niedziela, 19 lipca 2015

Rozdział 90

CZYTASZ = KOMENTUJESZ !
Będziemy bardzo wdzięczne ♥
Rozdział z 2. częścią dedykacji dla Magdy, Zuzy oraz Vanessy z bloga http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/ :)

PROSIMY WAS, PRZECZYTAJCIE NOTKĘ NA DOLE! 


- Mylisz się, Lou. Jedynym kłamstwem było to, że tak na prawdę jesteśmy parą. - powiedziałem, czując pewnego rodzaju ulgę w głębi mojego serca, które teraz biło mocno oraz szybko. Drobna zmarszczka między jego brwiami jeszcze bardziej się pogłębiła, natomiast wyraz jego twarzy z niezwykle wkurzonego zmienił się na zdezorientowany. Zapadła znienawidzona przeze mnie cisza. Nic nie mówił. Nie wypowiedział ani słowa. Cały czas milczał, co sprawiało, że pomału zaczynałem wariować. Słyszałem jak jego oddech z poszarpanego i płytkiego stopniowo zmieniał się w regularny. Czułem jak moje ręce się pociły. Zestresowany oczekiwałem jakiejkolwiek reakcji z jego strony. - Każde zdanie, każde słowo, które o niej mówiłem pochodziło prosto z mojego serca, Lou. Mówiłem prawdę. Nie okłamywałem cię. Nie byłbym w stanie. Nie ciebie. - na chwilę przerwałem, by wziąć głęboki oddech, którego bardzo potrzebowałem. - Właściwie to co mówiłem teraz nie ma żadnego znaczenia, gdyż niezależnie co do niej czuję i jakie to by się stało mocne i szczere, ona nigdy tego nie odwzajemni, ponieważ jej serce jest już zajęte. Należy do kogoś innego, chociaż ona sama nie chce się do tego przyznać. I choćby On ją zranił i zostawił milion blizn na jej sercu, ona dalej będzie Go szalenie kochała, a On będzie kochał ją, Lou. Mimo całego zła, całego bólu i cierpienia On dalej sprawia, że piękny uśmiech wita na jej twarzy. Mimo co On jej zrobił, ona dalej Go pragnie. Jego obecności. Jego zainteresowania. Jego dotyku. Jego czułości. Jego pocałunków. Dla mnie nie ma miejsca w tej historii. To z Nim będzie w przyszłości szczęśliwa. A kiedy ona będzie szczęśliwa, to ja także będę. - zakończyłem, po czym opadłem plecami na materac, udekorowany dużą ilością kolorowych poduszek, które w ogóle nie pasują do wystroju całego pokoju. Przymknąłem powieki, a spod nich wypłynęły samotne kropelki słonej cieczy, których nie byłem w stanie kontrolować. Cały czas czułem łzy nadchodzące do moich oczu. Chciałbym pójść do mojego łóżka, szybko zasnąć i obudzić się w świecie, w którym nie ma niepowodzeń, łez, cierpienia i zła. W świecie, gdzie wszystko by było łatwe i nieskomplikowane. Gdzie nasze wymarzone sny stawałyby się rzeczywistością, a tak okropna rzeczywistość tylko snami, z których można się w każdej chwili wybudzić. Gdzie sami moglibyśmy tworzyć idealne dla nas życie, takie jakie byśmy tylko chcieli. Współczesny świat niszczy ludzi. Szalenie ich niszczy. Nawet nie wiesz, kiedy zdajesz sobie sprawę, że nie masz już sił kompletnie na nic. Masz ochotę po prostu zamknąć się w swoim pokoju i najlepiej z niego nie wychodzić. W pewnym momencie łóżko koło mnie się ugięło, a mój żołądek minimalnie podskoczył do góry. Dreszcz niepokoju przeszył moje ciało na wylot.
- Mam rozumieć, że chcesz się po prostu poddać i nie masz zamiaru powiedzieć Victorii kompletnie nic o swoich uczuciach? Dlaczego to robisz, Hazz? Dlaczego nawet nie chcesz zawalczyć, spróbować, dowiedzieć się co to tak właściwie jest? Harry, co się dzieje? Kim On jest? Czy ja Go znam? - zapytał normalnym głosem, a ja uchyliłem swoje powieki, by na niego spojrzeć. Wyglądał na zmartwionego, a na jego twarzy nie było żadnego śladu, po jego wcześniejszym wybuchu złości. Jego niebieskie oczy emanowały niezwykłą troską, która gwałtownie uderzyła mnie prosto w pierś. Usta uformowane w delikatnym i przyjaznym uśmiechu sprawiły, że nieprzyjemne uczucie w żołądku straciło na swej sile. Nie odpowiedziałem na żadne jego pytanie. Zapadła cisza. Słyszałem tylko nasze oddechy i nieregularny rytm mojego serca, które ledwo biło, gdyż miałem wrażenie, że pomału się rozpadało. - Zakochiwać się. Pamiętasz, jak pewnego dnia szukałeś słowa mocniejszego od "lubić", ale słabszego od "kochać", a ja ci wtedy nie odpowiedziałem? Oto ono, Harry. Zakochujesz się w niej. - powiedział łagodnym tonem głosu, który w tym momencie podziałał na mnie niezwykle kojąco. Poczułem jego dłoń na swoim ramieniu, dzięki której wiedziałem, że teraz nie jestem sam, że mam przy sobie wspaniałego przyjaciela, który zawsze będzie przy mnie, nie zważając na nic. Głęboko westchnąłem. Czułem się cholernie źle. Kompletna bezradność zawładnęła nad całym moim ciałem. Słysząc jego słowa, sam nie wiem, ale poczułem się zdecydowanie gorzej. I tak to już wszystko mnie przytłaczało. Czyli czeka mnie nieodwzajemniona miłość? "Trzeba było pomyśleć o tym zdecydowanie wcześniej, Harry. Wcale nie musiałeś się w to aż tak bardzo angażować, czego widzisz teraz skutki. To wszystko stało się tylko na twoje życzenie. Gdybyś nie zlekceważył pierwszych objawów to może mógłbyś tego uniknąć. A teraz będziesz prawdopodobnie cierpiał."
- Czy ja robię coś złego, Lou? Wiem, że czuję do niej coś, czego nie powinienem jako przyjaciel, ale czy to jest jakiś grzech? Uwierz mi, przekonywałem sam siebie, że to jest tylko złudzenie, bądź wytwór mojej wyobraźni, właściwie do tej pory to robię. Ale kiedy chwytam ją za rękę, bądź przytulam, mam wrażenie, jakbym dostawał nową dawkę energii, którą bardzo polubiłem. Chcę ją chronić przed otaczającym nas światem, który jest dla niej niezwykle okrutny. Chciałbym trzymać ją w ramionach z pewnością, że jest w nich bezpieczna i nic jej nie grozi. Wiesz, Lou, mam wrażenie, że pragnienie jej obecności mnie osłabia. Wydaję mi się, że każdym kolejnym dniem czuję się coraz słabszy. Chciałbym, żeby to się wreszcie skończyło. - przyznałem się, czując delikatne palenie w moim gardle oraz płucach. Poprawiłem pojedyncze kosmyki moich włosów, które niefortunnie opadły na moje czoło. Było mi przeraźliwie gorąco. Jakby wewnątrz mnie tlił się żywy ogień, który zaczyna wzrastać na swej sile. - Lou, co byś zrobił, gdyby twój przyjaciel całym swym sercem i całą duszą kochał dziewczynę, do której coś czujesz, choć nie jesteś dokładnie pewny co to jest? - zapytałem, po dłuższej chwili naszego milczenia, wypełnionego dźwiękiem naszych ciężkich oddechów. Uniosłem się i podparłem się na swych łokciach, aby zobaczyć twarz mojego przyjaciela. Zauważyłem drobne zmarszczki w kącikach jego oczu, przez które wyglądał minimalnie starzej, jednak zawsze mu towarzyszący promienny, szczery i przeogromny uśmiech oraz intrygujący błysk w oku odejmowały dużo lat.
- Sam nie wiem... Pewnie... Harry przecież to oczywiste, że... Wydaję mi się... - zaczął się jąkać, kompletnie nie wiedząc jak mi odpowiedzieć. Podrapał się po karku, marszcząc przy tym swoje czoło. Chwycił jedną z poduszek i zaczął bawić się rogiem jej białej poszewki. Co jakiś czas ponawiał próbę odpowiedzi na moje pytanie, jednak za każdym razem jej w pełni nie uzyskiwałem. Moje myśli znowu powróciły. Czy żałuję, że wtedy zgodziłem się na to wszystko i jakoś nie zaprotestowałem, sprzeciwiając się Paul'owi? Z jednej strony tak, bo wtedy moje serce nie przyzwyczaiłoby się tak do Victorii, przez co teraz ona nie może wyjść z moich myśli. Nie pojawiałaby się w moich snach, gdzie wszystko jest idealne. Ja żyłbym z nią w stosunkach czysto przyjacielskich, troszcząc się o nią przy tym jak brat, a ona prawdopodobnie byłaby szczęśliwa z Zayn'em. Wszystko byłoby w najlepszym porządku. Ale z drugiej strony to w ogóle tego nie żałuję. Kiedy się tak zastanawiam to zdaję sobie sprawę, że to co doświadczyłem w tym czasie było inne, nowe, cudne, a wręcz niesamowite. Jej niezapomniane pocałunki. Jej anielski głos, wypowiadający moje imię w ten nieziemski sposób. Jej zniewalające oczy w odcieniu czystego szafiru, w które chciałbym patrzeć i patrzeć. Ten stan, kiedy oplatam ją ramionami. To uczucie, gdy przylega do mojego torsu. Ta świadomość, że kiedy jest blisko mnie to mogę ją ochronić. To wszystko było tym, czego pragnąłem. Coś co bardzo polubiłem. Louis gwałtownie uniósł swoją głowę, zwracając przy tym od razu moją uwagę. - Odpuściłbym, Harry. - odpowiedział przekonywującym tonem, po dłuższej chwili zastanowienia. Głęboko odetchnąłem, a obraz Victorii gwałtownie zniknął z mojej głowy, jakby ktoś go brutalnie wymazał. Szkoda tylko, że za chwilę on ponownie się pojawi.
- Tym zdaniem odpowiedziałeś sobie na wszystkie swoje pytania, Boo. Dlatego nie walczę. Dlatego nic nie mówię. Właśnie dlatego odpuszczam. Oni są sobie pisani. Zayn jest jej przeznaczeniem.

*** Oczami Victorii ***
( Następnego dnia, późny ranek )

- Nie sądziłem, że masz ich tak bardzo dużo. - Zayn wyszeptał, gdy stos żyletek na podłodze pokrytej białą wykładziną tylko się powiększył. Jego klatka piersiowa opięta szarą bluzą z logiem nieznanego mi zespołu, unosiła się i opadała w szybkim tempie. Czarne, perfekcyjnie dopasowane rurki, które miał na sobie, sprawiły, że jego nogi wyglądały jeszcze chudziej, niż w rzeczywistości. Zaciągnęłam rękawy swetra tak, aby ukryć wszelkie blizny oraz rany i dyskretnie spuściłam swój wzrok. Nie lubię, gdy ktoś na nie patrzy. One są moją słabością. Moją największa niedoskonałość, której nie umiem się pozbyć, bo jestem za słaba by walczyć. Ta walka jest za ciężka. Dla mnie nie ma już żadnego ratunku. Nic mi już nie pomoże. Zostałam skazana jedynie na porażkę. Czasami musisz przejść przez piekło, aby znaleźć swoje własne niebo. Przeszłam przez okropne piekło, do którego nigdy już więcej nie chcę wracać, ani ciałem, ani myślami. Żyletka pomaga mi o tym zapomnieć. Co prawda na chwilę, jednak lepsze to niż nic. Przecież nie robię nikomu nic złego. Tylko sobie. To prawda, weszłam w to po uczy. Żyletka stała się dla mnie jak narkotyk dla narkomana. Dzięki niej odpływam na jakiś czas, a moja głowa jest pusta, co w tym wszystkim jest najpiękniejsze. Jednak mimo tego wszystkiego w głębi mojego serca jest nadzieja o wielkości malutkiego ziarenka pieprzu, że wszystko się ułoży i znajdę swoje niebo. Nie wiem tylko, czy to stanie się za życia, czy dopiero po mojej śmierci. W pewnym momencie na swoich kolanach poczułam duże dłonie, które po chwili przeniosły się na moje nadgarstki, uprzednio podciągając z nich gruby materiał. Zimnymi palcami zaczął wodzić po poranionej skórze, która przez to zaczynała wrzeć, a moje ciało drżeć. Spojrzałam na niego co było dla mnie ciosem prosto w serce. Jego oczy przypominające dwa kawałki czystego bursztynu przepełnione były troską oraz ogromnym bólem. Wyglądał, jakby zaraz miał się rozpłakać. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że od momentu, kiedy przyszedł do mojego pokoju i zaczął go przeszukiwać, nie wypowiedziałam żadnego słowa, gdyż nie byłam w stanie. Nie wiem, czy powodem było to, że ogromna gula powstała w moim gardle czy to, że przeraźliwie się bałam. Jego miętowy subtelnie oddech owiał moją twarz. - Każdego dnia budzę się i pierwsze co nawiedza moją głowę to myśl, jak minęła ci noc. Czy ją przespałaś, a może miałaś koszmary, które ci to uniemożliwiły, albo czy gdy zapadł zmrok nie udałaś się do łazienki, usiadłaś na zimnych płytkach, następnie wyciągnęłaś żyletkę i trzymając ją kilka milimetrów od skóry, starałaś się wymazać złe wspomnienia, które odtwarzały się w twojej głowie. Zawsze ukradkiem sprawdzam twoje nadgarstki, aby zobaczyć, czy nie pojawiły się na nich nowe cięcia, a kiedy je widzę mam wrażenie, że moje serce rozpada się na kawałki, które później zostają jeszcze dodatkowo brutalnie potraktowane nożem. To czego chcę najbardziej to uchronienie cię przed całym złem. Staram się to robić, jednak chyba to mi nie wychodzi. - zaczął swoją wypowiedź. Przymknęłam powieki, a spod nich wyleciało kilka kropel łez. - Proszę, nie płacz. Twoje oczy są zbyt piękne, by wylewały słone łzy, Victorio. - wyszeptał, po czym opuszkami palców dokładnie starł ślady, które pozostawiła przeźroczysta ciecz. - Nie chcę byś to robiła. Zrobię wszystko. Uwierz mi, wszystko co tylko chcesz, ale się staraj, bo masz obowiązek dać sobie radę, dopóki istnieje choć jedna osoba, której na tobie zależy, słyszysz? A mnie zależy na tobie najbardziej na świecie, Aniele. - powiedział, po czym jego idealne wargi całowały moje nadgarstki, tam gdzie znajdowały najświeższe rany. Robił to niezwykle delikatnie, jakby bał się, że mnie zrani, bądź sprawi mi ból. Krew w moich żyłach zaczęła szybciej przepływać, przez co w pewnym momencie zrobiło mi się słabo. Czułam się, jakbym była dla niego wszystkim czego pragnie i potrzebuje, by normalnie funkcjonować. "Szkoda tylko, że tak nie jest. To bardzo przykre, że to jest tylko twoja wyobraźnia, która przenigdy nie stanie się rzeczywistością. Nie powinnaś żyć marzeniami, bo to cię doszczętnie zniszczy. Staniesz się wrakiem człowieka. Będzie jeszcze gorzej, niż jest teraz. Wymagasz zdecydowanie zbyt wiele od życia. Domagasz się rzeczy niemożliwych. One są nie do osiągnięcia". Zayn nagle się do mnie przybliżył i objął swoimi zimnymi rękoma moje gorące, i zapewne już czerwone policzki. Jego oddech subtelnie zatańczył na moich ustach. Znajdował się bardzo blisko mnie. Gwałtownie wciągnęłam powietrze, przez co poczułam jego perfekcyjne perfumy oraz zapach nikotyny wymieszany ze świeżą miętą. W uszach dudniło mi przyspieszone bicie mojego serca. Na powierzchni oczu czułam palące łzy, które za wszelką cenę chciały wydostać się na zewnątrz. - Chcę ci pomóc, Victorio. Tak cholernie chcę ci pom... - odparł szalenie zdesperowanym tonem, jednak mu przerwałam, odwracając głowę w bok.
- Obawiam się, że mnie już nie można pomóc, Zayn. - wyszeptałam, a potem wybiegłam na taras, uprzednio zgarniając z białej komody paczkę papierosów oraz metalową zapalniczkę. Stanęłam przy barierce i wyjęłam fajkę, po czym przystawiłam ją do ognia. Zassałam mocno policzki, a następnie wypuściłam mętny dym ze swoich ust, który sprawił, że się uspokoiłam. Kiedy chciałam ponownie zaciągnąć się nikotyną, ktoś wyrwał mi papierosa i wyrzucił go w powietrze. Zdenerwowana gwałtownie obróciłam się w jego stronę, przez co lekko się zachwiałam, jednak szybko jego ręce spoczęły na mojej talii, chroniąc mnie przed upadkiem. Moje ręce mimowolnie powędrowały na jego umięśniony tors, co też było widać, chociaż miał na sobie bluzę. - Nigdy się nie poddajesz, pr...? - przerwałam. Coś zamknęło mi usta. Być może intensywne spojrzenie jego oczu, których barwa z ciemnego czekoladowego zmieniła się na ciepły cynamon, albo jego minimalny ruch, przez który niemal stykaliśmy się klatkami piersiowymi.
- Nigdy, Aniele. - jego oddech musnął moje usta. Słońce, które zdążyło się już wznieść wysoko na niebie, oświetlało prawy profil Zayn'a, dzięki czemu wydatne już kości policzkowe oraz linia żuchwy zostały jeszcze lepiej podkreślone. Jego włosy, które unosiły się za sprawą żelu, w tym świetle kolorem przypominały płynny atrament. Wyglądał fenomenalnie, a jednodniowy zarost tylko dodawał mu uroku. Z przyzwyczajenia przygryzłam dolną wargę, jednak on uniósł swoją rękę i uwolnił ją z moich zębów, patrząc mi się głęboko w oczy. Moja skóra zadrżała. Przeszył mnie przyjemny dreszcz, który poczułam aż w palcach swoich stóp. Dla mnie był zniewalającym aniołem, jednak wyglądem przypominał tajemniczego i przerażająco przystojnego diabła, który nie ma sobie równych. Wydaję mi się, że tylko on może dać mi klucz do mojego własnego nieba. Wróć. On jest moim własnym niebem. Jest, chociaż nie powinien i nawet nic o tym nie wie. I zapewne nigdy się nie dowie, bo to definitywnie zniszczyłoby naszą przyjaźń. Pewnie by mnie wyśmiał, gdyby to usłyszał albo, co gorsze przestałby się do mnie odzywać, a tego bym nie zniosła. Przez niego wszystko jest minimalnie lepsze. Dzięki niemu czasami się uśmiecham, marzę i staram się walczyć, chociaż wiem, że jestem na przegranej pozycji. Dzięki niemu żyję. I nie mówię tutaj nawet o tym, że kilkukrotnie mnie ocalił, tylko o tym, że jego obecność sprawia, iż dalej jestem, gdzie jestem. On jest moim stróżem, który sprawił, że wciąż jestem na tym świecie. Poznaliśmy się zupełnie przypadkiem, a teraz nie mogę bez niego żyć. Stał się moim tlenem. Moim własnym narkotykiem. Moim marzeniem. Moim pragnieniem. Moim powodem, by dalej żyć, chociaż ja sama nie mam na to sił. - W tobie jest zdecydowanie więcej sił, niż ci się zdaje. Musisz ją tylko odnaleźć. Musisz w siebie uwierzyć, bo jesteś cholernie niepewna siebie, chociaż nie wiem czemu, bo według mnie nie posiadasz żadnej wady. Po prostu się zagubiłaś, jednak to nie jest twoja skazą. Żyletka jest złą drogą, którą podążyłaś, jednak jeszcze jesteś w stanie zawrócić i podążyć we właściwym kierunku. Chciałbym stworzyć nowe, przyjemne dla ciebie wspomnienia, abyś zapomniała o tych, które cię dręczą i sprawiają, że ranisz swoje ciało oraz duszę. Jeśli tylko mi na to pozwolisz to razem znajdziemy drogę przez ten mrok, który nas otacza. Musisz mi tylko dać na to pozwolenie, Victorio. - powiedział błagalnym tonem, dłońmi naciskając na moją talię. Pod ubraniami moja skóra dosłownie płonęła pod jego dotykiem. Nawet zapomniałam o czym rozmawialiśmy. Wszystko przestało się liczyć. Uniosłam się na palcach dzięki czemu nasze usta znajdowały się może centymetr od siebie. Miałam wrażenie, jakby kolor jego tęczówek w ciągu sekundy zmienił się na czystą czerń, w której się zatraciłam bez opamiętania. Gdybym tylko trochę się pochyliła w jego stronę, złączyłyby się w wymarzonym i wyczekiwanym przeze mnie pocałunku. Serce waliło mi jak potężny młot. "Zostawi cię. Będziesz sama. Zupełnie sama. Załamiesz się. On ci już nie pomoże. Skończysz w grobie." Niechętnie przechyliłam głowę w bok, a moje wargi zetknęły się z gładkim policzkiem chłopaka. Przymknęłam powieki, czując ból w sercu. Nie tego chciałam. To nie to pomogło mi czuć się lepiej. "To smutne, że on nigdy nie poczuje do ciebie tego samego co ty. Pomyśl. Ty - dziewczyna z problemami, niemająca matki, okłamywana przez całe życie odnoście tego kto jest jej ojcem, wielokrotnie gwałcona przez człowieka, z którym mieszkała pod jednym dachem, oraz przez jego kolegów. Kiedy tylko ma jakiś problem sięga po żyletkę, która stała się jej małym uzależnieniem. Rani siebie, skazując swoją duszę na wieczne potępienie. A On? Członek zespołu, znanego na całym świecie, który odznacza się wyjątkową i perfekcyjną urodą. Ma wspaniały głos, który sprawia, że dziewczynom miękną kolana, idealną kobietę u swojego boku, rodzinę, przyjaciół. Jest doskonały pod każdym względem. Widzisz gdzieś tutaj miejsce dla siebie? Nie? Bo go tam nie ma, Victorio." Oderwałam się od niego i szybko wyszłam z balkonu, cięgle czując jego dotyk oraz zapach na swojej skórze. Nie odwróciłam się za siebie ani razu. Powstrzymywałam się, aby moje nogi nie zmieniły kierunku, bo wiedziałam, że gdybym to zrobiła, to bym nie wytrzymała i rzuciła się w jego silne ramiona, a następnie zachłannie pocałowała, co byłoby cholernie niewłaściwe. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że z każdym kolejnym dniem czuję, że tonę coraz bardziej, a jedyną osobą, która może mnie uratować przed śmiercią jest tylko on. Zayn.

***

- Jesteś pewna, że nie chcesz, abym tam z tobą poszedł? - usłyszałam głos Harry'ego, kiedy czarne auto zatrzymało się pod wytwórnią chłopaków. Zaczęłam się trząść jeszcze bardziej niż przed momentem. W tej samej chwili poczułam, jak brunet delikatnie chwycił moją prawą dłoń, a później subtelnie splótł nasze palce. Jego skóra była tak zimna, że przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Odwróciłam się w jego stronę. - Nie chcę byś szła tam sama. Wolę i chcę być przy tobie na wszelki wypadek, Victorio. - powiedział delikatnym tonem, po czym wyciągnął rękę w moją stronę i odgarnął za ucho niesforne kosmyki z mojej twarzy. Jego dotyk był jak muśnięcie delikatnym i niezwykłym piórkiem, które zostało wyrwane ze skrzydeł anioła. Zieleń jego szmaragdowych oczu, które intensywnie się we mnie wpatrywały, uspokoiła mnie, jednak nie na tyle, abym w pełni mogła zapanować nad swoim ciałem.
- Dam sobie radę, Harry. Zostawię ten list i wyjdę. - odpowiedziałam słabym i cichym głosem. Trudno mi było mówić, przez wciąż narastającą gulę w moim gardle. Cholernie bałam się reakcji Paul'a na wiadomość o tym, że jest moim ojcem. Czułam się znowu jak słaba dziewczynka. "Pamiętaj, nie masz nic do stracenia. Wszystko może obrócić się na twoją korzyść. Możesz zyskać normalnego ojca, który nie będzie cię bił i gwałcił ze swoimi "kolegami". On nie może być równie okrutny tak Tom. Nikt nie jest tak okrutny." Harry oparł się dłonią o skrzynię biegów i pochylił się nade mną. Jego miętowy oddech owiał moją twarz. Zbliżył się jeszcze bardziej, po czym złożył pocałunek na moim policzku.
- Powodzenia, księżniczko. - wyszeptał do mojego ucha, a ja mocniej ścisnęłam kopertę, aby zaprzestać trzęsieniu się moich dłoni. Chłopak wróciwszy na swoje miejsce posłał mi uroczy, pocieszający uśmiech, a ja otworzyłam drzwi i wyszłam z samochodu. Wzięłam głęboki wdech, po czym ruszyłam w kierunku wejścia. Szybko pokonałam drogę do gabinetu Paula, do którego sama weszłam, gdyż jego sekretarki aktualnie nie było.
- Co ty, do jasnej cholery, tutaj robisz?! Nie powinnaś tutaj przychodzić! Nie prosiłem cię o to! - krzyknął w moją stronę, kiedy tylko zobaczył kim dokładnie jestem. Wszystkie poprzednie emocje ze mnie wyparowały i zastąpiła je czysta wściekłość. Brunet zerwał się na równe nogi, gwałtownie odpychając fotel za siebie. Zacisnął szczękę, na której był widoczny kilkudniowy zarost. Nic się nie zmienił. Gdyby spojrzenie mogło zabijać, to jego niebieskie tęczówki sprawiłyby, że wyzionęłabym ducha w ciągu sekundy. Cały czas ciskał we mnie piorunami. Uczyniłam krok w przód i na chwilę zamarłam. Zauważyłam chyba jedyne podobieństwo między nami. Oczy. Mieliśmy identyczne oczy. Kształt. Kolor. Przypominały dwie krople wody. Podeszłam jeszcze bliżej i rzuciłam list na jego biurko.
- Miłej lektury, tato. Powinna przywołać całkiem miłe wspomnienia. - powiedziałam szorstkim tonem, po czym zacisnęłam ręce pięści. "Myliłam się. Nigdy nie będę miała prawdziwej rodziny. Właściwie, czego ja oczekiwałam. Że mnie zaakceptuje? Że jakoś to będzie? Przecież on mnie nienawidzi. Ja nie zasługuję na rodzinę. Nie zasługuję na miłość." Ruszyłam w kierunku wyjścia, wykonując najdłuższe kroki jakie tylko umiałam. Kiedy miałam zamiar już wyjść, odwróciłam się i spojrzałam na niego. Strasznie pobladł. Kolor jego skóry niemal zlał się z białą ścianą. Dłonie oparł o blat swojego ogromnego biurka. Mocniej zacisnęłam szczękę. - Tak przy okazji. "Zerwałam" z Harry'm. - dodałam i trzaskając drzwiami wyszłam z gabinetu. Nie sądziłam, że pójdzie tak szybko.

***

- Niall, o co tutaj chodzi?! Czy mogę wiedzieć po co ciągniesz mnie na górę, szczerząc się przy tym jak głupi?! Nie mam ochoty na żadne gierki i zabawy! Niall, proszę! - po raz kolejny zapytałam się chłopaka, jednak on wciąż milczał jak grób. Poziom mojej irytacji oraz złości wciąż wzrastał. - Żeby ci ten uśmieszek nie został! - krzyknęłam lekko wkurzona. Stwierdziłam, że a tego człowieka już nie ogarniam. Kiedy stanęliśmy pod sypialnią Zayn'a otworzył przede mną drzwi i pościł przodem. Zdziwiona przekroczyłam próg i rozejrzałam się po pomieszczeniu. Nikogo w nim nie było. Odwróciłam się z powrotem do przyjaciela, ale ostatnie co zobaczyłam, to czysto niebieskie oczy, znikające za drewnianą powierzchnią. Dopiero po sekundzie do mnie dotarło co się właśnie stało. - Niall! Co ty wyprawiasz?! Dlaczego mnie tutaj zamknąłeś?! Wypuść mnie! Jesteś tam?! Niall! To nie jest wcale zabawne! Zachowujesz się gorzej niż przedszkolak! Niall James Horan! Masz tutaj natychmiast wrócić. - krzyczałam najgłośniej jak tylko umiałam, uderzając przy tym w drzwi. Gdy ponownie chciałam zacząć nawoływać blondyna, usłyszałam dźwięk mojego telefonu. Szybko wyciągnęłam go z tylnej kieszeni moich spodni i spojrzałam na wyświetlacz.

From Zayn
"Dzisiejszego wieczoru chciałbym stworzyć pierwsze, dobre wspomnienie, które mam nadzieję, na długo pozostanie w twojej głowie, Aniele."

Serce zaczęło mi walić jak oszalałe. Ręką potrzymałam się ściany, aby przypadkiem nie upaść na podłogę, gdyż moje kolana stały się jak z galarety. Nie wiem czemu, ale w ciągu sekundy moje ciało zachowywało się jakby zostało sparaliżowane, a ja nie miałam nad nim żadnej kontroli. "Po prostu On tak na ciebie działa." W moich myślach od razu pojawiły się jego czekoladowe tęczówki, intensywnie wpatrujące się we mnie. Powietrze wokół mnie stało się gęstsze i gorętsze, więc moje płuca zaczęły pracować jeszcze szybciej. W pewnym momencie ponownie usłyszałam melodię przychodzącego SMS'a.

From Zayn
"Wszystko czego będziesz potrzebowała do przygotowania się, znajduje się na łóżku. Widzimy się za półtorej godziny. :) "

Ledwo trzymając się na nogach podeszłam w tamtym kierunku. Na łóżku leżała ogromna kosmetyczka, czarna sukienka z okrytymi plecami, przepasana złotym metalowym paskiem, najzwyklejsze szpilki oraz przeróżne dodatki. W pełnym osłupieniu ruszyłam do łazienki, nie tracąc ani minuty. Gdy przekroczyłam jej próg, uderzyła we mnie fala gorąca pomieszana z intensywnymi perfumami Zayn'a. Poczułam się jakby był dokładnie przede mną. Jakby trzymał moją twarz w swoich rękach. Jakby nasze nosy się stykały. Jakbyśmy mieli się za chwilę pocałować."Te perfumy chyba są zdecydowanie za mocne i na mózg ci szkodzą." Po wyznaczonym czasie byłam gotowa. Sukienka leżała perfekcyjnie, jakby została wykonana specjalnie na zamówienie. Kiedy opuściłam łazienkę zobaczyłam, że drzwi od sypialni są szeroko otwarte. Zaciekawiona wyszłam na korytarz i ruszyłam na dół. W głowie słyszałam tylko dźwięk obcasów stukających o drewniane schody. Gdy byłam na ostatnim schodku, uniosłam swój wzrok i go zobaczyłam. Wyglądał rewelacyjnie. Nawet nie musiałam tego mówić. Uniósł w moją stronę swoją prawą rękę, którą bez wahania chwyciłam. Cały czas patrzył mi się głęboko w oczy, a ja zatraciłam się w złocistości jego tęczówek. W momencie, kiedy jego zimna skóra dotknęła mojej rozpalonej, między nami przeskoczyła przyjemna wiązka prądu, w całym domu rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Zayn posłał mi przepraszające spojrzenie i szybko ruszył do wejścia. Po chwili moim oczom ukazała się zniewalająco piękna blondynka. Perrie Edwards. Wstrzymałam oddech. Nie mrugałam. Mój świat się zatrzymał. Czas stanął w miejscu. Wszystko widziałam w zwolnionym tempie, jakbym była pod wpływem narkotyków.
- Perrie? Co ty tutaj robisz?! Myślałem, że ostatnim razem... - nie dokończył, ponieważ dziewczyna z ogromnym i szerokim uśmiechem na twarzy, który ukazywał jej białe i proste zęby, uwiesiła się mu za szyi, mocno i czule go ściskając. Poczułam nieprzyjemne kłucie w sercu, które po chwili zastąpił niepowtarzalny ból. Ręce chłopaka swobodnie zwisały wzdłuż jego tułowia. Przygryzłam wargę i widocznie z nerwów zrobiłam to zbyt mocno, gdyż metaliczny smak krwi pojawił się w moim ustach. "Właśnie dlatego nie powinnaś sobie robić nadziei. Pomyśl. Miałabyś konkurować z nią? Victorio, nie miałaś, nie masz i nigdy nie będziesz miała żadnych szans. Spójrz na nią. Na nich. Oboje są chodzącą perfekcją. Są parą idealną i nic tego nie zmieni". 
- Zayn! Jestem w ciąży! Kochanie, rozumiesz?! Będziemy mieli dziecko! Zostaniesz tatą!

____________________________________________________
Wiemy, że zwykłe "PRZEPRASZAMY" nie wystarczy. 
Zawiodłyśmy, dobrze o tym wiemy, i jest nam z tym bardzo źle. Nie dość, że tyle musiałyście czekać na nowy rozdział to na dodatek nic specjalnego się w nim nie dzieje. Nawet nie wiecie jak nam jest głupio.

Przepraszamy
PRZEPRASZAMY
PRZEPRASZAMY
PRZEPRASZAMY

Tylko nie bądźcie na nas złe! :)
Chciałybyśmy, abyście wyraziły swoją opinię! Bardzo nam na tym zależy! Piszący bloga nas zrozumieją, że każda motywacja do pisania jest cholernie ważna! :D 

KOMENTUJCIE!

Z GÓRY DZIĘKUJEMY ZA KOMENARZE!!! 

- Katy&Care.

27 komentarzy:

  1. Rozdział wyszedł bardzo fajnie i nie musicie przepraszać ponieważ my to zrozumiemy. Piszcie dalej i nie przstawajcie <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje bardzo za dedykację :) I za komentarz pozostawiony na moim blogu pod ostatnim rozdziałem . To dużo dla mnie znaczy. Teraz pora na Wasz rozdział . Victoria dała Paul'owi list i powiedziała, że zerwała z Harrym . Odważyła się . Scena w jej pokoju, gdzie Zayn powiedział jej, że chcę jej pomóc też była genialna. Ale ostatnie zdanie po prostu wbiło mnie w fotel. "- Zayn! Jestem w ciąży! Kochanie, rozumiesz?! Będziemy mieli dziecko! Zostaniesz tatą!" Zamurowała mnie . To wszystko słyszała Vic i co teraz ? Pewnie znajdzie ukojenie w żyletce a Zayn znowu będzie chciał ją uratować , ale czy po tym ona będzie chciała od niego jakąkolwiek pomoc. Może postanowi nie wtrącać się w ''związek" Perrie i Zayn'a i znowu będzie z Harry'm.
    No to się rozpisałam, ale miałam powód bo ten rozdział jest jsdidijaa i PERFEKCYJNY , IDEALNY i brak mi słów jakie mogą opisać ten post. W mojej głowie już widzę scenariusz dalszego rozdziału Zayn i Victoria.
    Pozostało mi tylko czekanie na kolejny świetny rozdział . Życzę wam dużo weny , którą zawsze macie i zaskakujecie mnie.
    Vanessa
    http://diaries-memories-zayn-malik-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Wybaczymy wam jak didacie niedlugo nowy rozdzial......matko...ten rozdzial byl najlepszy na swiecie!!!!! 💗💓💚💝

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. W rozdziale dzieje się może faktycznie mało, ale przemyślenie, które napisałyście są warte Oskara. Mam nadzieje, że Perrie to sobie zmyśliła ://. Współczuję Harremu :(. Pozdrawiam, życzę weny, ps. najlepsze opowiadanie, jakie teraz czytam;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdzial jest okej :* Ta koncowka :O o.O maaaasakra xd kolejny dawajcie :) i macie pamietac ze my zawsze jestesmy z wami i poczekamy jak bedzie trzeba :D ale juz nie moge doczekac sie nexta <3 /Dominika

    OdpowiedzUsuń
  8. O Jezu... Perrie w ciąży, ale nie wierzę, że z Zaynem pff... Ja ją uwielbiam tak w ogóle, ale tutaj to niech spierdziela jak najdalej;// nie chcę, żeby Zayn i Vic znowu od siebie się oddalili, dopiero co mieli spędzić cudowny czas, a tu Pezz, ehh
    Victoria świetnie to załatwiła z Paulem, ale mam nadzieję, że nie będzie jej zatruwał życia, tylko polubi ją i pozwoli dobrze żyć! Biedny Harry;( jednak mimo wszystko potrzebuję Zayna i Vic razem, przepraszam no ale oni do siebie pasują tak bardzo!❤
    Wklejcie jakąś dziewczynę, w której Harry się zakocha, a ona w nim i wszyscy będą szczęśliwi, tak? xd
    Cóż, jak to pisałam, mówiłam, że na 100% mi się spodoba rozdział:D
    Życzę miłego wieczorku i dużo wypoczynku! Odpoczywajcie ile wlezie xd
    Pozdrawiam gorąco @xnobodyxknows xx

    OdpowiedzUsuń
  9. Kocham ten rozdział i Was i nie gniewem się, sama mam tonę pracy i prawie nic czasu wolnego więc rozumiem. A Perrie? Cóż sądzę, że to dziecko to może i tam nosi, ale na pewno nie Zayana! ��I niech Zayn wyzna jej co jest między Nim a Perrie, i ze nie są razem, Ola! ❤❤❤❤❤����������������������

    OdpowiedzUsuń
  10. No to pięknie!! Że k*rwa coo??!!!! Niech u nich chociaż na chwilę się coś ułoży dobrze :/ Rozdział jest taki WOW, no i WOW!! Kocham ♥ ♡ ♥ Nie wiem co jeszcze, więc czekam na next'a!! :D Dziękuję za poświęcony czas na pisanie tego wspaniałego opowiadania :* Uwielbiam :3 ♥ ♥ ♡ ♥

    OdpowiedzUsuń
  11. Perrie wiedz, że cię nienawidzę! :) Rozdział jak zawsze wspaniały! ❤ Czekam na nexta^^ Mam nadzieje,że wszystko się dobrze poukłada! ❤❤❤

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja nie mogę oni mieli gdzieś sobie iść a tu Perrie z taką wiadomością przyszła -_- mam nadzieje ze ona się nie potnie omg biedna Victoria czekam na next rozdział jest genialny i że tak długo nie było rozdziału nic się nie stało xd
    Gabi

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej ! Rozdział bombowy tylko czemu w takim momencie kończysz? Już czekam na kolejny. Zapraszam do mnie na http://love-and-one-direction.blogspot.com/ i liczę na komentarz z twojej strony co do posta. Pozdrawiam ;**

    OdpowiedzUsuń
  14. Kocham twojego bloga i mega się w niego wciągnęłam ♥ Życzę dużo weny i zapraszam także do nas http://diaaryoflife.blogspot.com/ Jeśli już przeczytasz - skomentuj. Jest to dla nas bardzo ważne i dodaje motywacji do dalszej pracy :*

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny rozdział czekam na kolejne.
    Jestem tu od niedawna trafiłam na tego blog przypadkiem i przeczytałam w kilka dni tak się mega wkręciłam i jestem ciekawa co dalej się potoczy :*

    OdpowiedzUsuń
  16. Powiem tylko, że spodziewałam się tej ciąży... Jakoś u nich się wszystko sypie i nie ma opcji, żeby byli razem, więc no... Było wiadomo :)
    Czekam na next <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Hmm....trafiłam na tego bloga specjalnie i wiecie co? Ni zakochałam się....już dawno czegoś tak dobrego nie czytałam :)
    Gdybyscie wszystko wydrukowaly to powstałaby świetna książka.
    Nie wierzę że to mówię, Ale żałuję że znalazłam go tak wcześnie, chciałabym żeby był już skończony, no bo cóż muszę czeeeeekac czego nieeeeenawidze i jestem niecierpliwa, więc możecie dodać kolejny rozdział....hmm....dzisiaj!! O tak! Dzisiaj!
    Plllooooooooseeee:)
    No a co do perrie nienawidzę jej z całego serca, wszystko psuje...
    Paula też nie...jest taki...Ugh...niedowytrzymania...
    Tak bym chciała żeby Victoria była z zayn'em Ale z drugiej strony trochę szkoda mi harry'ego bo on ja chyba kocha....no i słodko razem wyglądają. No Ale Wiktoria kocha zayna no i to wszystko jest takie pogmatfane....
    A tak w ogóle to kim jest ten koleś który ciągle ich prześladuje...on to po prostu działa mi na nerwy
    Tik Tak czas ucieka...
    Co on jescze wymyśli? Biedna Victoria, biedli wszyscy i bedna Wal:(
    No więc czekam na nn :)
    I na pewno skomentuje każdy wasz rozdział haha ale pewnie już nie dużo zostało do końca...
    Tylko proszę NIECH NIKT NIR UMIERA BO TEGO NIEZNIOSE!!!
    Tak więc papa i do zobaczenia xD
    A no i jeszcze duuuzo weny wam życzę i odpoczywajcie słoneczka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nienawidzę czekać. No ale cóż jak kocha to poczeka <3

      Usuń
  18. Na początku strasznie przepraszam za opóźnienie. Byłam odpoczywać za granicę, a tam miałam problemu z internetem. W każdym razie; teraz przejdę do komentowania rozdziału.
    No chyba nie. Perrie wypier*adaj! (Strasznie przepraszam, ale tak mnie wkurzyła, że po prostu nie mogę!) Co to ma niby znaczyć?! Jakie ,,będziesz tatą Zayn''?! Nie zgadzam się, nie, nie! Miało być tak pięknie. Dobrze, że nie potraficie czytać w myślach, bo załamałybyście się pod tymi oszczerstwami nad jej temat. Kurde, nie mogę w to uwierzyć. Ona kłamie, nie jest w ciąży, a jak jest, to nie z nim! Wredna, zdradziecka, paskudna ropucha! Pewnie kłamie! Idźcie z nią do ginekologa, zróbcie test DNA, aby potwierdzić ojcostwo (choć pewnie jeszcze się go nie da zdobyć, ale to przemilczmy). Wszystko, byle nie to. Nie, nie, nie! A miałobyć tak pięknie! :c
    Wdech, wydech, wdech, wydech... Muszę się uspokoić, żeby nie mówić w kółko o tym samym, ale nie potrafię. Jak tylko o tym pomyślę, to mnie szlak trafia!
    Harry, o jejciu. To było takie kochane, urocze, piękne, niesamowite wyznanie. Boli mnie serce na myśl, że on będzie widział ją, swoją miłość, z jego przyjacielem. Będzie myślał o tym, co utracił. Będzie mu tak cholernie smutno i tylko Louis będzie o tym wiedział. To okropne! Z jednej strony chciałabym, aby Victoria odwzajemniła jego uczucia, ale z drugiej ona i Zayn.. Wszystko takie pomieszane. Wszystkie uczucia. Nie wiem, co o tym myśleć. To straszne. :c
    A kiedy Tommo go pocieszał, po prostu ścisnęło mi serce. To było takie cholernie smutne. Aż nie wiem, co o tym myśleć. Najlepiej w ogóle nie myśleć. Czekać na następny rozdział. Czekać na rozwój wydarzeń. Czekać na wszystko, ale tak się nie da. Moja głowa będzie wypełniona sprawami tego ff. Wcale nie przesadzam. Zawsze tak mam.
    No i ta cała sprawa z Paulem. Jestem ciekawa, jak zareaguje. Widać było, że jest w szoku i to wielkim, ale kurcze. Potraktował ją tak okropnie. Jestem strasznie ciekawa, czy to się zmieni, kiedy przeczyta ten list. Zaakceptuje ją? Będzie chciał jej to wynagrodzić?! A może będzie jeszcze bardziej dla niej surowy, bo nie może się pogodzić z przeszłością? Nie może w to uwierzyć? To straszne. Tyle pytań, a tak mało odpowiedzi...
    Na samym końcu chciałabym Was pochwalić. Piszecie tak niesamowicie o uczuciach innych. Wasz blog jest właściwie cały taki. Tak emocjonujący. To genialne, że potraficie aż tak wyobrażać sobie uczucia innych. Piszecie takie długie wypowiedzi, zwłaszcza, jeśli chodzi o coś ważnego, że to wspaniałe! Macie wielki dar, którego NIGDY nie powinnyście opuszczać. Możliwe, że ten ff mógłby być wydany. Jeśli tak by się stało, obiecuję, że pierwsza będę stała w kolejce po kupienie jej, a później po Wasz autograf. Chciałabym zamienić z Wami parę słów. Może kiedyś się zobaczymy?
    Oby tak. ♥
    Ściskam mocno, karmeeleq. :*

    OdpowiedzUsuń
  19. Świetne <3
    Mam nadzieję,że wpadniecie,jak na razie tylko bohaterowie (:
    http://5-seconds-of-summer-ff.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  20. Dobra ja komentuje bo Car ta ciota co chwile coś myliła w komentarzach n ale po takim rozdziale to się nie dziwię.

    Czytam sobie rozdział i tu takie bum Perrie w ciąży! i takie "Tori oddychaj , oddychaj" a potem jak zobaczyłam "Nie dość, że tyle musiałyście czekać na nowy rozdział to na dodatek nic specjalnego się w nim nie dzieje." to poprostu miałam ochotę wam przwalić. Niczym nazywacie zrujnowanie życia Victorii poraz chyba tysięczny, i to ma być nic?! No dobra może oprócz tego w rozdziale wiele się nie dzieje ale ostatnia sytuacja to nie jest nic! Kobiety chyba za długo na słońcu przebywałyście albo tak jak ja na waacje wyłączyłyście mózgi bo mylą wam się pojęcia "nic" z "wiele" ;***


    Dobra nie będę was więcej ochrzaniać bo na prawdę było warto czekać.


    Miłych wakacji ( wiem już miesiąc minął ale nie miałam za bardzo kiedy życzyć )

    a i jeszcze Car kazała mi usunąć jej komentarz bo tam walnęła błąd i powiedziaa że mam napisać współny ;*


    Tori
    no i Car :D

    OdpowiedzUsuń
  21. Hej! Twój blog został nominowany do bloga miesiąca, po więcej informacji zapraszam tutaj: http://spis1d.blogspot.com/
    Pozdrawiamy, S1D

    OdpowiedzUsuń
  22. Hej! Twój blog został nominowany do bloga miesiąca, po więcej informacji zapraszam tutaj: http://spis1d.blogspot.com/
    Pozdrawiamy, S1D

    OdpowiedzUsuń
  23. niesamowity rozdział,nie mogę się doczekać następnego ♥

    OdpowiedzUsuń
  24. Sorry za słownictwo ale.... Osz kurwa!!! Jak Perrie mogła to zrobić?!!! Czemu w tym momencie?!!! Zakładam, że ona na bank kłamie!!!! A tak w ogóle to zajebisty blog!!! <3 :*

    Pozdro Aneta :*

    OdpowiedzUsuń

Dziękujemy za komentarze xx