niedziela, 17 maja 2015

Rozdział 86

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ♥
Bardzo ważna notka pod rozdziałem. Prosimy o przeczytanie. :)

*** Oczami Victorii ***


- Staraj się zachować jak największy spokój i spróbuj ponownie oddychać, Victoria. Weź najgłębszy oddech, jaki tylko jesteś w stanie wziąć. - jak przez mgłę usłyszałam wręcz błagający głos prawdopodobnie Zayn'a, gdyż brzmiał jak on, który załamał się w połowie wypowiadanego zdania, po czym poczułam coś zimnego i twardego pod swoimi plecami. Przez całe moje ciało przeszedł bardzo nieprzyjemny dreszcz, który poczułam aż w palcach u stóp. Gardło oraz puca strasznie mnie ściskały, przez co czułam się coraz to gorzej. - Słyszysz mnie, aniołku? Victoria? Pamiętasz jak oddychać? - zapytał mnie. Cały, pieprzony problem tkwił w tym, że zupełnie nie pamiętałam. Jakby mój mózg został po prostu wyczyszczony z tych podstawowych informacji. Oddychanie w tej chwili stało się najbardziej skomplikowaną czynnością pod słońcem. Kompletnie sobie teraz z tym nie radziłam, chociaż naprawdę chciałam. Próbowałam pokręcić przecząco głową, ale nic z tego nie wyszło. Nawet na to już nie miałam wystarczająco siły. Z każdą upływającą sekundą miałam ich coraz mniej, przez zawładnęła nade mną panika. Opadały z kolejnymi próbami pobrania jakiejkolwiek dawki tlenu. Cały czas czułam, jakby gruby sznur został obwiązany dookoła mojego gardła, a następnie bardzo mocno ściśnięty. Moje zmysły zaczynały słabnąć. Cały świat wirował jakbym znalazła się na jakiejś szybkiej karuzeli. Czy śmierć nie powinna być bezbolesna? Czy ona nie powinna być szybka? Ktoś delikatnie dotknął moich zimnych policzków, a następnie objął je w całości swoimi gorącymi rękoma, przez co od razu moja skóra zaczęła mnie strasznie piec. Całe gardło dosłownie paliło mnie żywcem, natomiast płuca rozdzierały całe ciało od wewnątrz, które przerażająco dygotało. Miałam wrażenie, że wszystko wewnątrz mnie usychało. Nie mogłam oddychać, przez co cała się trzęsłam. Nie wiedziałam co się ze mną działo. Nie miałam siły już na nic. Nawet na jakiekolwiek ruchy. Czułam jakby życie ze mnie upłynęło. Miałam wrażenie, jakby w miejscu, w którym się znajdowałam brakowało tlenu, a to było niedorzeczne, ponieważ byłam na dworze, gdzie miałam go pod dostatkiem. Moje ciało nie chciało przyjąć żadnego powietrza, a ja czułam się coraz to słabsza. Moje serce zaczynało zwalniać, jakby już chciało przestać pracować. Czułam, że to może być definitywny koniec. Mój pieprzony koniec. Stopniowo traciłam kontakt z rzeczywistością. Bardzo trudno było mi rozróżnić to co znajdowało się wokoło mnie. Czarne plamki pojawiały mi się przed oczyma. Nie sądziłam, że właśnie tak będzie wyglądała moja śmierć. - Spójrz na mnie, Aniołku. Weź głęboki oddech. Spróbuj. Wiem to, że dasz sobie radę. Musisz tylko spróbować. Jeśli tylko chcesz to jesteś w stanie to zrobić. Popatrz mi się w oczy, kochanie. Słyszysz? Skup się. Zapomnij o wszystkim. Postaraj się oczyścić cały swój umysł ze wszystkiego co złe i myśl tylko o pięknych rzeczach, które sprawiają, że jesteś szczęśliwa. Victoria, patrz się mi w oczy, oddychaj. Pamiętaj, aby oddychać. Nie odwracaj wzroku. Cały czas patrz mi się w oczy, oddychaj i staraj się za wszelką cenę zapomnieć na chwile o dosłownie wszystkim co teraz jest w twojej głowie. Słyszysz? Błagam cię. Patrz mi się cały czas w oczy, aniołku. Aniele... - usłyszałam zdesperowany głos, który bardzo przypominał Zayn'a, po czym wreszcie ujrzałam jego idealną twarz oraz zmartwione, ciemne oczy teraz podobne do głębokich stawów, na których powierzchni mieniła się warstwa słonych łez. Jedna kropelka spadła prosto na mój lewy policzek, mieszając się razem z moimi. A może mnie się to wydawało? Czułam ciepłe, tak dobrze mi znajome dłonie na swych ramionach, kiedy mnie podtrzymywał, abym przypadkowo nie upadła. Miałam wrażenie jakby dosłownie przytrzymywał moją duszę przed odejściem w otchłań ciemności. Moje życie było na jego rękach. Czy to mi się wydaję? Czy to jest naprawdę on? Czy ja mam jakieś halucynację? Chciałam coś zrobić. Cokolwiek. Przynajmniej ostatni raz dotknąć jego delikatnej skóry twarzy, aby upewnić się, że to nie jest moja wyobraźnia, że on jest prawdziwy. Chciałam to zrobić, bo bałam się, że więcej już tego nie zrobię. Bałam się, że to może być już ostatni raz. Bałam się, że... Umrę. - Nie mogę cię stracić, rozumiesz? Nie mogę, Victoria. Słyszysz? Walcz. Staraj się. Jesteś ogniem w moim życiu, który zmienił wszystko na lepsze. Nie mogę cię stracić, aniołku. Nie teraz. Nigdy. - szepnął, a jego niezwykle delikatny oddech owiał moją twarz. Poczułam ciepłe powietrze na swoich ustach, a później niemal jego rozgrzane wargi, które drżały na moich. Coś zimnego opadło na mój dekolt. Zayn. - Nie mogę. - W tym samym momencie zaczerpnęłam jeden, bardzo malutki oddech. Trochę mi to pomogło, jednak to wciąż było za mało. Dalej czułam okropny uścisk w krtani. To niewiarygodne, że tyle wytrzymałam bez świeżego powietrza. Poczułam, jak swoją dłonią odgarnął pojedyncze kosmyki z mojej spoconej twarzy, a następnie swoimi palcami zaczyna po niej bardzo delikatnie jeździć, jakby bał się, że rozpadnę się na miliony małych kawałeczków. Jakby bał się, że to może być ostatni raz jak mnie dotyka. Jakby chciał zapamiętać dosłownie każdy detal. - Bardzo dobrze. Myśl cały czas o czymś przyjemnym. Myśl o czymś co bardzo lubisz, albo co kochasz. Staraj się wziąć kolejny oddech. Dasz sobie radę. Jesteś niezwykle silna. Wierzę w ciebie. Pamiętaj jestem przy tobie. Cały czas tutaj jestem, Victoria. Nie zostawię cię. - jego głos brzmiał niezwykle łagodnie, jednak w pewnych momentach się załamywał. W ogóle nie spuszczałam z niego wzroku, bo odniosłam wrażenie, że to właśnie od niego zależy oddychanie. I tak rzeczywiście było. Można było powiedzieć, że on był moim wewnętrznym głosem. Cały czas patrzyłam się tylko i wyłącznie na niego. Znajdował się bardzo blisko mnie. Wszystko dookoła tak nagle zniknęło. Przed oczami mignęła mi niesamowite chwile mojego życia. Moja szczęśliwa mama, śmiejąca się Amanda i jej rodzice oraz czekoladowe tęczówki Zayn'a, które teraz były szeroko otwarte i mokre, błyszcząc przy tym łzami. Przypomniałam sobie jak jego całowałam, jak miękkie były jego wargi, kiedy dotykały moich, jak prąd przechodził przez całe moje ciało, gdy przez przypadek swoją dłonią musnął moją skórę, jak moje serce trzepotało, gdy swoim zniewalającym głosem wypowiada moje imię. Po prostu w większej części myślałam o nim i to chyba pomagało. Gdy ponownie spojrzałam w jego ogromne oczy, zaczerpnęłam kolejny oddech. - Już dwa oddechy. Nic ci nie jest, Victoria. Nic ci nie jest. Pamiętaj, oddychaj. Wszystko będzie dobrze. Jesteś bezpieczna. Słyszysz? Jesteś bezpieczna. Nie martw się. - po jego słowach ponownie nabrałam powietrza w płuca, które stopniowo przestawały stawiać opór i znowu dotarł do nich tlen. Z każdą mijającą sekundą było coraz lepiej. Jakby ktoś poluzował ten okropny i przeklęty sznur. Rozmazany obraz, wyostrzył się, a ciało drżało coraz mniej. Jednak stawało się to stopniowo. Moje serce nadal waliło bardzo gwałtownie, gdy się zastanawiałam, jak to możliwe, że nadal żyję, że jestem w świecie żywych. Uratował mnie. Jednak nie stało się to przez jego wypowiadane przed sekundą słowa, one tylko pomogły, one były tylko pewnym kierunkiem za którym miałam podążyć, większe znaczenie miały wspomnienia związane z nim, które bardzo głęboko utknęły w mojej pamięci i jego przeklęte-magiczne-zniewalające oczy. Gdy już wzięłam kilka oddechów, czułam się kurewsko wykończona, jak po przebiegnięciu dwudziestu pełnych maratonów, jednak bez wahania wtuliłam się w chłopaka, który od razu, nawet bez żadnego zastanowienia bardzo szczelnie oplótł mnie swymi ramionami. Poczułam jego przyspieszony oddech na mojej szyi. Przez koszulkę i rozpiętą kurtkę wyczułam galopowanie jego serca. Wiedziałam, że go przestraszyłam. Kurewsko przestraszyłam i samą siebie. To był najgorszy przypadek, który mi się przytrafił. Nigdy nie było aż tak źle i nie sądziłam, że aż tak może być. Łzy niczym wodospad swobodnie spływały po moich policzkach. Nie miałam nad nimi żadnej kontroli. To był jak odruch bezwarunkowy. Nie mogłam przestać płakać. Cicho łkałam, jednak po chwili jeszcze bardziej się do niego przyległam. Potrzebowałam kogoś. Potrzebowałam właśnie jego, bo przy nim zawsze czuję się naprawdę bezpiecznie. Dlaczego właśnie przy nim?! "Bo on jest tobie przezna..." - Spokojnie, Victoria. Już wszystko jest dobrze. Nic ci się nie stało. Jesteś bezpieczna. Nie płacz już, słoneczko. Wszystko będzie dobrze. Spokojnie. Słyszysz? - szepnął, wprost do mojego ucha, bardzo delikatnie jeżdżąc przy tym swoimi rękoma po całej powierzchni moich pleców. Moje ściśnięte gardło oraz krtań nareszcie się rozluźniły, dzięki czemu mogłam wreszcie wypowiedzieć jakieś słowa.
- Czemu ona odeszła, Zayn? Czemu mnie zostawiła zupełnie samą? Czy ja zrobiłam coś źle? Czy byłam niedobra? Ja chcę, żeby wróciła. Brakuje mi jej. Gdybym tylko ostatni raz ją spotkała. Po prostu chcę, żeby do mnie wróciła. - załkałam i w tym samym momencie znalazłam się na kolanach chłopaka. Czułam się jak jakaś szmaciana laleczka. Podnosił mnie jakbym była leciutkim piórkiem, albo powietrzem. Głowę schowałam w zagłębieniu nad obojczykiem, a palcami zacisnęłam na jego szyi. Tego było mi potrzeba właśnie w tej chwili. Bliskości. Zayn'a Perfekcji Malik'a. - Tęsknię za nią. Była dla mnie wszystkim dobre co miałam. Nawet się z nią tak na prawdę nie pożegnałam. Nie powiedziałam ostatni raz, że ją kocham. Nie powiedziałam ostatni raz, że jest niesamowitą i niezastąpioną mamą. Rozumiesz? Nie zrobiłam tego. Nie zdążyłam. Chciałabym, żeby ona to wiedziała. - wyszeptałam wprost w jego pachnącą skórę. Moje łzy cały czas moczyły jego koszulkę, jednak on nic sobie z tego nie robił. Cały czas szeptał pojedyncze słówka wprost do mojego ucha, których już nie rozróżniałam. Nasze klatki piersiowe wzajemnie unosiły się w przyspieszonym tempie. Czułam jego gorące wargi przy swej małżowinie usznej. Nie mogłam się uspokoić, a moje serce dalej waliło jak oszalałe. - To wszystko nie ma sensu. Co ja tutaj robię? Dlaczego ja jestem tutaj, a nie z nią? Dlaczego nie ma mnie przy niej? Nie powinno mnie tutaj być, Zayn. Jestem okropną córką. Czemu mnie uratowałeś? Dlaczego to zrobiłeś, Zayn? Nienawidzę cię za to! Dlaczego, Zayn? Mogłam być już przy niej... To byłby naprawdę piękny koniec. - ostatnie zdanie wyszeptałam, delikatnie uderzając go w umięśnioną klatkę piersiową. Nienawidzę go. "Koch..." Już nie miałam kontroli nad tym co mówię. Słowa same opuszczały moje usta, a ja nie odróżniałam ich prawdziwego znaczenia. Głowa mi niemiłosiernie pulsowała, co doprowadzało mnie do szału. Nie miałam siły już na nic. Oddychanie wyssało ze mnie całe życie, które miałam w sobie. Zayn po mojej wypowiedzi od razu mnie od siebie odsunął. Powstała między nami pusta przestrzeń, której tak bardzo nie chciałam, której chciałam się jak najszybciej pozbyć. Nasze oddech mieszały się ze sobą, tworząc gęste powietrze między nami. Między naszymi ciałami powstała pewna więź, przez którą ponownie chciałam wtulić się w tors chłopaka. Potrzebowałam tego. Zapomniałam o tym, że tam stoją Harry i Niall. Jeśli mam być szczera to zapomniałam dosłownie o wszystkim. Położył palec pod moim podbródkiem i skierował moją twarz w swoją stronę. W jego oczach zobaczyłam tylko ból, który bardzo gwałtownie we mnie uderzył.
- Nawet tak nie mów. Nie możesz. Nie pozwalam ci, rozumiesz? Wydaję mi się, że twoja mama chciałaby, abyś została właśnie tutaj. Musisz wiedzieć, że nie jesteś sama, Victoria. Masz Amandę i jej rodziców, masz chłopaków, Eleanor, Danielle, masz Harry'ego, masz mnie. Masz nas wszystkich. Pamiętaj będę przy tobie zawsze. Niezależnie od tego co się będzie działo. Możesz na mnie liczyć w każdej sprawie, rozumiesz? Dosłownie w każdej. Zawsze postaram rozwiązać twój problem. Słoneczko nigdy cię nie zostawię, chyba, że ty będziesz tego pragnęła, wtedy zniknę, chociaż będzie mi kurewsko ciężko. Twoja mama nie chciałaby, abyś już teraz do niej wracała. Jest na to zdecydowanie za wcześnie. Ona jest tam na górze i cały czas cię obserwuję. Na pewno jest jej przykro, gdy łzy spływają po twojej pięknej twarzy, albo gdy przecinasz swoje nadgarstki, a następnie spływa po nich krew. To boli ją jeszcze bardziej, niż ciebie. Ona by chciała, aby twoje usta uformowane były w promienny uśmiech. Ona by chciała żebyś była radosna. Zawsze tego chciała i zawsze tego będzie chcieć. - powiedział, patrząc mi się głęboko w oczy, jakby chciał wejść do wnętrza mojej duszy i coś w niej przeczytać. Sięgnął w dół i delikatnie chwycił moje dłonie. Moje całe ciało oblało niezwykłe ciepło. Przeszedł mnie dreszcz, który poczułam aż w palcach u stóp. - Uwierz mi, zrobię wszystko, abyś była naprawdę szczęśliwa. Dosłownie wszystko co tylko będę mógł, niezależnie ile będę musiał zapłacić, ile będę musiał zrobić, ile będę musiał oddać, ile będę musiał poświęcić. Zrobię wszystko dla ciebie. Wszystko. Nawet oddam życie. - powiedział, po czym swoim kciukiem starł łzy z moich całkiem mokrych policzków. Zrobił to tak delikatnie, że aż ledwo poczułam jego dotyk. Ostatnie słowa wyszeptał, przez co ledwo je usłyszałam. Przymknęłam powieki, ponieważ moje oczy ponownie zaczynały piec. Nie sądziłam, że tak bardzo się rozkleję i zrobię przy tym tak duże zamieszanie. Nie sądziłam, że to zamieszanie może zamienić się w katastrofę. Na szczęście tak się nie stało.
- Ja po prostu za nią tęsknie, Zayn. Tęsknię. Rozumiesz? Tęsknię za nią. Czy to źle? - wyjąkałam bardzo zachrypniętym głosem, który przypominał ten Harry'ego o poranku. Czy to źle, że za nią tęsknie? Czy to źle, że mi jej kurewsko brakuje? Czy to, że chcę do niech wrócić, sprawia, że jestem złym człowiekiem? Przecież to moja mama...
- Wiem to, Victorio, wiem. Wszystko w końcu się ułoży. Zobaczysz. Na pewno. Dasz sobie z tym radę. Dasz sobie radę ze wszystkim. Jesteś niezwykle silna. - usłyszałam, po czym poczułam jego rozgrzane, ale jakże delikatne wargi na swoim czole. Niestety po tym geście szybko się ode mnie odsunął, jakbym dosłownie parzyła. A co jeśli nie dam sobie rady? Co się stanie wtedy? Nie sądziłam, że kiedy tutaj przyjadę to aż tak bardzo się rozkleję...
- Victoria? - usłyszałam głos Harry'ego. Zerknęłam nad ramię czarnowłosego i zobaczyłam zbliżającego się chłopaka oraz Niall'a, który stał z zamkniętymi oczami, a jego klatka piersiowa unosiła się i opadała jak szalona. Pewnie nie spodziewał się, że stanie się coś takiego. Harry poszedł bliżej i widziałam jak skanuje moja zapewne czerwoną od płaczu twarz. Dopiero z takiej odległości zobaczyłam, że na powierzchni jego oczu mieni się warstwa łez. W jego szmaragdowych tęczówkach ujrzałam ogromną troskę, ból i przerażenie. Po chwili kucnął przede mną i Zayn'em. Wyglądał jakby bał się wykonać dosłownie każdy ruch. - Wszystko w porządku? - zapytał, a jego głos w połowie się załamał. Nie mogąc wypowiedzieć ani słowa, pokręciłam twierdząco głową. W ciągu sekundy znalazłam się w jego ramionach. Całym ciałem przyległam do jego torsu. Swoje dłonie zacisnęłam na jego kurtce. - Boże, przestraszyłaś mnie. Nie wiedziałem co się dzieje. Byłem przerażony. Nie wiedziałem jak ci mogę pomóc. Przepraszam. - usłyszałam jego drżący głos. Jego serce waliło niczym potężny młot, tak jak mi przed momentem. Swoją brodę umieścił na czubku mojej głowy. Boże, ja naprawdę ich niemiłosiernie przestraszyłam. Chwilę siedzieliśmy w ciszy, po czym Harry stwierdził, żebyśmy już wracali do hotelu, a wszyscy się z nim zgodziliśmy. Całą drogę powrotną panowała między nami przerażająca cisza. Nikt nie pytał o to co się właściwie przed chwilą stało. Nie chciałam tłumaczyć wszystkiego Harry'emu i Niall'owi. Nie chciałam ich po prostu martwić jeszcze tym i tak mają ze mną masę problemów. Jednak wolałam chyba, aby zawalali mnie milionami pytań, niż aby zachowywali taką ciszę, ponieważ ona pomału mnie dobijała. Chłopaki cały czas szli obok mnie, jakby przypadkowo coś mi się stało. Specjalnie prowadziłam chłopaków dłuższą drogą, ponieważ chciałam zajrzeć w jeszcze jedno miejsce. Na szczęście prawdopodobieństwo, że ktoś nas rozpozna było naprawdę znikome. Pogoda nam sprzyjała, ponieważ przez niską temperaturę nie wyróżnialiśmy się z tłumu w czapkach i szalikach tak naciągniętych na twarz, że widoczne były tylko oczy. W końcu skręciliśmy w jedną z mniejszych uliczek, a ja na widok tego co zobaczyłam momentalnie się zatrzymałam, przez co ktoś wpadł na moje plecy. Budynek nie miał dachu, a w jednej z ocalałych ścian nie było okien. Wyraźnie zwęglone ruiny były obsypane grubą warstwą jeszcze starego śniegu. Nie mogłam uwierzyć własnym oczom, a w moim sercu poczułam niemałe ukucie. Może pomyliłam ulice? Nie, na pewno nie pomyliłam. To nie możliwe. Bardzo dobrze znałam to miejsce oraz drogę do niego. W mojej głowie zaczęły tworzyć się czarne scenariusze. A co jeśli ktoś tam był podczas pożaru?
- Victoria? - usłyszałam, jak przez mgłę zmartwiony głos Niall'a. - Coś się stało? Czemu się zatrzymałaś? Cała pobladł... - chłopak nie dokończył, ponieważ jak najszybciej ruszyłam do najbliższego mieszkania, przebiegłam przez ogródek i jak opętana zapukałam do drzwi. W czasie kiedy czekałam, aż ktoś mi otworzy pozbyłam się czapki i zsunęłam szalik z dolnej części twarzy, aby nie wyglądać niczym przybysz z kosmosu. Po upływie dosłownie chwili otworzyła mi starsza pani.
- Dzień dobry. Bardzo panią przepraszam, że panią nachodzę, ale czy wie może pani co się stało z tamtym budynkiem? Czy nikomu się nic nie stało? - wypaliłam od razu, używając języka polskiego, a następnie wskazałam na zrujnowany dom. Musiałam wiedzieć, po prostu musiałam. Na twarzy kobiety wszedł wyraźny grymas, po czym bardziej opatuliła się swetrem, który miała na sobie.
- Dość nie przyjemna sprawa, słońce. Pożar był chyba na początku listopada. Strażacy uznali to za podpalenie, ale niestety nie znaleziono sprawcy. Szczęście w nieszczęściu jest takie, że wszystkie dzieci były w szkole. W środku były tylko pracownicy, jednak wszyscy wyszli na czas. Nikomu nic się nie stało. - wyjaśniła bardzo spokojnie, a ja dopiero wtedy zauważyłam, że cały czas wstrzymywałam oddech. Przeogromny kamień spadł mi z serca. Poczułam ulgę tak wielką, że aż minimalnie zakręciło mi się w głowie.
- A co z dziećmi? Przenieśli je gdzieś? Przecież ich było naprawdę dużo. Nawet malutkie szkraby. Czy mają gdzie teraz mieszkać? - zainteresowałam się, po czym przygryzłam swoją dolną wargę, aż w ustach poczułam dobrze mi znany metaliczny smak. Kto może być taki okrutny, żeby podpalić miejsce, gdzie mieszkają dzieci bez swoich rodziców? Bezbronne dzieci, które nikomu nic złego nie zrobiły.
- Z tego co wiem, to państwo przyznało im jakiś lokal zastępczy dopóki nie wyremontują budynku, ale jak widać nie mają na to żadnych funduszy. - powiedziała smutnym głosem, po czym spojrzała na budynek "Domu dziecka", który teraz wyglądał jak kompletna ruina. Nie sądziłam, że coś takiego zobaczę.
- Dziękuję pani bardzo serdecznie. Nawet pani nie wie jakie to dla mnie ważne... - nawet nie skończyłam mówić, bo usłyszałam jak ktoś woła mnie po imieniu i to wcale nie byli chłopcy. Gwałtownie się odwróciłam i zobaczyłam małą dziewczynkę biegnącą w moją stronę.
- Natalia! - krzyknęłam i wybiegłam jej na przeciw. Gdy już znajdowałam się blisko niej przykucnęłam by znajdować się na mniej więcej jej wysokości i wzięłam ją w ramiona. Moje oczy momentalnie się zeszkliły. Brakowało mi jej. Co ona tutaj robi? Jak tutaj się znalazła? - Bałam, że coś wam się stało. - wyznałam załamanym głosem.
- Skąd się tu wzięłaś?! Myślałam, że jesteś w Anglii! Tak mówili w telewizji! Nikt mi nie uwierzy, że cię spotkałam. Strasznie za tobą tęskniłam, z resztą nie tylko ja! I jak to się stało, że chodzisz z jednym z moich idoli?! Madzia myślała, że o nas zapomniałaś! Że już nas nie lubisz! Ale się będzie szczęśliwa, jak cię zobaczy! - dziewczynka zaczęła nawijać jak najęta, co wywołało u mnie wielki uśmiech. - Musisz ze mną iść! Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę ty!
- Poczekaj, spokojnie. - zaśmiałam się. - Wszystko po kolei. Uczysz się angielskiego w szkole, prawda? - zapytałam, na co odpowiedziała mi skinieniem głowy. Zobaczymy ile uczą w polskich szkołach. - I umiesz dochować tajemnicy? - ponownie skinęła głową, a ja odwróciłam się i zawołałam chłopaków, którzy stali nie ruchomo zdziwieni całą sytuacją, jednak podeszli do mnie zadziwiająco szybko.
- Przedstawiam wam Nattalie. Natalio to jest Zayn Malik, Harry Styles i Niall Horan. Członkowie One Direction. - powiedziałam, a chłopcy kolejno odsłonili swoje twarze, na których znajdowały się wielkie uśmiechy. Pierwsze zdanie powiedziałam w języku angielskim, a drugie - w polskim. Gdy zobaczyłam minę Natalki, zrobiło mi się ciepło na sercu. Dopiero po chwili rzuciła się na nich i zaczęła piszczeć z radości. Oczywiście w drodze do chłopaków rzuciła swój plecak na beton. Wyściskała całą trójkę, a potem znowu wróciła do mnie i przytuliła się do moich nóg. Zauważyłam, że zaczęła płakać.
- Hej, kochanie. Nie płacz. - powiedziałam odgarniając włosy z jej ślicznej twarzy.
- O mój Boże! Mój Boże! To się dzieję na prawdę, czy to jest sen? Powiedz mi, że to nie jest żaden sen. - niemal pisnęła, patrząc się w moje oczy. Jej tęczówki świeciły jak dwa malutkie ogniki.
- To się dzieje na prawdę, jak chcesz mogę cię uszczypnąć. - zaśmiałam się. - No już, leć do nich. - ledwo te słowa opuściły moje usta, a mała była już na rękach u blondyna, z którym od razu zaczęła rozmawiać i nawet szło jej to całkiem nieźle. Na szczęście Irlandczyk starał się mówić powoli. Ja z kolei podeszłam do pozostałej dwójki. Widząc ich pytające spojrzenia, zaczęłam tłumaczyć. - Gdy tu mieszkałam, jak się pewnie domyślacie nie lubiłam przesiadywać w domu, z wiadomych powodów, więc szukałam różnych zajęć. Jednym z nich było pomaganie w domu dziecka, przychodziłam, bawiłam się z dziećmi, pomagałam im w nauce... Natty jest właśnie z tego domu dziecka, który mieścił się tam. - wskazałam na spalony budynek. - Teraz chyba rozumiecie moje zachowanie, bałam się, że coś się komuś stało, bo oni... - nie skończyłam, ponieważ przerwał mi głośny śmiech Niall'a i mojej jedenastoletniej koleżanki. Cieszę się, że spotkałam jakąś znajomą twarzyczkę z Polski. Jutro ważny dzień, a ja denerwuję się coraz bardziej.

***

- Powinnaś natychmiast powiedzieć o tym reszcie, Victoria. - niespodziewanie usłyszałam przerażająco poważny głos Zayn'a, a następnie cichutki szczęk zamykanych drzwi od mojego pokoju hotelowego. Niezwykle miło, że w ogóle zapukał. Bardzo powoli obróciłam się o sto osiemdziesiąt, po czym spojrzałam na chłopaka, który znajdował się. Swoje serce poczułam chyba w swoim gardle. Wyglądał niezwykle poważnie. Idealnie zarysowana linia szczęki, wydatne kości policzkowe, ściśnięte, lekko popękane wargi oraz odsłonięte mięśnie tylko mu w tym pomagały, jednak zniewalające oczy, które emanowały niesamowitą troską pokazały co tak naprawdę czuje. Martwił się. Martwił się o mnie... "Jako przyjaciel, pamiętaj o tym. Nie rób sobie nikłych nadziei." - usłyszałam gdzieś w mojej głowie. Czasami człowiekowi starczy odrobina nadziei lub choćby cień szansy. Posłałam mu pytające spojrzenie, a Zayn w mgnieniu oka zaczął mówić. - Victoria, proszę cię. Nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię. Czy ty zdajesz sobie sprawę, co dzisiaj się stało? Czy ty przyjmujesz do wiadomości, że prawie dzisiaj umarłaś?! Boże, Victoria! Przecież Harry kompletnie nie wiedział co się dzieje. Nie miał bladego pojęcia, jak ci pomóc. Był tak przerażony, że miałem wrażenie, że to on za chwilę straci przytomność. Nic mu nie mówiłaś... Dlaczego? Amanda też nie wie, tak? - zapytał, ale ja nie odpowiedziałam. Czy to źle, że nie chciałam ich martwić? I tak mają ogromną liczbę problemów, przez to, że mnie znają, a ja nie sądziłam, że te ataki mogą być aż tak bardzo niebezpieczne. Patrzyłam na niego w milczeniu, co uznał za potwierdzenie swojego poprzedniego pytania. - Cholera! Vic, dlaczego im nie powiedziałaś o tych atakach paniki?! Myślałem, że to zrobiłaś! To jest bardzo poważna sprawa. Przecież sama widzisz, że samodzielnie nie jesteś w stanie nad tym zapanować. Wiesz co by się stało, jeśli mnie by tam nie było? - powiedział, po czym na chwilę przerwał. Zapadła między nami głucha cisza wypełniona dźwiękiem naszych przyspieszonych oddechów. "Prawdopodobnie już bym była przy swojej mamie." Po sekundzie znalazł się dokładnie przede mną. Zbliżył swoją dłoń do mojego podbródka, po czym nakierował moją twarz tak, abym patrzyła mu się w oczy, co też uczyniłam, jednak to było moim straceniem. Mam wrażenie, że to za każdym razem jest błędem, bo kiedy tylko w nie spojrzę to czuję coś głęboko w sercu, czuję jakby zapalał tam się płomień. Jego ciepły oddech na moich ustach oraz ręce na mych policzkach, które paliły pod jego dotykiem sprawiały, że zaczynałam wariować. Gdy trzymał dłonie na mojej twarzy, poczułam delikatny dotyk aż w mojej duszy. - A co się stanie, kiedy przypadkowo mnie obok ciebie nie będzie, gdy znowu to się stanie? Kto ci pomoże? Kto cię uratuje, Victorio? - zapytał bardzo cicho, a ja ledwo go usłyszałam. "Sęk w tym, że tylko ty jesteś mi w stanie pomóc. Nikt inny, Zayn. Tylko ty." - Nie rozumiesz, że się o ciebie martwimy? Że ja się o ciebie martwię? Victoria, zrozum to wreszcie! Kurewsko się o ciebie martwię! W nocy i podczas dnia. O wschodzie i zachodzie słońca. W każdej godzinie, minucie i w każdej sekundzie... Do jasnej cholery, myślałem, że dzisiaj umrzesz mi na moich rękach, że cię nie uratuje, że cię nigdy więcej nie zobaczę. Czułem się jakby właśnie ode mnie zależało dosłownie wszystko. Czułem jakbym w swych ramionach trzymał twoje życie, twoją duszę. Nie chcę cię stracić. Myślisz, że jestem na to gotowy, jeśli ty... Kto kiedykolwiek może być na to gotowy? I tak jestem niezwykle samolubny, bo ty... Jesteś dla mnie... Ja... Nawet jeśli wiem, że... - pod koniec zaczął się jąkać. Odwrócił głowę w bok, a w tym samym czasie opuścił swoje dłonie, jednak iskierki dalej tańczyły na mojej skórze. Przygryzłam dolną wargę, aż poczułam na niej dobrze mi znany metaliczny smak. Widziałam jak jego klatka piersiowa unosi się w nieregularnym tempie. Mięśnie napinały się i rozluźniały jak szalone. Słyszałam jego przyspieszony oddech, bicie jego serca. Chciałam coś zrobić, chociaż nie wiem co i dlaczego. Po chwili uniósł wzrok, a nasze spojrzenia się zetknęły. Hipnotyzujące tęczówki nade mną zawładnęły. Uniósł swoja dłoń, po czym kciukiem przejechał po moich ustach. Ledwo to poczułam, jego dotyk był jak piórko. Przyjemny dreszcz poczułam w całym ciele. Szybko przymknął powieki, jakby nie był w stanie patrzeć mi się w oczy, albo tego się bał... Widziałam ogromny ból i strach na jego twarzy. Oddałabym wszystko, aby dowiedzieć się co teraz chodzi po jego głowie. Uczyniłam jeden malutki krok w jego stronę, przez co niemal stykalibyśmy się klatkami piersiowymi, ale w tym samym czasie Zayn się odwrócił i po prostu wyszedł z pokoju, zostawiając mnie samą na jego środku z jego dotykiem na mojej skórze.

________________________________________________
NA WSTĘPIE DZIĘKUJEMY ZA KOMENTARZE! ;)
Wiemy, że nic się w tym rozdziale nie dzieje, jednak jest chyba troszeczkę dłuższy niż poprzedni :D
Mamy nadzieję, że Was nie zawiodłyśmy! xd

UWAGA! WAŻNE!

Mamy pewną sprawę. Chcemy zmienić wygląd bloga. To co teraz jest to tak jakby coś przejściowego I poszukujemy kogoś, ko zrobiłby nam szablon, bądź dał nam jakiś namiar i ewentualnie nam pomógł, bo my kompletnie nie wiemy jak się za to zabrać. Nie znamy się na tym i przyznajemy to z ręką na sercu. Byłybyśmy wdzięczne za wszelką pomoc! :)
Z GÓRY DZIĘKUJEMY! :D

KOMENTARZE = MOTYWACJA! 

PISZCIE CO WAM PRZYJDZIE NA KLAWIATURĘ!
CO WAM SZKODZI?

- Katy&Care.

28 komentarzy:

  1. Taktyczna kropka 2.0
    .

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże dziewczyny opowiadanie jest cudowne. Czekam na moment, aż w końcu Zayn powie Victorii, że ją kocha i że to o niej mówił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przy tym jak Zayn ją ratował , po prostu czułam się jakbym tam była . Czułam wszystko co ona . Naprawdę tak na mnie zadziałałyście . A jak Zayn powiedział jej, że jest dla niego ważna i prawie, PRAWIE powiedział co do niej czuje . AWW!!! Tylko jak zwykle wycofuje się w ostatniej chwili . Ogółnie mówiąc rozdział genialny,idealny,naj i brakuje mi słów , by opisać jak bardzo podoba mi się . Co do wyglądu . Jest dobrze . Tak samo spodobał mi się poprzednie ciemniejsze tło.
    Nie mogę doczekać się kolejnego, wspaniałego rozdziału.
    Na You will always be in my heart dodałam rozdział. I postaram się nie zawieszać ponownie bloga. Tylko nie wiem czy dzisiaj pojawi się kolejny na Diaries Memories. W tym tygodniu skupiłam się na YWABIMH.
    Życzę dużo weny i do następnego
    Kocham Was ~Vanessa

    OdpowiedzUsuń
  4. JEJU ;O; WY CHCECIE ŻEYNYM UMARŁA ? ( Tori ) Ja czułam to co Vic jak się dusiła typowo moje gardło.. jejuuuuu czułam się jakbym była na jej miejscu...

    I rzem z Car byłyśmy bliskie płaczu przy tym rozdziale tylko czy ktoś mi to wytłummaczy dlaczego " Zayn Perfekcyjny Malik " musiał się wycofać w ostaniej OSTATNIEJ chwili?!

    Czy on wgl jej to kiedyś powie ":O ????


    A co do wyglądu to jak dla mnie jest perfekcyjny <3 Basia wyszła tu przepięknie i te napiy to już wgl ... <3

    zyczymy wam weny!

    Car and Tori

    OdpowiedzUsuń
  5. Jeju kiedy oni powiedzą sobie " Kocham Cię"? To jest boskie *o*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejuuu ! To niesamowite ! Już myślałam, że ją na koniec pocałuje, a on tak po prostu sobie wyszedł :((( To piękne jak ją uratował, niesamowicie piszecie <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiedziałam, że Zayn ją uratuje, wiedziałam, wiedziałam! Nawet nie wiecie, jak się cieszę! :D
    Chwila, czemu ona się nie zorientowała jeszcze, że Malikowi na niej zależy?! Dlaczego? Ona jest taka tępa, czy co? :c Gdyby nie ta cała Perrie, nic takiego nie miałoby miejsca. Oni byliby razem, szczęśliwi. Jejciu.. :c
    A może 1D będą tacy dobrzy, iż przeleją pieniądze na budowę domu dziecka? Nic by na tym nie stracili, no dobra, oprócz pieniędzy, ale mają ich tak dużo, że to pewnie nie zrobi na nich wrażenia. W sumie to Paul też by na tym skorzystał, bo media zaraz by wiedziały o ich szlachetnym celu i może mieliby więcej płyt sprzedanych. Kto tam wie?
    Jeśli mam być szczera, to ten szablon jest bardzo ładny. Ma jeden minus - kolor czcionki. Tło jest jasne, czcionka też i to się wszystko zlewa, przez co trudniej się czyta.:c
    No nic, ja już lecę.
    Miłego dnia! ~ karmeeleq.

    OdpowiedzUsuń
  8. Nienawidze was za to, że jak czytam te wasze idealne rozdziały tak się w nie wczuwam! Miałam nadzieje, że tu na końcu się pocałują, że Zayn powie troche za dużo czy coś :3 Kocham <33333333 i czekam na next'a z prze ogromną niecierpliwością :* Oraz bardzo was przepraszam, że dopiero teraz nadrobiłam ostatnie 3 rozdziały i że nie komentowałam :/ Jeszcze raz kocham i do następnego :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Kiedy Victoria będzie Zaynem?

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetne, świetnie, świetnie! Kiedy Zayn się dowie, że związek Victorii i Harry'ego to ustawka?! Przecież on PRAWIE(!!!!!!!) powiedział jej co czuje!

    OdpowiedzUsuń
  11. upss nie komentowałam wcześniejszych rozdziałów bo.... zapomniałam. przeczytałam ale nie skomentowałam xd przepraszam. pozwolicie że napisze jeden komentarz bo nie chce mi się pisać kilka (leniwa ja) xd rozdział jest boski. Ja czekam na słowa " I love you" " I love you too ". Wy wiecie że ja kocham połączenie Vic z Zayn'em *.* dzisiaj tak krótko. Jeszcze raz przepraszam
    Kocham Was <3 <3 <3
    życzę weny ;>
    pozdrawiam juliaa ;3

    OdpowiedzUsuń
  12. Oj :) ❤ Ola ;)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jezu bylo tak blisko i by jej powiedzial *-* blagam niech juz sb powiedza co czuja db ?? no i czekam na nexta xx

    OdpowiedzUsuń
  14. Wasze opowiadanie jes cudowne ! <3 Kiedy Zayn powie jej że ją kocha? Już nie moge doczekać się jej reakcji
    Rozdział idealny aż sie popłakałam jak Vic nie mogła oddychać i Zayn ją ratował
    życzę dużo weny i czekam na next'a ! :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Kocham to opowiadanie i nie zeozumcie mnie zle, ale czy to ze oni nie sa razem nie ciagnie sie za dlugo?? No bo przeciez to ze zaczna byc ze soba wcale nie musi oznaczac konca bloga.. mozecie dodawac kolejne epizody i opowiadanie bedzie sie dalej rozwijac ;) moim zdanoem to zaczyna sie powoli robic monotonne ze co kilka rozdzialow jest moment w ktorym oni maja wyznac sobie nawzajem milosc a w nastepnym rozdziale wykrecaja se od tego wszystkiego. To niby tylko moja opinia ale chcialam zebyscie ja poznaly. Nie chcialam was obrazic w zaden sposob. Mam nadzieje ze pomyslicie nad tym co napisalam :) love ya! :* ~truskawerka

    OdpowiedzUsuń
  16. Przepraszam skarby, ale tel mi się popsuł i pisze od mamy (pisałam z tego tel już 2 komy i nie dodały się, okey) jak przeczytam to napiszę ❤❤❤, że przeczytałam i było cudowne! :D
    Pozdrawiam @xnobodyxkonws xx

    OdpowiedzUsuń
  17. Hej! Mega super blog i ja robie prywatnie szablony. Jaki chcesz ? :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Omg!!! Chyba w zyciu nie przeczytalam dluzszego rozdzialu. Szukalam wlasnie jakiegos zajebistego opowiadania, bo niestety na tych ktore kocham rozdzialy pojawiaja sie bardzo wolno... Przeczytalam ten rozdzial, i juz kocham trgo bloga. Zaraz zabieram sie za poczatek ;) to jest meegaa!

    OdpowiedzUsuń
  19. Omg!!! Chyba w zyciu nie przeczytalam dluzszego rozdzialu. Szukalam wlasnie jakiegos zajebistego opowiadania, bo niestety na tych ktore kocham rozdzialy pojawiaja sie bardzo wolno... Przeczytalam ten rozdzial, i juz kocham trgo bloga. Zaraz zabieram sie za poczatek ;) to jest meegaa!

    OdpowiedzUsuń
  20. Ja mam zaległości... Ale je nadrobię! Widzę ile sie dzieje ;ooo Pamiętajcie, że KOCHAM WAS BARDZO! <3
    http://still-the-one-ff.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze xx