czwartek, 2 lutego 2017

Rozdział 104

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ❤

Na wstępnie chciałybyśmy Was przeprosić, za to, że tak długo nas tutaj nie było. Wiemy, że ten rozdział za wiele nie wnosi do akcji całego opowiadania, jednak serdecznie zapraszamy do zapoznania się z jego treścią i pozostawienia ewentualnego komentarza, na znak, że wciąż jesteście, za co Wam dziękujemy. xoxo

Święta Bożego Narodzenia to zdecydowanie jeden z najbardziej wyczekiwanych okresów w ciągu całego roku. Mimo, iż poprzedza go wiele przygotowań, to wszyscy podekscytowani zasiądą przy wigilijnym stole, zapełnionym przepysznymi, domowymi potrawami i spędzą mile czas, by następnie wręczyć drobne prezenty, które wywołają uśmiech na twarzach rodziny, przyjaciół czy wybranków serc. Ja również czekałam na ten czas z niecierpliwością. Wigilia miała się odbyć w domku chłopaków, czyli tam gdzie w tamtym roku. Wraz z dziewczynami pojechałyśmy tam trochę wcześniej, żeby się ze wszystkim wyrobić, ponieważ chłopaki mieli przyjechać od razu na Wigilię, wiec nie mieli jak nam pomóc. W międzyczasie do domu przyjeżdżali członkowie wszystkich rodzin, przez co robiło się coraz bardziej nastrojowo i świątecznie, co uwielbiałam. Przypominało mi to moje święta za czasów wczesnej młodości, gdy moja mam żyła i wszystko było zupełnie normalne. Wtedy uwielbiałam Boże Narodzenie, i dzięki tym wszystkim ludziom znowu je pokochałam.
- Victoria, chodź pomożesz mi ubrać choinkę! - usłyszałam podekscytowany głos Amandy, która weszła do mojego pokoju, a na jej twarzy widniał ogromny uśmiech. Akurat skończyłam pakować prezenty, więc zostawiłam je na stole i poszłam za blondynką do salonu. Na szczęście wszystkie ozdoby były już na miejscu, więc nie trzeba było ich targać z piwnicy, za co podziękowałam w duchu osobie, która to zrobiła. Po kolei zawieszałyśmy wszystko na choince, śmiejąc się co chwilę, gdy bombki wypadały nam z rąk lub gdy choinka kuła nas po rękach. Wszystko szło nam dość sprawnie, jednak mój niski wzrost dał o sobie znać, kiedy chciałam zawiesić bombkę na jednej z wyższych gałązek, jednak nie dostawałam. Już miałam zrezygnować i iść po krzesło, ale na moich biodrach pojawiły się czyjeś ręce, które podniosły mnie lekko do góry. Zadowolona, że powiesiłam w końcu ta przeklętą ozdobę, odwróciłam się, by podziękować, jednak gdy zobaczyłam kto za mną stoi, to pudełko po bańkach wypadło mi z rąk i upadło na podłogę.
- Tęskniłem, aniele. - usłyszałam jego głos, czując jak moje serce jak i oddech przyspiesza. Tęskniłam za nim. Zayn ostrożnie postawił mnie na ziemi, a ja od razu się do niego przytuliłam. Brakowało mi go. Jego ramiona szczelnie owinęły się wokół mojego ciała, co utwierdziło mnie w przekonaniu, że on tutaj jest, a to nie jest żadna iluzja. Kocham go. Zaciągnęłam się zapachem jego perfum z przymkniętymi powiekami, a uśmiech pojawił się na moich ustach. Poczułam szczęście. Jego palce miękko przesuwały się po materiale mojej białej koszulki. - Mam nadzieję, że drobna niespodzianka się udała. Wesołych świąt, kochanie. - wyszeptał mi do ucha, a ja się odsunęłam, chwyciłam go za kark i nie czekając ani chwili dłużej, żarliwie pocałowałam. Zayn uśmiechnął się przez pocałunek i mocniej wbił palce na mojej tali, przez co dreszcze przeszyły moje ciało na wylot. Czułam jak energia rozpierała mnie od wewnątrz i wszystko stawało się coraz bardziej kolorowe.
- Lepszej zrobić nie mogłeś. - zaśmiałam się, a on oparł się czołem o moje. Jego oczy były wpatrzone tylko we mnie i musicie mi uwierzyć, że ledwo stałam o własnych siłach, gdy czułam go przy sobie.
- Victoria? Z kim ty rozmawiasz? - zapytała Amy, wychodząc zza choinki. Za nią zauważyłam Nialla, który przytulił zdezorientowaną blondynkę od tyłu, na co ona głośnio pisnęła. Zayn chwycił mnie za rękę i ignorując wszystkich pociągnął mnie do naszej sypialni, w której panowała kompletna cisza. Ułożył się na łóżku i przyciągnął moje ciało do swojego. Moje mięśnie się rozluźniły, jednak krew szalała w moich żyłach.
- Brakowało mi tego. - szepnął mi na ucho, przerywając krótką chwilę ciszy. Wtuliłam się w jego klatkę piersiową i wsłuchiwałam się w melodię, jaką było bicie jego serca. Zayn co kilka chwil składał drobny pocałunek na moim czole, nosie, czy obojczyku.
- Niemalże zapomniałam jakie to jest uczucie mieć ciebie przy sobie. - przyznałam, a Zayn złączył nasze dłonie i uniósł je do góry przyglądając im się. Drugą ręką kreślił różne wzorki na moich plecach. Po chwili puścił moją dłoń i chwycił delikatnie druga rękę, głaszcząc moje przedramię. - Zayn. - jęknęłam, gdy zorientowałam się jaki ma w tym cel - sprawdzał, czy na mojej skórze nie pojawiły się nowe rany. - Było mi bez ciebie ciężko, to prawda. - zaczęłam, na co poczułam jak jego mięśnie się spinają. - Jednak możesz być spokojny, nie zrobiłam tego i nie zamierzam, obiecałam ci to w Mediolanie. Skończyłam z tym raz na dobre, dla ciebie i przez ciebie. - powiedziałam pewnym tonem, patrząc w jego złote oczy. Przybliżyłam się do niego twarzą, a on otarł swój nos o mój. Ułożył dłonie na moich biodrach, ścisnął je i posadził mnie na swoich udach. Zachichotałam i oparłam się rękami o jego klatkę piersiową, po czym Zayn się podniósł, zmniejszając dystans między nami. W tym samym momencie drzwi od pokoju gwałtownie się otworzyły i stanęła w nich mama Zayna.
- Zayn, jak mogłeś się nie przywitać z własną matką?! Ja cię rodziłam w katuszach, a ty nie powiesz nawet zwykłego "Cześć mamo, co u ciebie?"? - zapytała oburzona, jednak na jej twarzy gościł uśmiech. Ja szybko zeszłam z chłopaka, a ten wstał i podszedł do swojej rodzicielki, by ją przytulić. Na mojej twarzy zagościł smutny uśmiech. Tęskniłam za moją mamą, jednak pogodziłam się w końcu z jej śmiercią. Dużo łatwiej mi o niej rozmawiać i czasami opowiadam Zaynowi wspomnienia z nią jakie zachowałam. - Victorio przepraszam Cię, ale na razie będę go okupowała. - zaśmiała się radośnie Trisha, czym wyrwała mnie z zamyślenia. - Jeszcze zdążycie się sobą nacieszyć. Ja jednak mam niecały tydzień. - oznajmiła i wyszła targające za sobą chłopaka, który posłał mi błagalne spojrzenie, na co wzruszyłam jedynie ramionami. Podniosłam się na równe nogi i ruszyłam do kuchni, żeby zobaczyć czy tam nie jest potrzebna żadna pomoc. Susan i mama Eleanor od razu mnie z niej wygoniły, tłumacząc że wszystko jest już gotowe, a ja będę tworzyła niepotrzebne zamieszanie. Nie wiedząc co ze sobą zrobić, udałam się na taras, uprzednio zakładając kurtkę. Automatycznie moje ręce zaczęły szukać po kieszeniach prostokątnego pudełka. Jednakże nic nie znalazłam, z czego ucieszyłam się, pomimo mojej chęci na papierosa. Westchnęłam i spojrzałam na niebo, obserwując słońce, które znikało za horyzontem. Dużo się zmieniło od momentu, kiedy poznałam chłopaków. Nie sądziłam, że zyskam nowych przyjaciół, chłopaka, dzięki któremu przypomniałam sobie, czym jest prawdziwa miłość. Z czasem zrobiło się jeszcze zimniej, a ja poczułam dreszcze przebiegające wzdłuż kręgosłupa. Odwróciłam się, żeby wejść z powrotem do domu i zamarłam.
- Louis? - zdziwiłam się, widząc chłopaka w rogu tarasu, który właśnie kończył spalać papierosa. Na dźwięk mojego głosu uniósł głowę i szybko wyrzucił peta. - Ty palisz? - zapytałam, a on trzymał się za klatkę piersiową mrucząc pod nosem, że prawie dostał zawału, co sprawiło, że pod nosem się uśmiechnęłam.
- Zayn mnie zaraził tym jakiś czas temu i lubię sobie wypalić jednego na jakiś czas, żeby się rozluźnić. - wytłumaczył, drapiąc się po karku. - Proszę cię, tylko nie mów nic Eleanor, bo ona chyba urwie mi głowę, a chyba oboje tego nie chcemy. - w mgnieniu oka pokonał dzielący nas dystans, posyłając mi błagalne spojrzenie. - Pinky promise? - powiedział, wyciągając przed siebie miały palec u ręki, a ja kręcąc głową na boki z uśmiechem na ustach złączyłam go z moim.
- Pinky promise. - szepnęłam, a Lou wyszczerzył się do mnie jak małe dziecko, po czym objął mnie ramieniem. - Albo to ja urosłam, albo ty się kurczysz na starość, Tommo. Jesteś taki malutki. - zauważyłam, na co spojrzał na mnie z "groźną" miną.
- Kolejna się odezwała. Dlaczego wszyscy tak myślą? Jestem duży, ok? - oburzył się, chociaż cień uśmiechu pojawił się na jego ustach. - Chodźmy do środka, bo drżysz. - zauważył, na co kiwnęłam głową i oboje ruszyliśmy w kierunku drzwi tarasowych. Kiedy przekroczyliśmy próg, w moje ciało uderzyła fala gorącego ciepła, spowodowana przez palący się kominek, a mi zrobiło się zdecydowanie lepiej. - Chcesz kakao? - zapytał.
- Nie idziesz do swojej rodzinki? - zdziwiłam się. - Wiem jak bardzo brakowało Ci Eleanor i Matthewa, a im ciebie.
- Gdy chciałem wejść do pokoju, to zorientowałem się, że El usypia małego... A chyba sama dobrze wiesz, że lepiej, żeby zasnął. - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. - No chodź, na kakao jest zawsze pora i ochota. - powiedział, uśmiechając się jak dziecko i pociągnął mnie w stronę kuchni, w której zmniejszyła się liczba osób, więc byliśmy w stanie przygotować dwa duże kubki kakaa z dodatkiem pianek. - Jak myślisz, gdzie możemy iść, żeby nikomu nie przeszkadzać? - spytał cicho, patrząc na Nialla i Amy, którzy obściskiwali się na kanapie.
- Chodź, pokażę ci. - powiedziałam i ruszyłam dobrze znaną mi drogą na poddasze. Oczywiście Lou wchodząc po drabinie wylał trochę napoju, a jedna z pianek wylądowała na moich włosach. - Tutaj zawsze jest tak pięknie. - szepnęłam, kiedy byliśmy na dachu. Przypominałam sobie noc, kiedy przyszłam tutaj z Zaynem. Louis mruknął coś pod nosem, po czym ściągnął piankę z mojej głowy i wpakował sobie do ust. Zdziwiona na niego spojrzałam. - Tego spodziewałam się tylko po Niallu. Chyba nigdy nie przestaniesz mnie zadziwiać. - zaśmiałam się. Lou objął mnie jednym ramieniem, a w drugim trzymał parujące kakao.
- Kochana nie obraź się, ale widziałem zdecydowanie piękniejsze widoki, gdy byliśmy w trasie. - powiedział uśmiechnięty, po czym zwrócił wzrok na mnie. - Co ci się tu takiego podoba? Wiesz, wyglądasz teraz strasznie.
- Co? Czemu? - oburzona spojrzałam na niego.
- Twój wielki uśmiech, aż przeraża. - powiedział, a ja przygryzłam wargę.
- Zayn tutaj wyznał mi miłość, a potem oficjalnie staliśmy się parą. - przyznałam, upijając kakao. - A ty? W sumie jak się poznaliście z Eleanor, bo chyba nigdy nie słyszałam ten historii?
- Kiedy to było? Miałem iść wtedy na jeden z występów w X factorze, byłem tak zestresowany, że poszedłem złym korytarzem. Byłem przerażony. Wyobraź o sobie. Stałem w pustym korytarzu, pełnym pozamykanych pokoi, wiem, bo sprawdzałem. Nagle zauważyłem El, wyglądała przepięknie, więc stwierdziłem, że zagadam. Zgadnij o co ją zapytałem.
- Chyba jestem gotowa na wszystko.
- Zapytałem, czy się zgubiła i żeby było śmieszniej, Eleanor powiedziała, że tak. Oczywiście nie mogłem wyjść na głupka, więc udawałem, że doskonale wiem, gdzie powinienem iść. Nie wiem czy uszliśmy 10 metrów, ale ona już wiedziała, że jestem tak samo zagubiony jak ona. Spodziewałem się, że się wkurzy, ale ona zaczęła się śmieć i musisz mi uwierzyć, że wyglądała wtedy niezwykle uroczo. Na szczęście jakoś znaleźliśmy drogę powrotną, do tej pory nie wiem jakim cudem. Pamiętam jak Eleanor się do mnie obróciła, dała mi szybkiego buziaka w policzek, aż stała się cała czerwona, po czym mruknęła, że się spiesz, bo musi znaleźć koleżankę, a ja zdążyłem się zaledwie zapytać jak się nazywa, nim zniknęła z mojego pola widzenia.
- I zaczęliście się spotykać? - dopytywałam i czułam się w tamtym momencie jak małe dziecko, które słucha opowieści dziadków.
- Dokładnie. Od razu wiedziałem, że to ta jedyna, bo gdy się wygłupiałem i śmiałem, robiła to ze mną. Tylko sobie nie myśl, że ona zawsze taka poukładana, bo czasami jest gorsza ode mnie. - zaśmiał się, a ja mu zawtórowałam. Louis przyciągnął mnie bliżej siebie, a mi zrobiło się cieplej. Spojrzałam w niebo i nawet nie zdałam sobie sprawy kiedy stało się tak ciemno na dworze. Nagle usłyszeliśmy jakieś głosy, a na dach wyszedł Zayn, a za nim Niall.
- Louis, bracie. Nie za wygodnie ci? - Zayn zaśmiał się, po czym do nas podszedł. - Eleanor uśpiła twojego pierworodnego, a teraz chodzi po domu i ciebie szuka. - dodał, a Lou mruknął coś pod nosem, że było miło i uprzednio wpychając w ręce Niall kubek zapewne zimnego już kakaa, opuścił dach. Blondyn uradowany podarunkiem pochłonął go w słownie sekundę. Zayn za to przytulił się do mojego boku i położył mi głowę na ramieniu. Zaczął kreślić czubkiem nosa różne wzory po mojej szyi, a chwilę później złożył na niej drobny pocałunek, co spowodowało falę dreszczy przechodzącą moje ciało. Zayn uniósł lewą dłoń, by odgarnąć moje głosy, a moją uwagę przykuł zegarek na jego nadgarstku.
- Dochodzi już szesnasta?! Muszę się jeszcze przygotować i ubrać. - powiedziałam, wyswobadzając się z jego objęć, na co on westchnął i wyraźnie przewrócił oczyma. - Zee, wynagrodzę ci to później. - zapewniłam go i cmoknęłam jego usta, po czym w pośpiechu udałam się do pokoju mojego i Zayna. Od razu wskoczyłam od prysznic. Po godzinie byłam umyta, wymalowana, a moje włosy zostały ułożone. Wciąż owinięta w biały ręcznik opuściłam łazienkę. Podeszłam do komody, aby z niej wyciągnąć czystą bieliznę. Gdy pochylałam się nad jedną z szuflad, to poczułam jak od tyłu obejmują mnie czyjeś ręce. Przestraszona piszcząc, podskoczyłam przez co ręcznik się lekko poluzował, więc szybko podniosłam dłonie, by go podtrzymać.
- Spokojnie. - zaśmiał się cicho, a jego głowa znalazła swoje miejsce na moim ramieniu.
- Nigdy tak więcej nie rób. - zagroziłam, starając się uspokoić rozszalałe serce, a on tylko delikatnie cmoknął mnie w policzek. Zaczął tworzyć ścieżkę od żuchwy do mojego odkrytego ramienia. - Zayn, muszę się ubrać. - powiedziałam, jednak nie chciałam, żeby zaprzestawał swoich czynności. Brakowało mi jego bliskości. - Zaynie. - niechętnie powtórzyłam, przeciągając, a on głośno westchnął i się odsunął. Niespodziewanie przybliżył usta do mojej szyi i zassał skórę na niej, co zaczęło mnie piec. Na koniec dmuchnął powietrzem w bolące miejsce. Czy on mi właśnie zrobił malinkę?!
- Jak dla mnie to możesz tak chodzić cały czas. - zaśmiał się, za co dostał ode mnie z łokcia w brzuch. Jego to nic nie ruszyło, za to ja czułam się jakby miała mi odlecieć ręka. Cicho jęknęłam i opowiedział mi jego dźwięczny śmiech.
- Dzieci, za chwilę będziemy zaczynać wigilie. - w drzwiach, które niespodziewanie się otworzyły stanął tata Zayna, a moje serce urządziło sobie wycieczkę do mojego gardła. Poczułam jak na moją twarz wpływa rumieniec. - Także... No... Ten... To może ja już pójdę. - wyjąkał i zniknął za drewnianą powłoką. gdy tylko to zrobił, pokój po raz kolejny wypełnił dźwięczny śmiech Zayna.
- Gdybyś widziała swoją minę. - powiedział i zaczął śmiać się jeszcze bardziej.
- Zayn, przestań. To była najbardziej niezręczna sytuacja moim życiu. O mój Boże , co twój tata sobie pomyśli. - jęknęłam, a on wciąż nie mógł się opanować, na co ponownie walnęłam go w klatkę piersiową. - Idź się przygotuj. - powiedziałam i Zayn, ku mojemu małemu zaskoczeniu, kiwnął głową i uprzednio składając ostatni całus na moim policzku, udał się do łazienki. Ja szybko przebrałam się w przygotowaną wcześniej sukienkę i usiadłam na łóżku z zamiarem zaczekania na Zayna, który wrócił po kilkunastu minutach i szybko przebrał się w ciuchy przygotowane przeze mnie w międzyczasie. Oboje wyszliśmy z pokoju i udaliśmy się do jadalni, skąd dobiegały dźwięki wielu rozmów. Wszyscy już tam byli co oznaczało, że przyszliśmy jako ostatni. Gdy mama Louisa nas zobaczyła, od razu zaczęła wszystkich uciszać.
- Jesteśmy już wszyscy. Zaczynajmy. - powiedziała, po czym został odczytany fragment z Pisma świętego przez Lottie, a następnie przeszliśmy do dzielenia się opłatkiem, które rozdała Amanda. Kiedy podzieliłam się opłatkiem ze wszystkimi oprócz Zayna, zobaczyłam go idącego w moją stronę. Dokładnie jak rok temu. Wcześniej myślałam co mu powiedzieć, ale gdy stanął przede mną z pięknym uśmiechem na twarzy, dosłownie odebrało mi mowę i nie byłam w stanie nic wykrztusić. Zayn tylko przybliżył się do mnie, chwycił moje policzki i złączył nasze usta w gorącym i przepełnionym uczuciami pocałunku. Jednak to nie był zwykły pocałunek. Czułam co mi chciał przez niego przekazać. Że mnie kocha, że życzy mi jak najlepiej, że mu na mnie zależy, że jest w stanie dla mnie zrobić wszystko, że cieszy się, że tutaj jestem. A ja odwzajemniając pocałunek "mówiłam" mu dokładnie to samo.
- Chcę tylko dodać, że życzę Ci, aby się nic nie zmieniało. Ewentualnie kilka rzeczy. - szepnął mi do ucha, na co zmarszczyłam brwi. O jakich rzeczach on mówi?
- Nie chcę wam przeszkadzać, moje gołąbeczki, ale będziemy zaczynać jeść. - przerwał nam Niall, który się szczerzył w naszą stronę. Kiedy rozejrzałam się wokoło zobaczyłam że wszyscy oprócz naszej trójki zajęli swoje miejsca. Zayn ułożył dłoń na dole moich pleców i usiedliśmy do ogromnego stołu. Tym razem kolacja wigilijna była mieszana - kilka potraw polskich i kilka angielskich. Czas ten spędziliśmy na rozmowach i śmianiu się, czego mi bardzo brakowało, kiedy chłopcy byli w trasie. Kiedy skończyliśmy jeść mama Louisa i Eleanor wstały od stołu, a następnie ruszyły do kuchni, by po chwili wrócić, trzymając ogromny tort. Wszyscy zaczęliśmy śpiewać Happy Birthday, a Louis wyglądał jak mały chłopiec - oczy zaczęły mu się świecić, a drobne rumieńce pojawiły się na jego policzkach, co wyglądało dość śmiesznie zważając na fakt, że chwilę później z pomocą najmłodszego rodzeństwa zdmuchnął ponad 20 świeczek. Maura zaczęła kroić tort, a następnie układać na talerzykach i wręczyła pierwszy kawałek solenizantowi. Każdy zjadł po kawałku ciasta, a następnie dzieci dorwały się do prezentów, które leżały pod choinką. Siedziałam na kanapie obok Zayna i obserwowałam wszystkich. Na twarzy każdej osoby widniał wielki uśmiech, przez co w moim ciele rozeszły się przyjemne ciepło, które utwierdziło mnie to w przekonaniu, że to jest miejsce w którym powinnam być. Byłam szczęśliwa, że ich wszystkich spotkałam i zostali moją prawdziwą rodziną.
- Coś się stało? - Zayn szepnął mi do ucha, mocniej obejmując ramieniem. Obróciłam się w jego stronę i posłałam mu ciepły uśmiech, kręcąc przecząco głową.
- Po prostu cieszę się, że tu jesteśmy wszyscy razem. - odpowiedziałam wpatrując się w te piękne miodowe tęczówki, w których tańczyły ogniki szczęścia. Zayn przygryzł wargę, a potem wpił się w moje usta, przenosząc rękę na moją talię.
- Cieszę się, że właśnie ty jesteś tutaj przy mnie. - powiedział i jeszcze raz mnie cmoknął, a ja wtuliłam się w jego klatkę piersiową. Długo jeszcze siedzieliśmy w salonie i rozmawialiśmy ze wszystkimi. Ten przyjemnie spędzony czas szybko nam minął. Koło północy wróciliśmy do swojego pokoju i oboje położyliśmy się na łóżku.
- Zayn, mam do ciebie pytanie. - zaczęłam, a on z zaciekawieniem na mnie spojrzał. Przewróciłam się z pleców na brzuch i ułożyłam ręce na jego brzuchu. Przez białą koszulę w kilku miejscach przebijał się czarny tusz i mimo woli moje palce subtelnie zaczęły śledzić niewyraźnie, choć bardzo dobrze mi znane malunki. Jego klatka piersiowa unosiła się i opadała, a ja jakby zatraciłam się w tej zwykłej czynności
- O co chodzi, Aniele? - szepnął, wyrywając mnie z transu, gdy przez dłuższą chwilę nic nie mówiłam. Szybko wróciłam na ziemię i pozbierałam swoje myśli, gdy on założył kosmyki włosów za mojego ucho.
- Jakie jest twoje największe marzenie na tą chwilę? - zapytałam, kreśląc w powietrzu jak największy obszar, na co się zaśmiał. Chwycił moją talię i przysunął bliżej siebie, układając moją głowę na jego torsie.
- Skąd ci do głowy przyszło to pytanie? - usłyszałam zdziwienie w jego głosie na moje pytanie. Jego ręka znalazła się na mojej głowie, po czym zaczął ją delikatnie masować.
- Za niedługo są twoje urodziny, Zee. Myślę od bardzo dawna co bym mogłabym ci dać i co cię uszczęśliwi, ale nic nie przychodzi do głowy, bo masz dosłownie wszystko. Wszystko! - westchnęłam z lekką frustracją i oparłam brodę na jego mostku. - Więc co byś chciał dostać? - zapytałam z nadzieją, że mi odpowie, bądź nasunie jakiś pomysł.
- Ciebie. - odparł z pełną powagą, a ja uniosłam swój wzrok i spojrzałam mu w oczu. Były przepełnione miłością i wyglądały pięknie, czego nie da się opisać zwykłymi słowami, którymi się posługujemy na co dzień. Tak długo, jak będzie mi się tak patrzył w oczy, pójdę za nim wszędzie i będę za nim podążać. - Gdy będę miał całą ciebie tylko dla siebie, to już nic nie potrzebuję.

________________________________________________________________
Przepraszamy.
Za niedługo chyba koniec.
Kolejny rozdział będzie szyyybciej.

Lots of love
- Katy&Care.

20 komentarzy:

  1. Trochę czasu minęło... Ale myślę, że każdy to rozumie, że czasem wam brak czasu. Wiadomo szkoła, nauka to wszystko jest bardzo ważne. Rozdział jest cudowny. Taki przepełniony ciepłem i miłością. Czytało się świetnie, nawet po takiej przerwie. Dziękuję, że wróciłyście. I czekam na następny! ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jest, jest, jest! Kocham twittera!
    Bajka, po prostu bajka.
    Przy kilku momentach śmiałam się jak małe dziecko (co.), było słodko ale główna reakcja: TO JUŻ ROK IM MINĄŁ?! Rok temu to ja znalazłam tego bloga. Magia.
    Jeju kocham was ❤
    Nic się nie stało że długo czekałam, nic 😊

    OdpowiedzUsuń
  3. O matkko coś mnie tkneło i weszłam na bloga a tu taka niespodzianka. Nie chce żeby to FANFICTION się skończyło jest za dobre. Co do rozdziału to jest genialny. Czekam na kolejny<3 To już rok ja pamiętam jak znalazłam. To fanfiction i to jest genialne fanfiction ktoóre czytałam

    OdpowiedzUsuń
  4. ZAKOCHAŁAM SIĘ ��

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie chce końca, chce więcej! 💕💖💞

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja nie chcę końca... Mam nadzieję, że rozdział już niedługo 💕😁

    OdpowiedzUsuń
  7. NO WRESZCIE . A O KOŃCU NIE MAM MOWY DZIEWCZYNY!

    OdpowiedzUsuń
  8. Wchodzę z myslą na pewno nie ma nic nowego... A tu proszę super rozdział

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow… brak mi słów, czytam waszego bloga od niedawna, własnoręcznie to od 4 dni i po prostu zakochałam się w tym opowiadaniu i we wszystkich bohaterach. Razem z nimi przeżywam wszystkie historie i tak bardzo się cieszę, że wszyscy są w końcu szczęśliwi. Mam nadzieje że następny rozdział pojawi się jak najszybciej. Już nie mogę się doczekać!!! ❤
    Pierwszy raz komentuje i gratuluje od razu dobrego opowiadania, czyta się je wspaniale ��

    OdpowiedzUsuń
  10. Patrzyłam prawie codzinnie czy jest nowy rozdział. Patrze a tu taka niespodzianka.
    Superrr!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. WoW! Strasznie się cieszę, że jest nowy rozdział :D Rozumiem miałyście szkołę, naukę itd. i nie miałyście pewnie czasu :P Rozdział jest mega! W pewnych momentach nawet się śmiałam xD JA chyba końca tego opowiadania nie przeżyję :'( Ale na razie.. PISZCIE DALEJ! Czekam na next ! <333

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie kończcie jeszcze! BŁAGAM :( JA MIAŁAM TYLE WYOBRAŻEŃ CO DO TEGO FF :'(

    OdpowiedzUsuń
  13. Kocham tego bloga <3u

    OdpowiedzUsuń
  14. W tydzień przeczytałam całego blog i stwierdzam że jest super 😀 z niecierpliwością czekam na następny rozdział 😁

    OdpowiedzUsuń
  15. Cały ten blog jest cudowny! Już nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału i to nie może być koniec!!! Jeszcze nie! Zakochałam się w tej historii i nie mogę się sama zdecydować, jak chciałabym, żeby dalej potoczyły się losy bohaterów. Dlatego liczę na wasze pomysły i ogromny przypływ weny! Aaaaa teraz będę co chwila sprawdzać, czy nie ma nowego rozdziału!

    Jakbyście miały czas to wpadnijcie tez do mnie.
    http://gifted-lonely-girl.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  16. Gdy przeczytałam ,,mama Louisa " to mi się tak smutno zrobiło....

    OdpowiedzUsuń
  17. Hallo jest tu kto???

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze xx