu leżałaś na podłodze? O co tutaj, do jasnej cholery, chodzi? Czemu krzyczałaś? Co to był za huk? Victoria?! O mój Boże, ty krwawisz! Ty krwawisz! Zaraz przyn... - nie dokończyła, ponieważ drzwi ponownie się otworzyły, tylko tym razem zdecydowanie delikatniej. Mimowolnie się skuliłam i przesunęłam się, jak najdalej od nich, tak jak to tylko było możliwe. Bałam się. Bałam się, że ten ktoś wrócił. Swoje kolana umieściłam pod swoją brodą, po czym łydki kurczowo owinęłam rękoma. Cały czas się trzęsłam. To jest jakiś pieprzony sen! Na pewno! Kolejny koszmar, który mi się śni! Zaraz się wybudzę! Kurwa! Zaraz to zrobię! Tylko się skupię!
- Amy, kochanie, zapomniałaś wziąć swojej bluzy... Typowa Amanda Tina Black. Przecież przypominałem ci o niej chyba z tysiąc... - Niall zawiesił się, gdy ujrzał co się tutaj dzieje. Gwałtownie wciągnął powietrze do płuc. Jego niebieskie oczy, niczym niebo w południe, powiększyły się co najmniej do wielkości pięciozłotówek. Na twarzy było widoczne przerażenie, a także złość, co ja mówię - furia. Rysy jego buzi momentalnie się zaostrzyły. Mocno zacisnął szczękę, przez co mogłam jeszcze lepiej niż normalnie zobaczyć jego idealnie zarysowaną linię żuchwy. Jego twarz w ciągu ułamka sekundy przybrała kolor purpury. - Kurwa! Zayn! Chodź tutaj! Natychmiast! - krzyknął na zewnątrz, po czym najszybciej, jak się dało do mnie podszedł. Moje ciało całe dygotało. Mięśnie stały się niemiłosiernie sztywne. Wyglądałam, jakbym dostała jakiegoś paraliżu. Dalej płakałam. Nie umiałam przestać. Farbowany blondyn kucnął dokładnie przede mną i bardzo delikatnie chwycił moje ręce. Były bardzo małe w porównaniu z jego. Na początku chciałam je wyrwać, jednak kiedy rozpoznałam jego znajomy mi dotyk, zaprzestałam swoim działaniom. - O mój Boże. Victoria? Nic ci nie jest? Boże... Wszystko w porządku? Co się tutaj stało? Jak to się, do jasnej cholery, stało? O mój Boże... Tylko spokojnie... - zapytał, chyba bardziej zdezorientowany i przerażony niż ja w tej chwili. Swoimi niebieskimi tęczówkami, zaczął bardzo dokładnie skanować moje ciało, w celu zidentyfikowana moich wszystkich obrażeń. Jego wzrok stanął w pewnym momencie na mojej szyi pokrytej całej krwią. Zamarł.
- Ktoś... Tu... Kaptur... Na czarno... Ja ude.. uderzyłam... głowa... boli... - chciałam odpowiedzieć na wszystkie te pytania, ale z moich ust wydobyły się tylko pojedyncze słowa, które nie układały się w żadną logiczną całość. Gardło miałam strasznie ściśnięte. Chciałam mu wszystko opowiedzieć. Wszystko co się tutaj, przed momentem stało. Byłam w takim szoku, oraz ból coraz bardziej się nasilał, w wyniku czego nie umiałam sklecić żadnego sensownego zdania. Mój oddech tylko przyspieszył, co było tylko kolejnym problemem. Moje ciało nie było mi posłuszne. Jakbym duszą była poza nim.
- Dobrze, Victoria. Spokojnie, uspokój się. Oddychaj. Nic się nie stało. Po prostu głęboko oddychać. Wdech i wydech. Spokojnie. Głęboko oddychaj. Nie masz się czym martwić. Tylko spokój może cię uratować. Amy gdzie macie jakieś bandaże lub coś takiego oraz jakąś wodę utlenioną? Trzeba ją opatrzyć. Natychmiast. - chłopak spojrzał w kierunku swojej ukochanej, która była bledsza niż zawsze. Jej kolor skóry niemal zlał się z kolorem jej jasnoblond włosów. Wyglądała prawie jak śmierć.
- Oczywiście. Zaraz przyniosę. - mruknęła, bardzo drżącym głosem, po czym zniknęła za sąsiednią ścianą. W tym samym momencie drzwi wejściowe ponownie trzasnęły, a chwile później obok nas pojawił się niczego nieświadomy Zayn. Już chciał coś powiedzieć, jednak zobaczył mnie oraz Horan'a. Otworzył swoje malinowe i pełne wargi, jednak żaden dźwięk się z nich nie wydobył. Jego widok mi coś uświadomił. Ten ktoś zbiegł z góry. Góry! Na górze jest mój pokój. A w pokoju naszyjnik od Zayn'a, który dostałam na swoje osiemnaste urodziny! Naszyjnik wart kilka milionów funtów! Ja pierdole! Ten ktoś nie był tu przecież po nic! Musiał mieć jakiś cel. Musiał przyjść po pieniądze, albo... albo coś kosztownego. Szybko zerwałam się na równe nogi i ignorując silne zawroty głowy wybiegłam po schodach i wpadłam do mojego pokoju. Na widok tego co w nim zobaczyłam, momentalnie się zatrzymałam. Wszystko było w nim porozwalane, drzwi od szafy leżały obok na ziemi. Drugie ledwo trzymały się w zawiasach. To co w niej było, teraz walało się po całej podłodze. Biurko było wywrócone do góry nogami. Łóżko wyglądało, jakby ktoś potraktował je nożem i tak chyba rzeczywiście było. Otrząsnęłam się z pierwszego wrażenia i podbiegłam do łóżka. Uniosłam lekko materac i wyciągam spod niego czarne pudełko. Drżącymi rękoma uniosłam wieczko, a moich oczom ukazał się niebieski kamień. Jest. On tutaj jest. Nikt go nie zabrał. Więc czego ten człowiek chciał?

*** Oczami Zayn'a ***

- Kurwa! Zayn! Chodź tutaj! Natychmiast! - między kolejnymi taktami piosenki usłyszałem krzyk mojego przyjaciela, dobiegający z posesji. O co mu chodzi? Jakoś nie za bardzo chce mi się wstawać i tam iść. Jeśli to jest jakaś kolejna bezsensowna gra, to go chyba normalnie zamorduje na miejscu i to gołymi rękami! Chciałbym po prostu już wrócić do domu i wreszcie się położyć. Ten dzień był ciężki i to bardzo. "Drobna uwaga. Na pewno umrzecie." Krzyk Niall'a. Ja pierdole! Jak opętany otworzyłem swoje drzwi kierowcy i pobiegłem w kierunku domu państwa Black, uprzednio zamykając samochód. Gdy już znalazłem się w środku to mnie dosłownie zamurowało. Serce zaczęło szybciej bić. Victoria siedziała na podłodze, a przed nią kucał Nialler. Była cała roztrzęsiona, a na jej skórze zobaczyłem stróżki krwi. Szybko uniosła swój wzrok i spojrzała prosto w moje oczy. W pewnym momencie drgnęła i ruszyła do biegu. Horan chciał za nią pobiec, jednak gwałtownie pociągnąłem go za nadgarstek.
- O co tutaj, do kurwy nędzy, chodzi? Co się z nią stało? Czemu była prawie cała we krwi? Niall?! Kurwa, powiedz coś, do jasnej cholery, bo moja cierpliwość ma swoje pieprzone granice! - zapytałem dobitnie akcentując każde wypowiadane przeze mnie słowo. Mocno zacisnąłem dłonie w pięści, aby dać upust swoim emocjom, jednak za bardzo mi to nie wychodziło. Było tylko coraz to gorzej. Ciśnienie mojej krwi momentalnie wzrosło. Dosłownie wrzała. W głowie pojawiały mi się kolejne czarne scenariusze. Kto jej to zrobił?! Kto miał czelność to zrobić właśnie jej, Victorii?! Kto miał czelność ją w jakikolwiek sposób dotknąć?! Czemu ona płakała i czemu, do jasnej cholery, krwawiła?! O co tutaj chodzi?!
- Kurwa! Nie wiem, Zayn, okey? Nie mam pojęcia! Sam nic nie wiem! Po prostu, ja pierdole, nie wiem! - krzyknął, gwałtownie przeczesując swoje blond włosy z odrostami przy głowie. Był po prostu za skraju załamania nerwowego. Poczerwieniał od złości, a na jego oczach zaczęły się tworzyć łzy. Jednak po chwili zamarł, jakby go oświeciło. Jakiś grom, z pieprzonego nieba. - "Nieznany numer"? - zapytał, tworząc cudzysłów w powietrzu. Moje mięśnie w ciągu ułamka sekundy jeszcze bardziej się napięły. Szybko się opamiętałem, po czym ruszyłem schodami na górę, o mało się przy tym nie wywracając. Gdy przekroczyłem próg sypialni szatynki to mnie dosłownie wmurowało. Cały pokój wyglądał, jakby przeszedł przez niego jakiś porządny huragan. Przy łóżku klęczała Vic trzymając w rękach dobrze znane mi pudełeczko. Podszedłem do niej i położyłem jej rękę na plecach. Wzdrygnęła się, ale jej nie strąciła.
- Nie mam żadnych cennych rzeczy. Nie mam czego, co mogła chcieć ta osoba. Nie jestem bogata, czy coś w tym rodzaju. Nie mam nic takiego. Tylko to. Mam tylko ten naszyjnik. Najcenniejszą rzecz, jaką posiadam. Ale nie wzięła go... Więc czego szukała? Po co tutaj w ogóle przyszła, jak nie po jakieś pieniądze, bądź kosztowne rzeczy? To wszystko nie ma sensu... - wyjąkała przez łzy, jeszcze bardziej osuwając się na podłogę. Też chciałbym wiedzieć. Chciałbym znać odpowiedzi na te wszystkie pytania. Na prawdę. Szybko do niej podszedłem i uklęknąłem przed nią. Miała lekko naderwaną górną część swojej białej bluzki, która była teraz nasączona krwią, przez co mogłem zobaczyć prawie całą jej klatkę piersiową. Dwa palce położyłem na jej brodzie, po czym zmusiłem ją, aby spojrzała na mnie. Strasznie się opierała. Popatrzyłem jej głęboko w oczy. Zobaczyłem w nich tylko czarną otchłań smutku i przerażenie, poprzez którą w ciągu ułamka sekundy wypłynęły łzy. Jej tęczówki wyglądały, jakby utonęły w morzu. Momentalnie mój cały gniew ustąpił. Całe emocje opadły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. To wszystko zniknęło. Mięśnie oraz szczęka się rozluźniły. Jej żuchwa niemiłosiernie drgała. Z resztą, jak i całe ciało. Musiała być w niezłym szoku. Kto by nie był?
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze, obiecuję ci to. Dobrze? Tylko się teraz uspokój. Nie ma potrzeby, abyś się tym wszystkim denerwowała. Będzie dobrze. Wszystko nam wytłumaczysz, ale najpierw trzeba cię opatrzyć. Dobrze? - powiedziałem, delikatnie gładząc jej ramię i w tym samym momencie do pokoju weszła para blondynów.
- O cholera. - skomentowała dziewczyna rozglądając się po pokoju, po czym cofnęła się o jeden krok w tył. - Co tu się stało?! Kto to zrobił?! Po co?! O mój Boże... - zaczęła panikować, histerycznie wymachując przy tym rękoma. Miałem wrażenie, że zaraz zemdleje, ponieważ była przerażająco blada. W ułamku sekundy posłałem znaczące spojrzenie w kierunku Niall'a. Zrozumiał o co mi chodziło, więc szybko podał mi apteczkę, a sam wyprowadził dziewczynę, uspokajając ją przy tym. Wyciągnąłem z niej gazę oraz wodę utlenioną, by przemyć ranę szatynki. Najpierw ściągnąłem jej naszyjnik, aby było mi łatwiej to uczynić.
- Teraz może cię troszeczkę zapiec. - powiedziałem, ale podejrzewam, że nie potrzebie, gdyż ona zapewne to wiedziała. Pewnie nie raz przemywała rany, po... po cięciach, aby jeszcze mniej osób je zobaczyło. Na samą tą myśl moje serce się łamało. - Postaram się być delikatny. - odparłem, po czym przyłożyłem gazę do jej skóry. Nawet nie drgnęła. Nic się nie poruszyła. Siedziała spokojnie we wcześniejszej pozycji. Dzięki temu, że koszulka była rozdarta było mi łatwiej to wszystko oczyścić. Byłem w pełni skupiony na tym co robię, abym jej nie skrzywdzić. Nie chciałem tego. Nie chciałem, aby jeszcze bardziej cierpiała.
- Dziękuję. - odparła w pewnym momencie. Na chwilę oderwałem wzrok i spojrzałem na jej twarz. Zauważyłem, że cały czas mi się przyglądała. Wyglądała, jakby biła się z własnymi myślami. Jakby chciała coś powiedzieć, ale mózg jej tego definitywnie zabraniał. Po chwili, jeszcze oszołomiony, powróciłem do swojej roboty. Draśnięcie nie było bardzo głębokie. Mogła to zrobić swoim naszyjnikiem, albo... Albo ten ktoś przejechał po jej skórze czymś ostrym...
- Za co? - zapytałem, zdziwiony. Skończyłem oczyszczać rany przy śnieżnobiałej szyi, po czym delikatnie nakleiłem na nich plastry, na których znajdowały się podobizny Kubusia Puchatka. Mimowolnie na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Wyglądała, po prostu uroczo.
- Za wszystko. Dosłownie wszystko. Cały czas mnie ratujesz. Cały czas mi pomagasz. Nawet nie wiem, czy tego tak na prawdę chcesz. Jesteś przy mnie, kiedy tego potrzebuję, nawet kiedy tego nie okazuję. Ty, zawsze przychodzisz. Po prostu za każdym razem wiesz, kiedy masz się pojawić, albo kiedy po prostu na chwilę się usunąć, aby było zdecydowanie lepiej. Za to, że mnie nigdy nie zostawiłeś, że się troszczysz. Za to, że po prostu jesteś, Zayn. - wymieniała patrząc się na mnie, ale skończyła, gdy zacząłem czyścić rany na jej głowie. Z bólu zacisnęła mocno powieki, a po jej zaróżowionym policzku spłynęła jedna łza. Rana była na prawdę ogromna, a ona tylko zamknęła oczy. Nie syknęła, ani nie jęknęła. Po prostu nic. Przygryzłem wargę, czując ból gdzieś głęboko w sercu. Jakbym, czuł to samo co ona. Podziwiam ją, że potrafi tyle wytrzymać. Jest silna. Tak jak mówiła moja mama. Jest idealna. Jedyna w swoim rodzaju. Nie ma na świecie drugiej takiej samej dziewczyny. Jestem tego w stu procentach pewien. Miała bardzo dużo szczęścia. Rozcięcie nie było na tyle głębokie, żeby trzeba było jechać do szpitala, aby tam założyli szwy. Najchętniej znalazł bym tego kogoś i rozpieprzył mu głowę tak, aby on musiał tam jechać. Aby cierpiał gorzej niż ona. - Tylko... Boję się, że mnie zostawisz... - dyskretnie spuściła swoją głowę, kompletnie unikając mojego wzroku. Siedziałem oszołomiony i dalej jej słuchałem. - Boję się, że w pewnej chwili po prostu znikniesz, bez zapowiedzi, nic mi o tym nie mówiąc. Znikniesz, jakby to wszystko okazało się jakiś snem, w którym tkwię. Jakbyśmy się nigdy na prawdę nie spotkali. Jakbyśmy nawet nie wiedzieli o swoim istnieniu. Oni wszyscy mnie zostawili, rozumiesz? Wszyscy, na których mi zależało. Zniknęli właśnie w taki sposób. Po prostu nie chcę... Nie chcę, abyś ty uczynił to samo. Nie chcę, żebyś mnie zostawiał. Nigdy. Nie chcę, żebyś mnie... Żebyś mnie ponownie zranił... Bo to będzie kolejny cios w moje serce, którego... - przerwała. Ostatnie zdania wyszeptała. Dopiero teraz zauważyłem, że podczas jej wypowiedzi bardzo się do niej przybliżyłem. Chciałbym... Ja bym tylko chciał... Delikatnie ująłem jej twarz w swoje dłonie, abym jeszcze lepiej ją widział. Tusz do rzęs zdążył się już rozmazać. Jej niebiańskie oczy były jeszcze bardziej czerwone, niż przed momentem. Jej twarz była jeszcze bardziej delikatna, niż zazwyczaj. Chciałbym, aby zawsze była szczęśliwa. Aby czerpała całą radość z życia. Aby żadne przykrości, ani niepowodzenia ją już nie obejmowany. Aby uśmiech, zawsze witał na jej twarz... Ona jest najprawdziwszym Aniołem, który został brutalnie skrzywdzony przez demony. Przez okropnych ludzi. Jej los zapisany w najjaśniejszych gwiazdach został odczytany przez złe stworzenia i po prostu diametralnie zmieniony. Zmieniony na gorsze. Zdecydowanie gorsze. Chciałbym, aby jej anioł stróż to zmienił. Aby to wszystko powróciło na dobre, właściwe tory... Chciałbym to zmienić... 
- Ja cię nie zostawię. Nie zrobię tego. Nie mógłbym tego zrobić. Nigdy. - powiedziałem wprost do jej malinowych ust, które były lekko spierzchnięte oraz popękane. Oparłem jej czoło o moje własne. Słyszałem bicie jej serca. A może to było moje? Czułem jej oddech na moich rozgrzanych wargach. Twarz mnie dosłownie paliła. Ja nigdy nie mógłbym tego zrobić. Nie mógłbym jej zostawić. Nigdy nie będę chciał tego zrobić. To ona jest dla mnie wszystkim. Jest wszystkim co chciałbym mieć tylko dla siebie, jeśli tylko będzie to możliwe. Jest wszystkim, chociaż... Chociaż ma już Harry'ego. Dalej jest dla mnie wszystkim... "O czym ty w ogóle mówisz?! Masz dosłownie wszystko!" Nie mam jedynej rzeczy. Nie mam jej, abym mógł być rzeczywiście szczęśliwy. Potrzebuję tylko jej...
- Oni też tak mówili. - szepnęła. W jej oczach widziałem strach, tęsknotę i ból. Chciałem ją pocałować. Nasze usta dzieliły zaledwie milimetry. Jej oddech swobodnie owiewał moją twarz. Mógłbym to zrobić, miałem okazję, ale wiem, że nie mogę. Nie mogę jej pocałować. Ona jest z Harrym. Szczęśliwa, do jasnej cholery! Więc ja też powinienem być z tego szczęśliwy i tego nie rozwalać. Może... Może po prostu poczekam? Znając Harry'ego to za niedługo się rozstaną... Albo nie? A co jeśli to "ta jedyna" dla niego? Przecież to jest mój przyjaciel... Pragnę tego, ale również nie chcę, bo wiem, że jeśli tak się stanie, to znowu będzie smutna, a tego nie zniosę! Przybliżyłem się do niej i bardzo delikatnie musnąłem wargami jej czoło. Przymknąłem powieki i po prostu delektowałem się tą chwilą. Ona mnie nigdy nie pokocha, tak jak kocha jego. Ona mnie nigdy nie będzie chciała, tak jak chce jego. Chciałbym, aby ten pocałunek przekazał jej wszystko to co czuję. Gdyby to było takie łatwe... Gdy się od niej oderwałem, dokończyłem czyścić ranę i obwiązałem jej głowę bandażem. Akurat, gdy skończyłem do pokoju przyszedł Niall.
- Wszystko jest okey? Ma jakieś poważne rany? Musimy jechać do szpitala? - spytał, patrząc przy tym na Victorię. W międzyczasie ściągnąłem swoją bluzę, po czym zarzuciłem ją na ramiona dziewczyny, aby na razie nie było jej zimno.
- Nie trzeba. Jest w porządku. - powiedziałem, posyłając mu niemrawy uśmiech. - Weź ją na dół i daj coś ciepłego do picia. Ja pójdę się w tym czasie troszkę umyć. - powiedziałem, spoglądając na swoje ręce całe we krwi dziewczyny. Chwyciłem ją za dłonie, po czym pomogłem jej wstać. Puściła się i chciał iść do blondyna, ale najwidoczniej zakręciło jej się w głowie, bo mało co nie upadła. Szybko zrobiłem krok w przód i złapałem ją w talii niemal przy samej ziemi, chroniąc tym samym przed upadkiem. Dałem blondynowi niemy znak, a on podszedł do nas i wziął ją na ręce, po czym oboje opuścili to pomieszczenia, natomiast ja udałem się do łazienki. Gdy przekroczyłem próg pomieszczenie, to pierwsze co momentalnie rzuciło mi się w oczy to lustro, a na nim napisany ogromny, czerwony napis.

"Jeszcze wrócę. Obiecuję!
Całusy."

Gwałtownie wciągnąłem powietrze. Mięśnie w ciągu sekundy stały się twarde, niczym skała. Szybko podszedłem bliżej. Koło umywalki zauważyłem czerwoną, połamaną już szminkę do ust w czarnym opakowaniu. Mam już dość tych wszystkich pieprzonych gier! Mam już po prostu dość tego wszystkiego! Kim ten ktoś jest?! Czego on dokładnie chce?! Niech to po prostu powie! Zrobię wszystko! Dosłownie wszystko, żeby tylko dał jej spokój! Żeby przestał! Mocno zacisnąłem szczękę, po czym niedbale umyłem swoje ręce. Miałem ochotę rozpierdolić to lustro. Ja po prostu chcę, aby ona była bezpieczna! Tak miało być, kiedy złapiemy jej ojca, a jest jak? Coraz gorzej! W ciągu sekundy opuściłem łazienkę, trzaskając przy tym głośno drzwiami. Musiałem się na czymś wyładować. Po prostu musiałem. Podszedłem do okna i otworzyłem je na oścież. Zimne powietrze momentalnie owiało moją twarz. Głęboko westchnąłem. Wdech. Wydech. Wdech. Wydech. Zimowe powietrze zdecydowanie mi pomagało. Uniosłem swój wzrok i spojrzałem w niebo, które pokryło się milionami błyszczących gwiazd. Takich jak jej oczy... Jak jej dusza.
- Kim ty, do cholery, jesteś? - szepnąłem w pustą przestrzeń, po czym przeczesałem palcami swoje włosy. W pewnym momencie, w spodniach poczułem wibracje swojego telefonu. Szybko go wyciągnąłem, po czym odblokowałem ekran.

From Unknown 
" Pamiętaj jedno, ja zawsze dotrzymuję obietnic."

Zauważyłem.

________________________________________________________
Witaj w rozdziale 78! 
Jeśli ci się podoba - NAPISZ KOMENTARZ, jeśli ci się nie podoba - NAPISZ KOMENTARZ!
BARDZO CHĘTNIE POCZYTAMY WASZE NIESAMOWITE WYPOCINY PRZY KTÓRYCH PŁACZEMY ZE SZCZĘŚCIA I SIĘ ŚMIEJEMY! <3
A teraz małe pytanko! Czy ktoś już zgadł kim jest nasz "UNKNOWN"?
Jakieś przypuszczenia? A może to nowa osoba, a może jakaś z "przeszłości"?
Czekamy na wasze propozycje!
Chcemy na serio to wiedzieć co o tym myślicie!
Kisses ;*
UWAGA! 
ZOSTAŁ POPRAWIONY ROZDZIAŁ 1.
>>> LINK <<<
To będzie coś na takiej zasadzie.
Nie mamy zamiaru wprowadzać, żadnych ogromnych akcji, po prostu będzie to rozpisywane, żeby to miało jakieś ręce i nogi... Nie będzie tak, że główna bohaterka się gdzieś z kimś pocałuje, albo wyzna komuś miłość... Takie malutkie akcje, typu rozmowa, czy coś w tym rodzaju. Mamy nadzieję, że nas zrozumiecie :)
Oczywiście ten rozdział i tak nie jest idealny, ale jest na pewno lepszy od pierwotnej wersji o chyba 1000 razy, bo to był istny koszmar.
Jeśli macie jakieś pytania, śmiało! <3

PS. WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI DNIA KOBIET! 

30 KOMENTARZY = KOLEJNY ROZDZIAŁ?
Może to Was w pewien sposób zmotywuje do komentowania..
- Katy&Care.

21 komentarzy:

  1. Zajebisty rozdział. Niestety jestem tępa i nie potrafię powiedzieć, kto to...
    Oświećcie mnie! Pliskaaa..
    dodaaaaajcie szybko, bo Was zamęczę. Jeszcze nie wiem jak, ale zrobię to...
    Buźki ;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.S pierwszaaaaaaaaaaaaa!
      Jestem bossem

      Usuń
  2. Jejku czytam to i płaczę! Cudowny rozdział, z resztą jak każdy !!! :****

    OdpowiedzUsuń
  3. dziewczyny z rozdziału na rozdział coraz bardziej mnie zaskakujecie Wy tak wspaniale piszecie że aż brak słów. Wy wiecie że ja was kocham tak ? Na pewno wiecie. a ja chyba wiem kto to był. Ashton. to ten z tych urodzin Zayn'a. Mam rację ?? Pewnie nie ale trudno. dobrze dzisiaj krótko ale jest komentarz.
    kocham was <3 <3 <3
    juliaa ;3

    OdpowiedzUsuń
  4. Czy wy chcecie, żebym przez Was umarła ?! Przez wasze opowiadanie? Przez te rozdziały ? Co tydzień płaczę. Płaczę bo wy tak bosko piszecie te rozdziały <3
    Kocham Was za to <3 <3 . A co do tego całego typka to nie wiem . Ale wiem tyle, że długo nie pożyje !!!
    Gratuluje nominacji do bloga miesiąca :)
    Kocham Was i zapraszam do mnie
    Van <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Płacze. Płacze. Płacze.
    Ten rozdział jest... Oh. <3
    (oczywiście jak każdy) :]
    Jeśli chodzi o osobę.. To nie wiem kto to... Tępa pała ze mnie.
    Dlaczego musimy czekać tydzień na następny rozdział? Dlaczego nas tak krzywdzicie? Moje serce krwawi. xd
    Czekam z bardzo, bardzo ale to bardzo mocną, wielką..? Niecierpliwością. No wiecie o co chodzi. XD
    Kocham was! :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Idealny.. Proszę dodajcie rozdział szybciej bo nie wytrzymam. To jest takie cudowne

    OdpowiedzUsuń
  7. Boże... Jak mi ręce drżą. Wdech...wydech..Wdech..wydech. Zawału dostanę. Mam zaszklone oczy, zaraz będę beczeć. JAK WY WSZYSTKO UTRUDNIACIE! W tym domu są kamery i podsłuch, a tym śledzącym jest ktoś bardzo zły. Nie wiem kto Ale go dorwę! Rozdział genialny, czekam na następny, tylko z genialnymi śledczymi, którzy wykryją kamery i podsłuch, złapią ktosia i Vic i Zay będą razem The End THANK YOU VERY MUCH BYE -KochamSpongebobainicwamdotego :)

    OdpowiedzUsuń
  8. zasmucił,ale jednocześnie przeraził mnie ten rozdział. w sensie to co się w nim działo. wiem że pewnie dopiero się rozkręcacie, ale prosze skróćcie troche te "tortury" i pozwólcie by Vicky jak i cała reszta była już szczęśliwa. bo to mnie chyba lekko przerasta :) Pozdrawiam,Gaba :*

    OdpowiedzUsuń
  9. A może tym kimś jest jakaś kobieta ? Może Pierrie? Już sama nie wiem. Rozdział boski ❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepraszam, że ostatnio nie komentowałam ale... jakoś tak wyszło. Rozdział boski tylko... KIM DO CHOLERY JEST TEN UNKNOWN?!

    OdpowiedzUsuń
  11. Hmmm.. cholerny "Unknown" po tej czerwonej nowej nadlamanej szmince zostawionej obok rozpierdolonego pokoju Victori w łozience, myślę że to będzie ..... Perrie ... i jej zamaskowany wspólnik, ktory jest także wspólnikiem ojca naszej bohaterki.... Taaa myślę że to była właśnie ona w jej pokoju, bo kto normalny (czyli nie jakiś bogacz, który wymiata pieniędzmi na lewo i prawo) kupuje nowiutkom i drogą szminkę(na co wskazuje opakowanie) tylko po to aby nabazgrolić wiadomość dla bednej osoby, która niestety została wybrana na osobę, którą wszyscy prześladują... niesądzę aby zrobił to ktoś bez szmalcu... bo pewnie by wziął ulubioną szminkę dziewczyny..... a i jeszcze tylko (zazwyczaj) kobiety są takie genialne, że piszą na lustrach szminkami.. :/ no więc łącząc te wszystkie fakty, plus to że jeszcze zasugeriwałyście, że może to być ktoś z przeszłości wyszła mi na 100% Perrie!!!

    A i jeszcze serdecznie gratuluję nominacji. Myślę,że zasłużyłyście na to! ;)

    Życzę mnóstwa weny!!! oraz z coraz większą niecierpliwością czekam na nexta!!!! <3

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie mam bladego pojęcia kto to może być! Nie mogę się doczekać aż wszystko się wyjaśni, biedna Vicky :/ Kocham <333333333 rozdział cudo, mega jak zawsze :* Czekam na next'a z przeogromną niecierpliwością :3

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham , kocham i jeszcze raz kocham waszego bloga. Nie mogę się już doczekać kiedy Zayn dowie się ,że związek Victori i Harrego jest udawany. Zabije tego gnojka co zrobił jej krzywdę. Zapraszam do mnie ;)
    ~ Cara

    OdpowiedzUsuń
  14. Zajebisty jak zwykle ^^ czekam na nn <3 :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie wiem kto to może być, nie jestem dobra w takich sprawach XD
    W tym rozdziale się tyle dzieje, jeju, tak się szybko go czyta *__*
    Uwielbiam jak piszecie takie rozdziały :)
    Dzisiaj nie będę dużo pisała, przepraszam :(
    Mam nadzieję, że szybko znajdzie się 30 kom i dodacie next! :D
    Pozdrawiam gorąco i przesyłam całusy! :*
    @xnobodyxknows xx

    OdpowiedzUsuń
  16. Błagam chce.już nexta! Nie wytrzymam dłużej! <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Jeju boski *U*

    OdpowiedzUsuń
  18. Naprawdę??? Kto nauczyć Cię kończyć w takim momencie??? Nie wiesz, że to nas dobija??? Jest poprostu cud, miód i malina ❤ kocham kocham kocham ❤ czekam na następny z niecierpliwością i życzę weny :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetne... Tyle zagadek .... Ja także myślę, że to moze być Perrie...no albo Ashton..... Albo razem współpracują ;)

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze xx