niedziela, 14 czerwca 2015

Rozdział 88

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ♥

- Ponieważ... On jest moim biologicznym ojcem. - wyjąkałam drżącym głosem. Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę co tak naprawdę powiedziałam i jakie jest znaczenie tych słów. To na pewno są jakieś żarty. Jakieś pieprzone żarty! "To jest szczera prawda, Victorio. Paul jest twoim biologicznym ojcem i musisz się z tym pogodzić. Musisz z tym jakoś żyć. Nie masz innego wyboru." Harry wyglądał, jakby ktoś mu przed chwilą powiedział, ze spotkał kosmitę, kiedy szedł sobie spokojnie do sklepu. Jego oczy przypominające dwa kamienie szmaragdu były szeroko otwarte, a usta lekko rozwarte. - On także mieszkał w Polsce i znał moją mamę. Pewnego razu wyjechał z rodziną, a ona została w kraju. Kilka lat później pojechała na wakacje do Anglii z Tom'em i przypadkowo się na niego natknęła i się z nim przespała. O mój Boże! To się nie dzieje naprawdę. Nie może. On... To jest, kurwa, niemożliwe. Niemożliwe, Harry. - jęknęłam, po czym schowałam twarz w dłonie. Kompletnie nie wiedziałam co mam robić. Nie wiedziałam co mam o tym wszystkim myśleć. Spodziewałam się wszystkiego. Dosłownie wszystkiego, ale tego zdecydowanie nie. Moim PRAWDZIWYM ojcem okazał się człowiek, który mnie dosłownie nienawidzi, a ja jego nie darzę także przeogromną sympatią. Czułam się cholernie bezsilna. Przez całe moje życie nie znałam prawdy. Mogłam tego wszystkiego uniknąć. Teraz byłoby lepiej. Nie mogłam uwierzyć, że moja własna mama mi to zrobiła. Chciałam zapaść się pod ziemię. Chciałam zniknąć z tego świata. Chciałabym o tym wszystkim zapomnieć, wymazać z pamięci. Raz na zawsze. Po chwili poczułam duże ręce Harry'ego na swoich kolanach, na co niepewnie uniosłam swój wzrok. Wykonywał okrężne ruchy na mojej skórze, które tylko trochę mnie uspokoiły, a sygnety, które miał na palcach drażniły moją skórę. Moje całe ciało drżało z powodu nadmiaru tych wszystkich emocji nad czym nie mogłam w żaden mi znany sposób zapanować.
- Ej, wbrew pozorom to całkiem niezła wiadomość. Pomyśl. Teraz będziemy mogli przestać udawać. Skończymy z całą tą szopką. Przecież on na pewno się zgodzi. Będzie musiał. W końcu jesteś jego... Jego córką. Victoria, ciągniemy to wszystko już zdecydowanie zbyt długo. Nie wydaje ci się, że to jest odpowiedni moment, aby to wreszcie zakończyć? Raz na zawsze? Widzę jak kurewsko się przy tym męczysz i cierpisz, a to dla mnie jest najgorsza rzecz na świecie. Nie chcę, żebyś robiła coś wbrew swojej woli. Nie chcę widzieć twoje bólu. Chcę, żeby zawsze uśmiech widniał na twojej ślicznej twarzy, a nie tylko momentami. Chcę, żeby chociaż ten problem zniknął z twojego życia, abyś już się tym nie martwiła. Prawda jest taka, że to ja w pewien sposób stoję na przeszkodzie do twojego szczęścia, a przez to czuję się jak ostatni dupek. Tylko pomyśl, koniec udawania, że jesteśmy w sobie... zakochani, koniec kłamania naszym przyjaciołom i rodziną prosto w oczy. Po prostu definitywny koniec, Victoria. Pójdziemy do Paul'a i to zakończymy. Reszcie nie będziemy mówić całej prawdy, tylko by się wszystko pokomplikowało. Powiemy tylko, że jesteśmy bardziej najlepszymi przyjaciółmi, a ten związek się nie udał i że to nie wyszło. Victoria, Niall też uważa, że to posunęło się zdecydowanie za daleko. Trzeba z tym skończyć. Dla twojego dobra, księżniczko. - powiedział bardzo poważnym tonem, po czym posłał mi wymowne spojrzenie. Czułam dziwny uścisk w żołądku. Pragnęłam to zrobić. Pragnęłam tego najbardziej na świecie, jednak bałam się jak na to wszystko zareaguje Paul, który okazał się moim... Moim ojcem. Czy to wszystko nie komplikuje całej tej popieprzonej sprawy jeszcze bardziej? Chciałam coś powiedzieć, jednak w pewnym momencie usłyszałam dźwięk gwałtownie zamykanych drzwi, a w oddali mignęły mi długie kosmyki blond włosów. Nie! To niemożliwe! Oboje w pełni zdezorientowani popatrzyliśmy się w kierunku wyjścia. Moje całe ciało zostało sparaliżowane. Nie chciałam dopuszczać do myśli tego, że ktoś mój podsłuchać naszą rozmowę. Po chwili się opamiętałam i wybiegłam z mojej hotelowej sypialni, po czym znalazłam się w malutkim salonie. Amanda na jego środku chodziła w kółko trzymając się przy tym za głowę.
- Nie mogę w to uwierzyć! Ja po prostu nie mogę w to uwierzyć! Jak mogliście?! - krzyczała bardzo głośno, aż przez całe moje ciało przeszły nieprzyjemne ciarki, które poczułam, aż w palcach swoich stóp. Jeśli mam być szczera to nie wiedziałam co mam zrobić. Moje całe ciało zostało całkowicie sparaliżowane. Usłyszała rozmowę? "Oczywiście, że usłyszała, idiotko." Z nerwów mocno przygryzłam dolną wargę w wyniku czego po jakimś czasie poczułam smak krwi na swoich ustach. Harry ułożył swoją dłoń na moim ramieniu, zapewne dodając mi otuchy. W pewnej chwili Amy się do nas odwróciła. Jej twarz była cała czerwona, a włosy delikatnie się rozczochrały zapewne od nadmiernego przeczesywania. - Nie mogę w to uwierzyć! Nie mogę uwierzyć, że zrobiliście coś takiego! - krzyknęła, a ja chciałam do niej podejść, lecz zabroniła mi gwałtownym gestem ręki, przez co moje serce rozpadło się na miliony kawałeczków. - Nie! Nie podchodź do mnie, Victorio! Nawet się nie waż tego robić! To była jakaś gra?! Rodzaj eksperymentu?! O co tutaj, do jasnej cholery, chodzi?! Po co to wszystko?! Czy wy... - przerwała, bo do pomieszczenia wszedł ze zdziwiony wyrazem twarzy Niall. W tej samej chwili łzy swobodnie wypłynęły z jej niebieskich oczu, po czym swobodnie spłynęły po zaczerwienionych policzkach. Czułam, że za chwilę osunę się na podłogę. - Ty! Wiedziałeś! Wiedziałeś o tym wszystkim! Jak mogłeś, Niall?! Jak mogłeś mi to zrobić?! Dlaczego mi nie powiedziałeś?! Dlaczego mi nie powiedzieliście?! Jak wy wszyscy mogliście zrobić coś podobnego?! Dlaczego?! Po co było to wszystko! - krzyknęła, a blondyn do niej bardzo powoli podszedł. Widziałam jak dygotały mu nogi. Z resztą z moim ciałem wcale nie działo się lepiej. Cała drżałam, a moje serce biło tylko coraz szybciej i szybciej, jakby ktoś coraz bardziej naciskał jakiś guzik. Nie miałam nad tym żadnej kontroli. Moje płuca pracowały na najwyższym tempie i miałam wrażenie, że z każdym mijającym momentem usychały. Wzięłam ogromny oddech.
- O czym ty mówisz, kochanie? - powiedział bardzo delikatnym i melancholijnym głosem, chcąc zapewne uspokoić blondynkę, jednak to nic nie dało. Dziewczyna zacisnęła mocno szczękę oraz powieki, spod których wypłynęły kolejne łzy. Odwróciła głowę w bok, jakby bała się, że mając zamknięte oczy będzie mogła zobaczyć Niall'a. Między jej idealnie wyregulowanymi brwiami powstała malutka zmarszczka. Odniosłam wrażenie, jakby moje nogi wrosły w panele. Gdybym tylko mogła cofnąć czas, to bym to zrobiła. Zrobiłabym to bez żadnego wahania. Nie chciałam, żeby to tak wyszło. Nie chciałam, aby ona dowiedziała się w taki sposób. Moja Amy. Moja przyjaciółka. Moja siostra. - Amy? Księżniczko? Kochanie? - odparł, a w połowie załamał mu się głos. Domyślił się, że Amanda już wie. Widziałam niepewność w jego ruchać, widziałam strach. A czego ja bałam się w tym momencie najbardziej? Że przez moją jedną pieprzoną decyzję, która przekształciła się w przeogromny błąd moi przyjaciele mogą się pokłócić, że to ja mogę doprowadzić do tego, że mogą ze sobą zerwać. Po chwili dłoń blondyna spoczęła, na ramieniu dziewczyny, na co ona odskoczyła jakby blondyn był stworzony z ognia. Nigdy nie widziałam jej w takim stanie. Dosłownie nigdy.
- Zostaw mnie! Nie dotykaj mnie! Odejdź, Niall! - wykrzyczała, a moje serce wykonało obszerny obrót. W tym samym momencie Niall swobodnie upadł na kolana i chciał chwycić dłoń blondynki, jednak ona szybko ją cofnęła. Nawet z tej odległości zobaczyłam niebieskie oczy Horan'a, które teraz całe pokryte były łzami. Jego czerwone policzki oblała słoną cieczą. Wyglądał tak niewinnie, tak bezbronnie klęcząc przed nią. Trzymał ręce przed sobą z nadzieją, że blondynka je chwyci. Dopiero teraz zauważyłam, że cały czas wstrzymywałam oddech. Ogromna gula powstała w moim gardle, która uniemożliwiała mi powiedzenie czegokolwiek. W pewnym momencie Amanda otworzyła oczy i spojrzała na mnie i Harry'ego. - Nie mogę uwierzyć, że udawaliście przed nami wszystkimi, iż jesteście parą. Nawet nie chcę wiedzieć, jaki był tego cel. To wszystko było na pokaz?! Myślałam, że jesteście szczęśliwi, myślałam, że wreszcie coś zmieniło się w twoim życiu, Victorio. Myślałam, że cząstka szczęścia wreszcie zaiskrzyła w tobie. Myślałam, że jesteśmy przyjaciółkami. Myślałam, że jesteśmy siostrami, a ty mnie perfidnie okłamałaś! Jednak to okazało się... - nie skończyła, ponieważ do salonu wszedł zdezorientowany Zayn.
- O czym wy wszyscy, do jasnej cholery, mówicie?! - usłyszałam podniesiony głos, po czym poczułam, że niemal osuwam się na podłogę. To się nie dzieje na prawdę. To nie może dziać się na prawdę. Czy dzisiaj gorzej być już nie może? Najpierw rozprawa, następnie cholerny list i wiadomość, że pieprzony Paul jest moim ojcem, a teraz Amy i Zayn dowiedzieli się całej prawdy. Fantastycznie. Rozejrzał się po całym pomieszczeniu, zdziwiony patrząc na blondyna, aż jego wzrok stanął na mnie. Jego rozwarte oczy błysnęły jak czysty obsydian. Uspokajający miodowy odcień poszedł w niepamięć. - To pieprzona prawda?! Oszukiwaliście nas?! Do jasnej cholery, udawaliście, że jesteście pieprzoną parą?! Co tutaj się dzieje?! - wykrzyczał, a ja wzdrygnęłam na jego gwałtowny ton. Linia jego szczęki była idealnie zarysowana. Wyglądał jak kamienny posąg kompletnie pozbawiony wszelkich emocji. Jego mięśnie napięły się pod czarnym t-shirt'em, przez co były idealnie uwydatnione. Prychnął. - No tak, czego mogłem się spodziewać. Już się przyzwyczaiłem, że przy mnie nikt nie jest sobą, jednak myślałem, że chociaż ty jesteś inna, ale jesteś taka jak wszyscy. Co zrobiłaś, żeby Harry włączył się w tą zabawę? Jak go przekonałaś? Twoje niebieskie oczka podziałały? - z każdym jego kolejnym słowem czułam, jakby ktoś rozdzierał moją klatkę piersiową w celu wyrwania mojego serca. Jego smukłe palce powędrowały do jego włosów lekko je przeczesując. Czułam jak rozpadałam się na miliony malutkich kawałeczków, które w całość mógł połączyć tylko on. Mógł to zrobić tylko on, chociaż o tym nie ma bladego pojęcia. Tylko on może mnie połamać na cząstki i tylko on może ponownie scalić mnie w jedność. Słyszałam jego płytki i przyspieszony oddech. Powietrze wokół nas stało się gęste. Poczułam jak łzy wydobywają się z moich oczu, a ja patrzyłam się na niego z nadzieją, że... Właściwie to ja sama nie wiem czego od niego oczekiwałam. Nawet nie zauważyłam, jak blondynka wybiegła z apartamentu. Czas jakby się zatrzymał. Czułam palący wzrok Zayn'a oraz zmartwiony Niall'a i Harry'ego. Chciałam coś powiedzieć, jednak moje gardło było tak ściśnięte, że z moich ust wydobył się tylko zduszony jęk. Styles delikatnie opuścił swoje ręce z moich barków, po czym wyszedł zza moich pleców, co wyglądało jakby chciał mnie ochronić i chciał coś powiedzieć, jednak momentalnie przerwał mu czarnowłosy. - Daj sobie święty spokój. Nawet nie chcę was słuchać. Brzydzę się wami. I tak nie będę do końca wiedział, czy to co opuści wasze usta będzie prawdą, czy kłamstwem, prawda? Kurwa, nie spodziewałem się tego po tobie, Victorio. Nigdy. - powiedział oschłym i zimnym tonem, po czym szybkim krokiem opuścił pokój, a ja poczułam się jakby cząstka mnie odeszła razem z nim. Chciałam za nim krzyknąć, jednak z mojego gardła nie wydobył się żaden dźwięk. Moje serce zostało zamrożone. Nie mogłam oddychać, jakby coś porządnie ścisnęło mi krtań. Nie myśląc już nam niczym ruszyłam przed siebie. Nie zwróciłam już uwagi na nawoływania Harry'ego. Nawet nie wiem jak skończyłam w mojej łazience i uprzednio zamykając drzwi, zjechałam na podłogę. Nogi podciągnęłam pod swoją brodę, po czym oplotłam je swymi rękoma. Czułam ogromny ból w sercu, nad którym nie mogłam zapanować. Jakby ktoś rzucał we mnie cały czas kamieniami. Łzy cały czas przychodziły, przez co moje policzki były całe mokre. Nie miały końca, chociaż chciałam walczyć. Ale właściwie to po co mam to robić? Jaki jest tego sens? Dwie najważniejsze osoby uważają, że je perfidnie okłamałam, a jedna bliska mi osoba okłamała mnie. "Jest na to wszystko tylko jedna, jedyna rada i ty ją dobrze znasz, Victorio. Ty ją znasz wręcz idealnie. Po prostu sięgnij po nią. Sięgnij po swoją jedyną przyjaciółkę. Ona nigdy cię nie zawiodła. Nigdy cię nie zostawiła. Zawsze była, kiedy tego potrzebowałaś. Ona na ciebie cały czas czeka. Czeka, aby tylko uspokoić twoją duszę i serce. Ona ci pomoże. Zawsze ci pomagała i tak samo będzie i tym razem. Poczujesz wreszcie ogromne ukojenie. Zrób to! Zrób to, Victorio." - usłyszałam przytłumiony i bardzo mroczny głos w mojej głowie, a przez całe moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Czułam się coraz gorzej. Coś działo się w mojej głowie, a ja nie mogłam nad tym zapanować. "Nie. Nie! Nie, Victorio! Walcz! Nie chcesz tego! To nic nie zmieni! To tylko wszystko zdecydowanie pogorszy! To jest cholernie złe! Nie możesz! Dasz sobie radę, Aniele! Dasz sobie doskonale radę bez tego, Aniołku! Jesteś silna! Jesteś niesamowita, idealna, wspaniała. Nie rób tego. Jesteś aniołem. Nie niszcz siebie, błagam cię. Pomyśl o czymś co kochać, na czym ci zależy. To pomoże! Zrób to, Aniele. Zrób to!" To na czym mi cholernie zależy po prostu zniknęło, odeszło. Niczym otępiała sięgnęłam po moją kosmetyczkę, po czym zaczęłam szukać właściwej rzeczy. Całe moje ciało drżało, przez co nie mogłam trzymać prawie żadnego przedmiotu w swojej dłoni. Chciałam, żeby to wszystko zniknęło. Po prostu zniknęło. Odbijające się głosy w mojej głowie, poczucie winy, wspomnienia, moje myśli, ja. Miałam ważenie, jakby dwie różne osoby toczyły walkę w moich myślach. "Dobrze, Victorio. Bardzo dobrze. Fantastycznie ci idzie. Tak niewiele ci zostało. To jest jedyne i właściwe wyjście. Pamiętaj o tym! To jest jedyna droga, którą możesz właśnie teraz podążyć. Jedyna! To jest twoje ukojenie! To jest twój spokój! Znajdź ją! Sięgnij po nią! Uwierz mi! Będzie ci zdecydowanie lepiej. Tylko pomyśl o tym uczuciu. Pomyśl o tym stanie, w którym się znajdziesz. Będzie ci lepiej!" Będzie lepiej... Wysypałam niemal wszystkie rzeczy, aby znaleźć błyszczące się ostrze. Słyszałam szumienie mojej krwi w uszach, gdy w pewnej chwili dostrzegłam lśniące się przedmioty w świetle żarówek z łazienki. Dreszcz ekscytacji i bólu przeszył moje ciało na wylot. "Nie musisz tego robić, Victorio. To nie jest dobre rozwiązanie. Właściwie to nie jest żadne rozwiązanie. To jest złe. Cholernie i niewyobrażalnie złe. Przecież doskonale o tym wiesz. Powstrzymaj się. Posłuchaj się mnie. To nie jest jedyne rozwiązanie, pamiętaj. Proszę cię. Niszczysz siebie. Nie rób tego. Błagam cię, nie rób. Nie niszcz siebie i innych przy okazji." - usłyszałam głos tak kurewsko podobny do Zayn'a, że aż poczułam ogromny uścisk w mojej klatce piersiowej, przez co było mi jeszcze trudniej oddychać. Chciałam krzyczeć na cały głos, jednak krztusiłam się łzami. Chciałam wyrzucić z siebie te wszystkie emocje. Chciałam, żeby to wszystko zniknęło z mojej głowy. Chciałabym móc cofnąć czas. Chciałabym, żeby właśnie on był tutaj przy mnie. Żeby mi pomógł, żeby mnie zapewnił, że nie odejdzie, żeby mnie mocno przytulił, żeby mnie pocieszył, żeby mnie pocałował... "Zrób to! Zayn i Amy są na ciebie kurewsko wściekli. Nie chcą cię w ogóle widzieć. Nie chcą cię znać! Nie spojrzą ci w oczy! Przynajmniej zapomnisz o tym wszystkim! Wreszcie o tym zapomnisz! Nie chcesz tego? Wiem, że chcesz. Nie ukrywaj tego. Może być jeszcze gorzej, kiedy dowie się reszta. Danielle, Liam, Louis, Eleanor, Waliyha, rodzicie Amandy, cały świat... Wszyscy cię znienawidzą. Nie będą chcieli cię znać. Nikomu na tobie nie zależy. To jest idealny moment. Idealny moment, aby wszystko zakończyć, aby zakończyć wszelkie niepowodzenia, wszystkie potknięcia, każdy ból, cierpienie, zło. Idealny moment na śmierć." - niski głos jak echo odbijał się w mojej głowie. "Przyjdź do mnie, zadzwoń do mnie, napisz do mnie, gdy tylko będziesz chciała to zrobić. Przyjdę. Zawsze przyjdę i będę przy tobie. Ja jestem tu cały czas dla Ciebie, Aniołku. Możesz zrobić z tym co tylko chcesz..." - ponownie moje myśli zalał szept czarnowłosego. Płakałam coraz bardziej. Łzy jak wodospad spływały po moich policzkach, a ja miałam ograniczoną widoczność. "Zjawię się, Victorio. Zjawię." Złamałeś przysięgę Zayn. Nie ma cię tutaj, nie ma cię przy mnie, kiedy tego najbardziej na świecie potrzebuję. Zniknąłeś. Odwróciłeś swoją twarz. Ostatni raz spojrzałeś w moje oczy i odszedłeś. Nie ma cie, Zayn. Teraz mnie już nie uratujesz. Nikt mnie nie uratuje. To będzie koniec. "Zrób to wreszcie! Na co ty czekasz?! Przetnij wiele razy ostrzem swoją bladą skórę! Niech łzy niczym wodospad spływają po twoich policzkach! Rób kolejne cięcia! Doszczętnie rań całą swoją duszę! Zostawiaj na niej blizny! Niszcz samą siebie! Niszcz innych! Niech smutek zaleje twoje myśli! Zrób to! Zrób to, Victorio! Nie ma innego wyjścia! Zrób to właśnie teraz! Przyciskaj coraz mocniej i mocniej! Niech krew opuszcza twoje ciało. Daj mi siłę. Daj mi siłę, by żyć."
- Victoria?! Victoria! - dobiegł mnie przerażony głos Harry'ego. W tym samym momencie w dłoni rozłożyłam wszystkie żyletki, które przepięknie lśniły w świetle żarówek. Czułam jak krew w moich żyłach zaczyna szybciej przepływać. W głowie zaczęło mi niemiłosiernie szumieć. Coś zawładnęło moimi myślami. Przymknęłam powieki. - Natychmiast otwórz te drzwi! Do jasnej cholery! Proszę cię! Księżniczko! Otwórz! Victoria! Nie rób nic głupiego! Proszę cię! Odezwij się! Victoria! Słońce! Nie! Tylko nie to! Odłóż tą żyletkę! Słyszysz?! Odłóż ją natychmiast! Nie rób tego, skarbie! Proszę cię, otwórz, porozmawiamy! Nie rób tego! Proszę cię! To jest złe! To nie ma sensu, Victoria! Nie mogę cię stracić! Słyszysz?! Odezwij się! - krzyczał, płakał i mocno walił w drzwi jednocześnie, jednak ja słyszałam to już jak przez mgłę. Byłam w swoim świecie. Serce w mojej piersi łomotało coraz bardziej.
- Przepraszam, Harry. Przepraszam za wszystko. Nie chciałam, żeby to tak wyszło. Nie chciałam i ciebie zranić. Mam nadzieję, że wszystko się u ciebie ułożyć. Mnie to wszystko po prostu przerosło. Jestem za słaba na to wszystko. Żegnaj. - cichutko szepnęłam w pustą przestrzeń znajdującą się przede mną. Echo odbiło się od ściany i ponownie wróciło do mnie. Teraz byłam tylko ja i moje cholerne myśli. "Nie podchodź do mnie, Victorio!" Ich słowa jak sztylet utknęły w moim umyśle. Co ja narobiłam? Pierwsze cięcie pojawiło się na moim przedramieniu. Mocniej ścisnęłam dłoń w pięść, a paznokcie wbiły się w jej wewnętrzną stronę. Nawet nie syknęłam z bólu. Przyzwyczaiłam się do tego. Kropelki krwi bardzo szybko pojawiły się na śnieżnobiałej skórze, pokrytej starymi bliznami, a następnie kapały na podłogę. Nie czułam bólu fizycznego, zawładnął nade mną tylko ból psychiczny. Pochłaniał każdą cząstkę, każdy centymetr mojego ciała. Z każdym cięciem ogarniał mnie wewnętrzny spokój, jednak cierpienie coraz bardziej mnie wypełniało. "Już się przyzwyczaiłem, że przy mnie nikt nie jest sobą, jednak myślałem, że chociaż ty jesteś inna, ale jesteś taka jak wszyscy." Krew swobodnie spływająca po moich pokaleczonych nadgarstkach. Jego wzrok na mnie utkwił w moich myślach. Jego czarne niczym obsydian tęczówki. Jad w jego głosie. Jego słowa. Jego odejście. "W kopercie znajduje się także Jego zdjęcie, a na jego odwrocie dane osobowe Twojego biologicznego ojca." Zostałam okłamana. Przez moją mamę, która była dla mnie wszystkim. Dosłownie wszystkim. Zniszczyła mi życie. Zrobiła to nawet o tym nie wiedząc. Chciała dobrze, ale wyszło jeszcze gorzej. Cięcie za cięciem. Kreska na kresce. Jednak ból nie chciał zniknąć. On tylko się powielał. Z każdą sekundą się powielał. Opadłam na podłogę. To ten czas. Ten czas.

*** Oczami Zayn'a ***

- Zayn! Zaczekaj, do jasnej cholery! To nie jest tak jak myślisz! Natychmiast się zatrzymaj i mnie wysłuchaj! Ja pierdolę, Zayn! Będziesz tego wszystkiego cholernie żałował! Wysłuchaj mnie! Proszę cię! - jak przez mgłę usłyszałem głos Niall'a, jednak go zignorowałem. Nie chciałem mu się patrzeć w twarz. Moje nogi dalej prowadziły mnie po chodniku. Okolica była kompletnie opustoszała. Niall też miał w tej pieprzonej szopce swój udział. Nie mogłem w to wszystko uwierzyć. Dziewczyna, do której coś czuje wraz z moim przyjacielem udawali, że są parą. Przez taki czas. Przez tyle miesięcy. Tylko po co? Po co kłamali nam wszystkim prosto w oczy, po co trzymali się za ręce, po co się przytulali, po co się całowali? Dlaczego udawali zakochanych? "Chcieli zagrać na twoich uczuciach. Bawiło ich to. Oni znali prawdę, a ty nie." To moi przyjaciele. Przyjaciele czegoś takiego nie robią. "Mieli z tego niezłą zabawę." Harry nie wie co czuję do Victorii. "To była zabawna gra." Mój oddech był niezwykle przyspieszony, a serce waliło jak ciężki młot. To wszystko działo się zdecydowanie zbyt szybko. W głowie miałem kompletny mętlik. Z jednej strony się cieszę, bo oni nie są razem, a z drugiej jestem wkurwiony. - Zayn! - ponownie krzyknął, a ja gwałtownie się do niego obróciłem. Krew dosłownie wrzała w moich żyłach. Zacisnąłem dłonie w pięści, aby chociaż troszeczkę dać upust emocjom. W blasku księżyca zauważyłem ślady po łzach na jego zaróżowionych policzkach.
- Co?! Czego chcesz, Niall?! Jakie kłamstwa chcesz mi teraz nawtykać?! Wiesz, nie spodziewałem się tego po tobie. Prędzej oskarżyłbym siebie samego. Mówiłem tobie wszystko. Dosłownie wszystko. Zwierzałem ci się. Tylko tobie mówiłem całą prawdę, a ty trzymałeś coś przede mną w tajemnicy. Wiedziałeś od samego początku, czy dopiero później dołączyłeś do tej ciekawej zabawy? Zraniliście mnie. Wbiliście mi tym wszystkim sztylet prosto w serce. Tego nie robią przyjaciele. Tego się nie robi bratu. - ostatnie zdanie wyszeptałem. Mocno zacisnąłem powieki, po czym obróciłem się i zacząłem iść przed siebie. Chciałem stąd odejść jak najszybciej. Marzyłem tylko o tym, aby wreszcie znaleźć się sam.
- Victoria zrobiła to dla nas! Zrobiła to także dla ciebie! - zawołał za mną, na co przystanąłem w pół kroku. Na dźwięk jej imienia z świstem wciągnąłem powietrze do swoich płuc, po czym je tam zatrzymałem. Przełknąłem nadmiar śliny, który nagromadził się w moich ustach, a następnie zdziwiony odwróciłem się w jego stronę. - Oni tego nie chcieli. Zostali zmuszeni przez Paul'a. Oboje chcieli pomóc naszemu zespołowi, jednak nie mogli nic mówić dosłownie nikomu. Ja dowiedziałem się kompletnie przypadkowo. Nigdy bym cię nie okłamał celowo. Oni także. Chciałem ci powiedzieć, lecz nie mogłem. Razem z Harrym przez cały czas ci pomagaliśmy, abyś zbliżył się do Victorii. To wszystko z mojej i jego strony było zupełnie szczere. Robiłem wszystko, dosłownie wszystko aby ci pomóc. Jest też wiele rzeczy, o których nawet nie wiesz. Nie zdajesz sobie sprawy ile zrobił Harry. Zayn proszę cię... - przerwał mu dźwięk mojego telefonu. Niechętnie wyciągnąłem telefon z tylnej kieszeni moich spodni i odblokowałem ekran.

From Victoria
"Obiecałeś, że będziesz przy mnie nie zważając na wszystko. Nie ma cię wtedy, kiedy cię najbardziej potrzebuję, Zayn."

W tym samym momencie zauważył nadbiegającą postać. Liam. Już chciałem się zapytać o co chodzi, jednak on wypowiedział kilka słów, a przez moją głowę przeszło miliony tragicznych zdarzeń. Gdybym powiedział, że moje serce nie rozpadło się na miliony części to bym skłamał.
- Victoria... Nie wiem o co wam poszło, ale musisz jej pomóc. Natychmiast. - ledwo wydusił kompletnie zmęczony, a ja momentalnie zabrałem się do biegu. Nie wiem po jakim czasie wpadłem do hotelu, a następnie do naszego małego apartamentu. Ciało dygotało mi tak, że mogłem wyglądać, jakbym dostał napadu ostrej padaczki. Nie chciałem dopuszczać do wiadomości, że ona będzie chciała to zrobić.
- Victoria! Otwórz, do jasnej cholery, te drzwi! Proszę cię! Victoria, to nie jest dobre wyjście! Kurwa! Nie powinnaś tego robić! Słońce! Odłóż je! - usłyszałem donośny głos Harry'ego, za którym podążyłem. Zauważyłem bruneta, który stał przed drzwiami do łazienki i w nie uderzał. - Victoria. Błagam cię. Kochanie. Słoneczko. Odezwij się. Zostaw je. Proszę cię, nie rób tego. Powiedz chociaż słowo. Odezwij się. - wyszeptał, pomału dławiąc się swoimi łzami. Serce zaczęło mi bić szybciej, a ja przerażony podbiegłem do wejścia do łazienki.
- Victoria? Jesteś tam? - powiedziałem. Nawet nie zdawałem sobie sprawy jak bardzo drżał mój głos. Spojrzałem na Harry'ego. Teraz wyglądał zdecydowanie gorzej niż wczoraj. Jego policzki przybrały kolor czerwonej róży. Spływały po nich strużki łez, które chyba nie miały końca. Jego tęczówki przypominały dwa szmaragdowe kamienie, w których widoczne było tylko przerażenie i troska o Victorię. Wyglądał jak wrak człowieka.
- Zayn? - usłyszałem przerażająco osłabiony głos. Nie brzmiała jak ona sama. Płakała. Usłyszałem to. Była osłabiona. W ciągu sekundy podszedłem jeszcze bliżej, aby usłyszeć chociaż cokolwiek przez drewnianą powierzchnię. Poczułem, jak łzy zaczynają zbierać się na powierzchni moich oczu. Nie myśląc nad tym co robię z całej siły jaką tylko miałem kopnąłem nogą w drzwi, które na szczęście się otworzyły. Szybko rozglądnąłem się po pomieszczeniu, a kiedy zobaczyłem ją bladą opartą o kant wanny musiałem przytrzymać się framugi, aby nie upaść na swoje kolana. Gwałtownie wciągnąłem haust powietrza. Z jej przedramienia bardzo obficie sączyła się ciemno-bordowa ciecz. Dziewczyna uniosła swój wzrok. Jej oczy były przymglone, a jej źrenice szerokie, przez co wyglądała jakby była pod wpływem jakiś narkotyków. Kiedy w pewnym stopniu odzyskałem panowanie nad swym ciałem, na trzęsących się nogach podszedłem do Victorii.
- Nic mi nie jest. Zostaw mnie samą, Zayn. Po prostu wyjdź. Nie martw się. Zostaw mnie z tym wszystkim samą. Wyjdź stąd. - szybko odparła odwracając się, po czym ponownie chciała lśniącym ostrzem, znajdującym się w jej prawej ręce, przeciąć swoją skórę, jednak ja najszybciej jak tylko potrafiłem sięgnąłem i ją przed tym powstrzymałem. Całe moje ciało drżało z nadmiaru emocji. Moje serce biło tak mocno, że miałem wrażenie, iż za chwilę rozedrze moją klatkę piersiową i wyląduje na tych płytkach. Ponownie na mnie spojrzała. Widziałem, jak błagała o pomoc. Widziałem to w jej oczach. Zrobiłbym dla niej dosłownie wszystko, nie zważając na nic. Dosłownie na nic. Najgorsze w tym wszystkim było to, że nie wiedziałem co mogę zrobić. Ukląkłem przed nią, po czym podwinąłem rękaw swojej czarnej bluzy. Zobaczyłem zdziwienie wymalowane na jej twarzy.
- Proszę, weź moją rękę, Victorio, cały czas patrz mi się w oczy i tnij tyle razy ile zrobiłabyś to sobie. Tnij bez żadnych skrupułów. Rób to tak, jakby to była twoja skóra, twoje ciało. - powiedziałem poważnym tonem. Mój głos nawet nie zadrżał. Nie miałem żadnych wątpliwości. Doskonale wiedziałem co robię. Chciałem jej jakoś pomóc, ale nie znałem żadnego działającego sposobu, więc może on będzie tym właściwym? Gdybym tylko mógł w pewnej części przejąć od niej ból, zrobiłbym to bez żadnego zastanowienia. To wszystko sprawia, że rozpadam się od środka. Staję się bezużytecznymi kawałkami. Wiedza, że następne cięcie może być przyczyną jej śmierci niszczy mnie. Jednak jeśli ona odejdzie, chcę odejść razem z nią. - Zrób to jeśli tego potrzebujesz. Zrób to tak, jakbyś robiła to sobie. Jesteśmy w tym razem, pamiętasz? Razem. Nie jesteś sama i nigdy nie będziesz. Nie pozwolę na to, gdyż znaczysz dla mnie zbyt wiele.
- Nie mogę tego zrobić. Nie mogę cię tak zranić, Zayn. Nie mogę. Nigdy. - odpowiedziała słabym głosem, kręcąc głową. Najdelikatniej jak tylko potrafiłem chwyciłem jej dłonie. Problem w tym, że mnie ranisz Victorio. Robisz to psychicznie, a nie fizycznie. Ranisz tym nas wszystkich. Nie osłabiasz tylko siebie, lecz także ludzi, którzy znajdują się wokół ciebie, chcąc ci pomóc z tym wszystkim skończyć. Sprawiasz, że każdego dnia boję się, że znowu to zrobisz. Wolałbym każdego ranka czuć ból fizyczny, niż żyć ze świadomością, że coś może ci się stać. Że cię nie... Nie zobaczę, ukochany Aniołku. - Zayn, wyjdź proszę. Nie chcę, żebyś to wszystko oglądał. Proszę cię, zrób to dla mnie. Gdybyś wcześniej... Teraz wyjdź. Proszę cię, zostaw mnie samą. Po prostu wyjdź z tej łazienki. Nie ma już żądnego odwrotu. Wyjdź, Zayn. Chcę zostać sama. Zupełnie sama. - dopowiedziała, po czym uprzednio się lekko odwracając, znowu chciała wykonać kolejne cięcie, jednak zatrzymała żyletkę dokładnie przed skórą, kiedy zobaczyła, że ja sięgam po jedną z nich, które znajdowały się na podłodze. Dosłownie zamarła. Łzy dalej spływały po jej policzkach.
- Nie mógłbym cię zostawić wtedy, kiedy mnie potrzebujesz. Musisz wiedzieć, że kiedy ty będziesz się tak ranić, ja zrobię to samo, tylko dwa razy więcej. Będę robić to dwa razy mocniej. Będziemy siedzieli w tym razem. Rozumiesz, razem? Nie chcę, byś kiedykolwiek była sama. Nie chcę, abyś czuła się samotna. - powtórzyłem moje słowa, kiedy znajdowaliśmy się w Bradford, po czym bezproblemowo przejechałem ostrzem po mojej skórze, a następnie kolejny raz. Chciałem wykonać tyle samo cięć ile ma Victoria. Jeśli mam być szczery to nic nie poczułem. Dosłownie nic. Okropnie bolało mnie serce, gdy widziałem jak robiła to Victoria, gdy widziałem jak cierpi, jak smutne są jej oczy i jak łzy spływają po jej policzkach, przez co wyglądają jak małe brylanciki. To mnie po prostu niszczyło od środka. Po sekundzie na mojej skórze pojawiły się małe kropelki krwi. W pewnej chwili usłyszałem cichy dźwięk metalu uderzającego o płytki.
- O mój Boże! Zayn! Co ty robisz?! Dlaczego?! - krzyknęła, po czym się do mnie przysunęła, a ja uprzednio rzucając żyletkę w kąt, szybko oplotłem ją swymi ramionami. Chciała się wyrwać. Rzucała się na wszystkie możliwe strony i biła w moją klatkę piersiową, jednak ja tylko wzmocniłem swój uścisk. - Co ty robisz, Zayn? - wyszeptała w moją koszulkę, kiedy się już uspokoiła. Cała przyległa do mojego ciała. Dziewczyna zaczęła cicho łkać, a jej łzy spływały na moje ciało. Czułem przyspieszone bicie jej serca, które idealnie współgrało z moim.
- Obiecałem, że będę przy tobie, Aniele, kiedy będziesz mnie potrzebowała. Przepraszam, że zjawiłem się tak późno. Przepraszam, że zrobiłaś to przeze mnie. Przepraszam, że w ogóle odszedłem. Przepraszam za to co powiedziałem wcześniej. Nie chciałem. Nie panowałem nad sobą. To wszystko przez cholerne emocje. Nie miałem tego na myśli. Nie chcę, żebyś myślała, że jesteś sama. Zawsze możesz na mnie liczyć. Proszę cię obiecaj, że jeżeli będziesz chciała zrobić to ponownie dasz mi znać. Jeśli się coś stanie, zadzwoń do mnie. Proszę cię. - szepnąłem, po czym lekko ją od siebie oderwałem. Miała szczelnie zaciśnięte powieki. Szybko wstałem i odszukałem apteczkę. Wsłuchując się w jej płytki oddech, który łamał mi serce, szybko opatrzyłem jej rany. Bałem się popatrzeć w jej twarz, gdyż złamałem przysięgę. Bałem się zobaczyć jej łzy. Bałem się, że sam się rozpłaczę, co tylko pogorszy całą sytuację. - Nie chcę by najważniejsza osoba w moim życiu była w niebezpieczeństwie, rozumiesz? Nie chcę, aby się raniła, Aniele. - odparłem, po czym poczułem jej drobne ciało przy swoim. Bardzo ostrożnie podniosłem dziewczynę z białych, zimnych płytek i wyszedłem z tego przeklętego pomieszczenia. Po sekundzie byłem już koło dużego łóżka, pokrytego kremową narzutą, na którym usiadłem, a Victoria cały czas była przy mojej klatce piersiowej, siedząc przy tym na moich kolanach. Ciało przy ciele. Serce przy sercu. Mieszające się oddechy. Poczucie winy z obu stron. Czułem jakbym w swych ramionach trzymał cały swój świat i za żadne skarby nie chciałem go puszczać. Przez otwarte na oścież okno w jej sypialni wlatywało szalenie zimne powietrze, aż przez jej drobne ciało przeszły ciarki, które poczułem aż na swojej skórze.
- Harry, proszę cię, przynieś jej jakiś koc. - drżącym głosem zwróciłem się do Harry'ego, który w mgnieniu oka ruszył po właściwą rzecz. Nawet nie wiedziałem, że on cały czas tam stał. Głowa brunetki swobodnie spoczywała na moim torsie, a ja cały czas kurczowo trzymałem ją w swoich ramionach, bojąc się ją puścić choć na sekundę. Łzy cały czas przychodziły, a moje serce pękało na każdy dźwięk z jej płytkich oddechów. Nie wiedziałem co zrobić. Bezradność w takich przypadkach jest koszmarna. Doszczętnie rozdziera ciebie od wewnątrz, sprawiając, że jesteś słabszy. Jej łzy spływające po mojej piersi cięły moją duszę jak najostrzejszy nóż. Po chwili brunet z przejętą twarzą pojawił się z białym, puchatym materiałem w ręku i drżącymi rękoma mi go podał. Przyciągnąłem Victorię jeszcze bliżej do siebie, szarpiąc w górę koc, który wydał się zdecydowanie zbyt szorstki na jej skórę i owinąłem go wokół jej odkrytych ramion, gdyż górna część jej bluzki minimalnie się osunęła. 
- Przepraszam. Naprawdę przepraszam cię, Zayn. - powiedziała ochrypłym i bardzo słabym głosem, a ja poczułem nieprzyjemny uścisk w sercu i żołądku, który sprawił, że poczułem się jak skończony debil, idiota i kretyn w jednym. To nie ona powinna mnie w tym momencie przepraszać, tylko ja ją. Gdybym tak gwałtownie nie zareagował, gdybym porozmawiał i wysłuchał jej i Harry'ego wytłumaczenia jak normalny i cywilizowany człowiek to to wszystko nie miałoby miejsca. Nie sięgnęłaby po nią. Nie zrobiłaby tego znowu przeze mnie. Mógłbym ją przed tym uchronić, gdybym po prostu nie wybiegł. Wtuliła się we mnie, palcami ściskając włosy nad moim karkiem. Jej ciało cały czas drżało, a stłumiony szloch wydobywał się z jej ust. Nasze klatki piersiowe unosiły się w tym samym tempie. - Naprawdę nie chciałam, żeby to tak wyszło. Proszę cię uwierz mi. Musisz mi uwierzyć. Nigdy bym cię nie okłamała, Zayn. Nie byłabym w stanie tego zrobić. Nie mogliśmy powiedzieć kompletnie nikomu. Paul nam zabronił. Miałam związane ręce. Niall się dowiedział przez przypadek i musiał utrzymać to wszystko w tajemnicy, bo go o to poprosiłam. Mój... Paul nawet nie ma pojęcia, że on o tym wiedział. Nie chcieliśmy was okłamywać, ale nie mieliśmy innego wyboru. Przepraszam cię dosłownie za wszystko. Nie chciałam, żeby to się tak potoczyło. Nie chciałam, żebyś się przeze mnie pociął. Proszę cię, nie bądź na mnie zły. Nie nienawidź mnie. - powiedziała między napadami płaczu, a łzy, które powstrzymywałem od jakiegoś czasu w pewnej części wyślizgnęły się z moich zamkniętych oczu. Zacisnąłem mocniej szczękę, aby w jakiś sposób się od nich powstrzymać, aby to zatrzymać. Serce waliło mi jak oszalałe, przez co słyszałem jego bicie w swoich uszach. Przyciągnąłem dziewczynę jeszcze bliżej, aby mieć pewność, że nic się jej nie stanie. Dlaczego jestem takim cholernym i perfidnym dupkiem, że to zawsze przeze mnie, przez moje czyny, słowa jej dzieje się jakaś krzywda? Dlaczego ja ją tak cholernie ranię, chociaż tego nie chcę? Dlaczego, gdy coś robię to to zawsze idzie nie po mojej myśli? Zrobiłbym wszystko by zabrać od niej wszelki ból. Najgorsze to, że chcę ją za wszelką cenę chronić, a są temu przeciwne skutki.
- Już dobrze. - cały czas jej szeptałem, wprost do jej ucha. Starałem się ją uspokoić, bojąc się tego, że może pojawić się kolejny atak paniki. - Nic się nie dzieje. Jestem tu dla ciebie, tylko dla ciebie. Nie masz za co mnie przepraszać. Słyszysz? Wszystko jest w porządku. Nic się nie stało. Staraj się jakoś uspokoić. Wiedz, że wszystko będzie dobrze. Jakoś się ułoży. Victoria, nigdy nie byłbym w stanie ciebie nienawidzić. Nigdy, rozumiesz? Nigdy. - powiedziałem. Nawet gdybym chciał to zrobić, to nie dałbym rady. Z każdą mijającą sekundą jej ciało drżało coraz mniej, płytki i nierównomierny oddech się normował, a z mojego serca spadł ogromny głaz. Jednak dalej czułem jej łzy na swojej skórze, co sprawiało, że ogromna gula powstała w gardle. Lekko się od niej oderwałem, po czym spojrzałem na jej czerwoną od płaczu twarz. Uniosłem swoje dłonie i delikatnie dotknąłem jej gorących policzków. Chciałbym mieć dar, żeby swoim dotykiem leczyć ciało i duszę. Chciałbym sprawić, żeby ona czuła się lepiej. Bardzo mi na tym zależy.
- Zayn? - usłyszałem jej niezwykle ochrypnięty głos. - Czy możemy zacząć wszystko od samego początku? Czy możemy zapomnieć o dosłownie wszystkim co nas spotkało i mieć zupełnie czyste konta? Proszę cię... - zapytała z ogromną nadzieją w głosie. Spojrzałem w jej zniewalające oczy, które dalej były we łzach. - Chcę, aby przynajmniej między nami było wszystko dobrze. Bardzo mi na tym zależy. - dodała już troszeczkę ciszej, po czym spojrzała w dół. Mój wzrok powędrował za jej. Biały bandaż, który znajdował się na rękach dziewczyny, zdążył minimalnie przesiąknąć ciemno-bordową cieczą. Zrobiłbym dosłownie wszystko by cofnąć czas, aby ona nie zostawiła blizny na swojej duszy. Dosłownie wszystko. Delikatnie dotknąłem jej dłonie, po czym uniosłem je na wysokość swoich ust i ucałowałem ich zewnętrzną i wewnętrzną stronę. Jej aksamitna skóra była miękka oraz biło z niej ogromne ciepło. Patrząc się jej głęboko w oczy, delikatnie skinąłem głową. - Mam na imię Victoria. - powiedziała drżącym głosem niepewna swoich słów.
- Jestem Zayn Malik z One Direction. - odpowiedziałem, przyglądając się zapłakanej twarzy dziewczyny. Łzy dalej pomału spływały po jej delikatnych policzkach, zapewne już ich nie kontrolowała. Na jej skórze wyglądały jak malutkie brylanciki, które warte są tak wiele. Ostrożnie wyciągnąłem dłoń przed siebie i kciukiem pozbyłem się nadmiaru łez z jej delikatnej twarzy. Spotkałem niezwykłego Anioła na swojej drodze. Nie wiem, czy jestem tego w pełni godny. Nie wiem jaki był tego powód. 
- I to ma na mnie niby zrobić wrażenie? - usłyszałem jej głos głos, po czym dziewczyna niepewnie się we mnie wtuliła. Jeszcze mocniej przyciągnąłem ją do siebie i szczelnie oplotłem ramionami. Nie wiem ile czasu minęło, zanim w pełni się uspokoiła, zanim łzy wydawały się wyschnąć, a jej poszarpany oddech wyrównał się. Minuty? Godziny? Nie miałem bladego pojęcia. Dla mnie czas jakby stanął w miejscu, gdyż trzymałem w ramionach skarb, starając się go przez wszystkim chronić. Jej uścisk troszeczkę się poluźnił, jednak nie na tyle, abym jakoś mógł się od niej oderwać. Spojrzałem na jej twarz, uprzednio odgarniając z niej pojedyncze kosmyki włosów. Jej powieki były przymknięte, gęste rzęsy w kolorze hebanu spoczywały na górnej części jej czerwonych policzków, a klatka piersiowa spokojnie unosiła się i opadała. Zasnęła. Podniosłem ją trochę i jakoś ją ułożyłem na swoim torsie, w który momentalnie się wtuliła. Jej policzek wylądował dokładnie na moim sercu. Zadrżałem.
- Jesteś aniołem. - wyszeptała przez sen wprost w mój mokry już t-shirt, na którym kurczowo zacisnęła swoje ręce. Uniosłem swoje dłonie, po czym palcami zacząłem wodzić po jej wszystkich ranach. Z każdym pokonywanym milimetrem moje serce kuło coraz bardziej. Nawet nie chciałem sobie wyobrażać co ona tak na prawdę przeżywała, ile cierpienia doświadczyła. A co było w tym wszystkim najgorsze? Świadomość, że się do tego przyczyniłem. Nikt nigdy nie chce ranić osoby, na której nam zależy. Ja też tego nie chcę, choć czasami to robię. Raniąc ją, ranię także siebie, bo jej ból jest dla mnie nie do zniesienia, a poza tym ona jest częścią mnie. Moją brakującą częścią. Nie mam bladego pojęcia jak ona daje sobie radę. Gdybym tylko mógł to przejąłbym jej każdy ból. Dosłownie każdy, aby chociaż troszeczkę ją odciążyć. Jest niezwykła. Nie wiem jakim cudem ona jeszcze jest na Ziemi, ale na pewno jest pod opieką samego Boga oraz Archaniołów. Przymknąłem powieki, po czym złożyłem delikatny pocałunek na jej włosach. Jest zniewalającym Aniołem, który został pozbawiony swoich skrzydeł.
- Twoim stróżem, zagubiony Aniele. Tylko twoim.

________________________________________________________
DOBRA, PRZEPRASZAMY! 
PRZEPRASZAMY!
PRZEPRASZAMY!
Ale przynajmniej rozdział jest długi, prawda? :)
Kto się tego spodziewał? :D 
Jak myślicie co się stanie dalej?

PROSIMY O KOMENTARZE Z WASZYMI OPINIAMI, BO MALEJE ICH ILOŚĆ! :)
CHOCIAŻ KROPKĄ TEŻ NIE POGARDZIMY!

NIE CHCEMY WAS SZANTAŻOWAĆ, ŻE NIE BĘDZIE ROZDZIAŁU, KIEDY NIE BĘDZIE ODPOWIEDNIEJ ILOŚCI KOMENTARZY :c 
Zależy nam! :*

- Katy&Care.

30 komentarzy:

  1. Cholernie bardzo lubie takie rozdzialy. O matko. Ryczylam... Przepiekny rozdzial. Chcoiaz gdyby umarla tez nie bylabym jakos bardzi zmartwiona . xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękny... Brak słów... Przepraszam, ale nie wiem co napisać jest taki perfekcyjny ten rozdział, tyle emocji wywołuje <3 I to zachowanie Zayn'a <3
    F.M.

    OdpowiedzUsuń
  3. JPRDL!!!!! PŁACZĘ !!!!!RYCZĘ !!!!!WYJĘ !!!!
    NIE MOGĘ SIĘ USPOKOIĆ !!!!! ON POZNAŁ PRAWDĘ , ONA CIĘŁA SIĘ , A ZAYN ..... TEŻ !!!! PO PROSTU UWIELBIAM WAS !!!! KOCHAM !!!! I NIE WIEM CO JESZCZE !!!
    Po prostu nie mogę doczekać się kolejnego !!!
    Zapraszam do mnie
    Vanessa <3
    http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju <3 Ryczę!!!! NIE WIEM CO NAPISAĆ!

    OdpowiedzUsuń
  5. OMG.... tyle spadło na Victorie... Okazało się ,że jej ojcem jest Paul...kłutnia z Jej przyjaciółką i Zaynem. którzy dowiedzieli sie ,żę jej związek z Harrym to kłamstwo. Ja niemogę prożba Harrego aby Vic zostawiła te żyletki OMG...i to jak ona się z nim żegnała. Dobre ,że Niall powiedział Zaynowi ,żę Harry z Victoią byli do tego zmuszeni przez Paula bo dzięki temu on gdy Liam powiedizaiał ,że ma ratowaź Vic szybko do niej pobiegł. i to jak on ciął się aby ona tego nie robiła. OMg Płaczę przez was ...Czekam na next
    ~~Car

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow. Warto było czekać.<3 Nareszcie Zayn zna prawdę. Już nie mogę się doczekać aż powiedzą sobie co czują <3

    OdpowiedzUsuń
  7. O mój Boże,... pierwszy raz autentycznie płakałam. To w jaki sposób piszecie rozdziały... wow. Nie mogę się uspokoić... Przeżywałam to razem z Zaynem i Victorią... Jesteście wielkie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wow... Przepiękny rozdział... Nie potrafiłam się go doczekać ale jest!!! Szczerze to czekałam aż Zayn dowie się prawdy a tu proszę! Jeszcze w takich okolicznościach... Po prostu piękny... Z niecierpliwością czekam na kolejne... Życzę weny... <3

    OdpowiedzUsuń
  9. WOW 😲 świetny rozdział i życzę dalszej weny do pracy 👄

    OdpowiedzUsuń
  10. :o brak słów :o nie ma na świecie słownika w którym bym mogła znaleźć jakiekolwiek słowa opisujące to mega genialne po prostu cudo :* Kocham <3333333 Bardzo, a to mega bardzo uwielbiam :3 W życiu bym się nie spodziewała takiego przebiegu zdarzeń! :o Jeszcze niech sobie wyznają miłość i wszelkie inne rzeczy :3 Kocham :* <33333 Dziękuję bardzo (nawet sobie nie wyobrażacie jak jestem wam wdzięczna) za pisanie tego cuda i poświęcony dla nas czas :D Z każdym rozdziałem sądzę, że nie da się tego bardziej lubić i że nie może być większej niecierpliwości czekania na następny rozdział i za każdym razem się bardzo, a to bardzo mylę ;) Czekam z niewyobrażalne wielką niecierpliwością na next'a! :D Błagam dodawajcie szybko :3 Po raz setny, jak nie tysięczny KOCHAM :* <333333 <333333333 <333333333 <3333333 <333333333

    OdpowiedzUsuń
  11. Rycze przez Was! Cieszę się że Zayn się dowiedział, szkoda tylko, że w taki sposób.. Zastanawiamnie czy Paul wie, że Vic to córka jego dawniej miłości.. Pewnie tak, ale w takim razie dlaczego ją tak traktuje? Czekam na kolejny ;* @Nutka_13 x

    OdpowiedzUsuń
  12. Wow ten rozdział jest piękny w pewnym momęcie łzy mi leciały z oczu i nie mogłam ich zatamować. Piszecie cudowne opowiadanie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ojej! ❤❤❤❤❤ Ola! ❤❤❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  14. Jaki emocjonujący rozdział, jejciu. :c

    OdpowiedzUsuń
  15. O MÓJ BOŻE!!
    O JEBNIĘCIE PIERDOLNIĘTY, KUREWSKI CHUJ!!!

    SKOŃCZYŁY MI SIĘ PRZEKLEŃSTWA... ALE MOGĘ WYRAZIĆ SWOJE ZDANIE BEZ NICH. WIĘC TAK. CO TO DO CHOLERY JEST? JAK AMY MOGŁA ICH PODSŁUCHIWAĆ!? NO PYTAM!! A ZAYN!? ZŁAMAŁ PRZYSIĘGĘ!! JESZCZE I TAK NIE ZNA PRAWDY!! BO TYLKO VIC WIE, ŻE JEJ 'OJCIEC' JĄ SZANTAŻOWAŁ. NO JA BYM GOŚCIA CHYBA ZABIŁA. NIE KATUJCIE WIĘCEJ TAAAAAAKAĄ PRZERWĄ, BO NIE WYROBIĘ.

    a tak ps... oni są nadal w Polsce, co nie? To co tam robi Liam? Nie leciał z nimi...

    <333
    ;***
    CZEKAM NA NASTĘPNY!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liam leciał z nimi w tekście jest napisne że mówił coś do Vic w samolocie ni chce cytować bo jeszcze się pomylę

      Usuń
  16. O rany dawno mnie tu nie było :/ ale szkoła i wql nauka porażka. Jestem mega zdziwiona ze on jednak przyszedł jej na ratunek bo był na nią ostro wkurzony i mam nadzieję ze przyjaciółka jej wybaczy i Niallowi oby czekam na next :)
    Gabrysia :*

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie no, poryczałam się! 😭 kocham Wasze opowiadanie ! Za każdym razem mnie wzrusza, poprostu GENIALNE! ❤💞

    OdpowiedzUsuń
  18. Boski rozdział!! Czekam na następny, mam nadzieję, że będzie szybciej niż ten ;)

    OdpowiedzUsuń
  19. Boski rozdział!! Czekam na następny, mam nadzieję, że będzie szybciej niż ten ;)

    OdpowiedzUsuń
  20. Za co wy przepraszacie?
    Popłakałam sie 2 razy czytając ten rozdział, a mnie jest tak bardzo ciężko doprowadzić do płaczu..
    Ten rozdział jest poprostu idealny
    Nie mam słów które by teraz wyraziły moje uczucia
    To opowiadanie skradło moje serce
    Jestrm wam bardzo wdzięczna że postanowiłyście na takie opowiadanie
    To opowiadanie jest u mnie na pierwszym miejscu
    DZIEKUJE WAM <3
    ~ Viktoria

    OdpowiedzUsuń
  21. Cudowny rozdział aż sie poryczałam! Nie moge sie doczekać następnego mam nadzieje że Victoria pogodzi sie z Amy i że nie będzie jusz musiała z Harrym udawać i rze będzie razem z Zaynem. Aten rozdział jest nie do opisania boski <3

    OdpowiedzUsuń
  22. Jesteście najlepsze dodawajcie częściej bo rozdziały są boskie a ten chyba najlepszy w całym ff

    OdpowiedzUsuń
  23. Boże normalnie hdjfjxjdjjcjrjidx cudo *-* Nareszcie dowiedzieli się prawdy między Vic i Zayn'em moze sie ułoży <3 O jezu normalnie zawalisty rozdział! Jesteście niesaowite! Życze dużo weny i czekam na next'a :* ;3

    OdpowiedzUsuń
  24. Może mnie ktoś zabić? :)))
    Pisałam rozdział i oczywiście się nie zapisał :)))
    Rozdział cudowny, czułam się normalnie, jakbym była Victorią! To niesamowite przeżywać z nimi takie historie
    Jesteście cudowne, dziewczyny! Każdy kolejny rozdział jest coraz lepiej pisany ;*
    Dodajcie szybciutko next, bo już się nie mogę doczekać *.*
    Pozdrawiam @xnobodyxknows xx
    Ps. Przepraszam, że dopiero teraz piszę, ale myślałam, że mój komentarz się tu znajduje, ponieważ tego samego dnia pisałam z telefonu mamy, ale oczywiście znowu musiał zawalić -,-
    Teraz weszłam zobaczyć, czy jest nowy rozdział i sprawdzić komentarze, przewijam i przewijam i nie ma mojego xdd
    Ale już jest:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wróć, ja pisałam rozdział, pewnie XD
      *komentarz XD

      Usuń
  25. OMG!!! To jest cudowne!!! Kocham to!! Ryczałam, ale to nie zmienia faktu, że to uwielbiam!!!

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze xx